piątek, 9 czerwca 2023

9 - Nie najgorsze urodziny (cz.1)

 

 Rozdział 9

Nie najgorsze urodziny (cz.1)

Wiliam

 

 

Pięć dni później…

Will leżał na boku na swoim łóżku i właśnie się obudził wcześnie rano, zanim zadzwonił budzik w telefonie, który leżał na szafce nocnej Abi.

Budził się tak codziennie od tygodnia i nie znudziło mu się to ani odrobinę, chociaż jego frustracja rosła w zastraszającym tempie.

Lucas Scammer dosłownie rozpłynął się w powietrzu, a Lucy zachowywała się jak przykładna żona i synowa, wychodząc z domu sama wyłącznie do pracy lub do sklepu, a w niedzielę z teściową do kościoła.

Ta zdzirowata, zawsze dziko bawiąca się, szalejąca młoda kobieta nagle nie miała życia towarzyskiego, jakby jednego dnia jej wszystkie przyjaciółki przestały istnieć.

Nawet ubierała się przykładnie.

Nie mieli żadnego, choćby najmniejszego punktu zaczepienia, chociaż nawet uzyskali od sędziego pozwolenie na namierzanie jej telefonu, podsłuch i bilingi jej miejsca pracy.

Nowego miejsca pracy, bo w czasie aktywnej działalności szajki Lucy rzuciła pracę w barze sałatkowym, w którym według wiedzy jej rodziny pracowała od ponad roku.

Inwigilacja innych znajomych i rodzin facetów z rozbitej szajki również nie przynosiła spodziewanych efektów, a Hannah Brown nie wybudził się ze śpiączki, więc nie mogła wnieść do sprawy niczego nowego.

Również kontakty Dawida i Filipa niewiele dawały, chociaż były tak nielegalne, że powinni już wydobyć Lucasa choćby spod ziemi.

Gówno.

Will powoli otworzył oczy i spojrzał na zrelaksowaną twarz leżącej przed nim dziewczyny.

Spała spokojnie i Will widział ją wyraźnie mimo panującego w sypialni półmroku, bo miał doskonały, wyostrzony wzrok.

Jego usta leniwie wygięły się ku górze, kiedy przypomniał sobie, ile to już razy udawała, że spała, kiedy leżała tak naprzeciwko niego.

To był ich swoisty rytuał.

Will budził się pierwszy, patrzył na nią, a kiedy zauważył jej drgające gałki oczne, zamykał oczy, by poczekać, aż sama ujawniała mu, że nie spała.

Abigail.

Will kochał wymawiać jej imię z naciskiem na pierwszą sylabę, bo wtedy brzmiało jak tęskna piosenka.

Była przepiękna, witalna, młoda i pogodna, ale z każdym dniem dostrzegał w niej coraz więcej i coraz bardziej mu się to podobało.

Wiedział już, że się zakochał i to nie głupim zauroczeniem wizualną kobiecością, seksapilem, ale pełną miłością do wnętrza, jakie sobą prezentowała.

Była mądra tą mądrością, którą ludzie nabywali zwykle w ciągu życia z doświadczeniem i nie wiedział, skąd jej się to wzięło, ale uwielbiał z nią dyskutować na różne tematy.

Była też czasem zadziorna i żartobliwa, chociaż to nie zdarzało się ostatnio, bo dręczyło ją to, co działo się z Hannah.

A po tym, jak to czuła, wiedział też, że potrafiła kochać całą sobą i dla ukochanej osoby zrobiłaby wiele, a na pewno zrezygnowałaby z własnego szczęścia, by ta osoba była szczęśliwa.

 Uśmiech zniknął z warg Willa, kiedy uświadomił sobie, że on też powinien o to zadbać, bo wiedział z całą, że mieliby szalone kłopoty, jeśli pokazałby komukolwiek w jakikolwiek sposób, że ją kochał jak mężczyzna kobietę.

Nie była dzieckiem, na co mogła wskazywać jej metryka.

Will wyciągnął rękę i delikatnie ujął pasmo jej włosów między palcem wskazującym a środkowym, by je ułożyć i przy okazji musnąć skórę na skroni Abigail.

To był jedyny intymny dotyk, na jaki sobie pozwalał w ciągu dnia.

Powieki Abi zadrżały, oddech się zmienił, więc Will opuścił rękę na kołdrę między nimi i zamknął oczy, by udawać, że spał.

Musiał jej dać taką samą chwilę, jaką on miał.

*****

Abigail

Cztery dni później…

Obudziłam się, jak to robiłam od dwóch tygodni, leżąc na boku naprzeciwko Willa w jego łóżku, wiedząc, że leżał na boku, by być przodem do mnie.

Nie dotykaliśmy się, ale byliśmy blisko przez całą noc i musiałam przyznać, że spałam z nim bez koszmarów, trosk, niepotrzebnego zamartwiania się.

Zawsze budziłam się przed Willem i kilka minut przed budzikiem, co bardzo mi odpowiadało, bo miałam czas, by leżeć tam najpierw z zamkniętymi oczami, czując jego bliskość, a potem otworzyć oczy i patrzeć na jego przystojną, rozluźnioną twarz i wykorzystywałam tę okazję, by wchłonąć w swoją pamięć jak najwięcej jej szczegółów, które potem w tajemnicy przenosiłam na papier.

Nigdy nie uczyłam się rysować ludzi, więc to był pierwszy portret, który próbowałam wykonać.

Nie wychodziło mi.

Zamazałam już tymi nieudanymi próbami prawie cały szkicownik A4, który kupiłam kiedyś na wypadek niemożliwości malowania farbami, jak mieszkałam z Lucy w jednym pokoju.

 Miałam po kilka stron oczu, ust, a nawet samych brwi Willa, ale nadal nie mogłam uchwycić tego „czegoś”, co kryło się za jego wyrazem twarzy.

Po naszych wspólnych wieczorach doszłam do wniosku, że był to mrok.

Kiedyś, kiedy żartowaliśmy sobie z siebie nawzajem, powiedziałam na Willa Mister Dark, a on dziwnie spoważniał, a potem jego oczy pociemniały, lub może jeszcze bardziej pociemniały, bo miał czarne oczy i nagle odwrócił się i zmienił temat na neutralny.

Ale potem ja uparcie do tego wracałam i Will wreszcie przyznał mi się, w jaki sposób kilka lat wcześniej zniknął z jego życia cały kolor i od tej pory panował w nim mrok.

Wiedziałam, że Will miał żonę.

Ale tego dnia dowiedziałam się, dlaczego „miał”.

Jakiś czas od tego dnia, kiedy nazwałam go panem Ciemnym po raz pierwszy, to powtórzyłam, a Will tak nagle spochmurniał, że nie zdążyłam się powstrzymać przed zaskoczonym - Co?

Zobaczyłam wtedy, że zacisnął wargi w wąską kreskę i westchnął ciężko, więc pożałowałam mojego wścibstwa i miałam się wycofać fizycznie, czyli wstać i odejść, ale Will mnie powstrzymał.

Nigdy mnie nie dotykał, chyba że chodziło o podanie mi ręki podczas wysiadania, wstawania, przetrzymywanie dłoni w dole moich pleców podczas przepuszczania mnie w drzwiach czy mojego obejmowania go podczas jazdy na motocyklu.

Cóż, to ostatnie nie zdarzało się często, skoro zawitała już do SLC zima i śnieg stwarzał niebezpieczeństwo podczas jazdy Harleyem ulicami miasta, chociaż kupiłam sobie długi, ciepły sweter z golfem, ocieplaną skórzaną, brązową kurtkę do pasa, botki na płaskim obcasie, które prawie wyglądały jak buty motocyklowe i dopasowane, skórzane, brązowe rękawiczki.

Na te zakupy mogłam sobie pozwolić, bo okazało się, że miałam jakieś konto, które dawno temu założył dla mnie tata i z tego konta David zapłacił za mój samochód, więc miałam nadal swoje pieniądze dla siebie.

Ale, do rzeczy.

Tym razem Will wyciągnął rękę i objął palcami moje przedramię, powstrzymując mnie przed wstaniem z kanapy, na której siedzieliśmy i nie zabrał swojej ręki z mojej, kiedy, patrząc mi prosto w oczy, zaczął mówić niskim, napiętym głosem.

- Poznałem moją żonę, Amandę, kiedy miałem osiemnaście lat. Było to na ślubie mojego najstarszego brata, Vincenta. Mandy była kuzynką jego żony, Blanki.

Oddychałam płytko i patrzyłam w jego twarz, nie mrugając.

Will nie patrzył na mnie, kiedy kontynuował.

- Pobraliśmy się, jak tylko skończyłem dwadzieścia jeden lat. Wydawało mi się, że się kochaliśmy - na to wyznanie nagle serce zabolało mnie tak bardzo, że to był cud, że nie jęknęłam - Pomyliłem się.

- Co? - westchnęłam.

- Nie kochała mnie i ja tak naprawdę nie kochałem jej - wyznał mi Will, patrząc mi w końcu prosto w oczy, a moje serce stało się lekkie - To było młodzieńcze zauroczenie i seks. Ale dwa lata później Mandy oznajmiła mi, że jest w ciąży. Stało się tak, pomimo, że brała pigułki.

Zapomniałam, jak się oddycha na dobre pół minuty na wieść o tym, że Will miał dziecko, ale on nie skończył.

- Byłem w siódmym niebie, bo, chociaż już wtedy wiedziałem, że nie kochaliśmy się, to wciąż, chociażby tylko dla mojej mamy, chciałem, by nam wyszło. Dbałem o moją ciężarną żonę, spełniałem jej wszystkie zachcianki, a nawet rzuciłem pracę jako tajniak, by stale być w domu.

O, Boże, to nie brzmiało dobrze.

Will wydawał się być całkowicie poświęcony swojej pracy i nie wyobrażałam sobie go, jako urzędnika siedzącego za biurkiem.

- Kiedy dziecko się urodziło, a był to chłopiec, od razu coś mi się nie zgadzało, ale dopiero po miesiącu, jak ustalił się kolor jego oczu, nabrałem prawdziwych podejrzeń i po kryjomu zrobiłem testy DNA.

Will spojrzał na mnie z jakąś pustką w oczach, więc wiedziałam, że zaraz usłyszę najgorsze.

- Mały miał niebieskie oczy i był jasnym blondynem z jasną karnacją, a przy moich genach to niemożliwe. Okazało się, że miałem rację. Jak skonfrontowałem z Mandy wyniki badań, zaczęła ze mnie szydzić, krzyczeć, że to była wyłącznie moja wina, bo nigdy nie było mnie w domu, że chciała tylko trochę uczucia.

Ponownie oddychałam płytko, by być jak najciszej mogłam, bo chciałam, żeby Will opowiedział mi wszystko do końca.

- Założyłem sprawę rozwodową i, na szczęście, wtrącił się mój tata i moi bracia. W Phoenix, gdzie mieszkaliśmy, gdzie oni nadal mieszkają, nasza rodzina miała kontakty, była znana, bo tata był tam detektywem przez wiele lat, a brat jest nadal, więc jak usłyszeli, że chciałem rozwodu bez orzekania o winie, zaprotestowali.

Will przerwał na krótko, patrząc na mnie przez ten czas tak strasznie smutno i bez wyrazu, a potem podjął swoją historię.

- Byłem wtedy w dołku psychicznym. Nie dlatego, że miałem złamane serce, ale ucierpiało moje ego i to bardzo. Chciałem jej zostawić wszystko i po prostu odejść. Ale mi na to nie pozwolili i mieli rację. Mandy walczyła o pieniądze. Tylko o to. Musiałem udowodnić jej zdradę, a miałem licznych świadków na to po tym, jak ludzie dowiedzieli się, że nasza rodzina potrzebowała pomocy.

- Och - szepnęłam nieświadomie, a Will skinął głową.

- Tak - powiedział - Okazało się, że zdradzała mnie praktycznie jeszcze przed ślubem. Najgorsze dopiero nadeszło. Moja mama, jak usłyszała to wszystko, zapadła na zdrowiu. Widzisz, pół roku wcześniej mój drugi brat, Vito, rozwiódł się ze swoją żoną po zaledwie dwóch latach małżeństwa też dlatego, bo go zdradzała. Nie mieliśmy szczęścia w miłości, ja i moi bracia. Tylko Vin miał. Pięć lat temu moja mama zmarła na serce. Mój tata podążył za nią dwa lata później.

- Och, Will - westchnęłam z żalem.

- Więc sama rozumiesz, że w moim życiu nie ma zbyt wielu kolorów - podsumował Will z przekąsem, a może raczej z goryczą - Dlatego byłem na początku taki zafascynowany tym, że ty jesteś taka kolorowa, słoneczna - dodał po chwili szeptem z takim uczuciem, że zamrugałam - Ale to sprawiło, że nie ufam zbytnio… no… hmmm… wiesz, kobietom.

Nie spodziewałam się takiego wyznania i nie spodziewałam się tego, że będzie mi z tym tak dobrze.

Bo zła część dotyczyła tego, że Willa życie było ciemne i ponure, a dobra dotyczyła tego, że nie miał aktualnie żadnej kobiety i ja egoistycznie ucieszyłam się, bo mógł być mój.

Leżąc w ciemnej sypialni tego szczególnego dnia, otworzyłam oczy, by spojrzeć na jego ocienioną twarz i pomyślałam, jakie cudowne było to, że mogłam to zrobić.

Bo tego dnia kończyłam osiemnaście lat i przestawałam być niepełnoletnia.

Odpadało nam jedno ograniczenie.

*****

Następnego dnia wieczorem…

Moje urodziny wypadły na piątek, więc byłam w nie normalnie w szkole na zajęciach, chociaż już przed lekcjami miałam kilka miłych niespodzianek.

Pierwszą było to, że Will pamiętał.

Natychmiast po tym, jak otworzył oczy, leżąc naprzeciwko mnie w jego łóżku, wyciągnął rękę, dotknął przeciągną delikatnie palcami z boku moich włosów i wyszeptał:

- Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, Kwiatuszku.

Pamiętał nie tylko o moich urodzinach, co nie było dziwne, bo wiedział o mnie wszystko, ale też pamiętał o tym, że lubiłam być tak nazywana.

A ponieważ na dodatek mnie dotknął, byłam oszołomiona ze szczęścia.

- Dziękuję - udało mi się wydusić, a Will spojrzał na moją minę, na moje zaczerwienione policzki i zabrał rękę.

Niestety.

Potem nasz dzień był zwykły, jak bywały nasze dni przez ostatnie dwa tygodnie, czyli pracowity.

Anie nadal była w śpiączce, więc przebywała w szpitalu, co wiązało się z tym, że po zajęciach czasem spędzałam godzinę, dwie lub więcej z Jackiem, gdy Billy był u swojej żony, chociaż głównie młodym zajmowały się Eva i Helena, bo ja miałam swoje zajęcia, a poza tym musiałam być przecież ze swoją ochroną, co mnie mocno ograniczało.

Ja byłam u Anie w szpitalu w ciągu tego całego trudnego, przykrego czasu jeszcze tylko jeden raz, z mamą, co ponownie zostawiło we mnie niesmak, więc nigdy więcej nie dałam się na to namówić.

Kiedy bowiem tam byłyśmy, usiadłam na krześle przy łóżku mojej siostry, wzięłam jej wydelikaconą przez nic-nierobienie, nieruchomą dłoń w swoje ręce i pocałowałam jej palce.

Potem wyciągnęłam dłoń do jej obciętych włosów i pogłaskałam jej skroń, bo wydawało mi się, że jej powieki zadrżały.

- Anie, Słonko - zaszeptałam jej do ucha - Tęsknimy za tobą. Obudź się lub przynajmniej daj mi jakiś znak. Wróć do mnie, do Jacka, do Billy’ego.

Wydawało mi się, że Anie wychodzi ponad krawędź snu, kiedy mama za moimi plecami nagle zajęczała, zatrzepała rękoma i zaczęła zawodzić przenikliwym głosem zawodowej płaczki - O, moja biedna córeczka! Co ty teraz poczniesz. Moja kochana Anie. Nie masz dziecka, ucięli ci włosy, zhańbili cię. Co ty zrobisz, jak twój mąż uzna cię za brudną i niegodną…

- Mamo! - syknęłam, podnosząc się z krzesła i odwracając gwałtownie.

- Cooo? - zajęczała mama - Przecież mówię prawdę.

- Billy kocha Anie i jej nie zostawi - syczałam nadal, ale mama nie słuchała mnie, więc po prostu złapałam ją za ramię i wyciągnęłam z sali.

Byłam taka wściekła, że musiałam się hamować, żeby nie dodać czegoś, czego później bym żałowała dokładnie tak, jak po tym moim wybuchu już żałowałam każdego słowa.

Wieczorem tego dnia Will zauważył, co się ze mną dzieło, więc zapytałam go retorycznie - Czy to źle, że prawie nienawidzę swoją matkę?

Nie zapytał o nic więcej, niczego mi nie tłumaczył, ale też nie przytulił mnie, jeszcze nie wtedy, bo chyba zrozumiał.

Will najlepiej ze wszystkich ludzi na całym świecie wiedział, co przeżywałam, chociaż nie znał całej mojej przeszłości.

Cóż, mogłam się mylić, bo Will wiedział wszystko.

Ja natomiast wiedziałam, że czuł to, co ja czułam do mojej mamy, kiedy traktowała w ten sposób moją najstarszą, nieprzytomną siostrę, a jednocześnie tłumaczyła na rozmaite sposoby wszelkie wybryki Lucy.

W sobotę mama, Eva i Helena zorganizowały dla mnie przyjęcie urodzinowe, na którym były wszystkie dzieci Evy, Oli i Jimmy, ale nie było Billy’ego i Jacka, bo była też Lucy.

Nie byłam zadowolona z tego, że urządziły dla mnie przyjęcie, chociaż starałam się nie okazywać tego, bo nie mogłam być niewdzięczna, skoro Eva i Helena tak się napracowały.

Nie miałam złudzeń co do tego, że mama zrobiłaby cokolwiek bez nich, bo już od paru lat nie miałam ani jednego prawdziwego przyjęcia urodzinowego.

Nawet mojej Słodkiej Szesnastki, chociaż akurat to było wytłumaczalne, skoro było bezpośrednio po zajściach z Ewą.

Sama nie miałam wtedy ochoty na świętowanie.

Kiedy jednak wracałam z nim samochodem do domu i Will zapytał mnie tam Jak było?, odpowiedziałam niby-żartobliwie To nie były najgorsze moje urodziny i uśmiechnęłam się przy tym, chociaż był możliwe, że tylko się skrzywiłam.

Will spojrzał na mnie tak, jakby mu było żal, że tak było i wiedziałam, że wiedział, które moje urodziny był najgorsze.

Ale to był Will.

On wiedział.

Potrafił zdobyć każde informacje o każdym.

Ale te urodziny naprawdę nie były moimi najgorszymi, chociaż byłam przygnębiona obecnością nie-do-końca ulubionych moich osób, które zasiadały przy urodzinowym stole.

Cieszyłam się, że była Helena z Oli’m.

Lubiłam ich, chociaż trochę neutralnie, bo Helena nie należała do kobiet, które dawały się poznać, a ja nie lubiłam na nikogo naciskać, więc znałyśmy się tylko z daleka, przy okazji.

Oli był naszym opiekunem, który pomagał tacie, albo może bardziej mamie i Anie, po naszej przeprowadzce do tego domu i po uwięzieniu taty.

Była też Eva z Jimmym i dziećmi, co bardzo lubiłam, bo przy mojej mamie i z tym, co teraz do niej czułam to właśnie Eva była dla mnie bardziej mamą.

Cieszyłam się z obecności Matta, Marii i Davie’go bardziej ze względu na Abla niż ze względu na mnie, bo mój brat przy nieobecności mojej i Anie miał teraz jeszcze mniej kochających osób do spędzania z nim czasu w domu.

I mocno tęsknił za Anie, co dawał upust w postaci małych napadów złości i wyraźnego odsunięcia się od nas.

Nie rozumiał, co się działo, bo był za mały.

Nie mogłam go za to winić.

Ale przy tamtym stole nie było Billy’ego, a co ważniejsze nie było Jacka, bo Billy stanowczo zapowiedział, że nie będzie narażał brata na przebywanie w towarzystwie Lucy.

Jego też nie mogłam winić.

To właśnie obecność tam Lucy była tym najgorszym, co mogło mi się przytrafić w moje osiemnaste urodziny.

Właściwie nie wiedziałam, czemu przyszła na zaproszenie mamy.

Normalnie odpuściłaby to sobie, po prostu powiedziała Nie, jak powiedziała Anie, kiedy ta poprosiła ja, by została jej druhną.

Zaskoczyła chyba wszystkich, chociaż moją mamę raczej pozytywnie.

Mama była szczęśliwa z powodu jej obecności.

Lucy natomiast chwilami wyraźnie pokazywała, że przyszła wyłącznie po to, by zepsuć moje urodziny i robiła to niewybrednymi komentarzami, które kierowała w stronę Marii, mnie, a nawet Evy i Heleny.

Mama nie reagowała.

Zaczęło się to wszystko niewinnie i wyglądało dobrze całkiem długo, bo przyjechałam do domu na godzinę przed zaproszonymi gośćmi, by pomóc mamie w przygotowaniu stołu.

Zaparkowałam swojego Sonica w naszym garażu, jak kazał mi zrobić Will, a Wolf cierpliwie jak zawsze czekał na mnie w swoim samochodzie, zaparkowanym gdzieś dalej przy krawężniku na ulicy.

Nie rzucaliśmy się  w oczy moim nie-mieszkaniem w domu i moją ochroną.

A poza tym niby przyjęcie było dla mnie, na moją cześć, ale nie mogłam zostawić mamy samej z całą pracą, kiedy nie miała przy sobie Anie.

Na Lucy w tej materii nie było można liczyć.

Dlatego weszłam do domu i bez słowa, jedynie po powitaniu z Ablem krótkim Cześć, przeszłam do kuchni, gdzie mama wręczyła mi deskę do krojenia, nożyk i miskę warzyw na sałatkę.

Cóż, moja mama nie witała mnie specjalnie wylewnie.

Nigdy.

A Abel ostatnio, jak mówiłam, miewał humorki.

Kilka minut przed umówionym przyjęciem przyjechali Eva i Jimmy z dziećmi i zrobiło się gwarno i wesoło, bo od progu złożyli mi życzenia i dali mi prezent, którego jednak nie mogłam od razu rozpakować.

Zajęłam się bowiem dziećmi, usadzając je na dywanie przed stolikiem do kawy, kanapą i fotelem, by układały puzzle, kolorowały i bawiły się samochodzikami.

Maria zajmował się Davie’m, ale Abel był tak podniecony gośćmi, że musiałam usiąść z nim na podłodze i pokazać mu, jak się spokojnie bawić z innymi, a nie szaleć po całym pomieszczeniu.

Eva w tym czasie zajęła się pomocą mamie w kuchni, a Jimmy rozsiadł się wygodnie w drugim fotelu, by patrzeć na nas z zadowoleniem z góry.

Matt przez chwilę wahał się, gdzie zająć miejsca, bo chyba miał nadzieję, że przyjedzie Jack, ale ostatecznie poszedł do kuchni, by pomóc swojej mamie i mojej w nakrywaniu stołu.

Na to wszystko weszła Lucy, za którą podążali Oli i Helena.

Lucy od pewnego czasu wyraźnie okazywała Oli’emu niechęć, chociaż nie wiedziałam, czemu tak się działo, bo mężczyzna bardzo nam pomagał i zawsze był cierpliwy i wyrozumiały w stosunku do każdej z nas.

- Mamo! - zaczęła Lucy powitanie od krzyku, kiedy patrzyła w moją stronę z szyderczym uśmiechem, ale głowę miała przegiętą w stronę kuchni - Mówiłaś, że ona dzisiaj kończy osiemnaście lat. A ona… bawi… się… z DZIEĆMI!

Lucy prawie dławiła się śmiechem, ale udawała, że robiła to żartobliwie i z sympatią, więc starałam się tak to traktować, chociaż jej oczy błyszczały złośliwie i nie było to miłe.

Oli i Helena podeszli do mnie, po tym jak podniosłam się z podłogi i wyprostowałam, by przywitać się z nimi.

Jimmy podniósł się z fotela i przywitał z Heleną w tym samym czasie, więc nie stałam tam sama, kiedy oboje składali mi życzenia urodzinowe.

Złośliwości Lucy zostały rozproszone.

Rozpakowałam też wówczas wszystkie prezenty, przy czym dziękowałam szczerze, głośno i radośnie, oglądając książki o historii sztuki tradycyjnej Utah od Heleny, przybory malarskie od mamy, piękny, barwny szal z kaszmiru indyjskiego w kolorach czerwieni i miedzi od Evy i laurki od dzieci.

Wszystko było zachwycające.

Podziękowałam też Lucy za prezent od niej, a był to bon podarunkowy do H&M na dziesięć dolarów.

- Nie umiem trafić w twój dziwny gust - stwierdziła moja siostra, wydymając wargi, jakby chciała podkreślić, że nie zgadzała się z moim gustem.

Cóż, ja z jej też się nie zgadzałam.

 #####

CDN.


1 komentarz: