poniedziałek, 29 maja 2023

5 - Szary, ponury dzień (cz.2)

 

 Rozdział 5

 Szary, ponury dzień (cz.2)

Abigail

 

Drugi raz spotkaliśmy się w sposób, który również utkwił mi w pamięci i był bardzo słodki, bo świadczył o tym, jak bardzo Will był troskliwy.

Miałam wrócić z mieszkania od Aleka i Sama, gdzie rozmawialiśmy o ulotkach, jakie projektowałam, ale zrobiło się bardzo późno, a Alek poczuł się bardzo źle, chociaż nie chciał się do tego przyznać.

Sam nie chciał go zostawić, a ja to zauważyłam i skłamałam im, że umówiłam się z kimś, że po mnie przyjedzie.

Nie umówiłam się i wyszłam na ulicę, którą spowijał zmierzch.

Ale potem bałam się.

Autentycznie wystraszyłam się tego, że miałabym pójść na przystanek autobusowy sama i tkwić tam sama w oczekiwaniu na autobus.

Dlatego, nie rozmyślając nad tym, spontanicznie, wyjęłam z kieszeni spodni telefon, wybrałam numer do Willa i opowiedziałam mu całą sytuację, czego się bałam i gdzie byłam.

Nie prosiłam go o pomoc, a nawet chyba nie przemyślałam tego telefonu.

Usłyszałam jednak natychmiast w jego głosie zdenerwowanie, kiedy warknął do mnie - Czekaj tam. Zaraz będę.

Nie bałam się, że był zły na mnie.

Wiedziałam, ufałam w to, że denerwował się, bo martwił się o mnie.

Po dosłownie dziesięciu minutach do krawężnika ulicy, przy chodniku której stałam na trawniku podjechał czarny pickup, z którego wysiadł Will, a właściwie wychylił się z drzwi kierowcy tylko po to, by warknąć na mnie - Wsiadaj, Abi.

Wsiadłam, zamknęłam drzwi, zapięłam pas, a potem spojrzałam na niego nieśmiało i szepnęłam - Hej, Will. Dzięki.

Zobaczyłam, że patrzył na mnie jakoś tak z napięciem, znacząco, jakby chciał mi coś przekazać lub czego się dowiedzieć, ale nie odezwał się.

Westchnął ciężko, ruszył na drogę, a potem nie patrzył na mnie, kiedy już łagodnym głosem zaczął wypytywać mnie o to, co się działo przez te kilka dni i co robiliśmy z Alekiem i Samem.

A było co opowiadać, bo nie widzieliśmy się od tygodnia, a już drugiego dnia po jej ślubie, Anie, dowiedziawszy się ode mnie w czasie naszej rozmowy przez telefon o moich problemach z zaprojektowaniem ulotki reklamowej, zaproponowała mi pomoc Jacka.

- Jack świetnie pisze - powiedziała mi moja najstarsza siostra takim tonem, że od razu wiedziałam, że już pokochała tego chłopca, który był bratem jej męża, a dopiero go poznawała inaczej niż jako swojego ucznia - Ma lekki język, bogate słownictwo, super pomysły i inne spojrzenie. Może on by wymyślił dla ciebie jakiś slogan reklamowy lub tekst na ulotkę.

Zgodziłam się, bo ufałam jej intuicji i wyszłam na tym doprawdy wspaniale, wręcz… zwycięsko!

Zaprzyjaźniłam się z tym dzieciakiem.

Jack był bardzo miły, uczynny, dowcipny i niespotykanie dojrzały jak na swoje dziesięć lat, co zrozumiałam, kiedy zaczęłam ich bliżej obserwować i rozmawiać z nim, więc dowiedziałam się, że mama Jacka i Billy’ego była „rozrywkową” kobietą, która nie lubiła zajmować się nikim innym niż ona sama.

Billy podjął się opieki nad nim, a po ich ślubie również Anie stała się jego przyszłą prawną opiekunką.

Siadywaliśmy we dwójkę z Jackiem nad naszym małym projektem w bawialni Anie i Billy’ego w ich nowym domu przy jej nowym laptopie i dyskutowaliśmy zaciekle nad każdym szczegółem, począwszy od kolorów, jakie powinny dominować, chociaż w tym Jack ustępował mi, twierdząc, zapewne słusznie, że wolał je nazywać niż stosować.

Jack był niezastąpiony w doborze słów i w tym ja mu ustępowałam, bo był bezkonkurencyjny.

- …a literki będą kolorowe i skaczące jak zające na łące… - powiedziało mi się do rymu za którymś razem, co skwitowaliśmy oboje taką salwą śmiechu, że aż Anie śmiała się razem z nami, kiedy przynosiła nam ciastka i sok, abyśmy nie „pomdleli z głodu”, jak to określiła.

Nie pomdlelibyśmy, skoro opiekowała się nami jak najlepsza mama, może nawet lepiej niż nasza własna mama.

Mama w ciągu tych kilkunastu ostatnich dni prawie się nie odzywała ani do mnie, ani do Anie, bo musiała skupić się na Lucy, skoro ta „strzelała fochy” o to, że Anie miała swój dom i nie prosiła o pomoc.

Nadal tak naprawdę mama nie miała nic do roboty przy nadchodzącym ślubie Lucy, bo była w niego zaangażowana cała rodzina Lucasa, jego mama i kuzynki, a Lucy nie powiedziała nam nawet kiedy i gdzie miała się odbywać próbna kolacja.

Zaczęłam się obawiać, że nie miała zamiaru żadnej z nas zapraszać, co nie martwiło mnie i nie zmartwiłoby Anie ze względu na nas, ale bez wątpienia zasmuciłoby mamę.

Również dlatego polubiłam przebywanie w domu Anie i Billy’ego, a jeszcze tym bardziej, że był on blisko do kompleksu, w którym  było mieszkanie Aleka i Sama, więc mogłam przejść tam pieszo w kilka minut.

Nowy dom Anie był tak duży albo może nawet większy, jak był nasz obecny, a mieszkali w tylko nim we trójkę, więc mieli aż dwa wolne pokoje.

Jeden był sypialnią na piętrze, tuż obok pokoju Jacka, przedzielonym z nim łazienką, a drugi pokojem gościnnym na dole z własną łazienką.

Mieli też oddzielne pomieszczenie na jadalnię, do której wchodziło się bezpośrednio z kuchni, a z niej do pomieszczenia gospodarczego, z którego było wyjście na tylni trawnik, wzdłuż którego biegł drugi chodnik.

Siadywaliśmy przeważnie z Jackiem na dywanie w salonie, który miał wydzieloną część bawialni z telewizorem, a laptop lub kartki trzymaliśmy na niskim stoliku do kawy, jednym z dwóch, które Anie tu miała.

Wiedziałam, że to ona urządzała ten dom, chociaż to Billy zadecydował o wynajmie właśnie tego domu, bo Anie mówiła o tym, że oglądali mniejsze i tańsze mieszkanie i ona chciała, by wynajęli tamto.

Ale to, co stworzyli w swoim nowym domu było czymś tak przytulnym, swojskim i domowym, że od razu wiedziałam, że to właśnie moje najstarsza siostra o to zadbała.

Nie rozgadywałam się na ten temat przy nikim, ale przy Willu czułam się swobodnie i bezpiecznie, więc trochę mu powiedziałam zarówno o czasie, jaki tam spędzałam, jak i o moich odczuciach.

Ale, kiedy dojeżdżaliśmy do mojej ulicy, Will zmienił temat na niewygodny dla mnie i surowym tonem zadał mi pytanie, na które nie chciałam odpowiadać, bo nie czułam się dobrze z tym, co zrobiłam.

- Abi - mężczyzna odwrócił wzrok na sekundę od drogi przed nami w moją stronę - Właściwie to możesz mi powiedzieć, dlaczego czekałaś sama na ciemnej ulicy?

Zagryzłam bok dolnej wargi od wewnątrz i spojrzałam na niego z wyrzutami sumienia.

- Ja… - wzięłam wdech, zanim dokończyłam - Byłam u Aleka i Sama.

Przerwałam, a Will spojrzał na mnie ponaglająco.

- I Alek źle się poczuł - dodałam - A Sam nie chciał go zostawiać samego.

Znowu przerwałam, a Will podniósł brwi, zanim ponownie zerknął na mnie z ponagleniem.

- Więc ja… - skrzywiłam się lekko na myśl o tym, do czego musiałam mu się przyznać, zanim dokończyłam szeptem - skłamałam im, że ktoś po mnie przyjedzie.

- Powiedziałaś im, że jesteś z kimś umówiona, żeby wyjść samotnie na ulicę? - upewnił się Will, a w jego głosie brzmiało niedowierzanie i wkurzenie.

Skinęłam głową, ale mój wzrok i postawa wyrażały skruchę.

- A potem - wciągnęłam powietrze, by dokończyć na wydechu - Wiesz, było ciemno i pusto, i ja… bałam się.

- Abi, cholera! - usłyszałam, że głos Willa aż zadudnił ze zdenerwowania - Czemu to zrobiłaś?

- Nie chciałam ich denerwować i martwić - zaczęłam się szybko tłumaczyć błagalnym tonem - Ale Alek tak źle się czuł i…

- Dobra już - przerwał mi Will i ponownie spojrzałam na niego, żeby zobaczyć, jak zacisnął zęby, więc mięśnie na jego szczęce zadrgały, kiedy przez chwilę milczał, żeby w końcu westchnąć.

- Nieważne - mruknął - Stało się. Dobrze, że do mnie zadzwoniłaś. Lepiej powiedz mi teraz, dlaczego nie masz prawa jazdy.

- Mam - powiedziałam ze zdziwieniem.

Milczał ze zmarszczonymi brwiami, ze wzrokiem wbitym w przednią szybę, więc pomyślałam, że chodziło mu o to, że nie miałam samochodu i dlatego jeździłam autobusami.

Nie wiedziałam dlaczego, ale potrzebowałam, żeby przestał się martwić i naprawdę bardzo potrzebowałam, żeby dobrze o mnie myślał.

- Rozmawiałam z tatą o kupnie dla mnie samochodu we wrześniu - wyznałam, żeby go załagodzić - Mam pieniądze, bo zarabiam, a nie wydaję na siebie dużo, więc odłożyłam. Ale mój tata…

Wtedy uświadomiłam sobie, że nigdy nie powiedziałam Willowi o tym, gdzie był mój tata i dlaczego.

Tak właściwie nigdy nikomu o tym nie mówiłam, bo nie umiałam o tym rozmawiać i nie chciałam.

Teraz musiałam.

Wzięłam kolejny głęboki wdech i zebrałam się na odwagę.

- Mój tata jest w więzieniu - powiedziałam - Nie zrobił niczego bardzo złego - dodałam szybko, a potem tłumaczyłam mu - Ale nie może się nami opiekować, bo jest daleko. A chciałby, żebym pojechała wybrać samochód z jakimś mężczyzną, któremu by zaufał. Więc czekam z tym.

Może to nie była cała prawda, ale to była moja prawda.

Bo ja, w przeciwieństwie do mamy lub Anie, nie widziałam potrzeby stałej obecności mężczyzny w moim życiu.

Nikt nie musiał się mną opiekować, bo umiałam sama o siebie zadbać.

Potrafiłam podejmować decyzje, radziłam sobie, więc i samochód bym wybrała, ale byłam niepełnoletnia, więc na razie musiałam poddać się woli taty.

Nagle zauważyłam, że się zatrzymaliśmy, więc rozejrzałam się i przekonałam, że właśnie dojechaliśmy do mojego domu.

- Jak potrzebujesz… - powiedział Will, przechylając się na swoim siedzeniu w moją stronę - to ja z tobą pojadę i pomogę ci wybrać samochód dla ciebie.

- Dziękuję - szepnęłam i uśmiechnęłam się, bo to było właśnie to ponownie.

Opiekował się mną, troszczył się.

- Ale na razie - westchnął Will i wyprostował się, by znowu spojrzeć przez przednią szybę - …mam trochę pracy, więc nie mogę się z tobą w żaden sposób umówić.

- Okej - szepnęłam i dodałam - I tak dziękuję. Za dzisiaj też.

- Taaa - mruknął Will - Do zobaczenia Abi. I, Słonko, unikaj kłopotów.

- Będę Will - odmruknęłam trochę rozczarowana, że to już - Do zobaczenia.

Rozpięłam swój pas, otworzyłam drzwi, i wychyliłam się, by wysiąść, a dopiero, kiedy stanęłam na trawniku, pochyliłam się, by pożegnać się z nim ostatecznie i spojrzałam wprost w jego twarz, dotarło do mnie, jak bardzo wyglądał na zmęczonego.

Nie był ogolony w sposób, który nie wskazywał na celowy-seksowny-trzydniowy-zarost, ale w sposób, który mówił nie-miałem-czasu.

Oczy miał podkrążone, a policzki zapadnięte, jakby mało spał.

Nawet jego uśmiech był wymuszony i nie sięgał oczu.

Ale i tak przyjechał po moim telefonie, kiedy sądził, że mogło mi grozić jakieś niebezpieczeństwo, bo byłam tam sama w ciemnościach na ulicy.

To było kilka dni temu.

Myślałam o tym wszystkim, wspominałam, bo właśnie z tego powodu nie dzwoniłam do Willa ani razu od tamtej pory, a od rana tego dnia miałam dziwny nastrój niepokoju, chandry i zagrożenia.

Ale ten dzień, szary, ponury i przygnębiający, dziwny dzień się już prawie skończył i nie stało się nic złego.

Więc mój humor się poprawił.

Była dziewiąta wieczorem, to było po tym, jak zjadłyśmy z mamą i moim bratem kolację, posprzątaliśmy, obejrzałyśmy wspólnie z Ablem jakieś kreskówki, a potem mama poszła z młodym do ich pokoju, by przygotować mojego brata do snu, kiedy ja zajęłam się w swoim pokoju przygotowaniem kolejnej torby do pomalowania na następny dzień.

Miałam ją uszytą, a musiałam zagruntować i wymyślić wzór.

Ten projekt był inny niż moje wcześniejsze i miałam go dopiero wypróbować, a podpowiedział mi to Jack.

Chodziło o rodzaj sporego worka na oba ramiona, coś w rodzaju plecaka dla dziewcząt, więc mama uszyła mi taki jeden z przewleczonym w zamykaniu sznurkiem, który je zaciskał, a który stanowił również jego ramiączka.

Podobno coś takiego było modne jako na przykład torba na ubranie sportowe wśród młodszej młodzieży, a ten miał być przeznaczony dla Marii, przybranej córki Evy, żeby go oceniła i wypróbowała.

Byłam już naszykowana do snu i prawie nuciłam sobie pod nosem z radości, że ten ponury dzień już się kończył, kiedy zadzwonił mój telefon.

Odłożyłam to, co trzymałam, podeszłam do biurka, gdzie leżał i wzięłam go do ręki, po spojrzeniu na wyświetlacz i po przekonaniu się, że dzwoniła Anie.

Odebrałam i tylko przypadkiem zauważyłam, że minęła już dziesiąta wieczorem, co oznaczało, że było o wiele później niż kiedykolwiek indziej, kiedy dzwoniła do mnie moja siostra.

Niepokój wręcz wybuchł we mnie.

Coś się stało.

Coś bardzo złego!

- Anie? - przywitałam się z siostrą i sekundę później miałam odpowiedź na pytania, które wręcz rozdzwoniły się dzwonkiem alarmowym w mojej głowie.

- Abi - powiedziała Anie, a jej głos był spokojny, cichy, ale jakby załamany, chociaż było słychać, że bardzo starała się być bardzo opanowana - Billy miał wypadek w pracy.

O, Boże, nie zadzwoniłaby, nie tak późno, gdyby to nie było coś poważnego.

O, nie!

Jej ukochany mąż!

- Anie - szepnęłam z przejęciem, a potem trochę wzięłam się w garść i zaczęłam szybko mówić:

- Potrzebujesz mnie? Mam przyjechać? Co…

- Nie, Abi - przerwała mi - Billy jest w szpitalu.

Och.

- Jest nieprzytomny, w śpiączce - dodała Anie - Niedawno miał operację. Właśnie przyjechaliśmy z Jackiem stamtąd i dzwonię, żebyś uprzedziła mamę.

Zagryzłam nerwowo wewnętrzną stronę boku mojej dolnej wargi, bo Anie zdradziła mi o wiele więcej ponad to, co mi powiedziała słowami, niż prawdopodobnie chciałaby, żebym wiedziała.

Bywałam w szpitalach na tyle długo i tak często, że wiedziałam, co znaczył fakt, że ktoś był w śpiączce po operacji.

Zebrałam całą siłę, jaką miałam w sobie, żeby tego nie okazać.

- Dobrze, kochanie - powiedziałam do niej łagodnie, ale jednocześnie nie miałam złudzeń, bo nasza mama nie byłaby zdenerwowana, jeśli to nie miałoby dotknąć to, że Billy był ranny.

Ale Anie, oczywiście, martwiła się o mamę i o mnie, a nie myślała o sobie, więc ja musiałam to zrobić i pomóc jej.

- Przyjadę jutro - zaproponowałam - Jest piątek i mam ostanie zajęcia w Liberty Park, ale później mogę przyjechać i zająć się Jackiem.

- Dobrze, Słonko, dziękuję - odparła Anie - Rano pojadę tam z Jackiem, bo i tak Billy będzie jeszcze spał, ale potem, wieczorem, chciałabym, żeby młody miał towarzystwo, bo bardzo to przeżywa. A ciebie lubi.

- Tak myślę, że mogłabym teraz przyjechać do naszego domu, by nas przytulić - ponownie zaproponowałam to, co myślałam, że było jej potrzebne w takiej sytuacji - Jack może…

- Nie, Abi - przerwała mi Anie - Martwiłabym się również o ciebie. O to, że jeździsz po nocy autobusem. Nie jestem sama. Jack nie jest sam. Jutro się zobaczymy.

- No, dobrze - westchnęłam - To przyjadę, jak Alek z Samem mnie odwiozą po naszym spotkaniu, bo jesteśmy umówieni na lunch i rozmowę.

- Tak będzie najlepiej - przytaknęła Anie - Tylko powiedz mamie, że zostaniesz u mnie do wieczora i wyjaśnij jej dlaczego tak będzie. A potem cię odwiozę do domu samochodem.

Nie spierałam się z nią, bo to nie miałoby sensu.

Było już późno, ona była zmęczona i bez wątpienia potrzebowała wypoczynku po takim złym dniu.

Pożegnałyśmy się, rozłączyłyśmy i odłożyłam telefon na moje biurko.

Stałam przez chwilę „zawieszona”, myśląc o tym, jak Anie była szczęśliwa przez te dwa tygodnie, myśląc o tym, że nasza rodzina miała dzięki temu małżeństwu trochę szczęścia.

A potem przeszłam kilka kroków i opadłam na oba kolana przy moim łóżku, bo nagle poczułam to, co czułam już dwukrotnie w życiu.

Po raz pierwszy tak czułam się, kiedy miałam jakieś pięć lat i miałam zostać pierwszą noc w szpitalu, bo lekarze stwierdzili, że tylko w ten sposób mogli dowiedzieć się, co mi było.

Mama została w domu z moimi siostrami, a ja byłam w obcym miejscu, otoczona obcymi ludźmi i wystawiona na nieznane.

Byłam bezradna, opuszczona i samotna.

I wtedy przyszedł do mnie mój tata, by przytulić mnie i zostać ze mną do chwili, kiedy nie zasnęłam.

Oczywiście, wtedy myślałam, że będzie tam przy mnie przez cały czas, ale rano, kiedy się obudziłam, nie było go i dowiedziałam się, że musiał iść do pracy, więc w czasie badań towarzyszyły mi jakieś „ciocie”.

Były miłe, ale… obce.

Były jedynym, co miałam przez wiele, wiele samotnych dni.

Po raz drugi tę bezsilność i osamotnienie przeżywałam, kiedy odeszła Ewa.

W tę noc, pierwszą noc po dniu, kiedy znalazłam ją martwą, bo to ja byłam tą, która weszła jako pierwsza do pokoju naszej najstarszej siostry wbrew temu, że tata mówił, że Ewa potrzebowała spokoju i żebyśmy jej nie przeszkadzały, w tę straszną noc, gdy nie mogłam spać, bo dręczył mnie okropny widok jej bladego, sztywnego ciała, leżącego w nienaturalnej pozycji na jej łóżku w tamtej sypialni za zaciągniętymi storami i czułam się bardzo źle, samotnie, przyszła do mnie Anie.

Położyła się ze mną na moim dużym łóżku z narzutą w kwiaty i przytulała mnie długo, bardzo długo, i nie zostawiła mnie samej aż do rana, co wiedziałam, bo nie zasnęłam.

Ale następnego dnia musiałam być dzielna i radzić sobie ze swoimi emocjami, udawać, że wszystko miałam pod kontrolą, kiedy nasza mama zawodziła i zwracała na siebie uwagę wszystkich, którzy nas wtedy odwiedzali, więc Anie była potrzebna gdzie indziej.

A później odszedł również nasz tata, chociaż w całkiem inny sposób.

Dlatego na koniec tego dnia, szarego i ponurego, późnym wieczorem, prawie w nocy, wiedziałam, że jedynym, co mogłoby mnie pocieszyć, było przytulenie.

Tata był tak strasznie daleko i tak przerażająco niedostępny.

Anie musiała być z Jackiem, który też na pewno był przerażony i potrzebował przytulenia, pocieszenia.

A Will… Will nie był mój do przytulenia.

Nie mogłam, nie powinnam nawet do niego dzwonić w tej sprawie.

Więc samotna klęczałam na dywanie w moim pokoju, opierając się na piętach pośladkami, położywszy obie wyciągnięte ręce przed sobą na swojej pościeli, oparłszy czoło o materac, oddychałam spazmatycznie i bardzo starałam się nie płakać.

Anie będzie potrzebowała mojej siły.

Jack będzie potrzebował mojego wsparcia.

Nie mogłam się rozklejać i myśleć o tym, jakie jeszcze kolejne zło miało nas spotkać.

Pamiętaj, Abi, jeden dzień na raz. Małe kroki, bliskie cele. Osiągniesz wszystko, co zaplanujesz, jeśli to nie będzie odległe w czasie.

Tak.

Czas był moim wrogiem.

Musiałam ponownie skupić się na najbliższych dniach, tygodniach, a przyszłość kiedyś może nadejdzie.

Szary, ponury dzień się skończył.

Pora nasycić świat kolorami, nadzieją, dla Anie.

Dla mojej kochanej, starszej siostry.

Ale tak bardzo chciałabym, żeby był ze mną Will.

Chciałam poczuć jego twarde, ciepłe ciało, jego moc tak, jak czułam je podczas naszej przejażdżki motocyklem i nabrać od niego siły na stawianie dalszych kroków.

Wzięłam kolejny wdech, opanowałam drżenie, wstałam, naszykowałam się do snu i położyłam pod kołdrą, żeby następnego dnia ruszyć do pracy, którą obiecałam wykonać.



1 komentarz: