sobota, 1 lipca 2023

16 - Piekło

 

Rozdział 16

Piekło

Rocky

 

 

Gdzieś w Nowym Meksyku…

Było ciemno, ponuro i wilgotno.

Stali w wydzielonej części magazynu, który do nich należał, podobnie jak należała większość tego gównianego miasteczka.

Rocky Dark przeczesał dłonią swoje długie, czarne włosy, zgarnął je w kucyk z tyłu głowy i drugą ręką zaczął przekładać je przez gumkę, którą miał na nadgarstku, nie patrząc na nikogo z otaczających go facetów.

Zacisnął przy tym zęby, ale starał się nie pokazywać po sobie emocji, chociaż akurat te mógł, bo nie był w tym sam.

Miał kurewsko dosyć tego miejsca.

Cholernie nie podobało mu się to pieprzone odwlekanie, bo już jebany miesiąc temu powinni skończyć z tą pierdoloną sprawą.

Meksykanin Javier, ich szef, który stał blisko Darka, patrzył na swoje buty i jego mina wskazywała na to, że jemu też to się nie podobało i też chciał to zakończyć, ale i tak zarządził to, co właśnie rozkazał.

Nie musiał się przed nikim tłumaczyć.

Wszyscy tu byli cholernie uzbrojeni o zęby, ale też każdy z nich umiał zajebać wroga gołymi rękami, a i tak nikt nie zrobiłby nawet jednego pierdolonego ruchu bez pieprzonego rozkazu Javiera.

Boss był niższy od Rocky’ego, a on sam też nie był cholernie specjalnie wysoki, ale wszyscy czuli jebany respekt przed przywódcą, bo potrafił być kurewsko okrutny dla wrogów i nie tolerował żadnego najmniejszego, pieprzonego nieposłuszeństwa.

A poza tym był cholernie mściwy.

Javier uwielbiał torturować swoich przeciwników, nawet domniemanych, a jego chorą specjalizacją było obdzieranie pieprzonego delikwenta ze skóry żywcem i trzymanie przy tym przytomnego do samego jebanego, żałosnego końca, co mogło trwać kilka dni.

I skurwiel wszystko wiedział.

Nic mu nie umykało.

Wszędzie, w każdej jebanej dziurze, miał pieprzone wtyki.

Dlatego wszyscy, nie tylko tu zebrani, słuchali go i wypełniali jego rozkazy w mniej niż pieprzoną sekundę, jeśli było trzeba.

- Crazy - mruknął do barczystego bruneta - Wiesz, co masz robić.

Rocky go znał równie dobrze, co pozostałych i wiedział, że to Crazy’emu boss powierzyłby zadanie, którego nie dałby jemu.

Facet skinął tylko głową, więc wszyscy, również Rocky, dowiedzieli się, że szef miał z nim jakieś wcześniejsze cholerne ustalenia, o których nie chcieli mówić głośno, co mogło oznaczać brak pieprzonego zaufania.

Ale z drugiej strony, nie istniało coś takiego jak zaufanie w ich gangu, jak we wszystkich innych.

Im mniej wiesz, tym jesteś kurewsko bardziej bezpieczny.

Nie mieli jakichkolwiek przyjaciół ani prawdopodobnie nigdzie indziej, ale żaden z nich w ogóle nie miał pieprzonych przyjaciół w swoim cholernym życiu.

Takie było ich życie.

Plotki głosiły, że Boss miał cholerny dług wdzięczności u kogoś z północy Stanów i stąd wynikała ta pieprzona zwłoka.

Lepiej było nie dowiadywać się.

Kurewsko lepiej.

Każdy robił to, co do niego należało.

Rocky Dark powstał, cholernie urodził się jako taki facet, jakim był, pieprzone kilka lat temu, kiedy jego serce zamieniło się w kamień lub może bardziej w bryłę lodu i zostało zdeptane, ale potem wydarzyło się coś niespotykanego, nie spodziewanego, jego osobisty cud.

Ale nie mógł już zmienić swojego celu, musiał o niego zawalczyć.

Więc ponownie ukrył to za cholerną ścianą lodu.

Rocky podrapał swoją niechlujną, zarośniętą czarnym włosiem brodę i poszedł za innymi do swoich zadań.

Musiał czekać.

Nienawidził tego.

*****

Następnego dnia wieczorem…

W Nowym Meksyku końcówka października była wilgotna i dość chłodna, chociaż dla przybysza z północy mogła wydawać się ciepła.

Osiemnaście stopni Celsjusza, jakie było w południe tego dnia pozwalało na noszenie tylko zwykłego t-shirtu bez kurtki.

Nie padało od dwóch dni, ale w każdej chwili mogło zacząć, bo nad półpustyniami u podnóża południowych szczytów Gór Skalistych zbierały się ciemne chmury.

Noc jednak zapowiadała się na o wiele zimniejszą, niż był dzień, więc mężczyźni byli ubrani w dżinsy, motocyklowe buty, t-shirty i mieli pod ręką skórzane kurtki, bo musieli być czujni.

Było już wpół do jedenastej i już temperatura spadła poniżej dziesięciu stopni Celsjusza, a było możliwe, że będą musieli opuścić pomieszczenia.

Zjedli burrito, pili piwo i przerzucali się gównem, ale większość się rozeszła do swoich zadań i Rocky został tylko z Brzydalem, a ich rozmowa zboczyła na kurewsko nie podobające się Rocky’emu tematy.

Brzydal zawdzięczał swoje imię niskiemu, pomarszczonemu czołu, krzywemu, rozpłaszczonemu nosowi, zbyt pulchnej, wystającej dolnej wardze i ziemistej cerze.

Jednym słowem, nie był przystojny.

Pomieszczenie, w którym przebywali, było cholernie brudne, szare i odrapane, a unoszące się wonie potwierdzały to, co tam się wydarzało.

Rzygi, szczyny i gorzej były na porządku dziennym.

Pełna gama pieprzonych płynów ustrojowych i nie tylko, skoro byli we wspólnej cholernej kuchni, której nikt nigdy nie sprzątał.

Rocky miał dość ich popieprzonej rozmowy, jeśli tam mógłby kiedykolwiek nazwać tę debilną wymianę zdań, bo Brzydal również nie grzeszył inteligencją.

Dark odstawił butelkę na stół tak gwałtownie, że huk było słychać bez wątpienia również poza cholerną kuchnią.

Musiał z tym żyć, ale nie musiał tego słuchać.

- Pieprz się Brzydal - warknął Rocky do skurwysyna paskudnego jak gówno zarówno z twarzy, jak i z popieprzonego charakteru, który wstał z krzesła po przeciwnej stronie stołu, przy którym siedzieli z butelkami piwa.

Jego odpowiedzią był śmiech nieprzyjemny i chrapliwy z przepicia.

- Żebyś, kurwa, wiedział, że będę pieprzył, ale tamtą dupę, a nie siebie - odparł Brzydal, wymachując ręką w stronę ich piwnicy, wciąż przy tym rechocząc i idąc w stronę wyjścia z kuchni - Może jak też byś popieprzył, to byś kurewsko wyluzował, bo ten cholerny kij w twojej dupie kurewsko wychodzi ci uszami.

Mówili o dwóch cipkach, które miały być dostarczone za pieprzoną godzinę do piwnicy ich kryjówki, a jedna była cholernie nietykalna, bo została przeznaczona dla jakiegoś pierdolonego ważniaka gdzieś kurewsko daleko, ale druga miała zostać dokładnie wyruchana, bo na to pozwolili.

Boss pozwolił.

Kurwa!

Rocky nie miał cholernej wątpliwości, że będzie to kurewsko brutalny, zboczony, zbiorowy gwałt i nie miał zamiaru brać w tym udziału, ale też nie mógł niczego zrobić, by jakoś ulżyć lasce, której to się miało przydarzyć, co mu pieprzyło w głowie.

Brzydal lubił gwałcić kobiety, a ponieważ to była jego jedyna szansa na ruchanie, więc dawało mu to dodatkową pieprzoną satysfakcję.

Rocky pracował na swoją pieprzoną pozycję Drugiego w tym cholernym gangu przez cały pierdolony rok, a wcześniej harował jeszcze jeden rok, zanim w ogóle dostał się do nich, ale wciąż żyjąc tym gównianym życiem i cholernie nie mógł z tego zrezygnować tylko dlatego, że Javier wymyślił sobie transport dwóch kobiet pieprzonymi kanałami, które zwykle wykorzystywali do przemytu koki, broni i brudnego szmalu przez granicę Stanów z Meksykiem.

Ale Rocky cholernie nie pisał się na pieprzony handel żywym towarem i to było prawdopodobnie to, co spowodowało, że tę robotę dostał Crazy.

Nigdy do tej pory nie było o tym nawet mowy, więc nie było też takiej potrzeby, by Crazy go zstępował.

Boss jednak kazał przyjąć te dwie dupy, więc mieli to zrobić, a tacy jak Brzydal mieli zamiar skorzystać na nich, a właściwie na jednej z nich, chociaż w pewien sposób zabawią się również i z drugą.

Rocky nie chciał wiedzieć.

Nie mógł się w to angażować.

Nikt z tej pieprzonej bandy nie znał go i on nie znał w niej nikogo, bo to nie było towarzystwo wzajemnej adoracji.

Mieli współpracować i tolerować się.

Nie potrzebowali wiedzieć o sobie niczego, nie musieli znać swojej przeszłości, bo anonimowość była dla nich najlepszą tarczą.

Każdy z nich miał cholernie czarną, popieprzoną przeszłość i to nie było nic dziwnego ani godnego jebanej dyskusji, bo żaden z nich skurwieli nie był pieprzonym skautem.

Rocky nigdy cholernie nie pozwolił, bo którykolwiek z nich kiedykolwiek miał choćby pieprzony cień podejrzenia, że gardził takim życiem, nimi, że nie podobało mu się to, co robili.

Miał swój pieprzony cel i się go cholernie trzymał.

Mógł w drodze do niego nawet bić, przeklinać i pierzyć.

Nie zabijał, jeśli nie musiał, ale zdarzyło mu się to raz czy dwa.

Żył w tym gównie dwa lata.

Dwa cholernie gówniane, popieprzone lata.

Rocky był umówiony, więc nie opierdzielał się, wstał z krzesła, zgarnął z blatu zasyfionego stołu swój telefon i ruszył do wyjścia z magazynu, zostawiając niedopitą butelkę piwa.

Brzydal go wkurwił, ale miał rację.

Na tyle go znali.

Rocky nie pieprzył wszystkiego, co się ruszało, więc był uznawany przez większość z ich gangu za miękką pizdę.

Tylko że on miał kurewsko głęboko w dupie ich zdanie.

Boss go cenił i dlatego stał się jego prawą ręką, a tylko to się dla Rocky’ego liczyło, bo to niosło ze sobą konkretne cholerne profity.

Nawet jak to oznaczało, że to konkretne cholerne zadanie Javier dał pieprzonemu Crazy’emu.

A na następny dzień skoro świt mieli ustawiony ważny, duży przerzut i to bardzo ważny, więc Rocky pojechał się zrelaksować od swojej ulubionej dziwki.

Kurwa!

Noc zapowiadała się na cholernie długą.

I kurewsko pracowitą.

*****

Godzinę później…

Mówił do niej szeptem, chociaż syczący ton nie pasował do treści wypowiadanych słów.

Rocky trzymał w garści rozjaśnione na blond, zniszczone farbą, ale długie, gęste włosy i kierował jej głową tak, by zeszła niżej.

Na kolana.

Był z nią tutaj już za długo.

Niebezpiecznie długo.

Wiedział, że musiał jej pozwolić zrobić mu laskę, bo mogli być obserwowani, więc zamierzał to zrobić teraz, bo skończyli rozmowę, a właściwie on skończył mówić.

W trakcie tego wszystkiego wyjął jej cycki przez dekolt, wsadził dwa palce pod spódnicę mini do jej gołej cipki, żeby stać się wiarygodnym dla potencjalnego obserwatora, kiedy przekazywał jej najnowsze informacje.

Rita nie odzywała się, nic nie mówiła, ale znała zasady.

Nie całowali się, nie pieprzyli publicznie, ale laska to coś innego.

Ta część miasta była mniej opuszczona niż tamta, w której była kryjówka gangu, tu były burdele i speluny, więc kręciło się trochę ludzi, a któryś z nich mógł być tym, który obserwował poczynania Rocky’ego.

W końcu nie było zaufania między członkami gangu, bo nie mogło być i Rocky to rozumiał.

- …to musi być dostarczone do celu jeszcze przed północą - zamruczał Rocky do dziwki, która już klęczała między jego rozstawionymi nogami na brudnym asfalcie ślepego zaułka - Słyszysz?

Rocky opierał się tyłkiem na stercie palet, jego plecy były wygięte w pałąk, kiedy kobieta skinęła głową w jego uścisku i puścił jej włosy.

Wyciągnęła ręce, by rozpiąć mu rozporek, a on z trudem powstrzymał się od wykrzywienia warg, chociaż nie musiał, bo jego kompani z bandy gardzili dziwkami, więc mogliby być zadowoleni, że on też.

Zamknął oczy i wyobraził sobie tę, której usta chciałby poczuć owijające się na jego kutasie, bo miał problem z erekcją nawet na samą myśl o tym, że jakaś inna miałaby to zrobić.

W ciemnym zaułku przez niedługą chwilę rozlegało się tylko krztuszenie się kobiety, mlaskanie, a potem stłumione jęknięcie, kiedy Rocky uwolnił swoją frustrację wraz ze spermą.

Rita wstała z kolan, poprawiła swoje ubranie wtedy, kiedy Rocky zapinał swoje brudne, czarne dżinsy i z kieszeni czarnej, skórzanej kurtki wyjmował banknot, by zapłacić za usługę, dzwoniąc przy tym licznymi zapięciami.

Nie przekazywał jej nigdy niczego na piśmie, żadnych widomości przez telefon, przez żadne komunikatory, co najwyżej Spotkajmy się.

Mieli na stałe umówione miejsce i czas.

Zwykle to on mówił, a ona tylko słuchała.

Była jego skrzynką kontaktową i tyle.

Poznali się dwa lata temu i Rita była mu coś dłużna, ale robiła to też dla siebie, więc mógł jej zaufać, chociaż w tym przypadku po prostu nie miał wyjścia.

Rita nie miała nic przeciwko temu, że nic więcej ich nie łączyło, a nawet chyba to rozumiała, ale tym razem zależało od niej naprawdę cholernie dużo.

Jego życie, a może jeszcze życie dwóch kobiet.

Rocky odwrócił się, skinął jej głową na pożegnanie i poszedł do swojej Glide, by wrócić na wyznaczony cholerny posterunek.

*****

Godzinę później…

Miał trzy Harleye i na każdym tak samo mocno uwielbiał jechać przed siebie bez celu, ale od lat nie mógł mieć tej wolności.

Jeszcze nie.

Kiedy Rocky przyjechał swoim Harleyem Glide do budynku obok magazynów, gdzie wszyscy spali, nie szukał nikogo, ale od razu trafił do swojego pokoju.

Zdjął swoją skórzaną kurtkę i rzucił ją niedbale na podłogę.

Śmierdział od potu, ale nie zamierzał niczego z tym robić.

W tym życiu to i tak nie miało znaczenia.

Podszedł do tego brudnego barłogu, który nazywał łóżkiem i rzucił się na nie w ubraniu i w butach, bo wiedział, że miał jakąś godzinę lub dwie, żeby się zdrzemnąć, zanim będzie musiał wrócić do pracy.

Nie dlatego, że szef miał dla niego na tę godzinę cokolwiek związanego z przerzutem, ale z powodu tego, co Rocky powiedział Ricie.

Nie udało mu się nawet zamknąć oczu, bo to go dręczyło tak bardzo, że wstał i poszedł do piwnicy, w której przetrzymywali więźniów i czasem towar.

Tym razem dwie kobiety.

Odgłosy rżnięcia, jakie na pewno dało się słyszeć we wszystkich pomieszczeniach, skoro dały się słyszeć nawet ze schodów, nie dawały ani cholernego cienia wątpliwości co do pieprzonej zabawy, jaką urządzili sobie ci skurwysyni.

Nie było słychać głosu kobiet, chyba że jęk bólu lub zaskoczony, równie zbolały okrzyk jednej z nich w odpowiedzi na uderzenie, ale Rocky dokładnie tego by się spodziewał, chociaż nigdy nie zdarzyło się, by skurwiele mieli okazje zabawiać się z dziwkami w tych pomieszczeniach.

Po prostu znał ich preferencje.

Boss nakazał, by jedna z nich pozostała nienaruszona i tylko to nakłoniło Rocky’ego do wejścia do pomieszczenia, w którym dominował zapach potu, śluzu, spermy, seksu.

Miał zamiar tego dopilnować i to mógł zrobić.

Wykonywałby rozkaz Javiera.

W tym momencie Cienki dochodził w małej, niewidocznej spod jego ciała kobiecie, leżącej na plecach na jednym materacu, a przy drugiej klęczał całkowicie ubrany Crazy i był skupiony wyłącznie na niej.

Tylko on jeden był ubrany.

Crazy był odwrócony plecami do drzwi, a Brzydal stał nad materacem, głaskał swojego mokrego kutasa i miał zamknięte oczy.

Oprócz tych trzech w ciemnej piwnicy był jeszcze jeden goły skurwiel, a jego kutas lśnił, więc Rocky wiedział, że już się spuszczał, ale nadal stał nad leżącą parą i patrzył wyłącznie na akcję przed nim z chorym podnieceniem, podnoszącym jego kutasa.

Rocky podejrzewał, że gwałcili tamtą laskę już kilka razy.

Kiedy Crazy się przesunął w bok i odsłonił tę drugą, Rocky zamarł, a potem szybkim ruchem cofnął się za próg, by pozostać niezauważonym.

Od tego, co cholernie zobaczył krew uciekł mu z głowy i zobaczył pieprzoną czerwień przed oczami.

Chciał wprawić swoje pięści w ruch i nawet zacisnął w nie dłonie, co było odruchem, którego nie umiał kontrolować.

Chciał wyć z rozpaczy, bo nie pokonałby ich wszystkich.

Skupił się, chociaż klął w myślach na czym świat stoi.

Kurwa pierdolona mać!

- Teraz nasza kotka zliże grzecznie śmietankę - Rocky usłyszał rechot Crazy’ego i zaczął działać.

Szybko.

Wyjął swój telefon, wybrał numer z kontaktów i wcisnął Dzwoń.

- Mędrek - warknął - Do mnie. Jestem w piwnicach.

Pól minuty później Rocky usłyszał na schodach szybkie kroki faceta, którego wezwał, ale sam już był w ruchu, by wyjść z piwnicy.

Skierował wzrok na czarnego olbrzyma, który, idąc korytarzem, spoglądał na niego bystro i był gotów do wykonania każdego jego polecenia.

Mędrek został tak nazwany prześmiewczo, bo rasizm pozostałych skurwieli nie dopuszczał do nich nawet cienia myśli, że ten facet mógł być mądry, ale prawda  była taka, że był z nich wszystkich najinteligentniejszy.

Rocky dogadałby się z nim, jeśli miałby czas i wydawało się, że tamten skłaniał się ku temu.

Ale nie mieli czasu.

Jego czas właśnie się skończył.

Mędrek natomiast był tam dopiero od tygodnia i zaraz miał jechać z towarem przez granicę do Meksyku.

- Przypomnij im, że tamta miała zostać nienaruszona - powiedział i wskazał głową na wejście do pomieszczenia, które opuścił, zanim nawet cholernie do niego wszedł - Idę do wyjścia. Szef ma zaraz tu być.

Poszedł w stronę drzwi, przy których miało go nie być, ale nie miał innego wyboru, musiał tam iść, by nie być blisko tamtych kobiet.

Nawet jak wiedział, że za pół godziny rozpęta tam się piekło, nadal musiał uciec z tej cholernej piwnicy.

*****

Półtorej godziny później…

Rocky siedział z jednym strażnikiem w zamkniętej więźniarce zakuty w kajdany na rękach i nogach połączone ze sobą krótkim łańcuchem i wiedział, że ci, którzy przeżyli z jego gangu, też tak byli w innych więźniarkach, bo widział ich tam zamykanych.

Cała akcja rozbicia ich bandy poszła szybko.

Rocky czekał tutaj już cholernie długo, ale wiedział, że musieli najpierw odjechać wszyscy inni skurwiele, zanim ktokolwiek by do niego przyszedł.

Słyszał, że podjeżdżały co najmniej dwie karetki, potem odjechały, ale nie wiedział, kogo zabrały do szpitala.

Sam był ranny, ale na tyle lekko, że nie potrzebował natychmiastowej pomocy medyków.

Javiera Rocky zabił osobiście, a zrobił to kiedy byli na osobności, więc nikt nie będzie wiedział, że to był on.

Nie miał wyjścia, bo Boss był zbyt znany, zbyt mściwy i miał za duże koneksje, żeby ktokolwiek, kogo znał Rocky, na kim mu zależało, był bezpieczny, jeśli by tego nie zrobił.

Nie lubił tego, bo nie zrobił tego w walce, a z premedytacją.

To był jeszcze jeden czarny znak na jego i tak ciemnej duszy.

Rocky widział również śmierć Crazy’ego i Brzydala i żadna z nich nie była honorowa, ale oni przynajmniej zginęli w walce.

Drzwi więźniarki otworzyły się i wszedł do niej agent FBI, więc Rocky mógł podejrzewać, że to jego życie się skończyło.

Usłyszeli zamykane drzwi kierowcy, uruchamiany silnik, a potem ruszyli niespiesznie, w milczeniu jechali ulicami miasta, a po pięciu minutach kajdany z rąk i nóg Rocky’ego zostały zdjęte i rzucone na podłogę.

Piętnaście minut później samochód się zatrzymał i otwarto drzwi.

Agent szedł przed Rocky’m, pokazując mu drogę, czego nigdy w życiu nie zrobiłby, gdyby uznawał go za wroga, więc przypuszczenia Rocky’ego zostały potwierdzone.

Weszli do budynku, który był prawie całkowicie zaciemniony, więc dopiero po otwarciu drzwi do sali, która była na końcu korytarza, Rocky zastał jakiekolwiek światło.

Oślepiło go, więc dopiero kiedy przeszli przez nie i drzwi zamknęły się za nimi, był w stanie rozróżnić osoby, które tam się znajdowały i zamarł, chociaż z wyrobionego nawyku starał się nie pokazać po sobie zaskoczenia.

Razem z jego szefem, kilkoma facetami, których znał, stał tam Mędrek.

- Tracker - odezwał się szef - Poznaj Ezrę. Nie jest agentem. To kumpel jednego z braci Bee, a ją chyba znasz.

Skoro szef go przedstawił jego prawdziwym nazwiskiem, Will uzyskał pewność, że jego życie w skórze Rocky’ego Darka się oficjalnie zakończyło, chociaż wolałby to usłyszeć w domu, a przynajmniej gdzieś daleko od tego gównianego miasteczka, w którym spędził ostatnie dwadzieścia parę miesięcy.

Tak byłoby bezpieczniej dla kilku osób.

Ale Will znał Bee, chociaż nie osobiście, a była ona tą dziewczyną, z którą, początkowo trochę wbrew swojej woli lub może z dużymi oporami, związał się przyjaciel Marka Taylora, George, nie bez powodu zwany Czołgiem.

Po prostu dziewczyna była uparta i zdeterminowana.

Mark został porwany, zanim ta dwójka się dogadała, a Will nawet wcześniej został wciągnięty w precyzyjną machinę, która miała na celu nie tylko uwolnienie go, ale też rozpracowanie szajki zajmującej się przemytem.

Również ludzi.

Will wiedział o wszystkim z grypsów, które dostawał co jakiś czas w umówionym miejscu przez umówione osoby, chociaż nigdy nie spotkał się z nikim osobiście.

Wiedział więc, że Mark Taylor był facetem Lisy, a dokładniej hrabiny Caroline Jones, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko tej Angielki, która trzy lata temu dołączyła do grupy kobiet związanej ze strażakami z FS 13.

Grupy kobiet, która wchłonęła też Abigail Sensible.

Jego Abigail - Will nie powinien tak myśleć, skoro dał jej wolność wyboru, ale wciąż tak czuł.

Mark pracował jako ochroniarz i był niezły, więc zatrudniono go do uszczelnienia ochrony córki Johnsona, właściciela dużej firmy kosmetycznej i z tym FBI wiązała jego porwanie, chociaż, oczywiście, nie można było wykluczyć motywu zemsty.

Ojciec Marka Taylora, Daniel Taylor, był dowódcą SWAT w SLC, a i sam Mark naraził się wielu złym ludziom, broniąc tych, których ochraniał.

Na przykład zabił kogoś z gangu w Denver, kiedy dwa lata przed wyjazdem Willa ochraniał tam syna szejka.

Więc analitycy z FBI mogli się mylić.

Tego dowiedzieli się później, ale szajka przemytników działała wcześniej, a Will zajmował się przestępczością zorganizowaną w kilku stanach, zanim trafił do SLC, a potem też pozostawał w ukryciu.

Nie miał do kogo wracać, więc tak też nie był widoczny.

To wszystko, a także fakt, że Will prawie rok wcześniej zakończył poprzednią pracę i zdążył zostać zapomniany, spowodowało, że szefostwo wysłało go do tego zadania, a kiedy znaleziono konkretne tropy prowadzące do szlaku przemytu przez granicę z Meksykiem, Will dostał nową tożsamość.

Stał się Rocky’m Darkiem.

Dostał nową przeszłość, kilka nowych, niechlubnych znajomości, a potem został wrzucony w to gówniane bagno, w którym tkwił aż do teraz.

A całkiem niedawno, w trakcie wykonywania tego zadania Will dowiedział się, że bracia Bee mieli ciekawą przeszłość, będąc na przykład w siłach specjalnych, czy w tajnych służbach, więc przyjaciel jednego z nich bez wątpienia był kimś godnym zaufania.

Mógł pomóc im w rozpracowaniu tej trasy przemytu, nad którą pracował między innymi Tracker.

Po ponad pół roku od samego porwania, FBI chwyciła trop, który doprowadził ich do Javiera, więc Will zaczął pracować nad wkręceniem się do jego bandy.

Zajęło mu to kilka miesięcy.

Potem, po jego powrocie do domu, kilka tropów dorzucił sam Taylor, bo facet był spostrzegawczy i robił szczegółowe notatki, które umiał ukryć, przechować i dostarczyć odpowiednim ludziom, kiedy wrócił do SLC.

Teraz szczęśliwie Will razem ze swoimi ludźmi miał wystarczająco dużo dowodów na rozwalenie nie tylko gangu Javiera, ale również powiązanych z nim przekupnych celników, przewoźników i kilkudziesięciu innych grup.

Była nawet szansa na to, że pozwoliliby mu na powrót do domu z tą, którą zobaczył w tamtej piwnicy, chociaż Will nigdy by o to nie poprosił.

Nie przyznałby się, że o tym pomyślał, a co dopiero, że o tym marzył.

- Javier nie żyje - zaczął Will, patrząc wprost na Ezrę - Crazy i Brzydal też.

Mężczyźni skinęli głowami, chociaż po pierwszych słowach Willa zamarli.

To pierwsze było dla nich nowiną, albo przynajmniej nie spodziewali się, że Will to wiedział, a on swoim przyznaniem się, wydał prawdopodobnie również się z tym, że to on zlikwidował skurwiela.

- Towar przechwycony - dodał szef i spojrzał na Ezrę - Kierowcy TIR-ów zatrzymani. Druga grupa zamyka przejście.

Mężczyzna skinął głową, więc Will uznał, że to Ezra podał FBI dane tych celników, którzy siedzieli w kieszeni Javiera.

Przez następne dwie godziny we dwóch zdawali raporty, chociaż Ezra nie był jednym z agentów i niby nie musiał.

Will był wdzięczny, że to robił, bo poszło szybciej i sprawniej, a wspólnie mieli więcej szczegółów do przekazania.

Szef dopytał o grupy, które należało zlikwidować w ciągu najbliższej doby, a przy okazji Will i Ezra dowiedzieli się, że FBI współpracowało ze służbami po drugiej stronie granicy, chociaż to nie było bezpieczne ze względu na rozmiary panującej tam korupcji.

Ustalili wspólne punkty do zeznań, jakie będą musieli złożyć w przyszłości i Will wymienił się numerem kontaktowym z Ezrą, a potem mógł wypierdalać w cholerę.

Wtedy okazało się, że szef miał dla niego niespodziankę.

Udowodnił tym samym, że mało mu umykało.

- Tracker - zatrzymał Willa, kiedy już mieli wychodzić, a kiedy zostali we dwóch, dodał - Pojedziesz do szpitala. Opatrzą cię tam, dowiesz się o nią. Potem załatwię wam transport.

Will skinął głową i wyszli.

Wreszcie mógł opuścić to piekło.


 




1 komentarz: