Rozdział 22
*****
Dwa dni później wieczorem…
Staliśmy
w terminalu przylotów lotniska Phoenix-Sky Harbor i szukaliśmy wzrokiem kogoś z
rodziny Willa, albo może on szukał, bo ja ich nie znałam.
Co
chwilę przez cały czas spoglądałam na swój pierścionek i nie mogłam się
powstrzymać od uśmiechania się do niego, bo wciąż mnie zachwycał.
Był
na cienkiej obrączce z drucików żółtego złota przeplecionego z białym złotem tak,
że tworzyły łodygi kwiatów, a samo oczko stanowił ażurowy słonecznik zrobiony z
tego samego materiału z wbudowanymi drobnymi diamencikami w płatkach i w
środku.
Był
cudny i był mną.
Mój
naszyjnik słonecznik wrócił na swoje miejsce, jeszcze zanim mogłam swobodnie
się poruszać, a oglądanie miny Willa, kiedy go zobaczył w moim dekolcie zamiast
na stoliku nocnym, było jak oglądanie cudu Bożego Narodzenia.
Wiekopomne.
Kiedy
w Gwiazdkę dotarliśmy do domu Anie, by pomóc jej w przygotowaniu rodzinnego
obiadu, zająć się Grace i Mercy’m, bo Billy był na dyżurze i miał wrócić do
domu po szóstej wieczorem, lub zrobić cokolwiek innego, by ulżyć mojej znowu-ciężarnej-siostrze,
mój młody przyjaciel, Jack, od razu zauważył moją nową biżuterię.
Anie
powiedziała nam o swojej trzeciej ciąży o wiele wcześniej, niż powiedziała o
poprzednich, więc wiedzieliśmy o niej już przed Gwiazdką, chociaż moja siostra
była dopiero w drugim miesiącu.
Ale
to dlatego pojechaliśmy z Willem do niej już przed południem i Jack mógł
zobaczyć mój pierścionek przed wszystkimi innymi.
Zabierał
właśnie ode mnie torby z pojemnikami, w których przywiozłam nadzienie do indyka
i tartę z orzechów pekan, kiedy to zobaczył.
Złapał
moją rękę i zawołał radośnie - Abi ma
pierścionek! - odwracając się w stronę swojej przybranej siostry, która mu
matkowała.
Jack
nigdy się tak nie zachowywał, był raczej spokojnym chłopcem i, doprawdy, nie
wiedziałam, co go wtedy napadło.
Może
po prostu był szczęśliwy z powodu mojego szczęścia.
Faktem
było, że Grace przytupała od razu z bawialni, żeby to zobaczyć i wyprzedziła
nawet Anie, która była zajęta sosu żurawinowego, więc miała brudne ręce i nie
zdążyła ich umyć nad zlewem.
-
Zaręczyliście się? - zapytała Anie ze wzruszeniem w głosie, a ja wyczułam, że
to było bardziej pełne ulgi stwierdzenie niż pytanie, ale nadal skinęłam głową
z uśmiechem.
Z
tym wszystkim zaczęłam rozumieć te wszystkie głupkowate zachowania kobiet,
które piszczały, wyciągały przed siebie lewą dłoń z pierścionkiem i
podskakiwały jak szalone.
Sama
miałam ochotę to zrobić.
Byłam
tak bardzo szczęśliwa swoim szczęściem, szczęściem widocznym tak wyraźnie na
twarzy Willa, a teraz jeszcze szczęściem moich bliskich.
Dokładnie
to samo przeżywałam później jeszcze, kiedy przyjechali moi rodzice, a także,
kiedy przyjechała Helena z Olim.
Następnego
dnia podzieliliśmy się naszym szczęściem z Evą i jej rodziną, więc przy okazji
z Ryanem, bo był u niej z Kate.
Byłam
pewna, że informacja o naszych zaręczynach pofrunie od jednych z naszych przyjaciół
do drugich, chociaż nie mogłam tego być pewna, bo Eva była znana z tego, że nie
roznosiła plotek.
Zresztą
to była jedna z tych cech, które kochałam w niej najbardziej, zaraz po jej
dobroci, troskliwości i czułości.
Nie
myślałam jednak o tym teraz, stojąc w hali przylotów lotniska w Phoenix, bo
byłam zajęta panikowaniem.
Bałam
się tego, co pomyśli sobie o mnie rodzina Willa, bo, niezależnie od pozytywnego
przyjęcia przez Fran, nadal miałam do „zdobycia” jego trzech braci, drugą
siostrę, bratanice i bratanków, siostrzenicę i siostrzeńca.
Bardzo
wielu ludzi, którzy kochali Willa.
Dlatego
myślałam o tym, jaka byłam zbyt młoda, za niska, niezbyt ładna i o tym, co
będzie, jeśli uznają mnie za nieodpowiednią dla tego wspaniałego, przystojnego,
dobrego i mądrego mężczyzny.
Moje
ponure rozmyślania przerwała piękna, młoda kobieta, która z impetem podbiegła
do nas i rzuciła się mojemu Willowi
na szyję, obejmując go ramionami, całując w policzek, kiedy on ją również objął
i zaczął kręcić się z nią w kółko, śmiejąc się w niebogłosy.
-
Moja piękna Nessie! - zawołał przy tym, a ja poczułam, jak krew odpłynęła mi z
głowy na te słowa: moja piękna….
Zazdrość
zaczęła mnie drążyć jak robak.
Na
szczęście trwało to bardzo krótko, bo Will postawił dziewczynę na podłodze i odwrócił
się do mnie, wciąż trzymając ją ramieniem w talii.
-
Poznaj moją Abigail - powiedział
jakby z dumą i natychmiast poczułam się lepiej - Abi, to moja bratanica,
Vanessa.
-
Cześć - powiedziałam i jednocześnie wyciągnęłam do niej rękę, ale ona stała tam
jak wryta, patrząc na mnie z otwartymi ustami.
-
Wujku Will - powiedziała dziwnym tonem - Nie wiedziałam, że twoja dziewczyna
jest w moim wieku.
Moja
ręka opadła bezwładnie i to była moja kolej na otwarcie ust.
O,
rany.
Jak
to zabrzmiało!
Wujku Will?
W moim wieku?
Ile
ona miała lat?
-
Nessie - odparł Will bardziej surowym tonem, puszczając ją i podchodząc do
mnie, by owinąć ramieniem moją talię - Abi za pół roku kończy college.
-
Co? - oczy dziewczyny zrobiły się równie szeroko otwarte, jak przed chwilą były
jej usta - Serio?
Spojrzała
na mnie tym razem z uznaniem, co było całkiem miłe.
-
Czy możemy już jechać? - spytał Will i tym razem usłyszałam w jego głosie
niezrozumiałą irytację.
Zastanowiłam
się, czy na pewno miało być tak dobrze, jak spodziewał się mój mężczyzna, kiedy
tego ranka, widząc moje zdenerwowanie, zapewniał mnie, że wszyscy przyjmą mnie
z otwartymi ramionami.
Najwidoczniej
Will również tak zaczął myśleć, bo z zaciśniętą szczęką chwycił rączkę mojej
walizki, podrzucił sobie na ramieniu swoją torbę podróżną i pociągnął mnie w
stronę wyjścia na parking.
Wsiedliśmy
do pomarańczowego coupe opla, do którego Nessie otworzyła drzwi i odchyliła
siedzenie, by wskazać dla mnie miejsce na tylnej kanapie, ale Will wsiadł tam
razem ze mną.
Vanessa
zacisnęła wargi i nie skomentowała tego, ale jej mina wiele mówiła.
Jechaliśmy
dobre dwadzieścia minut w całkowitym milczeniu.
Kiedy
wjechaliśmy na podjazd domu na przedmieściach Phoenix, wysiedliśmy w odwrotnej
kolejności, niż wsiadaliśmy, przy czym Will podał mi dłoń, by mi pomóc.
Przyciągnął
mnie potem do siebie, objął na kilka sekund moje biodra, odgięłam głowę i
spojrzałam mu w oczy.
Był
zmartwiony, więc uśmiechnęłam się, by go zapewnić, że wszystko było w porządku.
Naprawdę
było.
Will
był ze mną, kochał mnie i tylko to się liczyło na całym świecie.
On
był moim domem, a ja byłam jego i nikt
nie był w stanie tego zmienić.
Odwróciliśmy
się przodem do domu, a potem Will poszedł do bagażnika po nasze rzeczy, a ja
patrzyłam na budynek.
Był
jasny i duży.
Podjazd,
na którym byliśmy prowadził do garażu na trzy samochody, a cały dom był
rozległy, dwupoziomowy i wyglądało na to, że miał co najmniej sześć sypialni,
co oceniłam po tym, jak porównywałam go z domem Evy.
Tak,
moja przyjaciółka miała taki właśnie duży dom.
Od
frontu jednak było coś, co mnie zaintrygowało.
Wejście
tam było dość skromne, z małym szyldem, na którym napis głosił „Salon Piękności
Franceski”
Siostra
Willa zajmowała się upiększaniem kobiet.
Nie
powiedział mi o tym, a ja sama nie dopytywałam, bo już dawno temu przyzwyczaiłam
się do tego, że Will niewiele mówił mi o sobie i o swoich bliskich, powoli
stopniując informacje.
Przez
drzwi wejściowe do domu wybiegła kobieta, którą widziałam już na ekranie
laptopa Willa i rzuciła się do mnie z powitaniem.
-
Abi - zawołała, nie zwracając uwagi na Nessie i na Willa - …kochanie, jak
dobrze, że już jesteś. Jesteś zmęczona?
Nie
byłam.
-
Nie - powiedziałam z lekkim uśmiechem - Witaj, Fran.
Lecieliśmy
zaledwie godzinę w niezłych warunkach, bo samolot nie był przepełniony, więc
nie odczułam tej podróży i nie skłamałam.
Uściskała
mnie, a potem przeniosła się do swojego brata, by zrobić to samo, chociaż jemu
się oberwało za coś, czego nie zrozumiałam.
Nessie
prawie całkowicie została przez nią zlekceważona, czego też nie zrozumiałam.
Fran
wprowadziła nas do domu, dokąd weszłam obejmowana przez Willa ramieniem zarzuconym na moje ramiona, rozglądając się
ciekawie dookoła.
Wnętrze
domu było równie imponujące, jak elewacja.
Nie
zauważałam szczegółów, ale całość komponowała się zadziwiająco ciepło, jak na
to, że były to głównie wszelkie odcienie szarości, beżów i białego.
Ten
dom aż krzyczał rodzina.
Tym,
co zauważyłam na każdym kroku, były zdjęcia.
Tysiące
zdjęć w ramkach różnej wielości, różnych kolorów i typów, a na każdym z nich uśmiechnięci,
rozgadani, zajęci sobą nawzajem, przytuleni do siebie członkowie tej rodziny.
To
było coś, co z miejsca pokochałam bezwarunkowo.
Poszliśmy
do wskazanego dla nas pokoju na piętrze, który miał duże, podwójne łóżko,
wbudowana szafę i niedaleka łazienkę, częściowo się rozpakowaliśmy, a po tym
Will zostawił mnie na chwilę samą, przykazując, bym przyszła do kuchni, do
której drogę już poznałam, kiedy jeszcze rozczesywałam włosy i zadzwoniłam do mojej
mamy, by powiedzieć jej, że dotarliśmy bezpiecznie na miejsce.
Zeszłam
na dół po schodach, oglądając po drodze kolejne zdjęcia rozwieszone na ścianie
klatki schodowej, kiedy usłyszałam obce głosy dochodzące z kuchni, do której
zmierzałam.
-
Kurwa, Will, jesteś całkowicie bezmyślny
- warczał jakiś mężczyzna - Nessie mówi, że to małolata. Pojebało cię? Nie
wystarczyło ci tego, co miałeś z tą suką Mandy?
Zamarłam
na ostatnim stopniu schodów i wahałam się, czy pójść dalej.
-
Nie znasz jej - powiedział Will i słyszałam wyraźnie, że był bardzo zły.
-
I nie muszę, kurwa, skoro wiem, że jest od ciebie o jakieś pieprzone dwadzieścia lat młodsza! - krzyknął
tamten facet i spięłam się, kiedy dotarło do mnie, że mówił o mnie.
Starał
się wykazać Willowi, jak bardzo byłam dla niego nieodpowiednia.
-
Nie dwadzieścia tylko piętnaście - uściślił Will, po czym usłyszałam żachniecie
się tamtego - A poza tym nic o niej nie wiesz.
-
To mi, kurwa, powiedz - warknął
tamten.
Mój
mężczyzna nie zawahał się nawet sekundy.
-
Abi jest dojrzała. Tak bardzo, że to nie bujda, że wiek to tylko liczba - Will
wyjaśniał zdecydowanym, spokojnym głosem, ale znałam go tak dobrze, że
słyszałam, że wręcz gotował się w
środku ze złości - Jest niezwykle zorganizowana, jest niespotykanie rozumna i bardzo
mądra. Mieszka w domu, na który sama
zarobiła. Ma własny biznes, który sama
wymyśliła i rozkręciła. Jeździ samochodem, który kupiła za własne pieniądze.
-
Dobra, dobra - mruknął tamten, ale słyszałam, że nie był do końca przekonany i
najwidoczniej Will też to wyczuł, bo kontynuował:
-
Poznaliśmy się ponad trzy lata temu. To Abi
przekonała mnie wtedy, że musieliśmy się rozstać, żeby mnie ochronić przed oskarżeniami, bo była wtedy zbyt młoda i była pod
moją ochroną. Była moją pracą.
-
A teraz cudownym przypadkiem
wróciliście do siebie - stwierdził tamten z takim sarkazmem w głosie, że nie
wytrzymałam.
Zacisnęłam
wargi, ruszyłam się, zeszłam z ostatniego stopnia i skierowałam swoje kroki w
stronę z której dochodziły głosy.
-
Owinęła cię wokół małego paluszka - wyrwała się w tym czasie Nessie, której
głos był pełen pretensji i naburmuszony.
-
Albo wokół czegoś innego - nadal sarkastycznie dorzucił mężczyzna - Dokładnie tak, jak Mandy.
- Uważasz, że Abi nie mogła mnie pokochać? -
głos Willa przy tym pytaniu był napięty i usłyszałam w nim odrobinę bólu,
rozczarowania i niedowierzenia - Nie miała…
Will
przerwał, bo w tym momencie wkroczyłam do jasnej, przestronnej, otwartej na
jadalnię kuchni, w której Fran siedziała na stołku przy obniżonej wyspie,
Nessie stała bokiem ramienia oparta o lodówkę, kiedy jej przedramiona były
splecione pod jej piersiami, a przy zlewie, oparty biodrami o blat, stał
mężczyzna, o którym natychmiast mogłam powiedzieć, że był bratem Willa.
Był
tak samo, jak oni wszyscy, ciemnowłosy i ciemnooki, przystojny, ale trochę
wyższy od mojego mężczyzny, który stał po środku tej przestrzeni w bojowej
postawie: z dłońmi opartymi o biodra i rozstawionymi stopami.
-
Dzień dobry - przywitałam się, starając się brzmieć swobodnie.
-
Och, Abi - zawołała Fran, która do tej pory siedziała milcząco zagryzając wargi
- Poznaj naszego najstarszego brata - wskazała dłonią na mężczyznę - To Vittorio,
tata Nessie.
Odwróciłam
się głową do nowoprzybyłego, ale ruszyłam w stronę Willa, kiedy skinęłam do
tamtego głową i powiedziałam:
-
Dzień dobry.
Nie
dodałam do niego niczego więcej, bo byłam na niego zła.
Nie,
nie byłam zła, byłam totalnie wkurzona.
Jak
on mógł zasugerować coś takiego i sprawić, że Will poczuł się źle.
-
Masz ładny dom, Fran - powiedziałam trochę sztucznym tonem - Bardzo dużo w nim
zdjęć. To cała wasza rodzina?
-
Tak - odparła Fran, uśmiechając się do mnie ciepło.
Wiedziała
trochę o mojej rodzinie, ale chyba nie rozumiała mnie do końca, więc
postanowiłam im to dać.
Dotarłam
do Willa, spojrzałam w jego oczy, uśmiechnęłam się zapewniająco, że ze mną było
okej, po czym oparłam się o niego bokiem, wsuwając się pod jego ramię tak, że
musiał mnie objąć, kiedy ja owinęłam jedną ręką jego talię.
-
Kiedy Will opowiadał mi o was - zaczęłam, przenosząc wzrok między Fran i
Vittorio - Mówił, że jesteście blisko, że zawsze sobie pomagacie.
Zobaczyłam
dwa lekkie skinienia głową.
-
Opowiadał mi, jak go wspieraliście, kiedy miał swoje przejścia z Mandy, jego byłą
żoną - ciągnęłam dalej i zobaczyłam, że Vito zesztywniał - To było wspaniałe -
wciągnęłam trochę powietrza, zanim kontynuowałam - Wiecie, ja miałam trzy siostry - rzuciłam trochę sucho,
ale to nie był temat na luźne pogaduszki.
Will
zacisnął mocniej ramię na mojej talii i pochylił głowę w stronę mojego ucha, by
tam szepnąć - Abi…
-
Nie, Will - powiedziałam cicho do niego, odwracając głowę tak, by spojrzeć na
niego - W porządku. Jest dobrze.
Wiedziałam,
że chciał mnie chronić przed złymi wspomnieniami i potrzebował zapewnienia, że
mnie to nie dotykało, że miałam mówić o Lucy.
-
Najstarsza, Ewa… - ciągnęłam dalej moją opowieść, ponownie zwracając się do
siostry i brata Willa - prawie sześć lat temu, po tym jak została zgwałcona i w
wyniku tego zaszła w ciążę, popełniła samobójstwo.
Zobaczyłam,
jak Fran wciągnęła powietrze, jednocześnie szeroko otwierając oczy, a
jednocześnie dostrzegłam ruch od Nessie.
Kiedy
tam spojrzałam, zaobserwowałam, jak dziewczyna podniosła dłoń do ust, które
ułożyły się w O, a w jej oczach
pojawiły się łzy.
-
Druga z moich sióstr, Lucy… - kontynuowałam, ponownie patrząc na Vito -
wplątała się w oszustwa i kradzieże w spółce z szajką, która była uzależniona
od mafii. Żeby ratować swoją skórę, nasłała swojego męża i jego kolegów, by
zgwałcili inną moją siostrę, Hannah. Przez to Anie straciła dziecko, bo była w drugim
miesiącu ciąży.
Twarz
Vito wydawała się być wyryta z kamienia, chociaż jego plecy wyprostowały się i
napięły, a Fran oddychała spazmatycznie, ale nie zawracałam na nią uwagi, bo
musiałam to dokończyć.
-
Lucy wylądowała za kratkami - wyrzuciłam z siebie, starając się ignorować
napięcie dochodzące od Willa, który nie lubił, że się tym dzieliłam - Tam
sprzedała mnie. Porwano mnie i
wywieziono, żebym była seks-zabawką jakiegoś psychola. Więc rozumiecie, że ja nie miałam wsparcia od moich sióstr. Nie
u wszystkich. To Will mnie uratował -
zwróciłam się bezpośrednio do Vito - Jest mądry, dobry, opiekuńczy. Dla mnie
jest idealny. Jest moim wsparciem,
moim domem, moim wszystkim. Nie mów,
że nie można go kochać.
-
Abi, ja nie… - zaczął Vito, ale ja nie skończyłam.
-
Mamy siebie - mówiłam ciszej, a mój głos nie był właściwy, kiedy kontynuowałam
- Myślałam, że moglibyśmy mieć również was jako rodzinę. Bo możemy mieć tylko
siebie, ale on was kocha. A ja kocham jego, więc chcę, żeby miał wszystko.
Możecie przynajmniej mnie tolerować
dopóki mnie nie poznacie?
Will
szarpnął moim ciałem tak, że się odwróciłam, a kiedy podniosłam do niego twarz,
zobaczyłam, że w jego oczach była troska.
Ta
sama troska, którą widziałam za każdym razem, gdy coś mnie bolało, gdy wychodziłam
od Arii lub gdy w nocy budziły mnie koszmary.
Podniosłam
dłonie i położyłam je na jego klatce piersiowej, a czoło oparłam na dole jego
szyi, kiedy jego ramiona owinęły się dookoła mnie i przytulił mnie bardzo
mocno, jakby chciał, żeby cały świat wokół nas zniknął.
Wtuliłam
się w niego, a wtedy usłyszałam obok nas czyjś ruch.
-
Dobra, Will, widzę to - zagrzmiał z bliska głos Vito - A teraz, z bliska, widzę
coś jeszcze.
-
Co? - spytał Will i nie był to ton miły, wdzięczny za zrozumienie, a raczej
wściekłe warknięcie.
-
To coś na jej palcu serdecznym - mruknął Vito, a kiedy odwróciłam twarz w jego
stronę, zobaczyłam, że jego wzrok był utkwiony w mojej lewej dłoni - To pierścionek zaręczynowy? Zapomnieliście
nam coś powiedzieć?
-
Co takiego?! - zawołała Fran, zerwała
się ze stołka i podbiegła do nas - Pokażcie!
Zaręczyliście się?! - krzyczała podekscytowana.
Poczułam
lekkie szarpnięcie i moja dłoń znalazła się tuż przed jej twarzą, a w tym samym
czasie podeszła do nas wciąż trochę naburmuszona Nessie.
Podczas,
kiedy oglądały mój pierścionek, rozchmurzyła się i patrzyła na Willa bardziej
radośnie, jakby cieszyła się z wyrazu spokoju na jego twarzy.
Nagle
dotarło do mnie, że młoda była po prostu zazdrosna o uwagę Willa.
Musiałam
jeszcze porozmawiać ze swoim mężczyzną, ale byłam prawie pewna, że była
wcześniej jego oczkiem w głowie, jak Grace była moim.
Wujek
Will nie miał swoich dzieci, a przecież lubił je, więc byłam pewna, że lubił
zajmować się swoimi bratanicami, bratankami, siostrzenicami i siostrzeńcami.
Mogłam
sobie tylko wyobrażać, jak będzie kiedyś w przyszłości zajmował się naszymi dziećmi.
Na
tę myśl przeniknął mnie radosny dreszcz.
Kolejne
godziny upłynęły nam głośno, bardziej radośnie i luźno, więc poznawaliśmy się,
ja zostałam przedstawiona i mnie przedstawiono kolejne osoby z ich rodziny,
które stopniowo docierały do domu Fran, a wszyscy skupiali się wokół nas.
*****
Trzy dni później…
-
Doprawdy, Abi nie musiałaś nam nic kupować - powiedziała Blanca, żona Vito,
siadając obok mnie na kanapie w jej bawialni, gdzie odpoczywałam po tym, jak on
i Will zabrali stado dzieciaków na tylne podwórko domu Fran, żeby pograć z nimi
w piłkę, bo od poprzedniego dnia nie padało i temperatura wzrosła do dziesięciu
stopni Celsjusza.
Wcześniej
wszyscy bawili się na dywanie w bawialni, wciągnęli mnie w tą zabawę i byłam wykończona.
-
Nie kupiłam tego - przyznałam się cicho, spoglądając w jej stronę z uśmiechem -
Sama to zrobiłam.
Każde
z nich dostało ode mnie torbę, torebkę lub plecak, pomalowany przeze mnie w
domu, chociaż to spowodowało wyczyszczenie naszego magazynu, który i tak był
pustawy po świątecznych wyprzedażach i bez wątpienia oznaczało, że w ciągu
najbliższych kilku tygodni będę musiała przysiąść fałdów w pracowni, żeby to
nadgonić.
Tylko
dla braci Willa i jego szwagra niczego nie przygotowałam, ale męskie prezenty
zostawiłam mojemu mężczyźnie.
Dzięki
Bogu, podjął się tego wyzwania.
-
Och, naprawdę? - zachwyciła się
szwagierka Willa - To jest piękne.
-
Dziękuję - powiedziałam i mój uśmiech się pogłębił - …to bardzo miłe.
Nadal,
po tylu latach, cieszyło mnie, że ktoś chwalił moje wyroby, bo nie czułam się
zbyt pewnie, jako ich producentka.
Rynek
SLC się wysycił i mogliśmy liczyć tylko na turystów, więc zaczęłam się czasami
zastanawiać nad celowością kontynuowania tej pracy.
-
Trochę nam przykro, że nie mieliśmy czegoś wyjątkowego dla ciebie - wyjaśniła
mi Blanca - Bo te wyroby są
wyjątkowe.
Tak,
to było bardzo miłe.
-
A jeśli chodzi o prezent od was… Cóż… - przechyliłam głowę, by podkreślić moje
słowa - Wy jesteście moim najlepszym
prezentem - podniosłam dłoń z pierścionkiem, dotknęłam go drugą ręką i
wytłumaczyłam to przybranej starszej siostrze mojego mężczyzny - Kiedy Will mi
się oświadczył, myśleliśmy oboje o tym, że będziemy mieli rodzinę. Nasz dom. Ale
prawda jest taka, że ja będę miała również was. Więc moja rodzina się
powiększy. I to o takie fantastyczne osoby.
-
Och, Abi. Jesteś taka dobra - westchnęła Blanca, a później wyciągnęła do mnie
rękę, złapała moje przedramię, pogłaskała mnie i mówiła dalej - Wiesz, miałam ogromne wyrzuty sumienia, kiedy działo
się to z Mandy. Poznali się na naszym weselu, bo Amanda jest moją kuzynką.
Powinnam była go wtedy ostrzec, bo w rodzinie zawsze było wiadomo, że z niej
było niezłe ziółko.
-
Anca - powiedziałam, zwracając się bardziej w jej stronę całym ciałem - Nie
mogłaś przewidzieć, że ona wykręci taki numer. Udawać przez cały rok, że
dziecko jest Willa, kiedy zdradziła go nie jeden raz i to tuż po ich ślubie? - wykrzywiłam
się i pokręciłam głową w niedowierzaniu -To było podłe. Sama powiedz, kto tak robi?
- Ty
wiesz? - Blanca szepnęła zszokowana, a ja skinęłam głową.
-
Will mi powiedział - przyznałam.
-
O, Boże - Anca powiedziała to
głośniej, a jej twarz dosłownie rozświetliła się z radości - Will miał rację -
zmrużyłam brwi w niezrozumieniu - Jesteś
idealna. Najlepszy prezent, jaki mogliśmy mieć na Gwiazdkę to wiedza, że Will
ma kogoś takiego przy sobie. Vito będzie szczęśliwy.
Nagle
poczułam wilgoć wypływającą mi do oczu.
To
stwierdzenie dawało mi to, o czym marzyłam, by dostawać na każdą okazję w życiu, nie tylko na Gwiazdkę.
Świadomość
tego, że byłam dla Willa idealna, jak on był dla mnie, była najlepszą rzeczą i przebijała wszystko.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń