Epilog
Abigail
Trzy miesiące później…
Byłam
w swojej ulubionej bawełnianej, cienkiej, letniej, żółtej sukience bez rękawów,
w płaskich, zielonych sandałkach na stopach, z rozpuszczonymi włosami i
podskakiwałam przy każdym kroku z szalonej radości.
Wyszłam
z biura college’u i ruszyłam korytarzem do drzwi wyjściowych, by opuścić ten
budynek po tym, jak uporządkowałam dokumenty i mogłam po prostu odebrać dyplom ukończenia
szkoły następnego dnia na uroczystym zakończeniu roku szkolnego.
Było
pusto i cicho, ale i tak moja głowa była pełna tego, co działo się w moim życiu
przez ostanie miesiące.
Will
nie odzyskał pamięci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Był
to proces długi, nierówny, bolesny dla niego, więc trudny dla mnie i powodujący
u mojego mężczyzny ataki agresji, bo wywoływał u niego frustrację i
zniechęcenie.
Will
nie wrócił do szpitala, więc z większością jego dolegliwości zmagaliśmy się
razem w domu z Azrą decydującym o lekach przez telefon.
Byłam
mu dozgonnie wdzięczna za zaangażowanie.
Will
jednak miał napad zazdrości po tym, jak usłyszał, że powiedziałam do lekarza po
imieniu i jak Azra mówił do mnie w obecności mojego narzeczonego tonem
przepełnionym troską.
-
On na ciebie leci - powiedział Will, trzaskając z wściekłością drzwiami do
mojego SUV’a tego dnia, kiedy wyszliśmy ze szpitala po tomografii, na której
byliśmy tydzień po tym, jak Amanda została odesłana do domu.
Tak,
odesłana!
Ryan
i David postarali się, żeby była żona
mojego mężczyzny bez kapryszenia
wsiadła do samolotu i odleciała do Tucson.
Może
bez kapryszenia to słowa na wyrost,
bo klęła tak, że nigdy nie słyszałam tak bogatej wiązki nawet od robotników
budowlanych, ale nie miała słów sprzeciwu po drobnym tête-à-tête, do jakiego David nakłonił ją zaraz po tym wybuchu.
Jak
już wiecie, David był straszny sam w sobie, chociaż potrafił być słodki, co
pokazał, pomagając nam bez wahania i bez zwłoki, kiedy popłakałam się Maggie w
słuchawkę przez telefon.
-
On może sobie na mnie lecieć - stwierdziłam spokojnie do Willa, kiedy wsiedliśmy,
zapięliśmy pasy i uruchomiłam silnik mojej CX 30 - Chyba powinno cię
interesować tylko to, że ja lecę na
kogoś innego.
-
Na kogo? - zapytał wtedy Will
warknięciem, zerkając na mnie groźnie, a ja o mało się nie roześmiałam.
Jego
zazdrość była urocza.
-
Na mojego narzeczonego - szepnęłam mu prawie w usta, bo jednocześnie odpięłam
się, pochyliłam się w jego stronę i zakończyłam to głębokim pocałunkiem.
Will
jęknął w moje usta i odsunął się, więc i ja się odsunęłam na swój fotel, a
potem popatrzyłam na niego z niepokojem.
Wciąż
miewał nagłe bóle głowy i martwiłam się o niego.
-
Abi - westchnął Will, a wtedy spojrzałam w dół.
O,
rany!
To
mi nie przyszło do głowy.
Will
niekomfortowo poprawiał swoje spodnie, w których namiot skrywał problem, przez
który poczuł się źle, a ja odmawiałam mu swojego ciała od czasu jego wypadku.
Zapięłam
z powrotem pasy i poprawiłam się na swoim siedzeniu.
-
Nie możemy - teraz była moja kolei na westchnienie - Nie chcę, żeby cię…
-
Przestań - Will burknął jak rozkapryszone dziecko, a ja zacisnęłam wargi,
ruszając jednocześnie z parkingu.
Skupiałam
się na jeździe i próbowałam wymyślić sposób rozwiązania tego impasu, w jakim
się znaleźliśmy.
Czegokolwiek
bym nie zrobiła, mój mężczyzna będzie czuł się z tym źle.
Po
powrocie do domu tego dnia, kiedy pokłóciliśmy się z moim ukochanym, jeśli
można tak nazwać naszą rozmowę w samochodzie, porozmawiałam z Azrą przez
telefon, okrężną drogą starając się wypytać go, czy mogłabym jakoś kochać się z
Willem.
Nie
byłam pewna, ale chyba domyślił się, o co go pytałam.
Powiedział
mi, że: aktywność fizyczna i pozytywny
stres mogą spowodować ból głowy, ale późniejszy relaks powinien dać dobre
efekty i w rezultacie całość zadziała na korzyść pacjenta.
Tak
się wyraził, cokolwiek to miało znaczyć.
Nieważne.
Tego
dnia wieczorem, kiedy przyszykowaliśmy się do snu, położyłam się obok mojego
narzeczonego, jak kładliśmy się codziennie od kilku tygodni, a potem zaczęłam
delikatnie pieścić jego ciało.
Will
sypiał teraz w koszulkach i spodniach od piżamy, a ja w piżamkach, które miały
szorty i koszulki na ramiączkach.
Przejechałam
palcem po wewnętrznej stronie ramienia Willa, podnosząc na końcu rękawek jego
koszulki, a potem przykładając tam usta.
-
Abi - mruknął Will ostrzegawczo i objął moje plecy ręką.
-
Chcę ciebie - szepnęłam, a on zamarł,
po czym przesunął się tak, ze jego ramię wyszło spod moich pleców, a jego głowa
zawisła nad moja twarzą.
-
Myślisz, że możemy? - zapytał napiętym tonem, w którym brzmiała nadzieja, która
wręcz spowodowała drżenie moich nóg.
Mój
Will też mnie chciał.
-
Możemy… - szepnęłam znowu, tym razem nagląco - Wiliamie!
Tak!
Zadziałało,
jak zawsze działało i dostałam to, co zawsze dostawałam w odpowiedzi na jego
pełne imię zwłaszcza, jeśli wymawiałam je tym
tonem.
Przekonałam
się wtedy, że mój Will przypomniał sobie wszystko lub prawie wszystko, co było
najważniejsze, jeśli chodziło o nas.
Pamiętał,
gdzie mnie dotykać, bym czuła, żebym
podniecała się wolno i delikatnie lub rozpalała, jak pochodnia nasycona ropą.
Pamiętał,
jak lubiłam spowalniać, by trwało to, co było najlepsze, a kiedy tego chciałam,
jak przyspieszać, żeby to było gwałtowne.
I
dał mi to wszystko, a potem dał mi jeszcze więcej, kiedy położyliśmy się
przytuleni mocno i blisko, byśmy schodzili z naszych szczytów wdychając swój
zapach i chłonąc wzajemną obecność.
Miałam
go.
Miałam
go jeszcze więcej, kiedy na początku czerwca polecieliśmy do Phoenix we dwoje,
a wcześniej Will uprzedził mnie, że to zrobimy, więc się przygotowałam.
Wyjęłam
z pudełka, które miałam schowane w czeluściach mojej wbudowanej szafy, moje
kurtki skórzane i to obie.
Zarówno
tą grubszą, która teraz nie była przydatna, ale chciałam pokazać Willowi, że ją
miałam, jak tą cieńszą, ramoneskę, którą on mi kupił, kiedy po raz pierwszy
miałam jechać z nim na jego Harleyu.
W
Phoenix oczywiście odwiedziliśmy Fran, ale byliśmy u niej tylko jeden dzień, bo
nasz cel był inny.
Will
pokazał mi magazyn, w którym miał zgromadzone pozostałości jego dawnego,
samotnego życia.
Były
tam również dwa Harleye, a mój mężczyzna przyznał się, że miał je trzy, ale
jeden sprzedał po zajściach w Nowym Meksyku.
Miał
z nim związane złe wspomnienia.
Na
Davidsonie Buell przyjechaliśmy te ponad tysiąc kilometrów w trzy dni do Salt
Lake City, do domu, nie spiesząc się, nocując w motelach i zwiedzając przez
cały jeden weekend.
Byliśmy
jak wolne ptaki.
Will
dał mi to wszystko.
Kiedy
więc wyszłam z budynku mojej szkoły, a czerwcowe słońce oświetliło mój
szczęśliwy dzień, uśmiechnęłam się szczęśliwie do mężczyzny najprzystojniejszego ze wszystkich,
stojącego przy swoim czarnym motocyklu po drugiej stronie chodnika przy samej
ulicy i zaczęłam zbiegać ze schodów, żeby jak najszybciej znaleźć się w jego
ramionach.
*****
Wiliam
Stojąc
przy swoim Harleyu, Will patrzył na Abigail zbiegającą ze schodów od głównego
wejścia do szkoły, która wyglądała tak radośnie, pogodnie, młodo i kolorowo,
jak ją zapamiętał z tamtego zdjęcia, które dostał lata temu.
Była
taka piękna, że zapierało mu dech w piersiach, jak robiło to zawsze i
niezmiennie.
Najpiękniejsza
dziewczyna, jaką zdarzyło mu się widzieć kiedykolwiek w jego całym cholernym
życiu.
Jej
ciemno blond włosy były rozpuszczone, rozwiane na wietrze, a jej uśmiech pełen
szczęścia skierowany był bezpośrednio do
niego, jak wyśnił to sobie dawno temu.
Teraz,
kiedy wreszcie polecieli do Phoenix i przyjechali do SLC jego motocyklem,
będzie miał jej tyłek na siedzeniu za sobą, to było jeszcze lepsze.
Następnego
dnia Abigail odbierała dyplom ukończenia college’u, a tydzień później miała
zostać jego żoną.
Kilka
miesięcy temu Jasmine i Jeremy ogłosili wszystkim, że po uzyskaniu przez
dziewczynę dyplomu ukończenia college’u mieli wyjechać na stałe na farmę jego
rodziców, gdzie chłopak dostał działkę i
rozpoczął budowę domu dla swojej rodziny.
Jason
zdecydował się na zamieszkanie ze współlokatorem w apartamencie w pewnym
kompleksie mieszkalnym bliżej gór Watah, ale jego piece i koło garncarskie
zostało w Słoneczniku.
Tutaj
miał pracować.
Tym
samym wygasła poprzednia umowa między Abigail a resztą przyjaciół i nadeszła
pora na podpisanie nowej.
Abigail
miała wystarczająco dużo pieniędzy, więc wykupiła udziały pozostałych w domu i
w sklepie, ale nie chciała rezygnować ze współpracy z całą trójką, co
spowodowało, że zaproponowała im, że będzie sprzedawać ich produkty, kiedy
tylko jej dostarczą je do tego sklepu/galerii, który miał nadal funkcjonować
pod nazwą Słonecznik.
Zatrudniła
na pełen etat dwie sprzedawczynie, które już znała, a Alice nadal miała prowadzić
jej księgowość.
Will
odbył z Markiem rozmowę, po której wrócił do pracy u niego pod jednym
warunkiem.
-
Nie możesz próbować ratować wszystkich kosztem siebie - mężczyzna powiedział mu
zdecydowanym, chociaż delikatnym tonem.
-
Nie próbowałem - odmruknął mu na to Will, chociaż przeczuwał, że trochę kłamał
lub przynajmniej nie mówił wszystkiego.
-
Wiem, że jesteś przyzwyczajony, by pracować samotnie - stwierdził Mark,
potwierdzając Willowi, że wiedział, co ten chciał ukryć - Też taki byłem. Potem
prawie opuściłem swoją rodzinę na zawsze, bo nie ochroniłem siebie.
Mark
patrzył Willowi prosto w oczy i mówił z naciskiem, żeby podkreślić swoją rację,
przez co Will słuchał go bardzo
uważnie.
-
Musisz nauczyć się czasem odpuszczać - kontynuował jego pracodawca z naciskiem,
ale to nie brzmiało jak wymówki, jak reprymenda, a raczej jak rada zatroskanego
przyjaciela - Czekać, aż inni się odezwą i dopiero potem wkraczać. Ze wsparciem
za plecami.
Will
skinął głową i opuścił wzrok.
Zrozumiał.
Jeśli
nie chciał odejść z tego świata, pozostawiając Abi bez niego, musiał zadbać
również o siebie, cokolwiek zamierzał robić.
A
teraz, opierając się biodrami o siedzenie swojego Harleya, Will miał przed
oczami wszystko, dla czego mógłby zrezygnować nawet ze swojej pracy, nie tylko
z ryzyka, bo kochał tę kobietę, która biegła do niego, ponad swoje życie.
-
Cześć - wypchnęła na wydechu, kiedy już była na wyciągnięcie ręki - Zapatrzyłeś
się?
-
Tak - mruknął Will - Miałem na co.
-
Na co? - spytała, przekrzywiając na bok głowę i uśmiechając się kokieteryjnie,
czego prawdopodobnie nie była świadoma, ale Willowi się podobało, bo było
skierowane do niego.
-
Wyjaśnię ci w domu - powiedział głośniej i bardziej zdecydowanie, odpychając
się tyłkiem od Harleya, by wykręcić tułów i wziąć z siedzenia kaski.
Jeden
podał swojej kobiecie, a drugi przyszykował, by włożyć na swoją głowę i zapiąć
paski pod brodą.
-
Muszę ci coś pokazać - wyjaśnił, kiedy Abigail zakładała swój kask.
-
Gotowa? - zapytał, spoglądając na nią, poprawiając zapięcie swojej skórzanej
kurtki i widząc, że Abi zrobiła to samo ze swoją.
W
żółtej sukience i starej ramonesce, którą kupił dla niej trzy i pół roku temu,
wyglądała tak seksownie, że cieszył się, że nikogo nie było w okolicy.
Z
zazdrości chciałby chyba komuś obić mordę, a miała rację.
To
nie było ważne, że ona komuś wpadła w oko, bo najważniejsze było to, że jego Słonecznik
nie widziała świata poza nim.
A
w to nie wątpił.
*****
Pół godziny później…
-
Zobacz - powiedział Will, podając Abi zdjęcie, które wydobył z szuflady, w
której trzymał swoje dokumenty - To zdjęcie dostałem, kiedy kończyłaś drugą
klasę liceum. Nie było mnie w SLC i ktoś
inny pilnował waszej rodziny.
Nie
powiedział śledził, bo to i tak było
porąbane, że Will znał Abigail, jej mamę i jej siostry, zanim ona w ogóle
dowiedziała się o jego istnieniu.
-
Och - jego dziewczyna powiedziała tylko tyle, więc również wiedziała, że to
było co najmniej dziwne.
-
Zakochałem się w tobie już chyba wtedy, chociaż początkowo broniłem się przed
tym uczuciem - Will wyznał i patrzył na dłoń Abi, ściskającą zdjęcie, bo
zadrżała tak mocno, że nie wiedział, czy to było dobre, ale mówił dalej - Potem
śniłem niejeden raz, że zbiegasz po schodach w ten sposób, taka piękna, młoda,
barwna i uśmiechasz się do mnie.
-
Will - wyszeptała Abi, pochyliła się
w jego stronę i wyciągnęła dłoń, w której nie trzymała zdjęcia.
-
Więc naprawdę, dzisiaj wyśnił się mój sen - kontynuował - Spełniło się moje
marzenie. Uśmiechnęłaś się do mnie.
Nasyciłaś mój świat kolorami i nadałaś sens mojemu życiu.
Abigail
nagle porzuciła zdjęcie, odwróciła się do swojej szuflady z materiałami do
rysowania i po krótkich poszukiwaniach wyjęła z niej szkicownik.
Przewróciła
kilka kartek, otworzyła go i podała Willowi.
Zamarł
i zapatrzył się, kiedy powiedziała swoje wyjaśnienie, a jej głos był
zachrypnięty od emocji.
-
Kiedy się musieliśmy rozstać, chciałam mieć coś, co byłoby tobą, a nie miałam
żadnego zdjęcia. Nie umiem rysować twarzy, więc próbowałam.
Will
przewrócił kilka kartek w obie strony i znalazł tam szkice jego brwi, oczu,
ust, nosa…
-
Dopóki nie dostałam mojego słonecznika, miałam tylko to.
Will
podniósł wzrok do oczu swojej ukochanej i już wiedział, co chciała mu
powiedzieć.
Tęskniła
przez te trzy lata tak samo mocno, jak on tęsknił za nią.
-
Kocham cię, Abigail - powiedział, a
potem pokazał jej to na kilka znanych im już sposobów.
Byli
w sypialni, więc dotarcie do łóżka zajęło im jakąś sekundę, a po drodze Will całował
Abigail po szyi, a potem w usta, by rzucić ją na wznak na materac i upaść na
nią.
Zdjęcie
ubrań nie wydawało się być potrzebne, więc tylko zsunął swoje dżinsy razem z
bokserkami, podwinął jej sukienką i odchylił majtki, by znaleźć już mokrą
kobiecość.
Wbił
się w nią mocno, ale nie boleśnie, jednym płynnym ruchem.
Później
czuł jej gorąco, wilgoć i jedwabistą gładkość całym kutasem, kiedy wchodził i
wysuwał się z niej raz za razem.
Zaczął
delikatnie i wolno, a potem zaczął przyspieszać.
Byli
tak bardzo podnieceni, że zaczął się ruszać, a ona robiła to razem z nim,
wychodząc mu naprzeciwko.
Ostatecznie
już nie kontrolowali swoich ruchów, ani podniecenia, bo ich rozkosz wzbijała
się na takie wyżyny, że orgazm ogarnął ich oboje gwałtownie w sposób, w jaki
robił to, kiedy bardzo się potrzebowali.
Dał
jej to.
A
ona mu to dała w zamian.
*****
Tydzień później…
Will
stał przy ołtarzu i niecierpliwie czekał, aż najpiękniejsza dziewczyna świata,
która kroczyła przejściem między ławkami kościoła wsparta na ramieniu swojego
taty, wreszcie do niego przyjdzie.
Dziękował
Chrystusowi, że lata temu coś go powstrzymało przez poślubieniem Mandy w
obliczu Boga, bo mógł teraz pojąć w ten sposób tę, która była mu prawdziwie
przeznaczona.
Nagle
dotarło do niego to, co prawie dwadzieścia lat wcześniej wyśmiewał u swojego
najstarszego brata: a co, jeśli nie był jej godzien, jeśli nie da rady
Abigail
miała na sobie długą, białą, gładką suknię, która rozszerzała się do dołu
niczym odwrócony kwiat lilii.
Nie
miała żadnych zdobień również na gorsecie, a jego dekolt był w kształcie serca,
co podkreślało ponętny biust jego dziewczyny i uwidaczniało jedyną ozdobę, jaką
miała na sobie, czyli jego słonecznik.
Abigail
nie miała również welonu, a w jej rozpuszczone włosy, które spływały falami na
odkryte plecy, były wpięte żółte kwiatki.
Takie
same kwiatki przypięte były na samym dole spódnicy.
A
jej wzrok był utkwiony w nim i zachwycony,
a to spojrzenie było tak pełne ufności, że dodało mu odwagi, by wierzyć.
Kiedy
w końcu dotarła do niego, jej tata podał Willowi jej rękę, pocałował ją w
policzek i Will miał ją.
Miał
ją mieć za żonę.
Miał
być jej mężem.
I
już zrozumiał, że nie musiał być najlepszy dla wszystkich, bo był najlepszy dla niej tak, jak ona była idealna dla
niego.
*****
Abigail
Miesiąc później…
Siedzieliśmy
z Jackiem i Billy’m w poczekalni szpitala położniczego, gdzie moja siostra
walczyła o życie swoje i swojej młodszej córki.
Miałam
ochotę chodzić w kółko albo lepiej rozbić coś z hukiem o ścianę z wściekłości i
bezsilności, jakie mnie przenikały.
Zmuszałam
się jednak do siedzenia w miarę spokojnie, żeby nie martwić bardziej mojego już-zmartwionego
szwagra i mojego młodego przyjaciela.
Pozostała
dwójka ich dzieci była w ich domu z Evą, Davie’m i Marią.
Nie
dowiedziałam się, co właściwie się stało, bo do tej pory wszystko było dobrze, ale
dwie godziny temu nastąpiły jakieś powikłania i Anie dostała bóli, krwotoku, a
w końcu omdlała, w wyniku czego Billy musiał wezwać pogotowie, a potem jeszcze
zadbać o opiekę dla ich młodszych dzieci.
Wtedy
też zadzwonił do mnie.
Will
był w pracy i nie mógł się wyrwać, ale napisałam mu SMS’a, żeby nie martwił się
i nie szukał mnie, kiedy wróciliby do domu, a mnie tam by nie było.
Strasznie
się bałam o moją ukochaną siostrę.
Tyle
już przeszli z Billy’m i wszystko wydawało się być już dobrze zakończone, a tu
takie coś niespodziewanego przy ich trzecim dziecku!
Anie
po stracie pierwszego dziecka była bardzo ostrożna z rozgłaszaniem informacji o
swoich ciążach, a tym razem powiedziała nam o spodziewanym dziecku, kiedy była
w drugim miesiącu, a o tym, że to prawdopodobnie będzie córka, już w piątym.
Była
taka szczęśliwa.
Razem
z Willem postanowiliśmy, że będziemy się starać o dziecko, jak tylko mój
organizm dojdzie do siebie po odstawieniu przeze mnie pigułek, co zrobiłam
prawie trzy tygodnie temu.
Mój
lekarz powiedział, że powinnam poczekać jeszcze ze dwa trzy miesiące, zanim
będziemy kochali się bez zabezpieczenia, bo moje PCO co prawda mogło
doprowadzić do zaburzeń płodności, ale byłam dobrej myśli.
Przecież
najważniejsze było to, że kochaliśmy się z Willem.
Moje
rozmyślania przerwał głos otwieranych drzwi poczekalni, a sekundę później
przeszedł przez nie lekarz i rozejrzał się po naszych twarzach.
-
Pani Brown? - zapytał, a my podnieśliśmy się jak na komendę.
Billy
wystąpił do przodu, Jack trzymał się tuż za nim, a ja położyłam dłonie na
ramionach chłopca, kiedy stanęłam za jego plecami.
-
Panie Brown - powiedział lekarz z małym uśmiechem - Pańska żona i córka mają
się dobrze. Szczęśliwie trafiły tu szybko i obyło się bez zagrożenia życia -
lekarz spoważniał, przesunął wzrokiem po Jacku i mnie, a potem dodał -
Niestety, nie będzie miała więcej dzieci. Musieliśmy przeprowadzić zabieg…
Kiedy
lekarz przerwał, zrozumiałam, że nie było to coś, czym chciał się dzielić przy
Jacku, a być może też przy mnie, ale najważniejsze było to, że obie dziewczyny
miały się dobrze.
-
Czy mogę do nich iść? - zapytał Billy, a lekarz skinął głową i odsunął się,
robiąc mu miejsce przy drzwiach.
Billy
odwrócił się do nas, a wtedy powiedziałam, żeby go uspokoić - Idź, poczekamy
tu. Pozdrów Anie od nas.
*****
Dwa dni później…
Siedziałam
na krześle obok łóżka szpitalnego mojej już-teraz-jedynej siostry i patrzyłam z
uśmiechem pełnym zachwytu na mojego mężczyznę, który kołysał na zgięciu łokcie
moją najmłodszą siostrzenicę.
-
Ma na imię Gladys - powiedział Billy cichym głosem, który zawsze tak samo mu
łagodniał, kiedy mówił cokolwiek przy jednym ze swoich dzieci lub przy Anie,
kiedy była po porodzie lub karmiąca.
Albo
kiedykolwiek przy swojej rodzinie.
Ten
męski mężczyzna kochał ich tak bardzo, że stawał się nie tylko troskliwy na
męski sposób, ale również czuły
dzięki temu, że miał ich obok siebie.
Wiedziałam,
że taki sam stałby się mój mąż.
Chciałam
mu to dać.
Bardzo
chciałam.
*****
Rok później…
-
Gla-Gald-Gladys moja słodka - zaśpiewałam od mojej siostrzeniczki, która
właśnie kończyła roczek i podrzuciłam ją w wyciągniętych rękach, a potem
okręciłam się z nią wokół własnej osi.
Zaśmiała
się rozkosznie i pomachała rączkami i nóżkami.
Wtedy
przypomniałam sobie, dlaczego nie powinnam tego robić, bo zobaczyłam mroczki
przed oczami i zawirowało mi w głowie.
Jednocześnie
żołądek podjechał mi do gardła.
Przełykając,
by powstrzymać mdłości, przytuliłam do siebie maleństwo, poszukałam za plecami
oparcia, kiedy poczułam tam ciepłe, twarde i stabilne ciało mojego męża, który
mnie podtrzymywał, otulając swoimi ramionami.
-
Ostrożnie - Will zamruczał mi do ucha.
Przekręciłam
lekko głowę i pozwoliłam mu pocałować się w skroń, a jednocześnie uśmiechnęłam
się szczęśliwie, bo mieliśmy swoją słodką tajemnicę.
To
były pierwsze urodziny Gladys, więc nic nie powiedzieliśmy nikomu o tym, czego
dowiedziałam się od lekarza dwa dni temu.
Mała
miała swoje święto, a my mogliśmy mieć nasze za kilka kolejnych dni, tym
bardziej, że to był dopiero drugi miesiąc.
Tak.
Byłam
w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem.
Mój
ukochany dał mi wszystko, a ja dałam mu to w zamian.
Koniec
#####
Dziękuję
za wszelkie gwiazdki, komentarze, słowa wsparcia.
M.
To już koniec części siódmej z serii opowiadań
„Przyjaciele”
Ósma, o Abigail, już dostępna na https://monique-romans-32.blogspot.com/
Na kolejną zaproszę we wrześniu lub październiku na
Wattpad.
Tłumaczenie książki Obietnica z serii Miasteczko Kristen Ashley na https://monique-romans-31.blogspot.com/.
Do zobaczenia.
#####
Zapraszam
do lektury moich książek i tłumaczeń na moich blogach na blogspot.com
https://www.blogger.com/profile/07249619924983924212
na
Wattpad: https://www.wattpad.com/user/Moniqueromans
i
na https://doci.pl/Monique-1-b
#####
dziękuję
Monique.1.b
https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL
Dziękuję
OdpowiedzUsuńDziękuję
OdpowiedzUsuń