Szary, ponury dzień (cz.2)
Abigail
Drugi
raz spotkaliśmy się w sposób, który również utkwił mi w pamięci i był bardzo
słodki, bo świadczył o tym, jak bardzo Will był troskliwy.
Miałam
wrócić z mieszkania od Aleka i Sama, gdzie rozmawialiśmy o ulotkach, jakie
projektowałam, ale zrobiło się bardzo późno, a Alek poczuł się bardzo źle,
chociaż nie chciał się do tego przyznać.
Sam
nie chciał go zostawić, a ja to zauważyłam i skłamałam im, że umówiłam się z
kimś, że po mnie przyjedzie.
Nie
umówiłam się i wyszłam na ulicę, którą spowijał zmierzch.
Ale
potem bałam się.
Autentycznie
wystraszyłam się tego, że miałabym
pójść na przystanek autobusowy sama i
tkwić tam sama w oczekiwaniu na autobus.
Dlatego,
nie rozmyślając nad tym, spontanicznie, wyjęłam z kieszeni spodni telefon,
wybrałam numer do Willa i opowiedziałam mu całą sytuację, czego się bałam i
gdzie byłam.
Nie
prosiłam go o pomoc, a nawet chyba nie przemyślałam tego telefonu.
Usłyszałam
jednak natychmiast w jego głosie zdenerwowanie, kiedy warknął do mnie - Czekaj tam. Zaraz będę.
Nie
bałam się, że był zły na mnie.
Wiedziałam,
ufałam w to, że denerwował się, bo martwił się o mnie.
Po
dosłownie dziesięciu minutach do krawężnika ulicy, przy chodniku której stałam
na trawniku podjechał czarny pickup, z którego wysiadł Will, a właściwie
wychylił się z drzwi kierowcy tylko po to, by warknąć na mnie - Wsiadaj, Abi.
Wsiadłam,
zamknęłam drzwi, zapięłam pas, a potem spojrzałam na niego nieśmiało i
szepnęłam - Hej, Will. Dzięki.
Zobaczyłam,
że patrzył na mnie jakoś tak z napięciem, znacząco, jakby chciał mi coś
przekazać lub czego się dowiedzieć, ale nie odezwał się.
Westchnął
ciężko, ruszył na drogę, a potem nie patrzył na mnie, kiedy już łagodnym głosem
zaczął wypytywać mnie o to, co się działo przez te kilka dni i co robiliśmy z
Alekiem i Samem.
A
było co opowiadać, bo nie widzieliśmy się od tygodnia, a już drugiego dnia po jej
ślubie, Anie, dowiedziawszy się ode mnie w czasie naszej rozmowy przez telefon o
moich problemach z zaprojektowaniem ulotki reklamowej, zaproponowała mi pomoc
Jacka.
-
Jack świetnie pisze - powiedziała mi
moja najstarsza siostra takim tonem, że od razu wiedziałam, że już pokochała
tego chłopca, który był bratem jej męża, a dopiero go poznawała inaczej niż
jako swojego ucznia - Ma lekki język, bogate słownictwo, super pomysły i inne
spojrzenie. Może on by wymyślił dla
ciebie jakiś slogan reklamowy lub tekst na ulotkę.
Zgodziłam
się, bo ufałam jej intuicji i wyszłam na tym doprawdy wspaniale, wręcz… zwycięsko!
Zaprzyjaźniłam
się z tym dzieciakiem.
Jack
był bardzo miły, uczynny, dowcipny i niespotykanie dojrzały jak na swoje
dziesięć lat, co zrozumiałam, kiedy zaczęłam ich bliżej obserwować i rozmawiać
z nim, więc dowiedziałam się, że mama Jacka i Billy’ego była „rozrywkową”
kobietą, która nie lubiła zajmować się nikim innym niż ona sama.
Billy
podjął się opieki nad nim, a po ich ślubie również Anie stała się jego przyszłą
prawną opiekunką.
Siadywaliśmy
we dwójkę z Jackiem nad naszym małym projektem w bawialni Anie i Billy’ego w
ich nowym domu przy jej nowym laptopie i dyskutowaliśmy zaciekle nad każdym
szczegółem, począwszy od kolorów, jakie powinny dominować, chociaż w tym Jack
ustępował mi, twierdząc, zapewne słusznie, że wolał je nazywać niż stosować.
Jack
był niezastąpiony w doborze słów i w tym ja mu ustępowałam, bo był bezkonkurencyjny.
-
…a literki będą kolorowe i skaczące jak zające na łące… - powiedziało mi się do
rymu za którymś razem, co skwitowaliśmy oboje taką salwą śmiechu, że aż Anie
śmiała się razem z nami, kiedy przynosiła nam ciastka i sok, abyśmy nie
„pomdleli z głodu”, jak to określiła.
Nie
pomdlelibyśmy, skoro opiekowała się nami jak najlepsza mama, może nawet lepiej
niż nasza własna mama.
Mama
w ciągu tych kilkunastu ostatnich dni prawie się nie odzywała ani do mnie, ani
do Anie, bo musiała skupić się na Lucy, skoro ta „strzelała fochy” o to, że
Anie miała swój dom i nie prosiła o pomoc.
Nadal
tak naprawdę mama nie miała nic do roboty przy nadchodzącym ślubie Lucy, bo
była w niego zaangażowana cała rodzina Lucasa, jego mama i kuzynki, a Lucy nie
powiedziała nam nawet kiedy i gdzie miała się odbywać próbna kolacja.
Zaczęłam
się obawiać, że nie miała zamiaru żadnej z nas zapraszać, co nie martwiło mnie
i nie zmartwiłoby Anie ze względu na nas, ale bez wątpienia zasmuciłoby mamę.
Również
dlatego polubiłam przebywanie w domu Anie i Billy’ego, a jeszcze tym bardziej,
że był on blisko do kompleksu, w którym
było mieszkanie Aleka i Sama, więc mogłam przejść tam pieszo w kilka
minut.
Nowy
dom Anie był tak duży albo może nawet większy, jak był nasz obecny, a mieszkali
w tylko nim we trójkę, więc mieli aż dwa wolne pokoje.
Jeden
był sypialnią na piętrze, tuż obok pokoju Jacka, przedzielonym z nim łazienką,
a drugi pokojem gościnnym na dole z własną łazienką.
Mieli
też oddzielne pomieszczenie na jadalnię, do której wchodziło się bezpośrednio z
kuchni, a z niej do pomieszczenia gospodarczego, z którego było wyjście na
tylni trawnik, wzdłuż którego biegł drugi chodnik.
Siadywaliśmy
przeważnie z Jackiem na dywanie w salonie, który miał wydzieloną część bawialni
z telewizorem, a laptop lub kartki trzymaliśmy na niskim stoliku do kawy,
jednym z dwóch, które Anie tu miała.
Wiedziałam,
że to ona urządzała ten dom, chociaż to Billy zadecydował o wynajmie właśnie
tego domu, bo Anie mówiła o tym, że oglądali mniejsze i tańsze mieszkanie i ona
chciała, by wynajęli tamto.
Ale
to, co stworzyli w swoim nowym domu było czymś tak przytulnym, swojskim i
domowym, że od razu wiedziałam, że to właśnie moje najstarsza siostra o to
zadbała.
Nie
rozgadywałam się na ten temat przy nikim, ale przy Willu czułam się swobodnie i
bezpiecznie, więc trochę mu powiedziałam zarówno o czasie, jaki tam spędzałam,
jak i o moich odczuciach.
Ale,
kiedy dojeżdżaliśmy do mojej ulicy, Will zmienił temat na niewygodny dla mnie i
surowym tonem zadał mi pytanie, na które nie chciałam odpowiadać, bo nie czułam
się dobrze z tym, co zrobiłam.
-
Abi - mężczyzna odwrócił wzrok na sekundę od drogi przed nami w moją stronę -
Właściwie to możesz mi powiedzieć, dlaczego
czekałaś sama na ciemnej ulicy?
Zagryzłam
bok dolnej wargi od wewnątrz i spojrzałam na niego z wyrzutami sumienia.
-
Ja… - wzięłam wdech, zanim dokończyłam - Byłam u Aleka i Sama.
Przerwałam,
a Will spojrzał na mnie ponaglająco.
-
I Alek źle się poczuł - dodałam - A Sam nie chciał go zostawiać samego.
Znowu
przerwałam, a Will podniósł brwi, zanim ponownie zerknął na mnie z ponagleniem.
-
Więc ja… - skrzywiłam się lekko na myśl o tym, do czego musiałam mu się
przyznać, zanim dokończyłam szeptem - skłamałam
im, że ktoś po mnie przyjedzie.
-
Powiedziałaś im, że jesteś z kimś umówiona, żeby wyjść samotnie na ulicę? - upewnił się Will, a w jego głosie brzmiało
niedowierzanie i wkurzenie.
Skinęłam
głową, ale mój wzrok i postawa wyrażały skruchę.
-
A potem - wciągnęłam powietrze, by dokończyć na wydechu - Wiesz, było ciemno i
pusto, i ja… bałam się.
-
Abi, cholera! - usłyszałam, że głos
Willa aż zadudnił ze zdenerwowania - Czemu
to zrobiłaś?
-
Nie chciałam ich denerwować i martwić - zaczęłam się szybko tłumaczyć błagalnym
tonem - Ale Alek tak źle się czuł i…
-
Dobra już - przerwał mi Will i ponownie spojrzałam na niego, żeby zobaczyć, jak
zacisnął zęby, więc mięśnie na jego szczęce zadrgały, kiedy przez chwilę
milczał, żeby w końcu westchnąć.
-
Nieważne - mruknął - Stało się. Dobrze, że do mnie zadzwoniłaś. Lepiej powiedz
mi teraz, dlaczego nie masz prawa jazdy.
-
Mam - powiedziałam ze zdziwieniem.
Milczał
ze zmarszczonymi brwiami, ze wzrokiem wbitym w przednią szybę, więc pomyślałam,
że chodziło mu o to, że nie miałam samochodu i dlatego jeździłam autobusami.
Nie
wiedziałam dlaczego, ale potrzebowałam, żeby przestał się martwić i naprawdę bardzo potrzebowałam, żeby dobrze o mnie
myślał.
-
Rozmawiałam z tatą o kupnie dla mnie samochodu we wrześniu - wyznałam, żeby go
załagodzić - Mam pieniądze, bo zarabiam,
a nie wydaję na siebie dużo, więc odłożyłam. Ale mój tata…
Wtedy
uświadomiłam sobie, że nigdy nie powiedziałam Willowi o tym, gdzie był mój tata
i dlaczego.
Tak
właściwie nigdy nikomu o tym nie
mówiłam, bo nie umiałam o tym rozmawiać i nie chciałam.
Teraz
musiałam.
Wzięłam
kolejny głęboki wdech i zebrałam się na odwagę.
-
Mój tata jest w więzieniu - powiedziałam - Nie zrobił niczego bardzo złego - dodałam szybko, a potem
tłumaczyłam mu - Ale nie może się nami opiekować, bo jest daleko. A chciałby,
żebym pojechała wybrać samochód z jakimś mężczyzną, któremu by zaufał. Więc
czekam z tym.
Może
to nie była cała prawda, ale to była moja
prawda.
Bo
ja, w przeciwieństwie do mamy lub Anie, nie widziałam potrzeby stałej obecności
mężczyzny w moim życiu.
Nikt
nie musiał się mną opiekować, bo umiałam sama o siebie zadbać.
Potrafiłam
podejmować decyzje, radziłam sobie, więc i samochód bym wybrała, ale byłam
niepełnoletnia, więc na razie musiałam poddać się woli taty.
Nagle
zauważyłam, że się zatrzymaliśmy, więc rozejrzałam się i przekonałam, że
właśnie dojechaliśmy do mojego domu.
-
Jak potrzebujesz… - powiedział Will, przechylając się na swoim siedzeniu w moją
stronę - to ja z tobą pojadę i pomogę ci wybrać samochód dla ciebie.
-
Dziękuję - szepnęłam i uśmiechnęłam się, bo to było właśnie to ponownie.
Opiekował
się mną, troszczył się.
-
Ale na razie - westchnął Will i wyprostował się, by znowu spojrzeć przez
przednią szybę - …mam trochę pracy, więc nie mogę się z tobą w żaden sposób
umówić.
-
Okej - szepnęłam i dodałam - I tak dziękuję. Za dzisiaj też.
-
Taaa - mruknął Will - Do zobaczenia Abi. I, Słonko, unikaj kłopotów.
-
Będę Will - odmruknęłam trochę rozczarowana, że to już - Do zobaczenia.
Rozpięłam
swój pas, otworzyłam drzwi, i wychyliłam się, by wysiąść, a dopiero, kiedy
stanęłam na trawniku, pochyliłam się, by pożegnać się z nim ostatecznie i
spojrzałam wprost w jego twarz, dotarło do mnie, jak bardzo wyglądał na
zmęczonego.
Nie
był ogolony w sposób, który nie wskazywał na celowy-seksowny-trzydniowy-zarost,
ale w sposób, który mówił nie-miałem-czasu.
Oczy
miał podkrążone, a policzki zapadnięte, jakby mało spał.
Nawet
jego uśmiech był wymuszony i nie sięgał oczu.
Ale
i tak przyjechał po moim telefonie, kiedy sądził, że mogło mi grozić jakieś
niebezpieczeństwo, bo byłam tam sama w ciemnościach na ulicy.
To
było kilka dni temu.
Myślałam
o tym wszystkim, wspominałam, bo właśnie z tego powodu nie dzwoniłam do Willa
ani razu od tamtej pory, a od rana tego dnia miałam dziwny nastrój niepokoju,
chandry i zagrożenia.
Ale
ten dzień, szary, ponury i
przygnębiający, dziwny dzień się już
prawie skończył i nie stało się nic złego.
Więc
mój humor się poprawił.
Była
dziewiąta wieczorem, to było po tym, jak zjadłyśmy z mamą i moim bratem kolację,
posprzątaliśmy, obejrzałyśmy wspólnie z Ablem jakieś kreskówki, a potem mama
poszła z młodym do ich pokoju, by przygotować mojego brata do snu, kiedy ja
zajęłam się w swoim pokoju przygotowaniem kolejnej torby do pomalowania na
następny dzień.
Miałam
ją uszytą, a musiałam zagruntować i wymyślić wzór.
Ten
projekt był inny niż moje wcześniejsze i miałam go dopiero wypróbować, a
podpowiedział mi to Jack.
Chodziło
o rodzaj sporego worka na oba ramiona, coś w rodzaju plecaka dla dziewcząt,
więc mama uszyła mi taki jeden z przewleczonym w zamykaniu sznurkiem, który je
zaciskał, a który stanowił również jego ramiączka.
Podobno
coś takiego było modne jako na przykład torba na ubranie sportowe wśród
młodszej młodzieży, a ten miał być przeznaczony dla Marii, przybranej córki
Evy, żeby go oceniła i wypróbowała.
Byłam
już naszykowana do snu i prawie nuciłam sobie pod nosem z radości, że ten
ponury dzień już się kończył, kiedy zadzwonił mój telefon.
Odłożyłam
to, co trzymałam, podeszłam do biurka, gdzie leżał i wzięłam go do ręki, po
spojrzeniu na wyświetlacz i po przekonaniu się, że dzwoniła Anie.
Odebrałam
i tylko przypadkiem zauważyłam, że minęła już dziesiąta wieczorem, co
oznaczało, że było o wiele później
niż kiedykolwiek indziej, kiedy dzwoniła do mnie moja siostra.
Niepokój
wręcz wybuchł we mnie.
Coś
się stało.
Coś
bardzo złego!
-
Anie? - przywitałam się z siostrą i sekundę później miałam odpowiedź na
pytania, które wręcz rozdzwoniły się dzwonkiem alarmowym w mojej głowie.
-
Abi - powiedziała Anie, a jej głos był spokojny, cichy, ale jakby załamany,
chociaż było słychać, że bardzo starała się być bardzo opanowana - Billy miał
wypadek w pracy.
O,
Boże, nie zadzwoniłaby, nie tak późno, gdyby to nie było coś poważnego.
O,
nie!
Jej
ukochany mąż!
-
Anie - szepnęłam z przejęciem, a
potem trochę wzięłam się w garść i zaczęłam szybko mówić:
-
Potrzebujesz mnie? Mam przyjechać? Co…
-
Nie, Abi - przerwała mi - Billy jest w szpitalu.
Och.
-
Jest nieprzytomny, w śpiączce - dodała Anie - Niedawno miał operację. Właśnie przyjechaliśmy
z Jackiem stamtąd i dzwonię, żebyś uprzedziła mamę.
Zagryzłam
nerwowo wewnętrzną stronę boku mojej dolnej wargi, bo Anie zdradziła mi o wiele więcej ponad to, co mi
powiedziała słowami, niż prawdopodobnie chciałaby, żebym wiedziała.
Bywałam
w szpitalach na tyle długo i tak często, że wiedziałam, co znaczył fakt, że
ktoś był w śpiączce po operacji.
Zebrałam
całą siłę, jaką miałam w sobie, żeby tego nie okazać.
-
Dobrze, kochanie - powiedziałam do niej łagodnie, ale jednocześnie nie miałam
złudzeń, bo nasza mama nie byłaby
zdenerwowana, jeśli to nie ją miałoby
dotknąć to, że Billy był ranny.
Ale
Anie, oczywiście, martwiła się o mamę i o mnie, a nie myślała o sobie, więc ja
musiałam to zrobić i pomóc jej.
-
Przyjadę jutro - zaproponowałam - Jest piątek i mam ostanie zajęcia w Liberty
Park, ale później mogę przyjechać i zająć się Jackiem.
-
Dobrze, Słonko, dziękuję - odparła Anie - Rano pojadę tam z Jackiem, bo i tak
Billy będzie jeszcze spał, ale potem, wieczorem, chciałabym, żeby młody miał
towarzystwo, bo bardzo to przeżywa. A ciebie lubi.
-
Tak myślę, że mogłabym teraz przyjechać
do naszego domu, by nas przytulić - ponownie zaproponowałam to, co myślałam, że
było jej potrzebne w takiej sytuacji - Jack może…
-
Nie, Abi - przerwała mi Anie - Martwiłabym się również o ciebie. O to, że
jeździsz po nocy autobusem. Nie jestem sama. Jack nie jest sam. Jutro się
zobaczymy.
-
No, dobrze - westchnęłam - To przyjadę, jak Alek z Samem mnie odwiozą po naszym
spotkaniu, bo jesteśmy umówieni na lunch i rozmowę.
-
Tak będzie najlepiej - przytaknęła Anie - Tylko powiedz mamie, że zostaniesz u
mnie do wieczora i wyjaśnij jej dlaczego tak będzie. A potem cię odwiozę do
domu samochodem.
Nie
spierałam się z nią, bo to nie miałoby sensu.
Było
już późno, ona była zmęczona i bez wątpienia potrzebowała wypoczynku po takim złym dniu.
Pożegnałyśmy
się, rozłączyłyśmy i odłożyłam telefon na moje biurko.
Stałam
przez chwilę „zawieszona”, myśląc o tym, jak Anie była szczęśliwa przez te dwa
tygodnie, myśląc o tym, że nasza rodzina miała dzięki temu małżeństwu trochę
szczęścia.
A
potem przeszłam kilka kroków i opadłam na oba kolana przy moim łóżku, bo nagle
poczułam to, co czułam już dwukrotnie
w życiu.
Po
raz pierwszy tak czułam się, kiedy miałam jakieś pięć lat i miałam zostać
pierwszą noc w szpitalu, bo lekarze stwierdzili, że tylko w ten sposób mogli dowiedzieć
się, co mi było.
Mama
została w domu z moimi siostrami, a ja byłam w obcym miejscu, otoczona obcymi
ludźmi i wystawiona na nieznane.
Byłam
bezradna, opuszczona i samotna.
I
wtedy przyszedł do mnie mój tata, by przytulić mnie i zostać ze mną do chwili,
kiedy nie zasnęłam.
Oczywiście,
wtedy myślałam, że będzie tam przy mnie przez cały czas, ale rano, kiedy się
obudziłam, nie było go i dowiedziałam się, że musiał iść do pracy, więc w
czasie badań towarzyszyły mi jakieś „ciocie”.
Były
miłe, ale… obce.
Były
jedynym, co miałam przez wiele, wiele
samotnych dni.
Po
raz drugi tę bezsilność i osamotnienie przeżywałam, kiedy odeszła Ewa.
W
tę noc, pierwszą noc po dniu, kiedy znalazłam ją martwą, bo to ja byłam tą, która weszła jako pierwsza
do pokoju naszej najstarszej siostry wbrew temu, że tata mówił, że Ewa
potrzebowała spokoju i żebyśmy jej nie przeszkadzały, w tę straszną noc, gdy
nie mogłam spać, bo dręczył mnie okropny widok jej bladego, sztywnego ciała,
leżącego w nienaturalnej pozycji na jej łóżku w tamtej sypialni za
zaciągniętymi storami i czułam się bardzo
źle, samotnie, przyszła do mnie Anie.
Położyła
się ze mną na moim dużym łóżku z narzutą w kwiaty i przytulała mnie długo, bardzo długo, i nie zostawiła mnie samej
aż do rana, co wiedziałam, bo nie zasnęłam.
Ale
następnego dnia musiałam być dzielna i radzić sobie ze swoimi emocjami, udawać,
że wszystko miałam pod kontrolą, kiedy nasza mama zawodziła i zwracała na
siebie uwagę wszystkich, którzy nas wtedy odwiedzali, więc Anie była potrzebna
gdzie indziej.
A
później odszedł również nasz tata, chociaż w całkiem inny sposób.
Dlatego
na koniec tego dnia, szarego i ponurego, późnym wieczorem, prawie w nocy, wiedziałam,
że jedynym, co mogłoby mnie pocieszyć, było przytulenie.
Tata
był tak strasznie daleko i tak przerażająco
niedostępny.
Anie
musiała być z Jackiem, który też na pewno był przerażony i potrzebował
przytulenia, pocieszenia.
A
Will… Will nie był mój do przytulenia.
Nie
mogłam, nie powinnam nawet do niego
dzwonić w tej sprawie.
Więc
samotna klęczałam na dywanie w moim
pokoju, opierając się na piętach pośladkami, położywszy obie wyciągnięte ręce
przed sobą na swojej pościeli, oparłszy czoło o materac, oddychałam
spazmatycznie i bardzo starałam się nie płakać.
Anie
będzie potrzebowała mojej siły.
Jack
będzie potrzebował mojego wsparcia.
Nie
mogłam się rozklejać i myśleć o tym, jakie jeszcze kolejne zło miało nas
spotkać.
Pamiętaj, Abi, jeden
dzień na raz. Małe kroki, bliskie cele. Osiągniesz wszystko, co zaplanujesz,
jeśli to nie będzie odległe w czasie.
Tak.
Czas
był moim wrogiem.
Musiałam
ponownie skupić się na najbliższych dniach, tygodniach, a przyszłość kiedyś
może nadejdzie.
Szary,
ponury dzień się skończył.
Pora
nasycić świat kolorami, nadzieją, dla
Anie.
Dla
mojej kochanej, starszej siostry.
Ale
tak bardzo chciałabym, żeby był ze mną Will.
Chciałam
poczuć jego twarde, ciepłe ciało, jego moc tak, jak czułam je podczas naszej
przejażdżki motocyklem i nabrać od niego siły na stawianie dalszych kroków.
Wzięłam
kolejny wdech, opanowałam drżenie, wstałam, naszykowałam się do snu i położyłam
pod kołdrą, żeby następnego dnia ruszyć do pracy, którą obiecałam wykonać.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń