piątek, 21 lipca 2023

22 - Najlepszy prezent (cz.2)

 Rozdział 22


*****

Dwa dni później wieczorem…

Staliśmy w terminalu przylotów lotniska Phoenix-Sky Harbor i szukaliśmy wzrokiem kogoś z rodziny Willa, albo może on szukał, bo ja ich nie znałam.

Co chwilę przez cały czas spoglądałam na swój pierścionek i nie mogłam się powstrzymać od uśmiechania się do niego, bo wciąż mnie zachwycał.

Był na cienkiej obrączce z drucików żółtego złota przeplecionego z białym złotem tak, że tworzyły łodygi kwiatów, a samo oczko stanowił ażurowy słonecznik zrobiony z tego samego materiału z wbudowanymi drobnymi diamencikami w płatkach i w środku.

Był cudny i był mną.

Mój naszyjnik słonecznik wrócił na swoje miejsce, jeszcze zanim mogłam swobodnie się poruszać, a oglądanie miny Willa, kiedy go zobaczył w moim dekolcie zamiast na stoliku nocnym, było jak oglądanie cudu Bożego Narodzenia.

Wiekopomne.

Kiedy w Gwiazdkę dotarliśmy do domu Anie, by pomóc jej w przygotowaniu rodzinnego obiadu, zająć się Grace i Mercy’m, bo Billy był na dyżurze i miał wrócić do domu po szóstej wieczorem, lub zrobić cokolwiek innego, by ulżyć mojej znowu-ciężarnej-siostrze, mój młody przyjaciel, Jack, od razu zauważył moją nową biżuterię.

Anie powiedziała nam o swojej trzeciej ciąży o wiele wcześniej, niż powiedziała o poprzednich, więc wiedzieliśmy o niej już przed Gwiazdką, chociaż moja siostra była dopiero w drugim miesiącu.

Ale to dlatego pojechaliśmy z Willem do niej już przed południem i Jack mógł zobaczyć mój pierścionek przed wszystkimi innymi.

Zabierał właśnie ode mnie torby z pojemnikami, w których przywiozłam nadzienie do indyka i tartę z orzechów pekan, kiedy to zobaczył.

Złapał moją rękę i zawołał radośnie - Abi ma pierścionek! - odwracając się w stronę swojej przybranej siostry, która mu matkowała.

Jack nigdy się tak nie zachowywał, był raczej spokojnym chłopcem i, doprawdy, nie wiedziałam, co go wtedy napadło.

Może po prostu był szczęśliwy z powodu mojego szczęścia.

Faktem było, że Grace przytupała od razu z bawialni, żeby to zobaczyć i wyprzedziła nawet Anie, która była zajęta sosu żurawinowego, więc miała brudne ręce i nie zdążyła ich umyć nad zlewem.

- Zaręczyliście się? - zapytała Anie ze wzruszeniem w głosie, a ja wyczułam, że to było bardziej pełne ulgi stwierdzenie niż pytanie, ale nadal skinęłam głową z uśmiechem.

Z tym wszystkim zaczęłam rozumieć te wszystkie głupkowate zachowania kobiet, które piszczały, wyciągały przed siebie lewą dłoń z pierścionkiem i podskakiwały jak szalone.

Sama miałam ochotę to zrobić.

Byłam tak bardzo szczęśliwa swoim szczęściem, szczęściem widocznym tak wyraźnie na twarzy Willa, a teraz jeszcze szczęściem moich bliskich.

Dokładnie to samo przeżywałam później jeszcze, kiedy przyjechali moi rodzice, a także, kiedy przyjechała Helena z Olim.

Następnego dnia podzieliliśmy się naszym szczęściem z Evą i jej rodziną, więc przy okazji z Ryanem, bo był u niej z Kate.

Byłam pewna, że informacja o naszych zaręczynach pofrunie od jednych z naszych przyjaciół do drugich, chociaż nie mogłam tego być pewna, bo Eva była znana z tego, że nie roznosiła plotek.

Zresztą to była jedna z tych cech, które kochałam w niej najbardziej, zaraz po jej dobroci, troskliwości i czułości.

Nie myślałam jednak o tym teraz, stojąc w hali przylotów lotniska w Phoenix, bo byłam zajęta panikowaniem.

Bałam się tego, co pomyśli sobie o mnie rodzina Willa, bo, niezależnie od pozytywnego przyjęcia przez Fran, nadal miałam do „zdobycia” jego trzech braci, drugą siostrę, bratanice i bratanków, siostrzenicę i siostrzeńca.

Bardzo wielu ludzi, którzy kochali Willa.

Dlatego myślałam o tym, jaka byłam zbyt młoda, za niska, niezbyt ładna i o tym, co będzie, jeśli uznają mnie za nieodpowiednią dla tego wspaniałego, przystojnego, dobrego i mądrego mężczyzny.

Moje ponure rozmyślania przerwała piękna, młoda kobieta, która z impetem podbiegła do nas i rzuciła się mojemu Willowi na szyję, obejmując go ramionami, całując w policzek, kiedy on ją również objął i zaczął kręcić się z nią w kółko, śmiejąc się w niebogłosy.

- Moja piękna Nessie! - zawołał przy tym, a ja poczułam, jak krew odpłynęła mi z głowy na te słowa: moja piękna….

Zazdrość zaczęła mnie drążyć jak robak.

Na szczęście trwało to bardzo krótko, bo Will postawił dziewczynę na podłodze i odwrócił się do mnie, wciąż trzymając ją ramieniem w talii.

- Poznaj moją Abigail - powiedział jakby z dumą i natychmiast poczułam się lepiej - Abi, to moja bratanica, Vanessa.

- Cześć - powiedziałam i jednocześnie wyciągnęłam do niej rękę, ale ona stała tam jak wryta, patrząc na mnie z otwartymi ustami.

- Wujku Will - powiedziała dziwnym tonem - Nie wiedziałam, że twoja dziewczyna jest w moim wieku.

Moja ręka opadła bezwładnie i to była moja kolej na otwarcie ust.

O, rany.

Jak to zabrzmiało!

Wujku Will?

W moim wieku?

Ile ona miała lat?

- Nessie - odparł Will bardziej surowym tonem, puszczając ją i podchodząc do mnie, by owinąć ramieniem moją talię - Abi za pół roku kończy college.

- Co? - oczy dziewczyny zrobiły się równie szeroko otwarte, jak przed chwilą były jej usta - Serio?

Spojrzała na mnie tym razem z uznaniem, co było całkiem miłe.

- Czy możemy już jechać? - spytał Will i tym razem usłyszałam w jego głosie niezrozumiałą irytację.

Zastanowiłam się, czy na pewno miało być tak dobrze, jak spodziewał się mój mężczyzna, kiedy tego ranka, widząc moje zdenerwowanie, zapewniał mnie, że wszyscy przyjmą mnie z otwartymi ramionami.

Najwidoczniej Will również tak zaczął myśleć, bo z zaciśniętą szczęką chwycił rączkę mojej walizki, podrzucił sobie na ramieniu swoją torbę podróżną i pociągnął mnie w stronę wyjścia na parking.

Wsiedliśmy do pomarańczowego coupe opla, do którego Nessie otworzyła drzwi i odchyliła siedzenie, by wskazać dla mnie miejsce na tylnej kanapie, ale Will wsiadł tam razem ze mną.

Vanessa zacisnęła wargi i nie skomentowała tego, ale jej mina wiele mówiła.

Jechaliśmy dobre dwadzieścia minut w całkowitym milczeniu.

Kiedy wjechaliśmy na podjazd domu na przedmieściach Phoenix, wysiedliśmy w odwrotnej kolejności, niż wsiadaliśmy, przy czym Will podał mi dłoń, by mi pomóc.

Przyciągnął mnie potem do siebie, objął na kilka sekund moje biodra, odgięłam głowę i spojrzałam mu w oczy.

Był zmartwiony, więc uśmiechnęłam się, by go zapewnić, że wszystko było w porządku.

Naprawdę było.

Will był ze mną, kochał mnie i tylko to się liczyło na całym świecie.

On był moim domem, a ja byłam jego i nikt nie był w stanie tego zmienić.

Odwróciliśmy się przodem do domu, a potem Will poszedł do bagażnika po nasze rzeczy, a ja patrzyłam na budynek.

Był jasny i duży.

Podjazd, na którym byliśmy prowadził do garażu na trzy samochody, a cały dom był rozległy, dwupoziomowy i wyglądało na to, że miał co najmniej sześć sypialni, co oceniłam po tym, jak porównywałam go z domem Evy.

Tak, moja przyjaciółka miała taki właśnie duży dom.

Od frontu jednak było coś, co mnie zaintrygowało.

Wejście tam było dość skromne, z małym szyldem, na którym napis głosił „Salon Piękności Franceski”

Siostra Willa zajmowała się upiększaniem kobiet.

Nie powiedział mi o tym, a ja sama nie dopytywałam, bo już dawno temu przyzwyczaiłam się do tego, że Will niewiele mówił mi o sobie i o swoich bliskich, powoli stopniując informacje.

Przez drzwi wejściowe do domu wybiegła kobieta, którą widziałam już na ekranie laptopa Willa i rzuciła się do mnie z powitaniem.

- Abi - zawołała, nie zwracając uwagi na Nessie i na Willa - …kochanie, jak dobrze, że już jesteś. Jesteś zmęczona?

Nie byłam.

- Nie - powiedziałam z lekkim uśmiechem - Witaj, Fran.

Lecieliśmy zaledwie godzinę w niezłych warunkach, bo samolot nie był przepełniony, więc nie odczułam tej podróży i nie skłamałam.

Uściskała mnie, a potem przeniosła się do swojego brata, by zrobić to samo, chociaż jemu się oberwało za coś, czego nie zrozumiałam.

Nessie prawie całkowicie została przez nią zlekceważona, czego też nie zrozumiałam.

Fran wprowadziła nas do domu, dokąd weszłam obejmowana przez Willa ramieniem  zarzuconym na moje ramiona, rozglądając się ciekawie dookoła.

Wnętrze domu było równie imponujące, jak elewacja.

Nie zauważałam szczegółów, ale całość komponowała się zadziwiająco ciepło, jak na to, że były to głównie wszelkie odcienie szarości, beżów i białego.

Ten dom aż krzyczał rodzina.

Tym, co zauważyłam na każdym kroku, były zdjęcia.

Tysiące zdjęć w ramkach różnej wielości, różnych kolorów i typów, a na każdym z nich uśmiechnięci, rozgadani, zajęci sobą nawzajem, przytuleni do siebie członkowie tej rodziny.

To było coś, co z miejsca pokochałam bezwarunkowo.

Poszliśmy do wskazanego dla nas pokoju na piętrze, który miał duże, podwójne łóżko, wbudowana szafę i niedaleka łazienkę, częściowo się rozpakowaliśmy, a po tym Will zostawił mnie na chwilę samą, przykazując, bym przyszła do kuchni, do której drogę już poznałam, kiedy jeszcze rozczesywałam włosy i zadzwoniłam do mojej mamy, by powiedzieć jej, że dotarliśmy bezpiecznie na miejsce.

Zeszłam na dół po schodach, oglądając po drodze kolejne zdjęcia rozwieszone na ścianie klatki schodowej, kiedy usłyszałam obce głosy dochodzące z kuchni, do której zmierzałam.

- Kurwa, Will, jesteś całkowicie bezmyślny - warczał jakiś mężczyzna - Nessie mówi, że to małolata. Pojebało cię? Nie wystarczyło ci tego, co miałeś z tą suką Mandy?

Zamarłam na ostatnim stopniu schodów i wahałam się, czy pójść dalej.

- Nie znasz jej - powiedział Will i słyszałam wyraźnie, że był bardzo zły.

- I nie muszę, kurwa, skoro wiem, że jest od ciebie o jakieś pieprzone dwadzieścia lat młodsza! - krzyknął tamten facet i spięłam się, kiedy dotarło do mnie, że mówił o mnie.

Starał się wykazać Willowi, jak bardzo byłam dla niego nieodpowiednia.

- Nie dwadzieścia tylko piętnaście - uściślił Will, po czym usłyszałam żachniecie się tamtego - A poza tym nic o niej nie wiesz.

- To mi, kurwa, powiedz - warknął tamten.

Mój mężczyzna nie zawahał się nawet sekundy.

- Abi jest dojrzała. Tak bardzo, że to nie bujda, że wiek to tylko liczba - Will wyjaśniał zdecydowanym, spokojnym głosem, ale znałam go tak dobrze, że słyszałam, że wręcz gotował się w środku ze złości - Jest niezwykle zorganizowana, jest niespotykanie rozumna i bardzo mądra. Mieszka w domu, na który sama zarobiła. Ma własny biznes, który sama wymyśliła i rozkręciła. Jeździ samochodem, który kupiła za własne pieniądze.

- Dobra, dobra - mruknął tamten, ale słyszałam, że nie był do końca przekonany i najwidoczniej Will też to wyczuł, bo kontynuował:

- Poznaliśmy się ponad trzy lata temu. To Abi przekonała mnie wtedy, że musieliśmy się rozstać, żeby mnie ochronić przed oskarżeniami, bo była wtedy zbyt młoda i była pod moją ochroną. Była moją pracą.

- A teraz cudownym przypadkiem wróciliście do siebie - stwierdził tamten z takim sarkazmem w głosie, że nie wytrzymałam.

Zacisnęłam wargi, ruszyłam się, zeszłam z ostatniego stopnia i skierowałam swoje kroki w stronę z której dochodziły głosy.

- Owinęła cię wokół małego paluszka - wyrwała się w tym czasie Nessie, której głos był pełen pretensji i naburmuszony.

- Albo wokół czegoś innego - nadal sarkastycznie dorzucił mężczyzna - Dokładnie tak, jak Mandy.

 - Uważasz, że Abi nie mogła mnie pokochać? - głos Willa przy tym pytaniu był napięty i usłyszałam w nim odrobinę bólu, rozczarowania i niedowierzenia - Nie miała…

Will przerwał, bo w tym momencie wkroczyłam do jasnej, przestronnej, otwartej na jadalnię kuchni, w której Fran siedziała na stołku przy obniżonej wyspie, Nessie stała bokiem ramienia oparta o lodówkę, kiedy jej przedramiona były splecione pod jej piersiami, a przy zlewie, oparty biodrami o blat, stał mężczyzna, o którym natychmiast mogłam powiedzieć, że był bratem Willa.

Był tak samo, jak oni wszyscy, ciemnowłosy i ciemnooki, przystojny, ale trochę wyższy od mojego mężczyzny, który stał po środku tej przestrzeni w bojowej postawie: z dłońmi opartymi o biodra i rozstawionymi stopami.

- Dzień dobry - przywitałam się, starając się brzmieć swobodnie.

- Och, Abi - zawołała Fran, która do tej pory siedziała milcząco zagryzając wargi - Poznaj naszego najstarszego brata - wskazała dłonią na mężczyznę - To Vittorio, tata Nessie.

Odwróciłam się głową do nowoprzybyłego, ale ruszyłam w stronę Willa, kiedy skinęłam do tamtego głową i powiedziałam:

- Dzień dobry.

Nie dodałam do niego niczego więcej, bo byłam na niego zła.

Nie, nie byłam zła, byłam totalnie wkurzona.

Jak on mógł zasugerować coś takiego i sprawić, że Will poczuł się źle.

- Masz ładny dom, Fran - powiedziałam trochę sztucznym tonem - Bardzo dużo w nim zdjęć. To cała wasza rodzina?

- Tak - odparła Fran, uśmiechając się do mnie ciepło.

Wiedziała trochę o mojej rodzinie, ale chyba nie rozumiała mnie do końca, więc postanowiłam im to dać.

Dotarłam do Willa, spojrzałam w jego oczy, uśmiechnęłam się zapewniająco, że ze mną było okej, po czym oparłam się o niego bokiem, wsuwając się pod jego ramię tak, że musiał mnie objąć, kiedy ja owinęłam jedną ręką jego talię.

- Kiedy Will opowiadał mi o was - zaczęłam, przenosząc wzrok między Fran i Vittorio - Mówił, że jesteście blisko, że zawsze sobie pomagacie.

Zobaczyłam dwa lekkie skinienia głową.

- Opowiadał mi, jak go wspieraliście, kiedy miał swoje przejścia z Mandy, jego byłą żoną - ciągnęłam dalej i zobaczyłam, że Vito zesztywniał - To było wspaniałe - wciągnęłam trochę powietrza, zanim kontynuowałam - Wiecie, ja miałam trzy siostry - rzuciłam trochę sucho, ale to nie był temat na luźne pogaduszki.

Will zacisnął mocniej ramię na mojej talii i pochylił głowę w stronę mojego ucha, by tam szepnąć - Abi…

- Nie, Will - powiedziałam cicho do niego, odwracając głowę tak, by spojrzeć na niego - W porządku. Jest dobrze.

Wiedziałam, że chciał mnie chronić przed złymi wspomnieniami i potrzebował zapewnienia, że mnie to nie dotykało, że miałam mówić o Lucy.

- Najstarsza, Ewa… - ciągnęłam dalej moją opowieść, ponownie zwracając się do siostry i brata Willa - prawie sześć lat temu, po tym jak została zgwałcona i w wyniku tego zaszła w ciążę, popełniła samobójstwo.

Zobaczyłam, jak Fran wciągnęła powietrze, jednocześnie szeroko otwierając oczy, a jednocześnie dostrzegłam ruch od Nessie.

Kiedy tam spojrzałam, zaobserwowałam, jak dziewczyna podniosła dłoń do ust, które ułożyły się w O, a w jej oczach pojawiły się łzy.

- Druga z moich sióstr, Lucy… - kontynuowałam, ponownie patrząc na Vito - wplątała się w oszustwa i kradzieże w spółce z szajką, która była uzależniona od mafii. Żeby ratować swoją skórę, nasłała swojego męża i jego kolegów, by zgwałcili inną moją siostrę, Hannah. Przez to Anie straciła dziecko, bo była w drugim miesiącu ciąży.

Twarz Vito wydawała się być wyryta z kamienia, chociaż jego plecy wyprostowały się i napięły, a Fran oddychała spazmatycznie, ale nie zawracałam na nią uwagi, bo musiałam to dokończyć.

- Lucy wylądowała za kratkami - wyrzuciłam z siebie, starając się ignorować napięcie dochodzące od Willa, który nie lubił, że się tym dzieliłam - Tam sprzedała mnie. Porwano mnie i wywieziono, żebym była seks-zabawką jakiegoś psychola. Więc rozumiecie, że ja nie miałam wsparcia od moich sióstr. Nie u wszystkich. To Will mnie uratował - zwróciłam się bezpośrednio do Vito - Jest mądry, dobry, opiekuńczy. Dla mnie jest idealny. Jest moim wsparciem, moim domem, moim wszystkim. Nie mów, że nie można go kochać.

- Abi, ja nie… - zaczął Vito, ale ja nie skończyłam.

- Mamy siebie - mówiłam ciszej, a mój głos nie był właściwy, kiedy kontynuowałam - Myślałam, że moglibyśmy mieć również was jako rodzinę. Bo możemy mieć tylko siebie, ale on was kocha. A ja kocham jego, więc chcę, żeby miał wszystko. Możecie przynajmniej mnie tolerować dopóki mnie nie poznacie?

Will szarpnął moim ciałem tak, że się odwróciłam, a kiedy podniosłam do niego twarz, zobaczyłam, że w jego oczach była troska.

Ta sama troska, którą widziałam za każdym razem, gdy coś mnie bolało, gdy wychodziłam od Arii lub gdy w nocy budziły mnie koszmary.

Podniosłam dłonie i położyłam je na jego klatce piersiowej, a czoło oparłam na dole jego szyi, kiedy jego ramiona owinęły się dookoła mnie i przytulił mnie bardzo mocno, jakby chciał, żeby cały świat wokół nas zniknął.

Wtuliłam się w niego, a wtedy usłyszałam obok nas czyjś ruch.

- Dobra, Will, widzę to - zagrzmiał z bliska głos Vito - A teraz, z bliska, widzę coś jeszcze.

- Co? - spytał Will i nie był to ton miły, wdzięczny za zrozumienie, a raczej wściekłe warknięcie.

- To coś na jej palcu serdecznym - mruknął Vito, a kiedy odwróciłam twarz w jego stronę, zobaczyłam, że jego wzrok był utkwiony w mojej lewej dłoni  - To pierścionek zaręczynowy? Zapomnieliście nam coś powiedzieć?

- Co takiego?! - zawołała Fran, zerwała się ze stołka i podbiegła do nas - Pokażcie! Zaręczyliście się?! - krzyczała podekscytowana.

Poczułam lekkie szarpnięcie i moja dłoń znalazła się tuż przed jej twarzą, a w tym samym czasie podeszła do nas wciąż trochę naburmuszona Nessie.

Podczas, kiedy oglądały mój pierścionek, rozchmurzyła się i patrzyła na Willa bardziej radośnie, jakby cieszyła się z wyrazu spokoju na jego twarzy.

Nagle dotarło do mnie, że młoda była po prostu zazdrosna o uwagę Willa.

Musiałam jeszcze porozmawiać ze swoim mężczyzną, ale byłam prawie pewna, że była wcześniej jego oczkiem w głowie, jak Grace była moim.

Wujek Will nie miał swoich dzieci, a przecież lubił je, więc byłam pewna, że lubił zajmować się swoimi bratanicami, bratankami, siostrzenicami i siostrzeńcami.

Mogłam sobie tylko wyobrażać, jak będzie kiedyś w przyszłości zajmował się naszymi dziećmi.

Na tę myśl przeniknął mnie radosny dreszcz.

Kolejne godziny upłynęły nam głośno, bardziej radośnie i luźno, więc poznawaliśmy się, ja zostałam przedstawiona i mnie przedstawiono kolejne osoby z ich rodziny, które stopniowo docierały do domu Fran, a wszyscy skupiali się wokół nas.

*****

Trzy dni później…

- Doprawdy, Abi nie musiałaś nam nic kupować - powiedziała Blanca, żona Vito, siadając obok mnie na kanapie w jej bawialni, gdzie odpoczywałam po tym, jak on i Will zabrali stado dzieciaków na tylne podwórko domu Fran, żeby pograć z nimi w piłkę, bo od poprzedniego dnia nie padało i temperatura wzrosła do dziesięciu stopni Celsjusza.

Wcześniej wszyscy bawili się na dywanie w bawialni, wciągnęli mnie w tą zabawę i byłam wykończona.

- Nie kupiłam tego - przyznałam się cicho, spoglądając w jej stronę z uśmiechem - Sama to zrobiłam.

Każde z nich dostało ode mnie torbę, torebkę lub plecak, pomalowany przeze mnie w domu, chociaż to spowodowało wyczyszczenie naszego magazynu, który i tak był pustawy po świątecznych wyprzedażach i bez wątpienia oznaczało, że w ciągu najbliższych kilku tygodni będę musiała przysiąść fałdów w pracowni, żeby to nadgonić.

Tylko dla braci Willa i jego szwagra niczego nie przygotowałam, ale męskie prezenty zostawiłam mojemu mężczyźnie.

Dzięki Bogu, podjął się tego wyzwania.

- Och, naprawdę? - zachwyciła się szwagierka Willa - To jest piękne.

- Dziękuję - powiedziałam i mój uśmiech się pogłębił - …to bardzo miłe.

Nadal, po tylu latach, cieszyło mnie, że ktoś chwalił moje wyroby, bo nie czułam się zbyt pewnie, jako ich producentka.

Rynek SLC się wysycił i mogliśmy liczyć tylko na turystów, więc zaczęłam się czasami zastanawiać nad celowością kontynuowania tej pracy.

- Trochę nam przykro, że nie mieliśmy czegoś wyjątkowego dla ciebie - wyjaśniła mi Blanca - Bo te wyroby wyjątkowe.

Tak, to było bardzo miłe.

- A jeśli chodzi o prezent od was… Cóż… - przechyliłam głowę, by podkreślić moje słowa - Wy jesteście moim najlepszym prezentem - podniosłam dłoń z pierścionkiem, dotknęłam go drugą ręką i wytłumaczyłam to przybranej starszej siostrze mojego mężczyzny - Kiedy Will mi się oświadczył, myśleliśmy oboje o tym, że będziemy mieli rodzinę. Nasz dom. Ale prawda jest taka, że ja będę miała również was. Więc moja rodzina się powiększy. I to o takie fantastyczne osoby.

- Och, Abi. Jesteś taka dobra - westchnęła Blanca, a później wyciągnęła do mnie rękę, złapała moje przedramię, pogłaskała mnie i mówiła dalej - Wiesz, miałam ogromne wyrzuty sumienia, kiedy działo się to z Mandy. Poznali się na naszym weselu, bo Amanda jest moją kuzynką. Powinnam była go wtedy ostrzec, bo w rodzinie zawsze było wiadomo, że z niej było niezłe ziółko.

- Anca - powiedziałam, zwracając się bardziej w jej stronę całym ciałem - Nie mogłaś przewidzieć, że ona wykręci taki numer. Udawać przez cały rok, że dziecko jest Willa, kiedy zdradziła go nie jeden raz i to tuż po ich ślubie? - wykrzywiłam się i pokręciłam głową w niedowierzaniu -To było podłe. Sama powiedz, kto tak robi?

 - Ty wiesz? - Blanca szepnęła zszokowana, a ja skinęłam głową.

- Will mi powiedział - przyznałam.

- O, Boże - Anca powiedziała to głośniej, a jej twarz dosłownie rozświetliła się z radości - Will miał rację - zmrużyłam brwi w niezrozumieniu - Jesteś idealna. Najlepszy prezent, jaki mogliśmy mieć na Gwiazdkę to wiedza, że Will ma kogoś takiego przy sobie. Vito będzie szczęśliwy.

Nagle poczułam wilgoć wypływającą mi do oczu.

To stwierdzenie dawało mi to, o czym marzyłam, by dostawać na każdą okazję w życiu, nie tylko na Gwiazdkę.

Świadomość tego, że byłam dla Willa idealna, jak on był dla mnie, była najlepszą rzeczą i przebijała wszystko.

 

1 komentarz: