poniedziałek, 24 lipca 2023

Epilog - Dałam mu to

 

Epilog

Dałam mu to

Abigail

 

 

Trzy miesiące później…

Byłam w swojej ulubionej bawełnianej, cienkiej, letniej, żółtej sukience bez rękawów, w płaskich, zielonych sandałkach na stopach, z rozpuszczonymi włosami i podskakiwałam przy każdym kroku z szalonej radości.

Wyszłam z biura college’u i ruszyłam korytarzem do drzwi wyjściowych, by opuścić ten budynek po tym, jak uporządkowałam dokumenty i mogłam po prostu odebrać dyplom ukończenia szkoły następnego dnia na uroczystym zakończeniu roku szkolnego.

Było pusto i cicho, ale i tak moja głowa była pełna tego, co działo się w moim życiu przez ostanie miesiące.

Will nie odzyskał pamięci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Był to proces długi, nierówny, bolesny dla niego, więc trudny dla mnie i powodujący u mojego mężczyzny ataki agresji, bo wywoływał u niego frustrację i zniechęcenie.

Will nie wrócił do szpitala, więc z większością jego dolegliwości zmagaliśmy się razem w domu z Azrą decydującym o lekach przez telefon.

Byłam mu dozgonnie wdzięczna za zaangażowanie.

Will jednak miał napad zazdrości po tym, jak usłyszał, że powiedziałam do lekarza po imieniu i jak Azra mówił do mnie w obecności mojego narzeczonego tonem przepełnionym troską.

- On na ciebie leci - powiedział Will, trzaskając z wściekłością drzwiami do mojego SUV’a tego dnia, kiedy wyszliśmy ze szpitala po tomografii, na której byliśmy tydzień po tym, jak Amanda została odesłana do domu.

Tak, odesłana!

Ryan i David postarali się, żeby była żona mojego mężczyzny bez kapryszenia wsiadła do samolotu i odleciała do Tucson.

Może bez kapryszenia to słowa na wyrost, bo klęła tak, że nigdy nie słyszałam tak bogatej wiązki nawet od robotników budowlanych, ale nie miała słów sprzeciwu po drobnym tête-à-tête, do jakiego David nakłonił ją zaraz po tym wybuchu.

Jak już wiecie, David był straszny sam w sobie, chociaż potrafił być słodki, co pokazał, pomagając nam bez wahania i bez zwłoki, kiedy popłakałam się Maggie w słuchawkę przez telefon.

- On może sobie na mnie lecieć - stwierdziłam spokojnie do Willa, kiedy wsiedliśmy, zapięliśmy pasy i uruchomiłam silnik mojej CX 30 - Chyba powinno cię interesować tylko to, że ja lecę na kogoś innego.

- Na kogo? - zapytał wtedy Will warknięciem, zerkając na mnie groźnie, a ja o mało się nie roześmiałam.

Jego zazdrość była urocza.

- Na mojego narzeczonego - szepnęłam mu prawie w usta, bo jednocześnie odpięłam się, pochyliłam się w jego stronę i zakończyłam to głębokim pocałunkiem.

Will jęknął w moje usta i odsunął się, więc i ja się odsunęłam na swój fotel, a potem popatrzyłam na niego z niepokojem.

Wciąż miewał nagłe bóle głowy i martwiłam się o niego.

- Abi - westchnął Will, a wtedy spojrzałam w dół.

O, rany!

To mi nie przyszło do głowy.

Will niekomfortowo poprawiał swoje spodnie, w których namiot skrywał problem, przez który poczuł się źle, a ja odmawiałam mu swojego ciała od czasu jego wypadku.

Zapięłam z powrotem pasy i poprawiłam się na swoim siedzeniu.

- Nie możemy - teraz była moja kolei na westchnienie - Nie chcę, żeby cię…

- Przestań - Will burknął jak rozkapryszone dziecko, a ja zacisnęłam wargi, ruszając jednocześnie z parkingu.

Skupiałam się na jeździe i próbowałam wymyślić sposób rozwiązania tego impasu, w jakim się znaleźliśmy.

Czegokolwiek bym nie zrobiła, mój mężczyzna będzie czuł się z tym źle.

Po powrocie do domu tego dnia, kiedy pokłóciliśmy się z moim ukochanym, jeśli można tak nazwać naszą rozmowę w samochodzie, porozmawiałam z Azrą przez telefon, okrężną drogą starając się wypytać go, czy mogłabym jakoś kochać się z Willem.

Nie byłam pewna, ale chyba domyślił się, o co go pytałam.

Powiedział mi, że: aktywność fizyczna i pozytywny stres mogą spowodować ból głowy, ale późniejszy relaks powinien dać dobre efekty i w rezultacie całość zadziała na korzyść pacjenta.

Tak się wyraził, cokolwiek to miało znaczyć.

Nieważne.

Tego dnia wieczorem, kiedy przyszykowaliśmy się do snu, położyłam się obok mojego narzeczonego, jak kładliśmy się codziennie od kilku tygodni, a potem zaczęłam delikatnie pieścić jego ciało.

Will sypiał teraz w koszulkach i spodniach od piżamy, a ja w piżamkach, które miały szorty i koszulki na ramiączkach.

Przejechałam palcem po wewnętrznej stronie ramienia Willa, podnosząc na końcu rękawek jego koszulki, a potem przykładając tam usta.

- Abi - mruknął Will ostrzegawczo i objął moje plecy ręką.

- Chcę ciebie - szepnęłam, a on zamarł, po czym przesunął się tak, ze jego ramię wyszło spod moich pleców, a jego głowa zawisła nad moja twarzą.

- Myślisz, że możemy? - zapytał napiętym tonem, w którym brzmiała nadzieja, która wręcz spowodowała drżenie moich nóg.

Mój Will też mnie chciał.

- Możemy… - szepnęłam znowu, tym razem nagląco - Wiliamie!

Tak!

Zadziałało, jak zawsze działało i dostałam to, co zawsze dostawałam w odpowiedzi na jego pełne imię zwłaszcza, jeśli wymawiałam je tym tonem.

Przekonałam się wtedy, że mój Will przypomniał sobie wszystko lub prawie wszystko, co było najważniejsze, jeśli chodziło o nas.

Pamiętał, gdzie mnie dotykać, bym czuła, żebym podniecała się wolno i delikatnie lub rozpalała, jak pochodnia nasycona ropą.

Pamiętał, jak lubiłam spowalniać, by trwało to, co było najlepsze, a kiedy tego chciałam, jak przyspieszać, żeby to było gwałtowne.

I dał mi to wszystko, a potem dał mi jeszcze więcej, kiedy położyliśmy się przytuleni mocno i blisko, byśmy schodzili z naszych szczytów wdychając swój zapach i chłonąc wzajemną obecność.

Miałam go.

Miałam go jeszcze więcej, kiedy na początku czerwca polecieliśmy do Phoenix we dwoje, a wcześniej Will uprzedził mnie, że to zrobimy, więc się przygotowałam.

Wyjęłam z pudełka, które miałam schowane w czeluściach mojej wbudowanej szafy, moje kurtki skórzane i to obie.

Zarówno tą grubszą, która teraz nie była przydatna, ale chciałam pokazać Willowi, że ją miałam, jak tą cieńszą, ramoneskę, którą on mi kupił, kiedy po raz pierwszy miałam jechać z nim na jego Harleyu.

W Phoenix oczywiście odwiedziliśmy Fran, ale byliśmy u niej tylko jeden dzień, bo nasz cel był inny.

Will pokazał mi magazyn, w którym miał zgromadzone pozostałości jego dawnego, samotnego życia.

Były tam również dwa Harleye, a mój mężczyzna przyznał się, że miał je trzy, ale jeden sprzedał po zajściach w Nowym Meksyku.

Miał z nim związane złe wspomnienia.

Na Davidsonie Buell przyjechaliśmy te ponad tysiąc kilometrów w trzy dni do Salt Lake City, do domu, nie spiesząc się, nocując w motelach i zwiedzając przez cały jeden weekend.

Byliśmy jak wolne ptaki.

Will dał mi to wszystko.

Kiedy więc wyszłam z budynku mojej szkoły, a czerwcowe słońce oświetliło mój szczęśliwy dzień, uśmiechnęłam się szczęśliwie do mężczyzny najprzystojniejszego ze wszystkich, stojącego przy swoim czarnym motocyklu po drugiej stronie chodnika przy samej ulicy i zaczęłam zbiegać ze schodów, żeby jak najszybciej znaleźć się w jego ramionach.

*****

Wiliam

Stojąc przy swoim Harleyu, Will patrzył na Abigail zbiegającą ze schodów od głównego wejścia do szkoły, która wyglądała tak radośnie, pogodnie, młodo i kolorowo, jak ją zapamiętał z tamtego zdjęcia, które dostał lata temu.

Była taka piękna, że zapierało mu dech w piersiach, jak robiło to zawsze i niezmiennie.

Najpiękniejsza dziewczyna, jaką zdarzyło mu się widzieć kiedykolwiek w jego całym cholernym życiu.

Jej ciemno blond włosy były rozpuszczone, rozwiane na wietrze, a jej uśmiech pełen szczęścia skierowany był bezpośrednio do niego, jak wyśnił to sobie dawno temu.

Teraz, kiedy wreszcie polecieli do Phoenix i przyjechali do SLC jego motocyklem, będzie miał jej tyłek na siedzeniu za sobą, to było jeszcze lepsze.

Następnego dnia Abigail odbierała dyplom ukończenia college’u, a tydzień później miała zostać jego żoną.

Kilka miesięcy temu Jasmine i Jeremy ogłosili wszystkim, że po uzyskaniu przez dziewczynę dyplomu ukończenia college’u mieli wyjechać na stałe na farmę jego rodziców, gdzie chłopak  dostał działkę i rozpoczął budowę domu dla swojej rodziny.

Jason zdecydował się na zamieszkanie ze współlokatorem w apartamencie w pewnym kompleksie mieszkalnym bliżej gór Watah, ale jego piece i koło garncarskie zostało w Słoneczniku.

Tutaj miał pracować.

Tym samym wygasła poprzednia umowa między Abigail a resztą przyjaciół i nadeszła pora na podpisanie nowej.

Abigail miała wystarczająco dużo pieniędzy, więc wykupiła udziały pozostałych w domu i w sklepie, ale nie chciała rezygnować ze współpracy z całą trójką, co spowodowało, że zaproponowała im, że będzie sprzedawać ich produkty, kiedy tylko jej dostarczą je do tego sklepu/galerii, który miał nadal funkcjonować pod nazwą Słonecznik.

Zatrudniła na pełen etat dwie sprzedawczynie, które już znała, a Alice nadal miała prowadzić jej księgowość.

Will odbył z Markiem rozmowę, po której wrócił do pracy u niego pod jednym warunkiem.

- Nie możesz próbować ratować wszystkich kosztem siebie - mężczyzna powiedział mu zdecydowanym, chociaż delikatnym tonem.

- Nie próbowałem - odmruknął mu na to Will, chociaż przeczuwał, że trochę kłamał lub przynajmniej nie mówił wszystkiego.

- Wiem, że jesteś przyzwyczajony, by pracować samotnie - stwierdził Mark, potwierdzając Willowi, że wiedział, co ten chciał ukryć - Też taki byłem. Potem prawie opuściłem swoją rodzinę na zawsze, bo nie ochroniłem siebie.

Mark patrzył Willowi prosto w oczy i mówił z naciskiem, żeby podkreślić swoją rację, przez co Will słuchał go bardzo uważnie.

- Musisz nauczyć się czasem odpuszczać - kontynuował jego pracodawca z naciskiem, ale to nie brzmiało jak wymówki, jak reprymenda, a raczej jak rada zatroskanego przyjaciela - Czekać, aż inni się odezwą i dopiero potem wkraczać. Ze wsparciem za plecami.

Will skinął głową i opuścił wzrok.

Zrozumiał.

Jeśli nie chciał odejść z tego świata, pozostawiając Abi bez niego, musiał zadbać również o siebie, cokolwiek zamierzał robić.

A teraz, opierając się biodrami o siedzenie swojego Harleya, Will miał przed oczami wszystko, dla czego mógłby zrezygnować nawet ze swojej pracy, nie tylko z ryzyka, bo kochał tę kobietę, która biegła do niego, ponad swoje życie.

- Cześć - wypchnęła na wydechu, kiedy już była na wyciągnięcie ręki - Zapatrzyłeś się?

- Tak - mruknął Will - Miałem na co.

- Na co? - spytała, przekrzywiając na bok głowę i uśmiechając się kokieteryjnie, czego prawdopodobnie nie była świadoma, ale Willowi się podobało, bo było skierowane do niego.

- Wyjaśnię ci w domu - powiedział głośniej i bardziej zdecydowanie, odpychając się tyłkiem od Harleya, by wykręcić tułów i wziąć z siedzenia kaski.

Jeden podał swojej kobiecie, a drugi przyszykował, by włożyć na swoją głowę i zapiąć paski pod brodą.

- Muszę ci coś pokazać - wyjaśnił, kiedy Abigail zakładała swój kask.

- Gotowa? - zapytał, spoglądając na nią, poprawiając zapięcie swojej skórzanej kurtki i widząc, że Abi zrobiła to samo ze swoją.

W żółtej sukience i starej ramonesce, którą kupił dla niej trzy i pół roku temu, wyglądała tak seksownie, że cieszył się, że nikogo nie było w okolicy.

Z zazdrości chciałby chyba komuś obić mordę, a miała rację.

To nie było ważne, że ona komuś wpadła w oko, bo najważniejsze było to, że jego Słonecznik nie widziała świata poza nim.

A w to nie wątpił.

*****

Pół godziny później…

- Zobacz - powiedział Will, podając Abi zdjęcie, które wydobył z szuflady, w której trzymał swoje dokumenty - To zdjęcie dostałem, kiedy kończyłaś drugą klasę liceum. Nie było mnie w SLC  i ktoś inny pilnował waszej rodziny.

Nie powiedział śledził, bo to i tak było porąbane, że Will znał Abigail, jej mamę i jej siostry, zanim ona w ogóle dowiedziała się o jego istnieniu.

- Och - jego dziewczyna powiedziała tylko tyle, więc również wiedziała, że to było co najmniej dziwne.

- Zakochałem się w tobie już chyba wtedy, chociaż początkowo broniłem się przed tym uczuciem - Will wyznał i patrzył na dłoń Abi, ściskającą zdjęcie, bo zadrżała tak mocno, że nie wiedział, czy to było dobre, ale mówił dalej - Potem śniłem niejeden raz, że zbiegasz po schodach w ten sposób, taka piękna, młoda, barwna i uśmiechasz się do mnie.

- Will - wyszeptała Abi, pochyliła się w jego stronę i wyciągnęła dłoń, w której nie trzymała zdjęcia.

- Więc naprawdę, dzisiaj wyśnił się mój sen - kontynuował - Spełniło się moje marzenie. Uśmiechnęłaś się do mnie. Nasyciłaś mój świat kolorami i nadałaś sens mojemu życiu.

Abigail nagle porzuciła zdjęcie, odwróciła się do swojej szuflady z materiałami do rysowania i po krótkich poszukiwaniach wyjęła z niej szkicownik.

Przewróciła kilka kartek, otworzyła go i podała Willowi.

Zamarł i zapatrzył się, kiedy powiedziała swoje wyjaśnienie, a jej głos był zachrypnięty od emocji.

- Kiedy się musieliśmy rozstać, chciałam mieć coś, co byłoby tobą, a nie miałam żadnego zdjęcia. Nie umiem rysować twarzy, więc próbowałam.

Will przewrócił kilka kartek w obie strony i znalazł tam szkice jego brwi, oczu, ust, nosa…

- Dopóki nie dostałam mojego słonecznika, miałam tylko to.

Will podniósł wzrok do oczu swojej ukochanej i już wiedział, co chciała mu powiedzieć.

Tęskniła przez te trzy lata tak samo mocno, jak on tęsknił za nią.

- Kocham cię, Abigail - powiedział, a potem pokazał jej to na kilka znanych im już sposobów.

Byli w sypialni, więc dotarcie do łóżka zajęło im jakąś sekundę, a po drodze Will całował Abigail po szyi, a potem w usta, by rzucić ją na wznak na materac i upaść na nią.

Zdjęcie ubrań nie wydawało się być potrzebne, więc tylko zsunął swoje dżinsy razem z bokserkami, podwinął jej sukienką i odchylił majtki, by znaleźć już mokrą kobiecość.

Wbił się w nią mocno, ale nie boleśnie, jednym płynnym ruchem.

Później czuł jej gorąco, wilgoć i jedwabistą gładkość całym kutasem, kiedy wchodził i wysuwał się z niej raz za razem.

Zaczął delikatnie i wolno, a potem zaczął przyspieszać.

Byli tak bardzo podnieceni, że zaczął się ruszać, a ona robiła to razem z nim, wychodząc mu naprzeciwko.

Ostatecznie już nie kontrolowali swoich ruchów, ani podniecenia, bo ich rozkosz wzbijała się na takie wyżyny, że orgazm ogarnął ich oboje gwałtownie w sposób, w jaki robił to, kiedy bardzo się potrzebowali.

Dał jej to.

A ona mu to dała w zamian.

*****

Tydzień później…

Will stał przy ołtarzu i niecierpliwie czekał, aż najpiękniejsza dziewczyna świata, która kroczyła przejściem między ławkami kościoła wsparta na ramieniu swojego taty, wreszcie do niego przyjdzie.

Dziękował Chrystusowi, że lata temu coś go powstrzymało przez poślubieniem Mandy w obliczu Boga, bo mógł teraz pojąć w ten sposób tę, która była mu prawdziwie przeznaczona.

Nagle dotarło do niego to, co prawie dwadzieścia lat wcześniej wyśmiewał u swojego najstarszego brata: a co, jeśli nie był jej godzien, jeśli nie da rady

Abigail miała na sobie długą, białą, gładką suknię, która rozszerzała się do dołu niczym odwrócony kwiat lilii.

Nie miała żadnych zdobień również na gorsecie, a jego dekolt był w kształcie serca, co podkreślało ponętny biust jego dziewczyny i uwidaczniało jedyną ozdobę, jaką miała na sobie, czyli jego słonecznik.

Abigail nie miała również welonu, a w jej rozpuszczone włosy, które spływały falami na odkryte plecy, były wpięte żółte kwiatki.

Takie same kwiatki przypięte były na samym dole spódnicy.

A jej wzrok był utkwiony w nim i zachwycony, a to spojrzenie było tak pełne ufności, że dodało mu odwagi, by wierzyć.

Kiedy w końcu dotarła do niego, jej tata podał Willowi jej rękę, pocałował ją w policzek i Will miał ją.

Miał ją mieć za żonę.

Miał być jej mężem.

I już zrozumiał, że nie musiał być najlepszy dla wszystkich, bo był najlepszy dla niej tak, jak ona była idealna dla niego.

*****

Abigail

Miesiąc później…

Siedzieliśmy z Jackiem i Billy’m w poczekalni szpitala położniczego, gdzie moja siostra walczyła o życie swoje i swojej młodszej córki.

Miałam ochotę chodzić w kółko albo lepiej rozbić coś z hukiem o ścianę z wściekłości i bezsilności, jakie mnie przenikały.

Zmuszałam się jednak do siedzenia w miarę spokojnie, żeby nie martwić bardziej mojego już-zmartwionego szwagra i mojego młodego przyjaciela.

Pozostała dwójka ich dzieci była w ich domu z Evą, Davie’m i Marią.

Nie dowiedziałam się, co właściwie się stało, bo do tej pory wszystko było dobrze, ale dwie godziny temu nastąpiły jakieś powikłania i Anie dostała bóli, krwotoku, a w końcu omdlała, w wyniku czego Billy musiał wezwać pogotowie, a potem jeszcze zadbać o opiekę dla ich młodszych dzieci.

Wtedy też zadzwonił do mnie.

Will był w pracy i nie mógł się wyrwać, ale napisałam mu SMS’a, żeby nie martwił się i nie szukał mnie, kiedy wróciliby do domu, a mnie tam by nie było.

Strasznie się bałam o moją ukochaną siostrę.

Tyle już przeszli z Billy’m i wszystko wydawało się być już dobrze zakończone, a tu takie coś niespodziewanego przy ich trzecim dziecku!

Anie po stracie pierwszego dziecka była bardzo ostrożna z rozgłaszaniem informacji o swoich ciążach, a tym razem powiedziała nam o spodziewanym dziecku, kiedy była w drugim miesiącu, a o tym, że to prawdopodobnie będzie córka, już w piątym.

Była taka szczęśliwa.

Razem z Willem postanowiliśmy, że będziemy się starać o dziecko, jak tylko mój organizm dojdzie do siebie po odstawieniu przeze mnie pigułek, co zrobiłam prawie trzy tygodnie temu.

Mój lekarz powiedział, że powinnam poczekać jeszcze ze dwa trzy miesiące, zanim będziemy kochali się bez zabezpieczenia, bo moje PCO co prawda mogło doprowadzić do zaburzeń płodności, ale byłam dobrej myśli.

Przecież najważniejsze było to, że kochaliśmy się z Willem.

Moje rozmyślania przerwał głos otwieranych drzwi poczekalni, a sekundę później przeszedł przez nie lekarz i rozejrzał się po naszych twarzach.

- Pani Brown? - zapytał, a my podnieśliśmy się jak na komendę.

Billy wystąpił do przodu, Jack trzymał się tuż za nim, a ja położyłam dłonie na ramionach chłopca, kiedy stanęłam za jego plecami.

- Panie Brown - powiedział lekarz z małym uśmiechem - Pańska żona i córka mają się dobrze. Szczęśliwie trafiły tu szybko i obyło się bez zagrożenia życia - lekarz spoważniał, przesunął wzrokiem po Jacku i mnie, a potem dodał - Niestety, nie będzie miała więcej dzieci. Musieliśmy przeprowadzić zabieg…

Kiedy lekarz przerwał, zrozumiałam, że nie było to coś, czym chciał się dzielić przy Jacku, a być może też przy mnie, ale najważniejsze było to, że obie dziewczyny miały się dobrze.

- Czy mogę do nich iść? - zapytał Billy, a lekarz skinął głową i odsunął się, robiąc mu miejsce przy drzwiach.

Billy odwrócił się do nas, a wtedy powiedziałam, żeby go uspokoić - Idź, poczekamy tu. Pozdrów Anie od nas.

*****

Dwa dni później…

Siedziałam na krześle obok łóżka szpitalnego mojej już-teraz-jedynej siostry i patrzyłam z uśmiechem pełnym zachwytu na mojego mężczyznę, który kołysał na zgięciu łokcie moją najmłodszą siostrzenicę.

- Ma na imię Gladys - powiedział Billy cichym głosem, który zawsze tak samo mu łagodniał, kiedy mówił cokolwiek przy jednym ze swoich dzieci lub przy Anie, kiedy była po porodzie lub karmiąca.

Albo kiedykolwiek przy swojej rodzinie.

Ten męski mężczyzna kochał ich tak bardzo, że stawał się nie tylko troskliwy na męski sposób, ale również czuły dzięki temu, że miał ich obok siebie.

Wiedziałam, że taki sam stałby się mój mąż.

Chciałam mu to dać.

Bardzo chciałam.

*****

Rok później…

- Gla-Gald-Gladys moja słodka - zaśpiewałam od mojej siostrzeniczki, która właśnie kończyła roczek i podrzuciłam ją w wyciągniętych rękach, a potem okręciłam się z nią wokół własnej osi.

Zaśmiała się rozkosznie i pomachała rączkami i nóżkami.

Wtedy przypomniałam sobie, dlaczego nie powinnam tego robić, bo zobaczyłam mroczki przed oczami i zawirowało mi w głowie.

Jednocześnie żołądek podjechał mi do gardła.

Przełykając, by powstrzymać mdłości, przytuliłam do siebie maleństwo, poszukałam za plecami oparcia, kiedy poczułam tam ciepłe, twarde i stabilne ciało mojego męża, który mnie podtrzymywał, otulając swoimi ramionami.

- Ostrożnie - Will zamruczał mi do ucha.

Przekręciłam lekko głowę i pozwoliłam mu pocałować się w skroń, a jednocześnie uśmiechnęłam się szczęśliwie, bo mieliśmy swoją słodką tajemnicę.

To były pierwsze urodziny Gladys, więc nic nie powiedzieliśmy nikomu o tym, czego dowiedziałam się od lekarza dwa dni temu.

Mała miała swoje święto, a my mogliśmy mieć nasze za kilka kolejnych dni, tym bardziej, że to był dopiero drugi miesiąc.

Tak.

Byłam w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem.

Mój ukochany dał mi wszystko, a ja dałam mu to w zamian.

Koniec

#####

Dziękuję za wszelkie gwiazdki, komentarze, słowa wsparcia.

M.

 

 

To już koniec części siódmej z serii opowiadań „Przyjaciele”

Ósma, o Abigail, już dostępna na https://monique-romans-32.blogspot.com/

Na kolejną zaproszę we wrześniu lub październiku na Wattpad.

Tłumaczenie książki Obietnica z serii Miasteczko Kristen Ashley na https://monique-romans-31.blogspot.com/.

Do zobaczenia.

 

#####

 

Zapraszam do lektury moich książek i tłumaczeń na moich blogach na blogspot.com

https://www.blogger.com/profile/07249619924983924212

na Wattpad: https://www.wattpad.com/user/Moniqueromans

i na https://doci.pl/Monique-1-b

 

#####

 

dziękuję

Monique.1.b

https://www.paypal.com/paypalme/Monique1b?country.x=PL&locale.x=pl_PL

2 komentarze: