Rozdział 3
Wiliam
Od
kilku minut Will siedział z wyłączonym silnikiem na miejscu kierowcy w swojej
czarnej Toyocie Hilux, zaparkowanej na publicznym parkingu i czekał na umówione
spotkanie, wspominając z frustracją ostatnie tygodnie.
Wykonane
przez niego zadanie, które kilka tygodni temu zlecił mu szef spowodowało, że te
jego czarne, ponure myśli, które wzbierały w nim od miesięcy, eskalowały, bo cztery siostry, które obserwował w Denver
były totalnie popapranymi sukami.
Nie
chodziło nawet o to, że kradły, włamywały się, oszukiwały, ale o to, że robiły
to wszystko, nie zważając na krzywdę innych, a nawet się nią bawiąc.
Wciągały
w swoje rozgrywki facetów, idąc z nimi do łóżka lub gdziekolwiek indziej na
szybki seks i robiły to prawie się nie kryjąc.
Will
nie rozumiał tylko dlaczego, do cholery, szef potrzebował jego potwierdzenia obserwacji agenta Cage’a.
Na
polecenie szefa agenci wymienili się zadaniami, by, podobno, zwiększyć swoją wzajemną skuteczność i obiektywność.
Will
przejmował za Cage’a obserwację podejrzanej szajki czterech kobiet w Denver, bo
były to cwane suki, których działania nie mogły być udokumentowane przez jedną,
stałą, pracującą nad nimi od pół roku ekipę.
On
nie miał z tym żadnych problemów, więc uznał, że po prostu Cage został przez tamte
siostry rozpracowany.
Albo
szefowi chodziło o Willa.
Cóż,
on sam też nie był siebie stu procentowo
pewien.
Will
wiedział jednak, że nie lubił tego,
że od zakończenia roku szkolnego przez ponad trzy tygodnie był odcięty od
sióstr Sensible, chociaż nie wiedział, czemu tego nie lubił, bo przecież były
tylko kolejnym zadaniem do wykonania.
Nadal
również nie wiedział, co miał o nich sądzić.
Kurwa,
nigdy w życiu nie był taki niepewny co do swoich osądów.
Niby
miał pewne dowody na to, że nie były
takie brudne, jak średnia z nich, Lucy, ale nadal nie miał pewności co do ich
niewinności i to go wkurwiało jak cholera.
Jego
nabyte przez lata doświadczenie podpowiadało mu, żeby nie ufał nikomu, a
zwłaszcza żadnej cholernej kobiecie, więc cudem było już to, że co do tych
dwóch, Abigail i Hannah, nabrał jakichkolwiek wątpliwości i zaczął postrzegać
je jako niewinne i czyste.
Przekazał
swoje wahanie szefowi.
Teraz
jego osąd miał skorygować ktoś inny, postronny.
Na
czas jego nieobecności w SLC, na czas tego zadania, które przydzielił mu szef, jego siostry przejął inny tajny agent,
Cage, chociaż miał się nie wtrącać, nie wyciągać wniosków, a tylko obserwować
Abigail i Hannah, a potem przekazać mu zwykłe, bezpośrednie spostrzeżenia.
Will
przez trzy tygodnie obserwował i dokumentował tamtą szajkę sióstr, które jednak
nie działały same, a miały co najmniej jedno udokumentowane przez Willa spotkanie
w zwiększonym składzie, więc stało się jasne, że Cage będzie musiał rozpracować
nowych graczy.
Jego zadanie stało się o wiele bardziej
skomplikowane.
Wydrukowane
zdjęcia, kartki z opisem, ale też kartę pamięci z nagraniem, z którego Cage
miał dowiedzieć się, kiedy i gdzie siostry z Denver planowały najbliższą akcję,
Will włożył do dużej, zwykłej koperty.
To
tamten miał zadecydować, czy kończy, czy będzie potrzebował więcej dowodów do
zamknięcia sprawy.
Zadanie,
które Will tam wykonywał utwierdziło go w jego osądzie co do kobiet w ogóle, że
były brudnymi, chciwymi sukami i tylko wyjątkowe zasługiwały na szacunek.
Aby
oczyścić swój umysł, zresetować się, zacząć być bardziej obiektywnym, Will
zrobił sobie, za zgodą swojego bezpośredniego przełożonego, krótki, trzydniowy
urlop, by odwiedzić w Phoenix, w Arizonie, swoją siostrę z rodziną, co zawsze
pomagało mu pozbyć się nadmiaru czarnych myśli, jakie go otaczały przy tego
typu zadaniach i w życiu osobistym.
Teraz
był zdeterminowany, by rozpracować Abigail i Hannah Sensible, wreszcie zamknąć
tę sprawę i pozbyć się ich ze swojego umysłu.
Drzwi
jego pickupa otworzyły się i agent Cage wszedł do kabiny na miejsce pasażera
obok Willa, nie zdejmując ciemnych okularów i bejsbolówki z głowy.
-
Yo - mruknął przy tym, a Will odpowiedział mu takim samym powitaniem, zanim Cage
zatrzasnął za sobą drzwi.
Nie
mieli rozmawiać długo, bo nie mieli przekazywać sobie swoich odczuć, a jedynie
obiektywne, udokumentowane obserwacje.
-
To dla ciebie - powiedział Will, wyjmując ze schowka między siedzeniami i podając
Cage’owi naszykowaną dla niego kopertę, w której miał zdobyte przez siebie
dowody na powiązania suk z Denver.
Cage
wziął ją, zważył ją w dłoni i spojrzał na Willa uważnie, jakby chciał go o coś
zapytać, ale później zrezygnował.
Mądrze.
-
Okej - mruknął - Tu twoje - odparł i podał Willowi podobną kopertę ze swoimi
obserwacjami.
Will
wziął ją, skinął głową, otworzył ponownie schowek, a Cage skinął swoją głową,
ale nie dodał niczego więcej, zanim wysiadł z pickupa, którym jeździł Will.
Nie
komentowali, nie mówili sobie niczego więcej, by ograniczyć czas spędzony w
swoim towarzystwie do niezbędnego minimum.
Drzwi
ponownie trzasnęły i Will został sam.
Wszystko,
czego mieli się dowiedzieć przez te kilka tygodni, było w kopertach, którymi
właśnie się wymienili, a ich ocena nie była najważniejsza.
Will
wsunął do schowka otrzymaną kopertę, nie myśląc o niej więcej, bo nie miał
zamiaru się zadręczać, ale gdzieś na dnie jego działań tego dnia tkwiło popieprzone
pytanie o to, jak silne były dowody na ubrudzenie Abigail.
Bo
bał się, że były.
Zaparkował
przed Walmart’em, bo to było publiczne, bezpieczne miejsce na spotkanie i
wymianę informacji.
Więcej
nie mieli się spotkać aż do rozstrzygnięcia sprawy przez każdego z nich, bo
byłoby to zbyt niebezpieczne.
Mogliby
przypadkiem zostać namierzeni i
rozpoznani, a tego by nie chcieli.
Will
wszedł jeszcze do marketu spożywczego, by kupić sobie trochę zapasów, w tym
gotowy posiłek do podgrzania w swoim małym, zapyziałym mieszkaniu, do którego
szybko wrócił, by sprawdzić, co Cage tak cholernego zdobył na siostry Sensible
podczas jego nieobecności w SLC.
Nie
ukrywał, nie mógł ukryć nawet przed
sobą, że Abigail mu się podobała, chociaż z miliona różnych powodów była poza
jego zasięgiem.
Była
ładniejsza, bardziej delikatna, ale też bardziej żywa niż Hannah.
Ale
też była jego zadaniem, a na dodatek wciąż była nastolatką.
Will
wszedł do wynajmowanego przez siebie lokum, rzucił w kąt torbę, w której miał
ubrania, jakie zabrał na podróż i otworzył okna, by pozbyć się zaduchu, jaki
zgromadził się w ciasnocie zamkniętego, małego, kawalerskiego mieszkanka po
trzech tygodniach gorącego lata Utah.
Skorzystał
z toalety, umył twarz wodą i ręce mydłem, a potem wytarł je starannie do sucha,
zanim poszedł do kuchni, by odgrzać w mikrofalówce lazanię z pudełka, jakie
kupił w markecie, zabrał ją na blat, gdzie przysunął sobie stołek, jedyny jaki
tu był, i zabrał się do jedzenia widelcem wprost z opakowania.
Piwo,
jakie miał do tego, było schłodzone ze sklepu, a pił je prosto z butelki.
Przed
sobą, za pudełkiem z lazanią, częściowo rozłożył na blacie kuchennym niektóre zdjęcia
i papiery wyjęte z przyniesionej koperty, ale szybko się przekonał, że nie
powinien był tego robić.
Popsuło
mu to apetyt.
Kiedy
przeczytał pierwsze notatki Cage’a, jakie wpadły mu w rękę, był cholernie rozczarowany
głównie dlatego, że po wcześniejszych swoich obserwacjach zaczął mieć już
nadzieję, że Abigail nie była taka,
jaką była jego Mandy.
Ładna,
witalna, błyszcząca i… cholernie brudna.
W
notatkach agenta z Denver Will znalazł bowiem na pierwszym miejscu informacje i
zdjęcia, które były niezaprzeczalnym dowodem na to, że Lucy wychodziła z domu w
nocy przez okno ich wspólnego pokoju na piętrze, a Abigail musiała o tym
wiedzieć i kryła ją.
Były
w zmowie.
Gówno!
To
było po pierwsze.
Były
też tam zdjęcia sprzed szpitala, z którego wychodziła w ostatnim dniu czerwca, na
których było widać nazwy poradni, które tam się znajdowały.
Ginekolog,
kardiolog i onkolog.
Z
tego, co Will wiedział, Abigail nie miała problemów z sercem, nie miała raka,
więc pozostawał ginekolog.
Była
sama w tym szpitalu, pojechała tam autobusem, więc prawdopodobnie próbowała coś
ukryć przed swoją mamą i siostrami.
Kurwa,
nawet jak Will bardzo nie chciał,
musiał w końcu przyznać, że najmłodsza z sióstr Sensible prawdopodobnie była
winna wszystkiemu temu, co jej
przypisywano w szkole.
W
każdej plotce jest ziarno prawdy, a w tej było wcale nie takie małe.
Jeśli
bowiem mała Abigail nie była niewinna, jeśli chodziła do ginekologa po tabletki,
jeśli wiedziała o kradzieżach, oszustwach i fałszerstwach Lucy, znaczyło to, że
również mogła z premedytacją udawać cnotkę przed swoimi „przyjaciółmi” i
perfidnie wykorzystywać ich wiarę i dobrą wolę.
Will
zanotował sobie adres przychodni, by upewnić się, dowiedzieć się swoimi
sposobami, jaką poradnię wtedy odwiedziła Abigail i po co.
Musiał
też zdobyć jej wcześniejszą dokumentacje medyczną, bo do tej pory nie czytał
jej, nie była mu potrzebna, więc nie wiedział, czy przypadkiem dziewczyna nie
miała wcześniejszych wizyt, by zatuszować swoje liczne kontakty seksualne, a
może nawet usuwać ciąże.
Pieprzone gówno!
Will
chwilowo odpuścił sobie życie Abigail, bo nie miał na to siły i w ogóle nie
miał ochoty na dalsze psucie sobie wieczoru.
Zajął
się czymś innym, ale nadal robił to wyrywkowo, bez planu.
Kolejne
zdjęcia pokazywały, jak bardzo zmieniło się życie Hannah.
Do
tej pory skryta, spokojna i uporządkowana, najstarsza siostra zaczęła
regularnie spotykać się z dużą grupą obcych jej dotąd osób.
Znany
Will’owi czarny pickup Forda, który został sfotografowany pod ich domem,
świadczył o nawiązaniu bliższego kontaktu z Williamem Brownem.
Potem
były zdjęcia dokumentujące jej odwiedziny w FS 13, uśmiechy i rozmowy z
tamtejszym kapitanem strażaków, Olgierdem, i innymi strażakami, wśród których
Will rozpoznał, ale też miał ich opisanych, więc wiedział, że rozmawiała z
Davidem Lichtwitz’em i pozostałymi.
Z
Jimmym Sparkiem Hannah i Brown spędzili więcej czasu i dołączyła do nich żona
Sparka, której Will do tej pory nie znał, ale Cage ją opisał na zdjęciach.
Eva
Spark była bardzo charakterystyczną, pogodną osobą, która najwyraźniej
towarzyszyła później Hannah i Billy’emu przy różnych okazjach.
Były
zdjęcia, które świadczyły o tym, że oglądali mieszkania i domy.
Były
takie, na których było więcej osób z otoczenia strażaków z FS 13, bo Will
rozpoznał tam też Maggie.
Spotykały
się w gronie kobiet w butiku, w barze, w sklepie meblowym.
Tych
zdjęć było bardzo dużo.
Will
westchnął ciężko, opuścił głowę i oparł łokcie o blat stołu przed sobą, by
zaraz potem wbić palce we włosy po bokach głowy.
Nic
z tego, co widział, nie składało mu się w logiczną całość.
Był
cholernie niewyspany i zmęczony, bo w ciągu ostatnich dni przebył tysiące
kilometrów samochodem i samolotem, a w międzyczasie spędził bezsenne dni i noce
na przerzucaniu się gównem z bliskimi.
Dokończył
wstrętną w smaku lazanię, dopijał piwo i patrzył z niechęcią na rozłożone na
stole przed nim dokumenty.
Musiał
na ten dzień odpuścić, bo nie był w stanie myśleć obiektywnie.
Zgarnął
wszystko z powrotem do koperty, wstał od stołu, wyrzucił pudełko po lazanii do
kosza na śmieci, a potem usiadł z resztką piwa na kanapie.
Wyciągnął
nogi daleko przed siebie i przymknął oczy, wspominając te kilka dni, które
spędził w gronie rodziny w Phoenix.
Francesca,
jego starsza siostra, mieszkała tam razem z mężem i dziećmi, podobnie jak jego
najstarszy brat, Vin, który dorobił się trójki dzieci, zanim Blanca
stwierdziła, że im wystarczy.
Fran
pracowała jako fryzjerka we własnym salonie i zatrudniała dwie dziewczyny do
pomocy, więc szło jej naprawdę dobrze, a jej mąż, Luigi, prowadził dobrze
prosperujące przedsiębiorstwo budowlane.
Finansowo
stali dobrze i ich dom był duży, więc to w nim Will zatrzymywał się zawsze,
kiedy wracał do rodzinnego miasta.
Kiedy
Will zapowiedział swoją wizytę u Fran, zjechali się tam jeszcze Vito z partnerką
i Vite bez kobiety, a jego młodsza siostra, Fela, zapowiedziała się z
połączeniem Internetowym wieczorem, kiedy siedzieli po kolacji w bawialni, więc
i z nią rozmawiali.
Było
wesoło, gwarnie i ciepło.
Dokładnie
tak, jak Will pamiętał to z ich domu rodzinnego.
Po
jego przebojach z Mandy, nikt nie nagabywał go o kobiety, ale nie obyło się bez
delikatnego upomnienia ze strony Fran, która przejęła rolę mamy w ich gronie i
martwiła się o niego, żeby znalazł sobie „wreszcie dobrą kobietę”.
Vite
wtedy wybuchł śmiechem i głośno wyrzucił z siebie jedyną prawdę, na jaką go
było stać:
-
Jak go to dopadnie, to nie będzie się mógł obronić, nawet jak będzie uważał, że
może się sparzyć.
To
była szczera prawda.
Nadal
Will nie zamierzał tego szukać ani dyskutować o tym z kimkolwiek.
Nawet
jak ich tak kochał, jak to robił, to nie była ich sprawa, bo to było jego
pieprzone życie.
Will
dokończył swoje piwo, wstał i poszedł do kuchni, by wyrzucić butelkę do
pojemnika na szkło, a potem zdecydował się na całkowite odpuszczenie sobie
sprawy sióstr Sensible na ten dzień.
Był
już późny wieczór.
Był
to czas na odpoczynek.
Schował
spakowaną na nowo kopertę do jednej z szuflad w swojej kuchni, sprawdził, czy
zamknął drzwi na klucz i pogasił światło, a następnie udał się do łazienki, by wziąć
prysznic po podróży i naszykować się do snu w swojej maleńkiej sypialni, a w
tym czasie bardzo starał się wyrzucić
z głowy obraz Abigail ze zdjęć dostarczonych przez Cage’a.
Nie
powinien tęsknić za jej widokiem na żywo, ale robił to, więc teraz był zły i
zraniony tym, że nie była taka, jaką ją chciał widzieć.
Chciał
zobaczyć, jak szła zamyślona jej ulicą, rozglądając się po rabatach kwiatowych,
jakby doświadczała najwyższego cudu.
Jak
uśmiechała się do przyjaciółki, do Hannah lub do Abla, bo żadne zdjęcie nie
było w stanie przekazać światła i ciepła, jakie wtedy od niej biło.
Szczęśliwie,
zmęczenie go pokonało, więc Will zasnął szybko i przez większość nocy spał bez
snów.
Może
nie nazbyt długo, ale wystarczająco, by odpocząć.
*****
Następnego dnia rano…
Will
był na tyle przytomny, że mógł wcześnie wstać, wziąć kolejny prysznic po nocy w
tym dusznym, gorącym mieszkanku i usiąść ze świeżo zaparzoną, czarną kawą na
kanapie, kiedy dokumentacja zebrana przez Cage’a pokrywała prostokątny stolik
do kawy przed nim.
Tym
razem nie spieszył się, kiedy ułożył to wszystko w kolejności prawie chronologicznej
i wreszcie miał lepszy obraz tego, co się wydarzyło pod jego nieobecność.
Will
wszystkie papiery podzielił na dwie grupy, jedną dotyczącą Abigail, którą
zostawił na później i drugą, dotyczącą Hannah.
Cała
pieprzona dokumentacja świadczyła o jednym, a potwierdzenie tego Will dostał w
załączonej notatce.
William
Brown i Hannah Sensible zaręczyli się i mieli się pobrać już na początku sierpnia.
I
tu niczym dzwonek alarmowy zabrzmiało w głowie Willa naturalne pytanie - Dlaczego tak szybko? Czyżby zaszła w ciążę?
Will
wrócił do zdjęć z wcześniejszą datą i skupił się na jednym, które przedstawiało
parę wchodzącą do domku po obiekcie sportowym w jednym z publicznych parków.
Ukrywali
się, a Brown niósł pod pachą koc.
Mieli
sekretną schadzkę.
Kurwa.
Jednak
się nie pomylił.
Hannah,
która wyglądała na taką nieśmiałą, niewinną i skrytą, była puszczalską dziwką,
więc jej młodsza siostra mogła być taka sama.
Potem
jednak, z tą samą datą, ale z późniejszą godziną, były zdjęcia, przedstawiające
ich wchodzących do domu Olgierda, a następnie w domu matki Hannah, gdzie
dotarła również Abigail, ale nie było Lucy.
Więc
nie było to zależne od sprawy szajki Lucy i Lucasa Scammer’a.
Ale
wisienką na torcie było zdjęcie z tą samą datą, dokumentujące pocałunek Hannah
i Browna na podjeździe domu jej matki, przy pickupie Browna.
Namiętny,
głęboki, oficjalny pocałunek, który krzyczał Zakochani.
Więc
Will znowu zwątpił w swój osąd.
Zanim
to wszystko obejrzał i przeczytał, jego kawa była wypita, a jego żołądek
domagał się prawdziwego jedzenia, więc Will wstał, poszedł do aneksu
kuchennego, odstawił kubek do zlewu i tylko zerkał przez okienko w szafkach,
jakie otaczały aneks i odgradzały go od części dziennej, na papiery rozrzucone
na stoliku do kawy.
Myśląc
o tym wszystkim, zaczął robić sobie na śniadanie roztrzepane jajka z serem i
tosty, a kiedy wszystko już grzało się na patelni i w tosterze, podszedł z
powrotem do zdjęć.
I
wtedy zauważył jeszcze jedno, które zostawił z tymi, które miały dokumentować
życie Abigail, a teraz wystawało rogiem spod tych nieobejrzanych.
Kiedy
wziął je do ręki, przekonał się, że razem z nim były jeszcze dwa inne zdjęcia,
połączone z tamtym spinaczem i zagiętą kartką z opisem.
Zabrał
wszystko do blatu kuchennego i wyłączył kuchenkę, żeby jego śniadanie się nie
spaliło.
Wyjął
z szuflady widelec i prosto z patelni zaczął jeść jajka, zagryzając tostem
wyjętym z tostera i maźniętym majonezem, a jednocześnie odkręcił kapsel z
butelki z piwem, które wyjął z lodówki razem z majonezem.
Musiał
wiedzieć.
Był
niecierpliwy, więc nie przejmował się bałaganem, jaki robił na blacie.
Zdjął
spinacz, rozłożył kartkę i spojrzał na pierwsze zdjęcie.
Data
na zdjęciu wydrukowanego z aparatu wskazywała na niecały tydzień po tym, jak
Will wyjechał do Denver.
Will
zobaczył na nim Hannah wysiadającą z granatowego SUV’a przez drzwi pasażera z
tyłu, Helenę, wychodzącą z drzwi pasażera z przodu i Olgierda, który zamykał
drzwi od strony kierowcy.
Hannah
przyjechała tam z nimi.
A
drugie zdjęcie przedstawiało ludzi i miejsce, które zdecydowanie zmieniło
sposób myślenia Willa o Hannah i spowodowało, że zaczął zastanawiać się nad
zmianą przyszłego toku śledztwa.
Była
na nim Hannah w otoczeniu ludzi, których Will znał i którym ufał, a opis Cage’a
mówił o grillu integracyjnym, który został zorganizowany przez Dominika,
właściciela kompleksu, na którym odbywało się spotkanie.
Obok
Olgierda i Heleny stali David i Maggie Lichtwitz, Jimmy i Eva Spark, Alexander
i Sophie Whitman, Eduardo i Alice Chavez oraz kilka innych osób, którzy spotkali
się w miejscu, które Will również znał.
Był
to kompleks mieszkalny, w którym Will bywał, kiedy prowadził sprawę Seamus’a Mcmalony,
bo to tam mieszkała Maggie.
Kompleks
mieszkalny to było może określenie na wyrost, ale przez te kilka lat, odkąd
Will tam bywał, właściciel dokupił kilka sąsiadujących budynków i rozwinął
działalność, więc ten jeden, najstarszy, był też już teraz najsłabszym.
Były
to cztery prostokątne bloki, zestawione ze sobą tak, że pomiędzy nimi było
patio, nad którym chodnik na galerii prowadził do mieszkań z jedną lub dwiema
sypialniami, bo na parterze były tylko maleńkie mieszkanka podobne do tego, w
jakie wynajmował Will.
Maggie
mieszkała na piętrze.
Tam
również niegdyś mieszkali Eva i Jimmy, Sophie, Alice, a obecnie mieszkali Alek
ze swoim partnerem, Samem, i Benjamin Write ze swoją dziewczyną, Soniją.
Wszyscy
byli przyjaciółmi.
Wszyscy
też się wspierali w różnych sytuacjach, z których wiele było porąbanych, kilka
groźnych, a we wszystkich brało udział FBI, SWAT i policja.
Z
tego, co wiedział Will po inwigilacji mieszkania Maggie, Benji miał tam na
galerii zamontowaną kamerkę, bo początkowo śledził, by opisać nowe życie Evy w
Stanach, po jej przeprowadzce tu z Polski.
Benji
był bowiem reporterem, a Eva w Polsce była swego czasu sławna.
Will,
pomagając Davidowi chronić Maggie przed Mcmalony’m, a przy okazji próbując
rozwikłać swoją sprawę, zamontował tam kilka innych kamerek i wszystkie były
przez pewien czas podłączone do komputera Benji’ego i do vana FBI, który przez
kilka miesięcy stał zaparkowany w niedalekiej alei.
Ale
tego terenu zieleni, który przedstawiało zdjęcie, wtedy nie było.
Za
budynkiem było istne gruzowisko, chwasty i zarośla, które doprowadzały Davida
na rozpaczy, bo stamtąd też można było dostać się na galerię, a nie było
możliwości monitorowania tego.
Najwidoczniej
obecnie nie tylko było tam posprzątane, ale również teren ten był użytkowany na
imprezy dla mieszkańców.
Will
skończył śniadanie, zabrał piwo i zdjęcia na kanapę, nie przejmując się brudną
patelnią na kuchence.
Zająłby
się tym później.
Rzucił
swój tyłek na kanapę, stopy na stolik do kawy i tam przeglądał zdjęcia i
notatki, jakie zrobił Cage, pociągając piwo z butelki.
Ostatnie
zdjęcie z tej serii przedstawiało Hannah stojącą przy pickupie Browna na
podjeździe domu jej matki w objęciach mężczyzny, na widok czego Will zacisnął
szczęki i odrzucił papiery na stolik.
Widział
już wystarczająco dużo.
Na
tym zdjęciu Brown jedynie dotykał ustami do włosów Hannah Sensible, co
oznaczało, że ich zażyłość nie była zaawansowana.
Will
wiedział więc dwie rzeczy.
Przed
wakacjami Will zdążył się dowiedzieć, że rodzina Sensible żyła kiedyś w
społeczności mormońskiej, co oznaczało ścisłe reguły co do publicznego
spotykania się kobiet z mężczyznami.
Hannah
absolutnie nie powinna publicznie być
dotykana, a na pewno nie w ten sposób, przez mężczyznę, który nie był jej
narzeczonym, mężem, bratem lub ojcem.
Jeśli
ktoś ich widział, młodzi, a może sama Hannah, musieli mieć kłopoty.
A
to oznaczało, że ich szybki ślub nie musiał być wynikiem ciąży, a raczej
skutkiem nacisków ze strony matki sióstr Sensible.
Po
drugie, Will doskonale wiedział, że nic, co mogłoby zagrozić Maggie chociażby w
najmniejszym stopniu, zachwiać jej spokój, nie umknęłoby uwadze Davida.
Mężczyzna
by wiedział.
Więc
Will zamierzał zaproponować swojemu szefowi, że nawiąże współpracę z
Lichtwitz’em, a może i z Lifer’em, by wejść do kręgu znajomych sióstr Sensible.
Bowiem
podczas rozpracowywania Seamus’a Mcmalony, Will poznał również mężczyznę, który
stał w otoczeniu innych facetów z FS 13, obejmując ramieniem kobietę, która
była podpisana jako Anna Madison Philision vel
Alba Rodriguez, czego Will jeszcze nie rozumiał, bo zbyt mało wiedział, ale nie
musiał, więc to na razie odłożył.
Ważne
było to, że Lifer był od lat towarzyszem i przyjacielem Davida, a Will czytał
ich akta osobowe z Armii i inne, do których znajomości nie chciał się
przyznawać, więc wiedział, że mógłby im zaufać i poprosić o pomoc.
Przesiadując
podczas obserwacji z Filipem w wozie z monitorami, Will poznał nieco jego
umiejętności komputerowe, docenił go i teraz uznał, że mógłby jego też wciągnąć
w śledztwo dotyczące Lucy Sensible.
Will
odchylił się i oparł ciężko o oparcie kanapy, na której siedział, lewe
przedramię położył na swoim czole i zamknął oczy, kiedy palcami prawej dłoni
wciąż trzymał butelkę z resztką piwa.
Kiedy
już podjął tę jedną decyzję, jego umysłem całkowicie zawładnęła wizja Abigail i
potrzeba zobaczenia jej w realnym świecie stała się bolesna.
Odstawił
butelkę na stolik, zdejmując jednocześnie z niego swoje stopy, wyciągnął prawą
rękę i jakby bezwiednie złapał plik zdjęć, na których było życie Abigail z tych
kilku tygodni, kiedy jej nie widział.
Wciągając
powietrze, zdjął spinacz z pierwszego, jakie wpadło mu w dłoń i zamarł, kiedy
zobaczył, co przedstawiało.
Abigail
zbiegająca ze schodów od głównego wejścia do szkoły wyglądała tak radośnie,
pogodnie, młodo i kolorowo, jak ją zapamiętał.
Była
taka piękna, że zapierało mu dech w piersiach.
Najpiękniejsza
dziewczyna, jaką zdarzyło mu się widzieć.
Jej
ciemno blond włosy były rozpuszczone, rozwiane na wietrze, czego nie nosiła
często, bo przeszkadzało jej to w malowaniu, ale tym razem, najwidoczniej nie
musiała ich spinać.
Wyglądała
na jeszcze bardziej młodą i niewinną, niż Will to pamiętał.
Spojrzał
na komentarz Cage’a i przekonał się, że dziewczyna uczęszczała do szkoły na
letni kurs z matematyki i języka angielskiego cztery razy w tygodniu.
Patrzył
na nią i uświadomił sobie, że serce ścisnęło mu się boleśnie.
Była
tak młoda, tak cholernie dużo młodsza
od niego, że Will nie miał prawa patrzeć na nią jak na kobietę.
Była
całkowicie poza jego zasięgiem, nawet
jakby nie była jego zadaniem.
Absolutnie
niedostępna.
Przedłużając
swoją mękę, przeglądał kolejne zdjęcia, na których była Abigail, całkowicie
nieświadoma jego istnienia, kiedy odwiedzała Miejski Ośrodek Kultury, gdzie,
jak Will dowiedział się z notatki Cage’a, podpisała umowę wolontariacką na pracę
z dziećmi w parku miejskim w lipcowe i sierpniowe piątki.
Bywała
u Jo, swojej przyjaciółki i jeździła tam czasami z Ablem autobusem miejskim lub
samochodem z ich kolegą, z Joe, którego Will znał.
Bywała
w butiku u Aleka i Sama, dwóch gejów, którzy byli przyjaciółmi Evy i Maggie, a
potem w kościele i w sali, o której Cage napisał, że została wynajęta przez
matkę Hannah na wesele jej najstarszej córki.
Na
każdym zdjęciu Abigail była pogodna, spokojna, chociaż nie roześmiana.
Dokładnie
taka, jaką pamiętał.
Potrzebował
informacji o jej zdrowiu, ale nie uznawał ich obecnie za niezbędne do
udowodnienia jej winy.
Po
prostu chciał to zrobić dobrze do końca
i oddać szefowi komplet dokumentów, bo chciał się od niej uwolnić.
Zajęło
mu to wszystko dobrze ponad dwie godziny, kiedy nagle Will poczuł, że musiał wyjść, bo dusił się w swoim
ciasnym mieszkaniu.
Zerwał
się z kanapy, zgarnął papiery ze stolika do koperty, schował ją do szuflady w
kuchni i poszedł do sypialni, by ubrać się do wyjścia.
Kiedy
był gotów, zgarnął z komody przy drzwiach kluczyk do pickupa, klucz do wynajmowanego
garażu i kluczyk do swojego Harleya.
Tylko
pęd powietrza był w stanie oczyścić jego umysł z gonitwy myśli.
Pojechał
pickupem do kompleksu magazynów na wynajem, gdzie był jego garaż, a który był
oddalony od jego mieszkania o dziesięć minut jazdy, zostawił tam samochód na poboczu,
po uprzednim zamknięciu go starannie na klucz i podszedł do wrót swojej
jednostki z kluczami w ręku.
Kiedy
wyprowadził motocykl, założył na siebie skórzaną kurtkę, buty motocyklowe,
które trzymał w garażu, by oddzielić tę część siebie od mieszkania, jakie
wynajmował, zamknął garaż z ubraniem, jakie tam zostawił i włożył rękawiczki, a
na końcu kask.
Przerzucając
nogę nad swoim Harleyem, poczuł tę samą ekscytację, jaką zawsze czuł, kiedy
wracał do jazdy po tygodniach przymusowego odizolowania od swojego rumaka.
Kochał
to uczcie.
Tę
wolność i beztroskę.
Ruszył
ulicami SLC i jeździł tak przez godzinę.
Jednak
tego dnia coś nie pozwalało mu jechać przed siebie bez celu, to coś ciągnęło go
niczym magnes i Will, w całkowicie niezamierzony sposób, znalazł się na
uliczce, przy której stał dom rodziny Sensible.
Była
pora lunchu, więc było pusto, nie było ludzi na chodnikach ani na zacienionych
daszkami gankach domów.
Will
przejechał powoli tą boczną, zadrzewioną aleją, nie znalazł niczego, co
przykułoby jego uwagę, a potem zacisnął wargi na swoją słabość, zaryczał
silnikiem, przyspieszył i pojechał z powrotem do miasta, by znaleźć sobie jakiś
bar i również zjeść lunch.
A
parę godzin później wrócił do garażu, skąd wreszcie zadzwonił do swojego szefa
i umówił się na potajemne spotkanie, jakie mogło się odbyć dopiero za kilka
dni.
Siedząc
w garażu, po wyczyszczeniu i dopieszczeniu swojego Harleya, Will zadzwonił
również do Fran, żeby dać jej znać, że dojechał i był w pracy, jak zawsze to
robił, chyba żeby uprzedził, że nie mógłby dzwonić.
Więc
dopiero wczesnym wieczorem Will wrócił do swojego mieszkania i do przeglądania
zdjęć i notatek agenta Cage’a.
Tym
razem rozłożył je na podłodze, żeby ustalić wszystkie fakty, jakie zdobył Cage,
bo w ciągu tych kilku tygodni w życiu sióstr Sensible działo się o wiele więcej
niż przez wcześniejsze miesiące obserwacji, jaką prowadził Tracker.
Szukając
szczegółów, Will przejrzał tylko informacje o dwudniowej podróży Hannah i
Browna oraz ich wizycie w Falcom, u ojca dziewczyn w więzieniu stanowym, a
także o ich odwiedzinach klubu Piwnica,
bo nie był to klub, gdzie mogliby mieć kontakt z narkotykami, złodziejami lub
innym takim gównem.
Było
to miejsce raczej dla koneserów niszowej muzyki, a czasem poezji, chociaż
sprzedawano tam alkohol.
Ale
najdłużej Will wczytywał się w notki Cage’a dotyczące nowych przyjaciół
Abigail.
Cage
nie wiedział dlaczego, ale Abigail codziennie jeździła z Evą do sali, w której
miał się odbyć ślub i przyjęcie weselne Hannah Sensible i Williama Browna, a
potem spędzała tam kilka godzin w towarzystwie Aleka i Sama, tych dwóch gejów,
którzy prowadzili butik z ekstrawaganckimi ubraniami dla kobiet w różnym wieku,
w którym często bywały zarówno Eva jak i Maggie oraz inne kobiety z kręgu ich
przyjaciółek.
Will,
analizując te informacje, prawie przegapił najważniejszą.
To
następnego dnia miał być ten ślub.
A
Will nie mógł tam być, bo nie dostał pozwolenia szefa na ujawnienie się przed
Davidem, Maggie i Filipem, co musiałoby się stać, jeśliby się tam pojawił.
Kurwa.
Will
zajął się rutynowymi, codziennymi sprawami, szykując pranie, jadąc na zakupy i
do pralni samoobsługowej, a potem sprzątając mieszkanie i szykując sobie
kolację.
Głowę
przez cały czas wypełniała mu wizja Abigail ubranej w sukienkę na ślub siostry,
ale musiał to odpuścić, skoro nie wiedział w jaką sukienkę miała ubrać się
dziewczyna, a nawet nigdy wcześniej nie widząc jej w sukience.
Zwykle
chodziła ubrana w bluzki i spódniczki za kolano, a w szkole bywała ubrana w
dżinsy lub ogrodniczki.
Kiedy
ostatecznie usiadł z piwem w dłoni przed telewizorem, który miał włączony na
jakiś mecz, którego i tak nie oglądał, starał się wyrzucić dziewczynę ze swoich
myśli i zrelaksować się.
Nie
udało mu się to do końca, więc, kiedy położył się spać, w jego snach znowu
pojawiła się Abigail z rozwianymi włosami, zbiegająca ze schodów przed głównym
wejściem do jej szkoły.
Ale
tym razem śmiała się wprost do niego.
*****
Następnego dnia rano…
Will
wstał wcześnie, ale postarał się być zajęty opracowywaniem raportu, który
zawierałby wnioski dla jego szefa, bo nie chciał mieć pokusy wychodzenia z
domu, chociaż był z tego powodu nerwowy.
Ich
spotkanie miało być dzień później w jednym z bezpiecznych mieszkań i Will
chciał przedstawić na nim rzetelne i przekonujące argumenty, by jego
bezpośredni przełożony pozwolił mu na rozmowę z Davidem i Filipem.
Nie
musiał ich włączać w pełni do śledztwa, ale być może nawiązanie bliższych kontaktów
z siostrami Sensible ułatwiłoby im wszystkim rozwiązanie sprawy tej
złodziejskiej szajki, do której należała Lucy i jej narzeczony, a David i Filip
pomogliby mu w zachowaniu anonimowości i bezpieczeństwa tej akcji.
Jednak,
kiedy raport był prawie gotowy, Will nagle stwierdził, że wstał i zaczął się
zbierać do wyjścia.
Nie
wycofał się ani nie zatrzymał.
Ponownie
założył czarne dżinsy i koszulkę, zabrał kluczyk od Harleya i klucze do garażu,
schował starannie kopertę ze zdjęciami i notatkami od Cage’a razem z częściowo
napisanym raportem, a potem wyszedł z mieszkania, zamykając drzwi na wszystkie
posiadane zamki.
Pojechał
pickupem do magazynów, wyprowadził motocykl, założył motocyklowe buty, skórzaną
kurtkę i zamknął garaż, zanim włożył na dłonie rękawiczki, a na głowę kask.
Przerzucił
nogę nad siodełkiem i przez chwilę się zawahał.
To,
co zamierzał zrobić nie było ani trochę mądre czy bezpieczne.
Ale
nie mógł się powstrzymać.
To
było dla niego jak narkotyk.
Uruchomił
silnik, poczuł znajome, uspokajające drgania maszyny, napływającą do niego moc
i swobodę, a potem zasunął owiewkę kasku, pochylił się, odepchnął i ruszył na
ulice SLC.
Po
piętnastu minutach był w sąsiedztwie, w którym mieszkała Abigail.
Wjechał
na znajomą do bólu ulicę i trochę zwolnił, kiedy zobaczył liczne samochody,
stojące na ulicy przy krawężniku przed domem rodziny Sensible.
Kurwa.
Pieprzony
błąd.
Nie
zatrzymując się, przejechał obok i dowiedział się, że samochody należały do
Evy, Davida i Olgierda, bo to właśnie oni wychodzili do nich z pojemnikami,
pudłami i skrzynkami, które były wypełnione jedzeniem.
Wydobywający
się od nich zapach spowodował, że Will poczuł ból brzucha, bo nie zjadł nawet
śniadania, zanim tu przyjechał.
Wiedział,
że nie mógł zawrócić i postarać się zobaczyć Hannah lub Abigail, ale musiał odjechać.
David
należał do mężczyzn zbyt spostrzegawczych, aby Will mógł zaryzykować ponowny
przejazd, więc po prostu skierował się do znanego sobie baru na późne śniadanie
i dużą kawę z mlekiem.
*****
Wczesny wieczór tego
samego dnia…
Will
spędził trochę czasu na doglądaniu swoich spraw, spotkanie z szefem, a po
gdzieś drodze odebrał od wspólnika zawinięty w codzienną gazetę raport
dotyczący leczenia Abigail Sensible.
Nie
przeczytał go, ale schował do kufra swojego Harleya, na którym spędził cały ten
dzień, kiedy pojechał ponownie na ulicę, przy której stał dom rodziny Sensible.
Nie
wiedział, po co to zrobił, bo nie powinno tam nikogo być, skoro wciąż trwało
przyjęcie po ślubie Hannah i Billy’ego, ale zatrzymał się.
Will
zaparkował motocykl przy krawężniku, stał oparty ramionami o pobliskie drzewo i
już miał sięgnąć po otrzymane papiery, żeby zająć czas oczekiwania na
nie-wiadomo-co, kiedy na podjazd domu, który go interesował, podjechała
czerwona, mała, miejska Honda.
Ze
zdjęć Cage’a Will wiedział, że samochód należał do Aleka, a przez szybę
zobaczył jeszcze jednego mężczyznę, więc wiedział, że był z nim Sam.
Z
tylnych drzwi auta wyszła Abigail, trzymając wysoko w prawej ręce pokrowiec z
ubraniami, który wyciągnęła z siedzenia obok siebie.
-
Dzięki, chłopaki - krzyknęła, wtykając głowę z powrotem do auta, zanim machnęła
wolną ręką i zatrzasnęła przed sobą drzwi.
Dziewczyna
była wciąż ubrana w sukienkę, w której była na ślubie i weselu siostry, a ten
widok był czymś, co spowodował, że Willowi zaschło w ustach, więc chrząknął,
wyprostował się i przełknął ślinę.
Była
jeszcze piękniejsza, niż to sobie wyobrażał, kiedy próbował ją sobie
przedstawić w eleganckim, wyjściowym stroju.
Sukienka
była jasno żółta, opinająca jej zgrabne ciało od góry do połowy bioder, podkreślająca
jej naturalne krzywizny tak cholernie kusząco, a rozszerzająca się miękko do
kolan i podkreślająca wszystkie atuty, które do tej pory Abigail skrywała pod
plisowanymi spódnicami, luźnymi ogrodniczkami i dżinsami, które nie bywały obcisłe.
Do
Willa właśnie wtedy dotarło, że Abigail zawsze, kiedy ją widywał, była
kolorowa, słoneczna.
Najlepiej
wyglądała w kolorze żółtym, zielonym lub brązowym, wiedziała o tym i lubiła je
mieszać, nie bywając nudna i monochromatyczna.
Tym
razem wszystkie dodatki miała w co najmniej trzech odcieniach zielonego i ciemniejszym
niż sukienka odcieniu żółtego.
Dotyczyło
to sandałków na koturnie, paska, kolczyków, naszyjnika i zapinek we włosach,
torebki, a nawet lakieru na paznokciach, który był widoczny nawet ze sporej
odległości, jaka dzieliła do niej Willa.
Abigail
weszła do domu po otwarciu drzwi własnym kluczem, który wyjęła z torebki i Will
po kilku minutach prawie zdecydował się odjechać, kiedy wydarzyło się coś
niespodziewanego.
Okno
nad zadaszeniem ganku otworzyło się z hukiem, a potem zaczęły przez nie
wylatywać różne, liczne przedmioty i rozległ się krzyk - Nie zamierzam spędzić z tobą ani jednej nocy więcej! Spierdalaj z mojego pokoju, głupia suko!
To
był głos Lucy Sensible, a okno było z ich wspólnego pokoju, Lucy i Abigail,
więc Will poderwał się do biegu, by ratować dziewczynę, która właśnie wróciła
do domu, ale w tym samym momencie rozległ się huk i Will usłyszał łomot, jakby
ktoś zbiegał po schodach.
Jednocześnie
ulicą w stronę tego domu podjechał samochód, który nie bywał w pobliżu Abigail
ani Hannah, ale Will znał go ze zdjęć, jakie dostał na początku jego działań w
tej sprawie, bo należał do Lucasa Scammer’a.
Will
zatrzymał się, a nawet cofnął nieco między drzewa, żeby nie zostać rozpoznanym
jako ten, który interesował się rodziną Sensible.
Lucy
wybiegła z domu, nie zamykając drzwi na klucz, trzasnęła tylko nimi, a potem
wskoczyła na siedzenie pasażera do samochodu i Will zobaczył, jak pochyliła się
w stronę kierowcy, a ten złapał ją za szyję, przyciągnął do siebie i wziął jej
usta w głębokim, mokrym, długim pocałunku.
Nie
pociągnęli pocałunku, a odjechali zaraz po tym, jak Lucas zapytał o coś,
wskazując na zasypany rzeczami trawnik przed domem, Lucy mu odpowiedziała i
oboje się roześmiali.
Z
domu wyszła Abigail i zaczęła zbierać swoje rzeczy.
Will
nie chciał, nie mógł się wtrącać, więc nie miał zamiaru podchodzić, ale w tej
samej chwili, kiedy już-tuż miał odjechać, zagrzmiało, a następnie z
niewielkiej, szarej chmury lunął gwałtowny, ulewny deszcz.
Letnia
burza, która przyszła tak nagle, prawdopodobnie miała równie szybko odejść, ale
Will widział, że Abigail nie miała szansy na zebranie samotnie swoich rzeczy,
zanim by nie zmokły.
Zaklął
więc w myślach na swoją słabość i głupotę, a potem oderwał się od motocykla,
otaczając palcami osłonę na twarz, by nieść go tak ze sobą i ruszył w kierunku
dziewczyny, nerwowo zbierającej swoją własność z podwórka przed domem.
Schylił
się raz i drugi, podnosząc książkę, jakąś torbę, bluzkę, aż wreszcie Abigail go
zauważyła.
Zaniósł
rzeczy na ganek, odłożył tam kask i kurtkę, by nie nasiąkły wodą, zanim będzie
musiał je założyć, bo mokrą koszulkę mógł zdjąć i po prostu wyrzucić, ale jazda
w mokrej skórzanej kurtce byłaby niemiła, a potem wrócił do zbierania
rozrzuconych rzeczy, które mokły na deszczu.
Dziewczyna
podbiegła na ganek, rzuciła tam naręcze trzymanych rzeczy, a potem podbiegła z
powrotem do Willa.
-
Dziękuję - krzyknęła przez szum ulewy - Nie musi pan…
-
Zbieraj - odkrzyknął do niej Will - …bo zmoknie.
Skinęła
z wahaniem głową, ale odwróciła się do innych rzeczy, kiedy Will podbiegł pod
dach z tym, co zgarnął z trawy, rzucił to na ratanowy fotel, który tam stał i
wrócił na trawnik.
Złapał
jeszcze kilka rzeczy, oboje obrócili kilka razy biegiem na trawnik i na ganek, ale
kiedy Will odwrócił się, trzymając w ręku ostatnią z leżących na deszczu rzeczy,
prawie zderzył się z dziewczyną.
Spojrzała
na niego, a potem na trzymany przez nich przedmiot.
Will
zacisnął zęby, widząc jej zrozpaczony wzrok, bo nigdy nie sądził, że Abigail
umiała płakać, a teraz chyba zamierzała.
Chwycił
jej przedramię i pobiegł, kiedy jednocześnie pociągnął ją na ganek, by nie
mokła w strugach deszczu, który chyba zamierzał przestać padać, ale trzymali
właśnie obraz, który w ogóle nie powinien moknąć.
Kiedy
znaleźli się poza zasięgiem wody, Will ponownie spojrzał na Abigail.
-
J-ja - odezwała się, a jej głos był słaby i drżący, jakby miała zaraz się rozpłakać
- Dzi-dziękuję - dokończyła szeptem, a Will zmarszczył brwi.
-
Nie ma za co - odparł cicho i delikatnie, ale nie podobało mu się to, co czuł.
Stała
tak blisko, że czuł jej zapach.
Zapach
ukwieconej łąki po świeżym, wiosennym deszczu.
I
patrzył z góry na jej twarz, kiedy jej ciepło płynęło do niego, niczym nie
powstrzymane, skoro oboje biegali i byli zdyszani.
Była
tak cholernie piękna.
Idealnie
miękka, delikatna, łagodna, dziewczęca, ale taka mała i krucha.
Taka
młoda.
Za
młoda dla niego.
Nie
powinien przy niej czuć tego, co właśnie czuł, a było to pożądanie i potrzeba przytulenia jej, trzymania w objęciach i całowania tych czerwonych, pięknie
wykrojonych, perfekcyjnie ukształtowanych ust.
Podniosła
na niego oczy i zobaczył najpiękniejsze brązowe tęczówki, jakie kiedykolwiek
widział w całym swoim życiu, a na dodatek całość oka była wykrojona w idealny
migdał i otoczona długimi, równie brązowymi rzęsami.
-
Przepraszam - powiedziała nagle silnym, pewnym głosem, jakby już się pozbierała
- Moja siostra miała lekki napad złości. To nie zdarza się zbyt często.
Will
wyprostował się i skinął głową, a potem lekko się uśmiechnął.
Nie
była taka słaba, za jaką ją wziął w pierwszym odruchu.
Kiedy
to zrobił, Abigail nagle spojrzała na jego usta, jej wargi rozchyliły się i
nozdrza zadrżały, kiedy wyprostowała plecy, ale pochyliła ciało w jego stronę.
- Jestem Will - Will przedstawił się, bo
poczuł jej przyciąganie i musiał to przerwać, zanim straciłby nad sobą
kontrolę.
-
Abigail - powiedziała z lekką chrypką.
-
Dla przyjaciół Abi - dodała, kiedy odchrząknęła.
Will
skinął głową, a potem obejrzał się w stronę swojego zamokniętego Harleya, po
czym skrzywił się, kiedy uświadomił sobie, że będzie musiał usiąść na mokrym
siedzeniu, chociaż miał nie jechać w deszczu, bo burza gwałtownie się skończyła.
-
To twój? - usłyszał pytanie Abi i odwrócił się z powrotem w jej stronę, ale
zrobił to zaintrygowany, bo w jej głosie zabrzmiał zachwyt.
-
Tak - skinął głową i przytaknął werbalnie, a potem znowu spojrzał na swojego Harleya
i zacisnął zęby.
Ale
potem westchnął - Trochę zmókł - dodał.
-
To może… - usłyszał łagodny, słodki głos Abi i spojrzał na nią ponownie - może
przyprowadź go tu, to go trochę wytrzemy.
Wahała
się, mówiła nieśmiało, ale patrzyła wprost na niego, a na jej twarzy Will
widział jedynie troskę i ciepło.
-
Okej - mruknął - Ale może najpierw zanieśmy to wszystko do domu.
Usłyszał
jej westchnienie i już myślał, że się go pozbędzie, ale ona tylko spojrzała na
porzucone na ganku rzeczy, a potem z powrotem na niego i mruknęła - Racja.
Złapała
jakąś wyładowaną przez siebie torbę, garść ubrań, które nadawały się tylko do
prania i złapała za klamkę, by otworzyć drzwi, po odsunięciu biodrem drzwi
burzowych.
-
Pokażę ci drogę - wymamrotała, najwidoczniej uznając za oczywiste, że Will miał
iść za nią.
A
Will na to zacisnął żeby.
Kurwa.
Zaprosiła
właśnie do domu obcego faceta.
Kompletnie
nie była przygotowana do życia w tym świecie.
Tak
cholernie naiwna.
Weszli,
każde z nich obładowane rzeczami i Will miał okazję przekonać się, że domek w
środku był mały i ciasny.
Korytarzyk
wejściowy był bardzo krótki i zawierał niewielki wieszak z ubraniami
wierzchnimi, pod którym stała niska szafka na buty.
Nie
zatrzymując się tam weszli do części dziennej, w której Will zobaczył części
salonu i jadalni, rozdzielone od siebie wizualnie właściwie tylko meblami,
chociaż od wejścia odgraniczało je łukowate przejście.
Abigail
odłożyła trzymane przez siebie rzeczy na stolik do kawy i zabrała rzeczy, które
przyniósł Will, by odłożyć je na kanapę.
-
Przyniosę ci ręcznik - powiedziała, najwidoczniej starając się nie patrzeć na
jego tułów, więc Will spojrzał na siebie.
Jego
mokra koszulka przykleiła się do ciała i uwidoczniła mięśnie.
Hmmm.
Wyglądało
na to, że Abigail się zawstydziła.
-
Dobrze - mruknął Will, ale nie był rozbawiony.
Właśnie
weryfikował swoje poglądy na temat plotek i informacji, które zebrał o Abigail
Sensible w ciągu kilku miesięcy i nie podobało mu się to, jak traktowali ją gówniarze
w szkole i jego własne odczucie w tej chwili.
-
Chyba, że wolisz iść do łazienki - odezwała się Abi, kiedy już była prawie w
korytarzu, prawdopodobnie prowadzącym na klatkę schodową i do innych
pomieszczeń domu.
-
Nie - mruknął Will - Dzięki. Tylko się wytrę.
Przyniosła
mu ręcznik, biegając po domu jakby się paliło.
Słusznie.
Był
obcym mężczyzną, a ona była z nim tutaj sama.
Will
wytarł się pobieżnie, kiedy Abigail chodziła i wnosiła inne rzeczy z ganku do
salonu, a potem ruszył, by jej pomóc.
-
Też powinnaś się wytrzeć i może przebrać - powiedział, kiedy wnieśli już jako
ostatni ten obraz, na widok którego prawie się popłakała.
Był
niespotykany, chociaż niewielki.
Na
czarnym, wciąż widocznym, tle było namalowanych mnóstwo kolorowych, wręcz
pstrokatych kwiatów polnych.
Will
nie analizował tego, chociaż musiał przyznać, że bardzo mu się podobała taka
wizja.
Ciemność
zastąpiona kolorami.
-
Dobrze - usłyszał w odpowiedzi - …ale przez ten czas przyprowadź motocykl, to
go wytrzemy.
Racja,
jego zmoknięty Harley.
Westchnął,
skinął głową i odsunął się od niej.
Will
odwrócił się i ruszył do swojego rumaka, by przyprowadzić go na chodnik przed
ganek domu rodziny Sensible.
Nie
powinien był podchodzić, nie powinien był się przedstawiać, nie powinien był
się jej w ogóle, kurwa, pokazywać na oczy.
Ale
zrobił to wszystko, a nawet więcej, bo pomógł jej wnieść jej rzeczy do domu,
kiedy tłumaczyła mu dość oględnie, jakby nie chciała rozmawiać z nim o sprawach
swojej rodziny, że przeprowadzała się do innego pokoju.
Nie
powiedziała tego, ale on przecież wiedział, że chodziło o pokój zwolniony
właśnie przez Hannah, która miała wyprowadzić się tego samego dnia do domu,
który wynajęli z jej nowym mężem.
A
potem wycierali wspólnie Harleya suchymi szmatkami, które wyniosła z domu, a on
obserwował, jak gładziła jego ukochany pojazd pieszczotliwie, jakby bardzo jej
się podobał.
Więc
nie powinien, ale zapytał.
-
Jechałaś kiedyś na motocyklu?
-
Nie - odpowiedziała z napięciem w głosie.
-
A chciałabyś? - zapytał, a tego na pewno nie powinien robić.
-
Tak - szepnęła z zachwytem i oczy jej rozbłysły.
-
To może kiedyś? - zapytał.
I
ten dzień, dzień, kiedy Will dowiedział się, że kobieta idealna dla niego istniała na tym świecie, ale była
niedostępna, bo zbyt młoda, skończył się tak, że wymienił się z nią numerami
telefonów i umówił się z nią na przejażdżkę.
A
była nie dla niego, albo on był nie dla niej.
On
był nieodpowiedni dla niej, więc ona była dla niego niedostępna.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń