Rozdział 16
Rocky
Gdzieś w Nowym Meksyku…
Było
ciemno, ponuro i wilgotno.
Stali
w wydzielonej części magazynu, który do nich należał, podobnie jak należała
większość tego gównianego miasteczka.
Rocky
Dark przeczesał dłonią swoje długie, czarne włosy, zgarnął je w kucyk z tyłu
głowy i drugą ręką zaczął przekładać je przez gumkę, którą miał na nadgarstku,
nie patrząc na nikogo z otaczających go facetów.
Zacisnął
przy tym zęby, ale starał się nie pokazywać po sobie emocji, chociaż akurat te mógł, bo nie był w tym sam.
Miał
kurewsko dosyć tego miejsca.
Cholernie
nie podobało mu się to pieprzone odwlekanie, bo już jebany miesiąc temu powinni skończyć z tą pierdoloną sprawą.
Meksykanin
Javier, ich szef, który stał blisko Darka, patrzył na swoje buty i jego mina wskazywała
na to, że jemu też to się nie podobało i też chciał to zakończyć, ale i tak
zarządził to, co właśnie rozkazał.
Nie
musiał się przed nikim tłumaczyć.
Wszyscy
tu byli cholernie uzbrojeni o zęby, ale też każdy z nich umiał zajebać wroga
gołymi rękami, a i tak nikt nie zrobiłby nawet jednego pierdolonego ruchu bez
pieprzonego rozkazu Javiera.
Boss
był niższy od Rocky’ego, a on sam też nie był cholernie specjalnie wysoki, ale
wszyscy czuli jebany respekt przed
przywódcą, bo potrafił być kurewsko okrutny dla wrogów i nie tolerował żadnego najmniejszego, pieprzonego nieposłuszeństwa.
A
poza tym był cholernie mściwy.
Javier
uwielbiał torturować swoich przeciwników, nawet domniemanych, a jego chorą specjalizacją
było obdzieranie pieprzonego delikwenta ze skóry żywcem i trzymanie przy tym przytomnego
do samego jebanego, żałosnego końca, co mogło trwać kilka dni.
I
skurwiel wszystko wiedział.
Nic
mu nie umykało.
Wszędzie,
w każdej jebanej dziurze, miał
pieprzone wtyki.
Dlatego
wszyscy, nie tylko tu zebrani,
słuchali go i wypełniali jego rozkazy w mniej niż pieprzoną sekundę, jeśli było
trzeba.
-
Crazy - mruknął do barczystego bruneta - Wiesz, co masz robić.
Rocky
go znał równie dobrze, co pozostałych i wiedział, że to Crazy’emu boss
powierzyłby zadanie, którego nie dałby jemu.
Facet
skinął tylko głową, więc wszyscy, również Rocky, dowiedzieli się, że szef miał
z nim jakieś wcześniejsze cholerne ustalenia, o których nie chcieli mówić
głośno, co mogło oznaczać brak pieprzonego zaufania.
Ale
z drugiej strony, nie istniało coś
takiego jak zaufanie w ich gangu, jak we wszystkich innych.
Im
mniej wiesz, tym jesteś kurewsko bardziej
bezpieczny.
Nie
mieli jakichkolwiek przyjaciół ani prawdopodobnie nigdzie indziej, ale żaden z
nich w ogóle nie miał pieprzonych przyjaciół
w swoim cholernym życiu.
Takie
było ich życie.
Plotki
głosiły, że Boss miał cholerny dług wdzięczności u kogoś z północy Stanów i
stąd wynikała ta pieprzona zwłoka.
Lepiej
było nie dowiadywać się.
Kurewsko
lepiej.
Każdy
robił to, co do niego należało.
Rocky
Dark powstał, cholernie urodził się
jako taki facet, jakim był, pieprzone kilka lat temu, kiedy jego serce
zamieniło się w kamień lub może bardziej w bryłę lodu i zostało zdeptane, ale
potem wydarzyło się coś niespotykanego, nie spodziewanego, jego osobisty cud.
Ale
nie mógł już zmienić swojego celu, musiał o niego zawalczyć.
Więc
ponownie ukrył to za cholerną ścianą lodu.
Rocky
podrapał swoją niechlujną, zarośniętą czarnym włosiem brodę i poszedł za innymi
do swoich zadań.
Musiał
czekać.
Nienawidził
tego.
*****
Następnego dnia
wieczorem…
W
Nowym Meksyku końcówka października była wilgotna i dość chłodna, chociaż dla
przybysza z północy mogła wydawać się ciepła.
Osiemnaście
stopni Celsjusza, jakie było w południe tego dnia pozwalało na noszenie tylko
zwykłego t-shirtu bez kurtki.
Nie
padało od dwóch dni, ale w każdej chwili mogło zacząć, bo nad półpustyniami u
podnóża południowych szczytów Gór Skalistych zbierały się ciemne chmury.
Noc
jednak zapowiadała się na o wiele zimniejszą, niż był dzień, więc mężczyźni
byli ubrani w dżinsy, motocyklowe buty, t-shirty i mieli pod ręką skórzane
kurtki, bo musieli być czujni.
Było
już wpół do jedenastej i już temperatura spadła poniżej dziesięciu stopni
Celsjusza, a było możliwe, że będą musieli opuścić pomieszczenia.
Zjedli
burrito, pili piwo i przerzucali się gównem, ale większość się rozeszła do
swoich zadań i Rocky został tylko z Brzydalem, a ich rozmowa zboczyła na
kurewsko nie podobające się Rocky’emu tematy.
Brzydal
zawdzięczał swoje imię niskiemu, pomarszczonemu czołu, krzywemu,
rozpłaszczonemu nosowi, zbyt pulchnej, wystającej dolnej wardze i ziemistej
cerze.
Jednym
słowem, nie był przystojny.
Pomieszczenie,
w którym przebywali, było cholernie brudne, szare i odrapane, a unoszące się wonie
potwierdzały to, co tam się wydarzało.
Rzygi,
szczyny i gorzej były na porządku
dziennym.
Pełna
gama pieprzonych płynów ustrojowych i nie tylko, skoro byli we wspólnej cholernej
kuchni, której nikt nigdy nie sprzątał.
Rocky
miał dość ich popieprzonej rozmowy, jeśli tam mógłby kiedykolwiek nazwać tę
debilną wymianę zdań, bo Brzydal również nie grzeszył inteligencją.
Dark
odstawił butelkę na stół tak gwałtownie, że huk było słychać bez wątpienia
również poza cholerną kuchnią.
Musiał
z tym żyć, ale nie musiał tego słuchać.
-
Pieprz się Brzydal - warknął Rocky do
skurwysyna paskudnego jak gówno zarówno z twarzy, jak i z popieprzonego charakteru,
który wstał z krzesła po przeciwnej stronie stołu, przy którym siedzieli z
butelkami piwa.
Jego
odpowiedzią był śmiech nieprzyjemny i chrapliwy z przepicia.
-
Żebyś, kurwa, wiedział, że będę pieprzył, ale tamtą dupę, a nie siebie - odparł
Brzydal, wymachując ręką w stronę ich piwnicy, wciąż przy tym rechocząc i idąc
w stronę wyjścia z kuchni - Może jak też byś popieprzył, to byś kurewsko wyluzował,
bo ten cholerny kij w twojej dupie kurewsko wychodzi ci uszami.
Mówili
o dwóch cipkach, które miały być dostarczone za pieprzoną godzinę do piwnicy ich
kryjówki, a jedna była cholernie nietykalna, bo została przeznaczona dla
jakiegoś pierdolonego ważniaka gdzieś kurewsko daleko, ale druga miała zostać
dokładnie wyruchana, bo na to pozwolili.
Boss
pozwolił.
Kurwa!
Rocky
nie miał cholernej wątpliwości, że będzie to kurewsko brutalny, zboczony,
zbiorowy gwałt i nie miał zamiaru brać w tym udziału, ale też nie mógł niczego
zrobić, by jakoś ulżyć lasce, której to się miało przydarzyć, co mu pieprzyło w
głowie.
Brzydal
lubił gwałcić kobiety, a ponieważ to była jego jedyna szansa na ruchanie, więc
dawało mu to dodatkową pieprzoną satysfakcję.
Rocky
pracował na swoją pieprzoną pozycję Drugiego w tym cholernym gangu przez cały
pierdolony rok, a wcześniej harował jeszcze jeden rok, zanim w ogóle dostał się
do nich, ale wciąż żyjąc tym gównianym życiem i cholernie nie mógł z tego
zrezygnować tylko dlatego, że Javier wymyślił sobie transport dwóch kobiet pieprzonymi
kanałami, które zwykle wykorzystywali do przemytu koki, broni i brudnego szmalu
przez granicę Stanów z Meksykiem.
Ale
Rocky cholernie nie pisał się na
pieprzony handel żywym towarem i to było prawdopodobnie to, co spowodowało, że
tę robotę dostał Crazy.
Nigdy
do tej pory nie było o tym nawet mowy, więc nie było też takiej potrzeby, by
Crazy go zstępował.
Boss
jednak kazał przyjąć te dwie dupy, więc mieli to zrobić, a tacy jak Brzydal
mieli zamiar skorzystać na nich, a właściwie na jednej z nich, chociaż w pewien
sposób zabawią się również i z drugą.
Rocky
nie chciał wiedzieć.
Nie mógł
się w to angażować.
Nikt
z tej pieprzonej bandy nie znał go i on nie znał w niej nikogo, bo to nie było
towarzystwo wzajemnej adoracji.
Mieli
współpracować i tolerować się.
Nie
potrzebowali wiedzieć o sobie niczego,
nie musieli znać swojej przeszłości, bo anonimowość była dla nich najlepszą
tarczą.
Każdy
z nich miał cholernie czarną, popieprzoną
przeszłość i to nie było nic dziwnego ani godnego jebanej dyskusji, bo żaden z
nich skurwieli nie był pieprzonym skautem.
Rocky
nigdy cholernie nie pozwolił, bo którykolwiek z nich kiedykolwiek miał choćby
pieprzony cień podejrzenia, że gardził takim życiem, nimi, że nie podobało mu
się to, co robili.
Miał
swój pieprzony cel i się go cholernie trzymał.
Mógł
w drodze do niego nawet bić, przeklinać i pierzyć.
Nie
zabijał, jeśli nie musiał, ale zdarzyło mu się to raz czy dwa.
Żył
w tym gównie dwa lata.
Dwa
cholernie gówniane, popieprzone lata.
Rocky
był umówiony, więc nie opierdzielał się, wstał z krzesła, zgarnął z blatu zasyfionego
stołu swój telefon i ruszył do wyjścia z magazynu, zostawiając niedopitą
butelkę piwa.
Brzydal
go wkurwił, ale miał rację.
Na
tyle go znali.
Rocky
nie pieprzył wszystkiego, co się ruszało, więc był uznawany przez większość z
ich gangu za miękką pizdę.
Tylko
że on miał kurewsko głęboko w dupie ich
zdanie.
Boss
go cenił i dlatego stał się jego prawą ręką, a tylko to się dla Rocky’ego
liczyło, bo to niosło ze sobą konkretne cholerne profity.
Nawet
jak to oznaczało, że to konkretne cholerne zadanie Javier dał pieprzonemu Crazy’emu.
A
na następny dzień skoro świt mieli ustawiony ważny, duży przerzut i to bardzo ważny, więc Rocky pojechał się
zrelaksować od swojej ulubionej dziwki.
Kurwa!
Noc
zapowiadała się na cholernie długą.
I
kurewsko pracowitą.
*****
Godzinę później…
Mówił
do niej szeptem, chociaż syczący ton nie pasował do treści wypowiadanych słów.
Rocky
trzymał w garści rozjaśnione na blond, zniszczone farbą, ale długie, gęste włosy
i kierował jej głową tak, by zeszła niżej.
Na
kolana.
Był
z nią tutaj już za długo.
Niebezpiecznie
długo.
Wiedział,
że musiał jej pozwolić zrobić mu laskę, bo mogli być obserwowani, więc
zamierzał to zrobić teraz, bo skończyli rozmowę, a właściwie on skończył mówić.
W
trakcie tego wszystkiego wyjął jej cycki przez dekolt, wsadził dwa palce pod
spódnicę mini do jej gołej cipki, żeby stać się wiarygodnym dla potencjalnego
obserwatora, kiedy przekazywał jej najnowsze informacje.
Rita
nie odzywała się, nic nie mówiła, ale znała zasady.
Nie
całowali się, nie pieprzyli publicznie, ale laska to coś innego.
Ta
część miasta była mniej opuszczona niż tamta, w której była kryjówka gangu, tu były burdele i speluny, więc kręciło
się trochę ludzi, a któryś z nich mógł być tym, który obserwował poczynania
Rocky’ego.
W
końcu nie było zaufania między członkami gangu, bo nie mogło być i Rocky to
rozumiał.
-
…to musi być dostarczone do celu jeszcze przed północą - zamruczał Rocky do dziwki,
która już klęczała między jego rozstawionymi nogami na brudnym asfalcie ślepego
zaułka - Słyszysz?
Rocky
opierał się tyłkiem na stercie palet, jego plecy były wygięte w pałąk, kiedy
kobieta skinęła głową w jego uścisku i puścił jej włosy.
Wyciągnęła
ręce, by rozpiąć mu rozporek, a on z trudem powstrzymał się od wykrzywienia
warg, chociaż nie musiał, bo jego kompani z bandy gardzili dziwkami, więc mogliby
być zadowoleni, że on też.
Zamknął
oczy i wyobraził sobie tę, której usta chciałby poczuć owijające się na jego
kutasie, bo miał problem z erekcją nawet na samą myśl o tym, że jakaś inna miałaby to zrobić.
W
ciemnym zaułku przez niedługą chwilę rozlegało się tylko krztuszenie się
kobiety, mlaskanie, a potem stłumione jęknięcie, kiedy Rocky uwolnił swoją
frustrację wraz ze spermą.
Rita
wstała z kolan, poprawiła swoje ubranie wtedy, kiedy Rocky zapinał swoje
brudne, czarne dżinsy i z kieszeni czarnej, skórzanej kurtki wyjmował banknot,
by zapłacić za usługę, dzwoniąc przy tym licznymi zapięciami.
Nie
przekazywał jej nigdy niczego na piśmie, żadnych widomości przez telefon, przez
żadne komunikatory, co najwyżej Spotkajmy
się.
Mieli
na stałe umówione miejsce i czas.
Zwykle
to on mówił, a ona tylko słuchała.
Była
jego skrzynką kontaktową i tyle.
Poznali
się dwa lata temu i Rita była mu coś dłużna, ale robiła to też dla siebie, więc
mógł jej zaufać, chociaż w tym przypadku po prostu nie miał wyjścia.
Rita
nie miała nic przeciwko temu, że nic więcej ich nie łączyło, a nawet chyba to
rozumiała, ale tym razem zależało od niej naprawdę cholernie dużo.
Jego
życie, a może jeszcze życie dwóch kobiet.
Rocky
odwrócił się, skinął jej głową na pożegnanie i poszedł do swojej Glide, by
wrócić na wyznaczony cholerny posterunek.
*****
Godzinę później…
Miał
trzy Harleye i na każdym tak samo mocno uwielbiał jechać przed siebie bez celu,
ale od lat nie mógł mieć tej wolności.
Jeszcze
nie.
Kiedy
Rocky przyjechał swoim Harleyem Glide do budynku obok magazynów, gdzie wszyscy
spali, nie szukał nikogo, ale od razu trafił do swojego pokoju.
Zdjął
swoją skórzaną kurtkę i rzucił ją niedbale na podłogę.
Śmierdział
od potu, ale nie zamierzał niczego z tym robić.
W
tym życiu to i tak nie miało znaczenia.
Podszedł
do tego brudnego barłogu, który nazywał łóżkiem i rzucił się na nie w ubraniu i
w butach, bo wiedział, że miał jakąś godzinę lub dwie, żeby się zdrzemnąć,
zanim będzie musiał wrócić do pracy.
Nie
dlatego, że szef miał dla niego na tę godzinę cokolwiek związanego z
przerzutem, ale z powodu tego, co Rocky powiedział Ricie.
Nie
udało mu się nawet zamknąć oczu, bo to go dręczyło tak bardzo, że wstał i
poszedł do piwnicy, w której przetrzymywali więźniów i czasem towar.
Tym
razem dwie kobiety.
Odgłosy
rżnięcia, jakie na pewno dało się słyszeć we wszystkich pomieszczeniach, skoro
dały się słyszeć nawet ze schodów, nie dawały ani cholernego cienia wątpliwości
co do pieprzonej zabawy, jaką urządzili sobie ci skurwysyni.
Nie
było słychać głosu kobiet, chyba że jęk bólu lub zaskoczony, równie zbolały okrzyk
jednej z nich w odpowiedzi na uderzenie, ale Rocky dokładnie tego by się
spodziewał, chociaż nigdy nie zdarzyło się, by skurwiele mieli okazje zabawiać
się z dziwkami w tych pomieszczeniach.
Po
prostu znał ich preferencje.
Boss
nakazał, by jedna z nich pozostała nienaruszona i tylko to nakłoniło Rocky’ego
do wejścia do pomieszczenia, w którym dominował zapach potu, śluzu, spermy, seksu.
Miał
zamiar tego dopilnować i to mógł
zrobić.
Wykonywałby
rozkaz Javiera.
W
tym momencie Cienki dochodził w małej, niewidocznej spod jego ciała kobiecie,
leżącej na plecach na jednym materacu, a przy drugiej klęczał całkowicie ubrany
Crazy i był skupiony wyłącznie na niej.
Tylko
on jeden był ubrany.
Crazy
był odwrócony plecami do drzwi, a Brzydal stał nad materacem, głaskał swojego
mokrego kutasa i miał zamknięte oczy.
Oprócz
tych trzech w ciemnej piwnicy był jeszcze jeden goły skurwiel, a jego kutas
lśnił, więc Rocky wiedział, że już się spuszczał, ale nadal stał nad leżącą
parą i patrzył wyłącznie na akcję przed nim z chorym podnieceniem, podnoszącym jego
kutasa.
Rocky
podejrzewał, że gwałcili tamtą laskę już kilka razy.
Kiedy
Crazy się przesunął w bok i odsłonił tę drugą, Rocky zamarł, a potem szybkim
ruchem cofnął się za próg, by pozostać niezauważonym.
Od
tego, co cholernie zobaczył krew uciekł mu z głowy i zobaczył pieprzoną czerwień przed oczami.
Chciał
wprawić swoje pięści w ruch i nawet zacisnął w nie dłonie, co było odruchem,
którego nie umiał kontrolować.
Chciał
wyć z rozpaczy, bo nie pokonałby ich wszystkich.
Skupił
się, chociaż klął w myślach na czym świat stoi.
Kurwa
pierdolona mać!
-
Teraz nasza kotka zliże grzecznie śmietankę - Rocky usłyszał rechot Crazy’ego i
zaczął działać.
Szybko.
Wyjął
swój telefon, wybrał numer z kontaktów i wcisnął Dzwoń.
-
Mędrek - warknął - Do mnie. Jestem w piwnicach.
Pól
minuty później Rocky usłyszał na schodach szybkie kroki faceta, którego wezwał,
ale sam już był w ruchu, by wyjść z piwnicy.
Skierował
wzrok na czarnego olbrzyma, który, idąc korytarzem, spoglądał na niego bystro i
był gotów do wykonania każdego jego polecenia.
Mędrek
został tak nazwany prześmiewczo, bo rasizm pozostałych skurwieli nie dopuszczał
do nich nawet cienia myśli, że ten
facet mógł być mądry, ale prawda była
taka, że był z nich wszystkich najinteligentniejszy.
Rocky
dogadałby się z nim, jeśli miałby czas i wydawało się, że tamten skłaniał się
ku temu.
Ale
nie mieli czasu.
Jego
czas właśnie się skończył.
Mędrek
natomiast był tam dopiero od tygodnia i zaraz miał jechać z towarem przez
granicę do Meksyku.
-
Przypomnij im, że tamta miała zostać nienaruszona - powiedział i wskazał głową
na wejście do pomieszczenia, które opuścił, zanim nawet cholernie do niego
wszedł - Idę do wyjścia. Szef ma zaraz tu być.
Poszedł
w stronę drzwi, przy których miało go nie być, ale nie miał innego wyboru,
musiał tam iść, by nie być blisko tamtych kobiet.
Nawet
jak wiedział, że za pół godziny rozpęta tam się piekło, nadal musiał uciec z tej
cholernej piwnicy.
*****
Półtorej godziny później…
Rocky
siedział z jednym strażnikiem w zamkniętej więźniarce zakuty w kajdany na
rękach i nogach połączone ze sobą krótkim łańcuchem i wiedział, że ci, którzy
przeżyli z jego gangu, też tak byli w innych więźniarkach, bo widział ich tam
zamykanych.
Cała
akcja rozbicia ich bandy poszła szybko.
Rocky
czekał tutaj już cholernie długo, ale
wiedział, że musieli najpierw odjechać wszyscy inni skurwiele, zanim ktokolwiek
by do niego przyszedł.
Słyszał,
że podjeżdżały co najmniej dwie karetki, potem odjechały, ale nie wiedział,
kogo zabrały do szpitala.
Sam
był ranny, ale na tyle lekko, że nie potrzebował natychmiastowej pomocy
medyków.
Javiera
Rocky zabił osobiście, a zrobił to kiedy byli na osobności, więc nikt nie będzie
wiedział, że to był on.
Nie
miał wyjścia, bo Boss był zbyt znany, zbyt mściwy i miał za duże koneksje, żeby
ktokolwiek, kogo znał Rocky, na kim mu zależało, był bezpieczny, jeśli by tego
nie zrobił.
Nie
lubił tego, bo nie zrobił tego w walce, a z premedytacją.
To
był jeszcze jeden czarny znak na jego i tak ciemnej duszy.
Rocky
widział również śmierć Crazy’ego i Brzydala i żadna z nich nie była honorowa,
ale oni przynajmniej zginęli w walce.
Drzwi
więźniarki otworzyły się i wszedł do niej agent FBI, więc Rocky mógł
podejrzewać, że to jego życie się
skończyło.
Usłyszeli
zamykane drzwi kierowcy, uruchamiany silnik, a potem ruszyli niespiesznie, w
milczeniu jechali ulicami miasta, a po pięciu minutach kajdany z rąk i nóg Rocky’ego
zostały zdjęte i rzucone na podłogę.
Piętnaście
minut później samochód się zatrzymał i otwarto drzwi.
Agent
szedł przed Rocky’m, pokazując mu drogę, czego nigdy w życiu nie zrobiłby,
gdyby uznawał go za wroga, więc przypuszczenia Rocky’ego zostały potwierdzone.
Weszli
do budynku, który był prawie całkowicie zaciemniony, więc dopiero po otwarciu
drzwi do sali, która była na końcu korytarza, Rocky zastał jakiekolwiek
światło.
Oślepiło
go, więc dopiero kiedy przeszli przez nie i drzwi zamknęły się za nimi, był w
stanie rozróżnić osoby, które tam się znajdowały i zamarł, chociaż z
wyrobionego nawyku starał się nie pokazać po sobie zaskoczenia.
Razem
z jego szefem, kilkoma facetami, których znał, stał tam Mędrek.
-
Tracker - odezwał się szef - Poznaj Ezrę. Nie jest agentem. To kumpel jednego z
braci Bee, a ją chyba znasz.
Skoro
szef go przedstawił jego prawdziwym nazwiskiem, Will uzyskał pewność, że jego
życie w skórze Rocky’ego Darka się oficjalnie zakończyło, chociaż wolałby to
usłyszeć w domu, a przynajmniej gdzieś daleko od tego gównianego miasteczka, w
którym spędził ostatnie dwadzieścia parę miesięcy.
Tak
byłoby bezpieczniej dla kilku osób.
Ale
Will znał Bee, chociaż nie osobiście,
a była ona tą dziewczyną, z którą, początkowo trochę wbrew swojej woli lub może
z dużymi oporami, związał się przyjaciel Marka Taylora, George, nie bez powodu
zwany Czołgiem.
Po
prostu dziewczyna była uparta i zdeterminowana.
Mark
został porwany, zanim ta dwójka się dogadała, a Will nawet wcześniej został
wciągnięty w precyzyjną machinę, która miała na celu nie tylko uwolnienie go,
ale też rozpracowanie szajki zajmującej się przemytem.
Również
ludzi.
Will
wiedział o wszystkim z grypsów, które dostawał co jakiś czas w umówionym
miejscu przez umówione osoby, chociaż nigdy nie spotkał się z nikim osobiście.
Wiedział
więc, że Mark Taylor był facetem Lisy, a dokładniej hrabiny Caroline Jones, bo
tak brzmiało prawdziwe nazwisko tej Angielki, która trzy lata temu dołączyła do
grupy kobiet związanej ze strażakami z FS 13.
Grupy
kobiet, która wchłonęła też Abigail Sensible.
Jego
Abigail - Will nie powinien tak myśleć, skoro dał jej wolność wyboru, ale wciąż
tak czuł.
Mark
pracował jako ochroniarz i był niezły, więc zatrudniono go do uszczelnienia
ochrony córki Johnsona, właściciela dużej firmy kosmetycznej i z tym FBI wiązała jego porwanie, chociaż,
oczywiście, nie można było wykluczyć motywu zemsty.
Ojciec
Marka Taylora, Daniel Taylor, był dowódcą SWAT w SLC, a i sam Mark naraził się
wielu złym ludziom, broniąc tych, których ochraniał.
Na
przykład zabił kogoś z gangu w Denver, kiedy dwa lata przed wyjazdem Willa
ochraniał tam syna szejka.
Więc
analitycy z FBI mogli się mylić.
Tego
dowiedzieli się później, ale szajka przemytników działała wcześniej, a Will
zajmował się przestępczością zorganizowaną w kilku stanach, zanim trafił do
SLC, a potem też pozostawał w ukryciu.
Nie
miał do kogo wracać, więc tak też nie był widoczny.
To
wszystko, a także fakt, że Will prawie rok wcześniej zakończył poprzednią pracę
i zdążył zostać zapomniany, spowodowało, że szefostwo wysłało go do tego
zadania, a kiedy znaleziono konkretne tropy prowadzące do szlaku przemytu przez
granicę z Meksykiem, Will dostał nową tożsamość.
Stał
się Rocky’m Darkiem.
Dostał
nową przeszłość, kilka nowych, niechlubnych znajomości, a potem został wrzucony
w to gówniane bagno, w którym tkwił aż do teraz.
A
całkiem niedawno, w trakcie wykonywania tego
zadania Will dowiedział się, że bracia Bee mieli ciekawą przeszłość, będąc na
przykład w siłach specjalnych, czy w tajnych służbach, więc przyjaciel jednego
z nich bez wątpienia był kimś godnym
zaufania.
Mógł
pomóc im w rozpracowaniu tej trasy przemytu, nad którą pracował między innymi
Tracker.
Po
ponad pół roku od samego porwania, FBI chwyciła trop, który doprowadził ich do
Javiera, więc Will zaczął pracować nad wkręceniem się do jego bandy.
Zajęło
mu to kilka miesięcy.
Potem,
po jego powrocie do domu, kilka tropów dorzucił sam Taylor, bo facet był
spostrzegawczy i robił szczegółowe notatki, które umiał ukryć, przechować i
dostarczyć odpowiednim ludziom, kiedy wrócił do SLC.
Teraz
szczęśliwie Will razem ze swoimi ludźmi miał wystarczająco dużo dowodów na rozwalenie
nie tylko gangu Javiera, ale również powiązanych z nim przekupnych celników,
przewoźników i kilkudziesięciu innych grup.
Była
nawet szansa na to, że pozwoliliby mu na powrót do domu z tą, którą zobaczył w
tamtej piwnicy, chociaż Will nigdy by o to nie poprosił.
Nie
przyznałby się, że o tym pomyślał, a co dopiero, że o tym marzył.
-
Javier nie żyje - zaczął Will, patrząc wprost na Ezrę - Crazy i Brzydal też.
Mężczyźni
skinęli głowami, chociaż po pierwszych słowach Willa zamarli.
To
pierwsze było dla nich nowiną, albo przynajmniej nie spodziewali się, że Will
to wiedział, a on swoim przyznaniem się, wydał prawdopodobnie również się z
tym, że to on zlikwidował skurwiela.
-
Towar przechwycony - dodał szef i spojrzał na Ezrę - Kierowcy TIR-ów zatrzymani.
Druga grupa zamyka przejście.
Mężczyzna
skinął głową, więc Will uznał, że to Ezra podał FBI dane tych celników, którzy
siedzieli w kieszeni Javiera.
Przez
następne dwie godziny we dwóch zdawali raporty, chociaż Ezra nie był jednym z
agentów i niby nie musiał.
Will
był wdzięczny, że to robił, bo poszło szybciej i sprawniej, a wspólnie mieli
więcej szczegółów do przekazania.
Szef
dopytał o grupy, które należało zlikwidować w ciągu najbliższej doby, a przy
okazji Will i Ezra dowiedzieli się, że FBI współpracowało ze służbami po
drugiej stronie granicy, chociaż to nie było bezpieczne ze względu na rozmiary panującej
tam korupcji.
Ustalili
wspólne punkty do zeznań, jakie będą musieli złożyć w przyszłości i Will
wymienił się numerem kontaktowym z Ezrą, a potem mógł wypierdalać w cholerę.
Wtedy
okazało się, że szef miał dla niego niespodziankę.
Udowodnił
tym samym, że mało mu umykało.
-
Tracker - zatrzymał Willa, kiedy już mieli wychodzić, a kiedy zostali we dwóch,
dodał - Pojedziesz do szpitala. Opatrzą cię tam, dowiesz się o nią. Potem
załatwię wam transport.
Will
skinął głową i wyszli.
Wreszcie
mógł opuścić to piekło.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń