Rozdział 21
Czego nie wiesz,
to cię nie zaboli
Wiliam
Ponad tydzień później…
Will
siedział na małym, prostym, granatowym fotelu w niebieskiej, jasnej poczekalni
przed gabinetem Ariel Pedington i czekał na zakończenie przez Abi jej trzeciej
sesji terapeutycznej.
Jego
nogi były szeroko rozstawione, łokcie oparte na kolanach, dłonie złączone przed
nim, a głowa zwieszona.
Patrząc
niewidzącym wzrokiem w podłogę, Will myślał o kłopotach, jakie mieli, jakie on miał, a jego ciało pozostawało w
bezruchu wyłącznie dlatego, że je do tego zmuszał.
Wszystko
w nim wrzało.
Nowy
tydzień nie przyniósł rozwiązania starych problemów i Will nadal nie wiedział,
jak mógłby zapewnić Abigail bezpieczeństwo, zwłaszcza nie mówiąc jej
wszystkiego.
Zaczął
pracę u Marka, chociaż na razie wciągał się tylko w ich system i stopniowo poznawał
zatrudnionych przez niego ludzi.
Ale
to oznaczało, że musiał wychodzić z domu prawie codziennie na dwie do czterech
godzin, a często wtedy Abi zostawała sama.
Dlatego
Will postanowił wprowadzić w sprawę Ryana, przyjaciela Abi, a stało się tak
również dlatego, że dowiedział się, czym zajmował się ten facet.
Mark
był dokładny, więc sprawdził ich wszystkich.
Praca
tego faceta nie była bezpośrednio związana ze służbami, nie była też tajna,
więc nie wiedzieli, Will ani Mark, dlaczego właściwie Abigail nigdy o tym nie
mówiła, chociaż z drugiej strony uznali, że może po prostu nie wiedziała.
Dla
niej były ważniejsze cechy charakteru niż to, czym się ktoś zajmował, a tamten
prawdopodobnie się nie chwalił.
Co
było zrozumiałe.
-
Ryan - zaprosił pewnego dnia Will, kiedy kobiety zajęły się przygotowaniem
przekąsek w kuchni, dobrotliwie i żartobliwie odganiając Abi na krzesło -
Możemy pogadać?
Facet
nie odpowiedział, ale po prostu podszedł do Willa, opierającego się biodrami o
parapet okna w salonie.
Tak
zachowałby się każdy z tych, z którymi Will obecnie pracował i to się zgadzało
z ich informacjami.
Ryan
Maintaining, bo tak brzmiało nazwisko faceta, miał dwadzieścia dziewięć lat i od
pół roku był najmłodszym w historii nowym zastępcą szefa ochrony lotniska w
SLC, co czyniło go jak najbardziej odpowiednim do wtajemniczenia w ich mały
problem.
Will
doskonale znał ten nawyk, tę palącą potrzebę zatajenia wszystkiego, którą
musiał przełamać, by wciągnąć tego obcego mężczyznę w swoje sprawy, a właściwie
w sprawy kobiety, którą kochał.
Nie
mówił jej wszystkiego, bo nie chciał jej martwić, skoro i tak każdej nocy
budziła się z krzykiem, bo miała koszmary.
Nie
potrzebowała bać się każdej osoby, która przychodziła do ich sklepu.
Wyznawał
w tym przypadku dewizę: Czego oczy nie
widzą, tego sercu nie żal, albo inaczej, bardziej pasujące w tym przypadku:
Czego nie wiesz, to cię nie zaboli.
Abigail
była bardzo dzielna, była też mądra i w końcu wszystkiego się domyśli, ale
potrzebowała spokoju i Will zamierzał jej to dać.
Przynajmniej
na chwilę.
-
Potrzebuję twojej pomocy - powiedział cicho do Ryana, kiedy ten podszedł do
niego, stanął frontem do kobiet i znaleźli się poza zasięgiem ich słuchu.
Ryan
skinął głową pytająco, a Will spojrzał szybko, by się przekonać, że kobiety
zebrane przy kuchni były zajęte, roześmiane i nie zwracały na nich uwagi.
-
Wiesz o siostrze Abigail? - Will zapytał Ryana, a tamten zmarszczył brwi.
-
Której? - odpowiedział pytaniem, co było dość dobre, bo oznaczało, że facet był wprowadzony.
-
Lucy Scammer - uszczegółowił Will.
Ryan
skinął głową i dodał - Trochę.
-
Abigail nie jest bezpieczna - zdradził Will, a Ryan spiął się i odwrócił do
niego całkiem przodem, skupiając na nim całą swoją uwagę.
-
Tamta coś kombinuje? - Zapytał, mając bez wątpienia na myśli Lucy.
Will
zdradził mu kilka informacji z tych, jakie posiadali, chociaż nie wszystkie, a
tylko tyle, by podkreślić, jak bardzo
Abi potrzebowała ochrony.
W
firmie Marka Taylora pracowali na stałe Czołg, As i Big Ben, którzy byli bezpośrednimi
ochroniarzami chociażby z racji ich masy, ale pomagali dorywczo Cichy, czyli
Filip oraz Driver, czyli Marty.
Wszyscy
byli kumplami z dawnych czasów i w ich grupie był David, a może również Jimmy,
ale w to Will nie wnikał.
Na
razie pracował z tamtymi i nie pytał ich o przeszłość i koneksje, bo to nie
było ważne w tym momencie.
Ważne
było coś innego.
Cichy,
komputerowiec, pracował dorywczo w ich wywiadzie, a Driver, prowadzący warsztat
samochodowy, miał jakieś dawne kontakty z różnymi typkami spod ciemnej gwiazdy.
Kontakty,
o jakich Will wolał nie słyszeć, ale które po cichu wykorzystywali.
Dzięki
tym kontaktom i umiejętnościom hackerskim Cichego, Mark i Will zdobyli nieco
więcej informacji, niż miał Will, kiedy odchodził z FBI.
Ale
właśnie o tym na razie nie chciał mówić Ryanowi.
-
Nie wiemy dokładnie - stwierdził Will, a potem przeszedł do prośby, jaką miał
do Ryana - Muszę czasem wyjść, jak nie ma nikogo w domu. Czasem będę musiał
wyjechać, albo zostać gdzieś na noc. Potrzebowałbym, żebyś tu się kręcił. Nic
więcej. Przynajmniej do czasu, aż Abi będzie bardziej na chodzie.
Mówił
szybko, cicho i napiętym tonem, wpatrując się intensywnie w stojącego przed nim
mężczyznę.
Wszystkim
co widział, było równie silne skupienie i powaga.
Ryanowi
zależało na Abi, była jego przyjaciółką, więc przejął się i zamierzał pomóc
Willowi zarówno w zapewnieniu jej bezpieczeństwa, jak i w zapewnieniu jej
spokoju ducha.
Umówili
się na jego częste wizyty pod nieobecność innych przyjaciół Abi, wymienili się
numerami telefonów i w ogóle dogadali.
Dzięki pieprzonemu
Chrystusowi.
Kolejnym
punktem, jaki odhaczył Will na swojej liście, było zadbanie o zdrowie fizyczne
jego dziewczyny, a to stało się dwa dni temu, kiedy podczas wizyty kontrolnej w
VAMC dowiedzieli się, że rany goiły się dobrze, można było zdjąć szwy i
rozpocząć bardziej intensywną rehabilitację.
Dlatego
byli umówieni na masaże i ćwiczenia trzy razy w tygodniu.
Abigail
przez większość dnia nie nosiła opatrunków.
Psychoterapia
też pomagała w ustabilizowaniu zdrowia Abi, więc tego też Will pilnował, wożąc
ją na wizyty do gabinetu Arii, jak kazała się nazywać psychoterapeutka, a ze
swojej strony zapewniał swojej kobiecie również rozproszenie i odprężenie
innego typu.
Pierwszym
była jej praca, bo Abigail malowała codziennie godzinę lub nieco dłużej rano i
trochę krócej niż godzinę wieczorem.
W
strefie wypoczynkowej jej salonu mieli porozwieszane torby i płótna w różnym
stopniu wyschnięcia i utrwalania, a krawcowa, która dla niej szyła, dostała
zamówienie na kolejne surowe.
Will
pomagał jej w tym, jak mógł, przywożąc produkty od krawcowej, przenosząc i
rozwieszając to, co Abi pomalowała i dając jej przestrzeń.
Sklep
działał pełną parą ze względu na okres przedświąteczny i wyroby Abigail,
podobnie jak innych, były sprzedawane „na pniu”.
Drugim
sposobem na odprężenie była ich bliskość, a właściwie ten jej rodzaj, który, ze
względu na ilość ludzi w domu, Abigail i Will mogli realizować tylko w swoim
apartamencie.
Przez
kilka kolejnych dni nie dane było im nic więcej niż pieszczoty, ale były to
pieszczoty tak intensywne, że Will nie żałował ani jednego razu.
Każdy
był inny.
Pieścił
ją ręką, ona pieściła jego, doprowadził się do orgazmu na jej oczach, a ona
doprowadziła się do swojego na jego oczach.
Poznawali
swoje ciała w każdym najmniejszym szczególe.
Znał
jej każdą bliznę, każdy pieprzyk, każdą strefę erogenną.
A
poprzedni wieczór, dzięki temu, że zamiast ortezy Abigail miała tylko
stabilizator i większy zakres ruchów, doprowadził do ich zbliżenia, które po
tylu latach tęsknoty był nawet bardziej intensywny i cholernie o wiele lepszy
niż ich pierwszy raz.
Leżeli
w jej łóżku przy zapalonym świetle już po tym, jak Will masował okolice jej rany
maścią i starał się rozluźnić mięśnie jej uda.
Nie
poszedł się umyć, wciąż leżał wzdłuż jej nóg, między nimi, kiedy przejechał
palcami po skórze z okolicy rany na wewnętrzną stronę jej prawego uda, a Abi zapraszająco
rozchyliła kolana, więc nie wytrzymał.
Musiał
ją mieć.
Pochylił
się i musnął wargami jej skórę, na co zadrżała i seksownie wciągnęła powietrze.
-
Wiliam - mruknęła niskim z podniecenia głosem, a Will się uśmiechnął.
Lubił
to, jak szybko się podniecała.
-
Tak, kochanie? - zapytał, udając nieświadomego tego, co się z nią działo.
-
Dotknij mnie, proszę - zamruczała,
poruszając niecierpliwie biodrami.
-
Gdzie? - zapytał niby naiwnie, przesuwając jednak dłoń bliżej jej cipki.
-
Tak! - Abi mruknęła z zachwytem, a
jej biodra znowu zatańczyły.
Will
postanowił się trochę z nią podroczyć, więc przesunął palce po jej udzie aż do
złączenia nóg, a potem chuchnął tam, by przenieść dłoń na jej brzuch.
-
Wiliam - tym razem Abi jęknęła z frustracją - Proszę, dotknij mnie.
-
Gdzie, Abigail? - spytał Will i ponownie przysunął usta do jej cipki - Tutaj? -
dmuchnął, a kiedy wyjęczała - Tak -
nie miał nagle ochoty na dręczenie jej i przeniósł dłoń dokładnie tam, gdzie
nawet z odległości czuł jej pulsowanie i tęsknotę za jego dotykiem.
-
Och! - krzyknęła z rozkoszy jego
dziewczyna, a Will pomyślał, że to było cholernie podniecające, że była tak
niewinna i naiwna z tą jej nieumiejętnością mówienia o seksie i swoich
potrzebach.
Wydawało
mu się kiedyś, że była bardziej odważna, ale może po prostu była bardziej zdesperowana,
bo mieli mało czasu.
Tego
nie wiedział.
-
Wiliam, potrzebuję cię …w środku -
nagle Will usłyszał od Abi dokładnie to, czego pragnął i o czym myślał w tej
chwili.
-
Twoje… słowo… jest… dla mnie… rozkazem - przerywając sobie kolejnymi
pocałunkami, wymruczał słowa w skórę kolejno na jej brzuchu i mostku,
przesuwając się wyżej, by później podnieść się, uklęknąć między jej nogami i
zdjąć swoje spodnie od piżamy.
Abigail
leżała przed nim w krótkich spodenkach, kusej koszulce od swojej piżamy i
patrzyła na niego zamglonym wzrokiem, a potem nagle jej oczy się rozszerzyły
jakby ze strachu.
-
Will - szepnęła Abi - O, nie.
-
Co się stało? - Will zapytał i napiął wszystkie mięśnie na myśl, że jego
dziewczyna przypomniała sobie sceny z tamtej piwnicy lub coś równie złego.
-
Nie możemy - Abigail nadal szeptała.
Will
zmarszczył brwi i patrzył na nią bez ruchu.
-
Ja… - Abi zagryzła na chwilę bok dolnej wargi, zanim dokończyła - przez tydzień
nie brałam tabletek, a potem nie byłam u lekarza, więc…
Will
zrozumiał.
Nie
wróciła do regulacji płodności przez tabletki antykoncepcyjne, które brała od
lat, więc potrzebowali innego zabezpieczenia.
Zszedł
z łóżka, poszedł do swojej torby i sięgnął do jej bocznej kieszeni, gdzie, jak
pamiętał, powinien mieć jeszcze jakieś prezerwatywy.
Will
wrócił do swojej dziewczyny do łóżka, ale już wiedział, że kiedyś będą musieli poważnie
porozmawiać.
Nie
chciał o tym myśleć, nie wtedy, kiedy jego dziewczyna leżała tam i czekała na
niego.
Jego
dziewczyna.
Tylko
jego.
Pieszcząc
jej ciało, przesuwając dłonie i usta tak, że jej koszulka wędrowała coraz
wyżej, by zniknąć przerzucona przez jej ramiona, Will myślał o tym, jak
cholernie podniecająca była świadomość tego, że czekała z tym na niego.
Ssał
jej sutki, nie mogąc się nasycić, jak nie dotykał i nie ssał żadnej kobiety
przez ponad trzy lata, pieścił jej
ciało i czuł jak się rozpalali.
Will
przeczuwał jednak, że jego mądra Abigail mogła
się domyślić, że miał jakieś kobiety
przez te trzy lata, a nie wiedział, jak jego dziewczyna zareagowałaby na to.
Wolałby
utrzymywać ją w nieświadomości, bo to nie był powód do dumy, nawet jeśli
wynikało to z jego pracy.
Spróbował
taktyki zagadania jej.
-
Mogę ją użyć? - zapytał, podnosząc pakiecik - Nie jesteś uczulona?
-
Nie - Abigail odpowiedziała bez wahania, więc Will wszedł na kolanach ponownie
między jej nogi, usiadł na swoich piętach, rozdarł folijkę i wyjął gumkę.
-
Chcę popatrzeć - poinformowała go Abi gorącym szeptem, a kiedy Will uniósł
głowę, zobaczył, że podniosła górną część ciała i oparła się na łokciach, a jej
wzrok był wbity w jego ręce.
W
jednej dłoni trzymał kutasa, a w drugiej prezerwatywę.
Przyłożył
lateks do czubka żołędzi, dopasował, a potem zaczął powoli rozwijać gumkę,
dbając, żeby jego dziewczyna wszystko dobrze widziała.
Słyszał
jej ciężki oddech, więc wiedział, że ją to podniecało.
Kiedy
gumka była rozwinięta do końca, poprawiona u nasady, a kutas wstrząśnięty, Will
zajął się Abigail.
Złapał
jej spodenki po obu stronach bioder i przeciągnął palcami, aż znalazły się na jej
udach.
Później
musiał zadbać, by nie podrażnić jej gojących się ran po kuli, ale kiedy spodenki
wylądowały na podłodze, wrócił palcami i ustami do najsłodszej cipki na całym świecie.
To
nie trwało długo, by Abigail wygięła się, jak nie powinna jeszcze się wyginać, biodrami
w jego stronę, więc oderwał usta, podciągnął się, by jego twarz był na
wysokości jej twarzy i, trzymając jej prawą nogę pod kolanem, zarzucił ją sobie
na biodro.
Abi
syknęła cicho.
-
Boli? - Will zapytał, a jednocześnie zamarł ze strachu, że robił jej krzywdę.
Pokręciła
głową, zanim mruknęła - Nie.
-
Niech tu leży, ale nie napinaj jej - rozkazał Will.
Abi
skinęła głową i patrzyła na niego, obserwując uważnie jego oczy, ale z
rozchylonymi ustami, co świadczyło o jej podnieceniu.
-
Złap kostkę prawej nogi ręką i ją tam podtrzymuj - rozkazał jeszcze Will, by
mieć pewność, że Abi nie stanie się nic złego, bo sądził, że nie odczuwała
właściwie bólu.
W
jej krwi wrzała adrenalina, a może już też oksytocyna, więc mogła nie czuć, ale wykonała jego
polecenie.
Sam
odsunął się odrobinę, dokładnie tyle, by przesunąć dłonią między nimi, ująć
kutasa i przeciągnąć czubkiem po wilgotnym wejściu, wywołując ciche
westchnienie u kobiety, która była pod nim.
Cholernie
żałował, że nie czuł tego w pełni przez pieprzoną gumę.
Naparł
delikatnie, a wtedy oczy Abi otworzyły się szerzej, podobnie jak usta.
Wtedy
pchnął, a Abi sapnęła z rozkoszy, jej wargi utworzyły O, którego z siebie nie wydała, więc wysunął się i pchnął ponownie.
Jego
krew zawrzała.
I
już nie było odwrotu.
Narzucił
rytm, którego jego ciało pragnęło, do którego dążył, za którym tęsknił przez te wszystkie miesiące,
każdego dnia wspominając jej gorącą, mokrą ciasnotę, która właśnie tak
gościnnie go otaczała.
To,
co robił z Ritą było jak uwalnianie frustracji w czasie masturbacji i było nieporównywalne z tym, co czuł z
Abigail.
To
było dokładnie to, czego potrzebował do prawdziwego życia i czucia.
Bo
seks bez miłości jest jak jedzenie bez przypraw.
Najesz
się, ale nie poczujesz smaku.
Wspinali
się na swoje szczyty jednocześnie i robili to szybko, Will nie stracił kontaktu
wzrokowego z Abi ani przez sekundę.
Widział
jej zatracenie się w tym, co robili równie mocne jak jego własne.
Kochał
ją.
Kochała
go.
Zamierzał
zrobić wszystko, co był w stanie zrobić, by była z nim już zawsze.
Ich
spełnienie było wybuchowe, gwałtowne, długie i satysfakcjonujące tym bardziej,
ze osiągnęli je jednocześnie, a jego cudowna Abigail przed swoim ostrzegła go,
jęcząc Wiliam prawie w jego usta,
zanim jej oczy się zamgliły, jej wargi się wygięły, a potem powieki
zatrzepotały.
Kiedy
schodzili ze swoich szczytów, Will dysząc ciężko, opierał się wciąż na
łokciach, by nie zgnieść jej, ale w końcu musiał zadbać o swoją dziewczynę.
Wygiął
jedną rękę, złapał jej prawe kolano i delikatnie ułożył je na prześcieradle
wzdłuż swojego ciała, a jednocześnie ostrożnie wyciągał się z jej gorącej,
nabrzmiałej cipki.
Kiedy
już całkiem wyszedł, Abi sapnęła cicho i opuściła brodę, jakby chciała
sprawdzić, czy wszystko było w porządku.
Było.
Will
zgiął się, sięgnął lewą ręką i przytrzymał prezerwatywę, żeby się nie zsunęła i
nie rozlała, a potem zaczął się podnosić.
-
Zaraz wracam - poinformował dziewczynę.
Złapała
kołdrę, która przez cały czas leżała obok nich i przyciągnęła ją do swojego
brzucha, a kiedy Will wrócił z łazienki do łóżka, Abi już spała.
Ułożył
swoją dziewczynę na swoim ciele, jak robił to codziennie odkąd do niej wrócił,
przykrył ich, sięgnął do lampki na stoliku nocnym i zgasił światło.
Nie
rozmawiali.
Jego
rozmyślania przerwała Aria, wychylając głowę przez uchylone drzwi jej gabinetu,
by powiedzieć - Will, wejdź, proszę. Jesteś potrzebny.
Will
poderwał się z fotela natychmiast po pierwszym dźwięku, jaki doszedł od strony tamtych
drzwi, bo do końca sesji zostało jeszcze kilka minut, więc nie powinien niczego
słyszeć.
Stało
się coś złego, a on tego nie lubił.
Poprzednie
sesje zostawiły Abigail rozdrażnioną i niespokojną, ale nie było to bardzo złe,
a Aria ostrzegła ich, zwracając się szczególnie do Willa, że zwłaszcza na
początku Abi może być bardziej nerwowa, potrzebować szczególnej uwagi, żeby
zapewnić jej spokój w domu i więcej rozmowy lub ciszy.
Miało
to zależeć od jego dziewczyny, więc Will ją obserwował.
Wszedł
do gabinetu i znalazł tam Abi skuloną na szarej, prostej, miękkiej kanapie, z
kolanami podciągniętymi do piersi, a piętami na siedzisku.
Obejmowała
ramionami swoje nogi, wtulała w nie twarz, a kiedy podniosła głowę, Will
zobaczył, że płakała.
Podszedł
do niej szybko, usiadł obok, delikatnie ją objął i pozwolił, żeby wtuliła się w
jego ciało, wciągając ją na swoje kolana, kiedy wyciągnęła do niego ręce i
zarzuciła je na jego szyję.
Mając
swoje szczęście na swoich kolanach, Will podniósł głowę, żeby pytająco spojrzeć
na Arię.
-
Dochodziliśmy do tego, dlaczego Abi czuje się winna… - wyjaśniła
psychoterapeutka - i zaczęła opowiadać o wydarzeniach w tamtej piwnicy. Bo jak
mówiliśmy wcześniej, Abigail nie czuje się zgwałcona - na to stwierdzenie Arii
Will przytaknął, bo to już wiedział.
Rozmawiali
o tym po poprzedniej sesji.
Uprawiali
swobodny seks, a Abigail ani razu nie wróciła w żaden sposób do tego, że tamci faceci ją widzieli, dotykali, bawili
się nią.
Może
więc się nie bawili.
Może
tylko ten pieprzony Crazy rozebrał ją, a potem założył jej zabawki, by zrobić
te kilka zdjęć.
-
Ale w pewnym momencie, mówiąc o gwałcie na tamtej dziewczynie, zaczęła
powtarzać „to moja wina” - kontynuowała Aria - …a kiedy zapytałam, o co
chodziło, zaczęła płakać, a ja nie mogłam jej pomóc, bo wołała tylko ciebie,
więc cię zaprosiłam tu, żebyś mi pomógł ją uspokoić. Może ty wiesz, o co
chodzi.
Will
opuścił brodę na czubek włosów swojej dziewczyny i pomyślał o tym wszystkim, co
mówili sobie wcześniej.
-
Abigail - łagodnie i cicho zawołał
jej imię tak, jak to oboje lubili - …to nie
twoja wina! Nie mogłaś jej uratować - powtórzył to, co mówił jej już
wcześniej - Tam było czterech dorosłych, silnych mężczyzn. Chcieli jej zrobić
większą krzywdę. Odciąć jej ucho. Nie mogłaś nic zrobić, bo byłoby jeszcze
gorzej.
Słuchał,
jak oddech jego Słonecznika się uspokajał i wiedział,
że było tam coś więcej, więc chciał, żeby Aria też to wiedziała i mogła pomóc.
-
Nic wcześniej nie było twoją winą.
Ani z twoją rodziną, ani z Ewą, ani z tamtą kobietą w piwnicy. Twoja mama była
dorosła, jak zachorowałaś - powtarzał jej swoje dawniejsze słowa - Nie szukała
pomocy. To nie była twoja wina, że tak się później zachowywała, że nie umiała
sobie poradzić.
Abi
przycisnęła policzek do jego klatki piersiowej, więc Will wiedział, że słuchała.
Zobaczył
też, że Aria wyprostowała się, bo to było dokładnie to, czego potrzebowała,
żeby dalej pracować nad skrzywioną psychiką jego dziewczyny.
-
Lucy nie stała się taka, jaka się
stała dlatego, że ty zachorowałaś -
Will ciągnął dalej - Ona po prostu taka była. Przecież ani Ewa, ani Hannah nie
stały się złe, bo ty byłaś chora.
Pogładził
delikatnie plecy dziewczyny skulonej na jego kolanach.
-
To wszystko nie była twoja wina - szeptał do niej, a trochę do siebie - Jesteś
dobra, mądra i zdolna. Nasycasz świat kolorami, chcesz wszystkim pomóc. To nie była twoja wina, że tamta została zgwałcona.
Rozumiesz, Abigail?
Wreszcie
Abi skinęła głową na jego klatce piersiowej i Will odetchnął.
-
Abi… - Aria miękko zawołała jej imię, by zwrócić na siebie jej uwagę, a kiedy
dziewczyna lekko odwróciła głowę w jej stronę mówiła dalej - na dzisiaj
skończymy. Odpocznij. Masz wsparcie. Skorzystaj z niego. Ale mam prośbę. Jeśli coś
ci się śni, zapisuj to. Wszystko jedno czy to wyda ci się złe, dobre,
dziwaczne. Zapisuj i przynieś na nasze następne spotkanie. Przepracujemy to.
Dobrze? Zrobisz to dla mnie?
Kiedy
Abigail potwierdził ponownym skinieniem głowy, Aria spojrzała na Willa i mówiła
do niego cicho, ale bardziej stanowczo.
-
Przejdziecie do tamtego pomieszczenia - odwróciła się na bok i pokazała inne
drzwi - Tam też jest fotel, kanapa. Możecie posiedzieć jak długo potrzebujecie.
Na następne spotkanie zapraszam według grafiku.
Will
skinął głową, bo nie było nic do dodania.
Mieli
harmonogram spotkań na najbliższe trzy tygodnie, więc tylko musieli kupić notes
do zapisywania snów Abi.
Podniósł
się z kanapy ze swoją dziewczyną w ramionach, a Aria podniosła się ze swojego
fotela, podeszła do odpowiednich drzwi i otworzyła je przed nimi.
-
Do widzenia - powiedziała z lekkim uśmiechem.
-
Do widzenia - wyszeptała Abi, a Will mruknął tylko - Taaa.
Wyszli
i drzwi się za nimi zamknęły, a Will skierował się do stojącej tam kanapy,
gdzie usiadł, ponownie układając swój skarb na swoich kolanach i przytulając ją
do swojego ciała.
Siedzieli
w ciszy jakieś dziesięć minut, aż oddech Abi całkiem się uspokoił.
W
końcu wyprostowała się, przetarła ręką oczy i spojrzała na Willa.
Wyraz
jej twarzy już był spokojny i czuły.
-
Dziękuję - szepnęła - …za to że jesteś.
-
Nie ma za co - mruknął Will - To ja dziękuję.
-
Możemy wracać do domu? - spytała, a Will poczuł, że jego usta ułożyły się w
uśmiech, bo pytała.
Dla
niego to ona była domem, więc było mu wszystko jedno, gdzie by miał ją zawieźć,
ale rozumiał jej pytanie.
-
Tak, Słoneczniku - powiedział łagodnie - Możemy jechać do domu.
*****
Kilka dni później…
Will
był na spotkaniu zespołu ochroniarzy Marka, gdzie omawiali nowe zlecenie, które
Mark przyjął na grudzień.
Chodziło
o jakąś grupę VIP’ów, która miała zjechać do Aspen na czas przerwy świątecznej,
więc należało wszystko przygotować na ich zamieszkanie w jednym z tamtejszych
domów.
Will
dostał polecenie sprawdzenia kilku osób, które byłyby ewentualnym zagrożeniem
dla każdego z nich i planował małe spotkanie z kilkoma facetami w tej sprawie,
kiedy zadzwonił jego telefon, a jednocześnie telefon Marka.
Will
wyjął swój telefon z tylnej kieszeni spodni i spojrzał na wyświetlacz, by
dowiedzieć się, że dzwoniła Abigail.
Natychmiast
wszedł na najwyższy poziom gotowości, bo jego kobieta nigdy pod żadnym pozorem
nie zadzwoniłby w czasie jego spotkania.
-
Abi? - odebrał napiętym tonem.
-
Will - jego dziewczyna była przestraszona i prawie płakała - Włączył się alarm
w domku z piecami i chciałam iść go wyłączyć, ale Ryan powiedział, żeby nie iść
i on poszedł, i kazał mi zamknąć drzwi na klucz i uruchomić alarm, i ja
usłyszałam strzał, i… Will tak się boję!
Kurwa!
Abi
mówiła jednym ciągiem, nie nabierając powietrza, a ostatnie słowa brzmiały
piskliwie, jakby miała się rozpłakać.
Will
spojrzał na Marka, zobaczył, że on również patrzył na niego, skinął głową i rozłączył
się z tym, z kim rozmawiał.
Will
rzucił do swojej dziewczyny:
-
Abi, nie rozłączaj się. zaraz tam będę. Siedź z dala od okien i nie rozłączaj
się. Okej?
-
Okej - usłyszał jej szept i serce mu się ścisnęło.
Prawie
na początku, kiedy z nią zamieszkał, namówił ich wszystkich na zamontowanie w
oknach rolet i na zasłanianie ich jak tylko robiło się na tyle ciemno, że
zapalali światło w pomieszczeniu.
Teraz
dziękował Chrystusowi za te pieprzone rolety.
Abigail
nie była widziana z dworu.
-
Dzwonił Filip. Uruchomili przycisk paniki na panelu alarmu - Mark poinformował
Willa, idąc w stronę drzwi.
Will odetchnął z odrobiną ulgi, bo to
oznaczało, że policja została zawiadomiona i powinna niedługo być na miejscu.
-
Abi powiedziała, że Ryan wyszedł na dwór i że słyszała strzał - poinformował
swojego obecnego pracodawcę.
Co
jakiś czas rzucał słowo uspokojenia do Abi, zagadywał ją, ale zdążył zarzucić
na ramiona kurtkę, wyjść do samochodu i ruszyć w stronę Słonecznika.
Mark
jechał tuż za nim.
Kiedy
dwadzieścia minut później zaparkowali na ulicy niedaleko domu i sklepu Abi,
policja już tam była i właśnie podjeżdżała tam karetka.
Kurwa!
Ktoś
został ranny.
Will
wybiegł z samochodu, zostawiając go otwartego przy krawężniku, pobiegł do Słonecznika, krzycząc po drodze, że tam
mieszkał, żeby otaczający dom policjanci go przepuścili.
Mógł
przejść dopiero po tym, jak za taśmą stanął David, który najwidoczniej
nadjechał nieco wcześniej i dał znak jednemu z funkcjonariuszy, żeby pozwolił
mu wejść do domu.
To
było oczywiste, że Cichy zawiadomił nie tylko Marka, ale też i Davida, więc
teraz wszyscy trzej byli na miejscu, by ich wspierać.
Kiedy
Will wpadł do salonu i zobaczył Abigail, która siedziała tam w towarzystwie
policjanta, spisującego zeznania, podszedł do niej usiadł obok niej na kanapie
i wziął ją w swoje ramiona.
Na
wyjaśnienia nadejdzie czas później.
Siedzieli
tak, Will słuchał, jak Abigail mówiła, jaka była kolejność zdarzeń, a Mark i
David rozmawiali z innymi obecnymi detektywami, by dowiedzieć się, co się
właściwie stało.
Okazało
się, że Ryan najpierw zadzwonił pod dziewięćset jedenaście, kazał Abi usiąść na
podłodze, a dopiero potem wyszedł na tylny dziedziniec, tam oberwał w głowę
łopatą i to jego karetka zabrała do szpitala.
Natomiast
napastnik, lub może raczej jeden z napastników, został postrzelony przez Ryana
i zginął na miejscu.
Koroner
jeszcze nie przyjechał.
W
domku z piecami nic się nie stało, piece nie ucierpiały, nie było pożaru ani
nic, napastnicy tylko wybili szybę, żeby kogoś wywabić z domu, więc dobrze się
stało, że był tam Ryan, który wiedział, co robić.
Kiedy
wszystko się uspokoiło, karetka odjechała, a oni usiedli w kilka osób, by sobie
coś wyjaśnić.
Taktyka
Czego nie wiesz, to cię nie zaboli właśnie
przestała się sprawdzać.
Szczęśliwie
nie było w domu nikogo ze wspólników-przyjaciół Abigail, więc siedzieli w
salonie tylko w towarzystwie facetów.
Abigail
czuła się chyba trochę nieswojo, ale Will nie zamierzał kazać im wychodzić,
skoro on mógł potrzebować wsparcia,
kiedy wszystko wreszcie powie swojej dziewczynie.
Usiedli
we dwójkę na kanapie, a Will był zwrócony częściowo w jej stronę, gotowy na
prawdę, kiedy zaczęła mówić.
-
Jak włączył się alarm, ja… - Abigail brzmiała na zdenerwowaną i rozkojarzoną.
Jakby
zaraz miała się rozpłakać.
-
To przeze mnie! - nagle straciła
opanowanie, jęknęła i łzy zalały jej twarz - To moja wina, że Ryan został uderzony. Ja go tam posłałam, bo…
-
Nie! - Will złapał jej obie dłonie i
swoje ręce i uścisnął wystarczająco mocno, by spojrzała na niego, a kiedy
patrzył prosto w jej oczy mówił dalej - Ryan pracuje w ochronie lotniska -
zobaczył, jak jej oczy i usta otworzyły się szeroko, więc wiedział, że nie
wiedziała - Wiedział co robić. Nie poszedłby tam, jakby nie myślał, że będzie
dobrze.
-
Al-le - zająknęła się Abi, mrugając przy tym gwałtownie i wyglądając bezradnie,
jak nie ona - To ja mu powiedziałam, że tam są piece i mógł być pożar. To
przeze mnie…
-
Dobrze zrobiłaś - powiedział Will, a w tej samej chwili do ich wymiany zdań
wtrącił się David.
-
Abigail - powiedział, kucając obok kanapy, tuż przy kolanach kobiety, opierając
się swobodnie łokciami o swoje kolana, a dłonie zwieszając między swoimi
rozstawionymi udami - …ufasz nam?
Abi
skinęła głową, przenosząc wzrok z Willa na Davida i z powrotem.
-
Popatrz na mnie - David poprosił ją łagodnie, chociaż był dużym facetem i jego
głos był niski, huczący, więc nie wyglądał
łagodnie - Uważasz, że nie wiemy, jakie podejmujemy ryzyko?
Abi
pokręciła głową, patrząc już tylko na Davida, który nie zmienił pozycji.
-
My wszyscy… - kumpel machnął ręką, wskazując na zgromadzonych facetów -
jesteśmy profesjonalistami. Znamy
ryzyko. Ryan jest jednym z nas. To nie
była twoja wina. Tak?
Abigail
spojrzała na Willa, a skurcz, jaki przebiegł po jej twarzy powiedział im, że
nie do końca była przekonana.
-
Tamci to nie są dobrzy ludzie - mówił
David - Sądzę, że Will jest ci winien wyjaśnienia - David spojrzał na Willa i
ten zobaczył w jego oczach oskarżenie.
Najwidoczniej
tylko on uważał, że ukrywanie prawdy przed jego dziewczyną było dobrym
pomysłem.
-
Musimy jechać do szpitala, żeby być przy Ryanie - powiedział Mark, podchodząc
bliżej - Wy tu sobie wyjaśnijcie. Ale David ma rację. To nie była twoja wina,
Abi.
-
Powiem tylko… - kontynuował David - to, co dawno temu powiedziała mi Maggie. To
nie są ludzie. To potwory. Jak musisz czasem podjąć decyzję, zrobić coś, żeby zneutralizować
potwora, to robisz to i dobry człowiek jest bezpieczny. Ryan to wiedział. Ty
jesteś dobrym człowiekiem, który miał być bezpieczny. Rozumiesz?
Abi
powoli skinęła głową, a faceci, nie zwlekając, pożegnali się, a potem szybko zebrali,
by pojechać do szpitala, do rannego kumpla.
Will
został ze swoją dziewczyną, która wyrywała się z nimi, ale też chciała się
dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodziło.
Więc
najpierw musieli porozmawiać.
-
Will? - Abi skupiła jego uwagę na sobie, ale on nie wiedział, jak zacząć.
-
Chcesz herbaty albo coś? - zapytał, odwlekając to, co miał powiedzieć.
Abigail
patrzyła wprost na niego.
-
Nie, ja… - przerwała, rzuciła - O co chodziło Davidowi? - po czym znowu
zagryzła dolną wargę i Will wiedział, że nie miał wyboru.
Musiał
jej to dać.
Westchnął,
wrócił na kanapę, skąd wcześniej wstał, by odprowadzić kumpli, usiadł obok
swojej kobiety i objął ją ramieniem, a ona na szczęście, nie odepchnęła go, ale
wtuliła się, więc miał ją blisko, kiedy zaczął mówić.
-
Wiesz, że Lucy i Lucas działali w szajce oszustów? - zaczął od czegoś, co było
wiadome wszystkim, ale Abi była zaskoczona, bo nie wiedziała, nie mogła
wiedzieć, w jaki sposób to było związane z najnowszymi wydarzeniami.
Skinęła
głową powoli, nie odrywając od niego wzroku i najwyraźniej intensywnie myśląc.
-
To nie była jakaś tam szajka - oznajmił Will - To była grupa bardzo dobrze zorganizowana
i działająca dla mafii, więc mieli powiązania z kimś ważniejszym, ale przez to
byli od niego zależni.
Abi
zesztywniała i patrzyła na Willa w szoku.
-
Ten facet nazywa się Lucius Tores, jest, był przywódcą mafii w Kolorado… -
kontynuował Will - i jego również zamknęliśmy. Siedzi w więzieniu stanowym
podobnie jak Lucy i jeszcze długo z niego nie wyjdzie.
Abi
ponownie skinęła głową i było widać, jak próbowała połączyć wszystkie fakty,
jakie znała, w jedną logiczną całość.
-
Kiedy rozpracowaliśmy tamtych przemytników, wiesz… tam, w Nowym Meksyku, i
uwolniliśmy ciebie i tamtą kobietę - mówił Will i obserwował, jak przez twarz
Abi przebiegł skurcz bólu - …powiedziałaś nam w samolocie, że Crazy wysyłał do
kogoś wasze zdjęcia.
Abi
otworzyła szerzej oczy.
-
Sprawdziliśmy to. Wiemy do kogo - kontynuował Will - Zdjęcia i filmy poszły do Lucy. Pieniądze za was zostały
przesłane do Toresa.
-
Co?! - zabrzmiało to piskliwie, a Abi
przyłożyła dłoń do ust i zamrugała, kiedy nowa porcja łez spłynęła po jej policzkach.
A
już nie płakała.
Kurwa!
Will
przeklął w myślach pieprzoną siostrę swojej
kobiety i jej męża.
Przyciągnął
swojego Słonecznika na swoje kolana, owinął ją ramionami, przytulił mocno do
siebie i ciągnął dalej.
-
Lucy i Lucas byli mu winni masę kasy, bo żyli mocno ponad stan - wyjaśnił jej -
To dlatego Lucy sprzedała swojego syna.
Will
nie powiedział jej i postanowił, że nigdy
nie powie nikomu z rodziny Sensible,
jeśli nie będzie musiał, że syn Lucy nie był adoptowany, ale został sprzedany
na „części zastępcze” do przeszczepów.
Już
go nie było.
To
byłoby zbyt okrutne i miał nadzieję, że nigdy się tego nie dowiedzą.
-
Przykro mi Słoneczniku, ale to twoja siostra cię wystawiła - szepnął na końcu -
Powiedziała, że jesteś dziewicą i mogą za ciebie dostać więcej kasy. A tamta
dziewczyna, kobieta, była córką wuja Lucasa. Niedawno wyszła za mąż. Jej męża
zabili na jej oczach, na ulicy, jak wracali z przyjęcia.
-
O, Boże! - Abigail jęknęła i mocniej
przycisnęła dłoń do ust, kiedy zaszlochała.
-
To nie wszystko - westchnął Will - Lucy nie żyje - oznajmił, a Abi na te słowa
wyprostowała się i patrzyła w oczy Willa z szokiem wymalowanym na twarzy - Tak.
Znaleziono ją wczoraj wieczorem. Twoi rodzice jeszcze nie wiedzą. Ja wiem od
godziny. Podejrzewamy, że Lucius Tores zniecierpliwił się, ale nie ma dowodów,
że to on. Pilnowaliśmy cię, więc nie mogli cię dostać.
Will
zacisnął na chwilę wargi.
-
Nie wiemy, co będzie dalej - powiedział, nadal utrzymując z nią kontakt
wzrokowy - Jeszcze przez jakiś czas będziesz miała ochronę.
-
Ale ja… - zająknęła się dziewczyna, a Will wiedział, o co jej chodziło.
-
Tak - skinął głową - pamiętam, że wracasz do na studia.
-
Więc co zamierzasz? - Abi zmarszczyła brwi.
-
Rozmawiałem z Markiem - wyjawił - Będę z tobą przez cały dzień.
-
Jak to? - głos Abigail trochę się uniósł za zdenerwowania i Will to rozumiał.
Nie
będzie łatwo, ale coś musi wymyślić.
-
To tylko na jakiś czas - rzucił pospiesznie - Zanim nie upewnimy się, że już
jesteś bezpieczna.
-
Will - przerwała mu - Przecież nie możesz za mną chodzić. Masz pracę, swoje
życie. A ja…
-
Ty jesteś moim życiem - Will wtrącił
stanowczo i Abigail zamilkła, a jej twarz złagodniała.
-
Przepraszam, że ci nie powiedziałem - dodał ciszej, po czym dokończył szeptem
swoją wymówką - Sądziłem, że będzie ci łatwiej żyć. Niewiedza czasem daje
spokój, a ty miałaś dość na głowie.
-
Kocham cię Wiliam - powiedziała nagle Abigail z taką mocą, że zabrakło mu tchu,
bo wiedział, że była w tym cała miłość, jaką właśnie czuła.
Może
wcześniej się mylił, sądząc, że niewiedza jej pomagała, ale teraz wiedział, że
była mu za to wdzięczna, więc było warto.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń