niedziela, 18 czerwca 2023

11 - Pozwól mu odejść (cz.2)

  

Rozdział 11

Pozwól mu odejść (cz.2)

*****

 

Przepraszam Was, ale dzisiaj pożegnamy się z Willem

M.

*****

Dwie doby później…

Był prawie środek nocy, kiedy na szafce nocnej Willa telefon zabrzmiał dziwnym dźwiękiem, którego nie znałam.

Otworzyłam oczy.

Obudziliśmy się oboje, ale tylko Will natychmiast poderwał się do siadu, by odrzucić kołdrę, natychmiast wstać, wyłączając po drodze alarm, złapać z podłogi spodnie i resztę ubrania, które szybko wciągnął na siebie.

- To z domu Hannah - wyjaśnił mi skrótowo, szykując się do wyjścia - Ktoś się tam włamał i uruchomił alarm pułapkę, który zainstalował im Filip.

Byłam wdzięczna, że Will mi to tłumaczył, ale nie musiał.

Ufałam mu i pozostałym facetom, zajmującym się bezpieczeństwem Anie i moim, więc po prostu kiwałam głową i zagryzałam wewnętrzną stronę boku wargi, zanim Will pochylił się do mnie, leżącej w łóżku, musnął moje usta swoimi i wyszeptał - Na razie, Słoneczniku.

Opadłam na poduszkę, szepcząc w odpowiedzi - Na razie - i już go nie było.

Nasłuchiwałam odgłosów dochodzących z salonu, kiedy chwytał kurtkę, buty, klucze, a potem głosu zamykania drzwi i pikanie alarmu.

Poprzedniego dnia byłam u Anie po Jacka, żeby zabrać go do szkoły i zobaczyłam moją starszą siostrę, kiedy odprowadzała młodego do drzwi.

Wyglądała na zmęczoną, wychudzoną, ale pogodną.

Nie została zniszczona przez to, co jej zrobił nasz zły szwagier w parze z naszą porąbaną średnią siostrą.

Nie powiedziałam jej do końca prawdy o tym, co zamierzałam robić przez cały dzień, ale nie skłamałam jej, bo nie musiałam.

Anie, podobnie jak ja, rozumiała potrzebę ukrywania się w te niedobre dni, kiedy na wolności chodził mężczyzna, który mógł nam zagrozić, więc raczej wolała usłyszeć, że nie zamierzałam przesiadywać w szkole, a tym bardziej nie zamierzałam jeździć do przyjaciół.

Dlatego po teście, który miałam tego dnia do napisania w szkole, wróciłam do naszego bezpiecznego mieszkania i mogłam z czystym sumieniem zająć się tym, czym zajmowałam się dzień wcześniej.

Trochę malowałam, trochę gotowałam, trochę się uczyłam.

Napisałam krótki tekst, który miał rozwinąć jeden z redaktorów współpracujących z naszym kołem historycznym i wysłałam go mailem.

Podrasowałam moją prezentację.

A potem przyjechał Will, który miał dla mnie o wiele więcej czasu, odkąd Lucy wylądowała w areszcie.

Przez kilkanaście godzin poprzedniego dnia i przez ponad połowę tego dnia, skoro Anie z Billy’m mieli odwieźć Jacka do szkoły, zajmowaliśmy się tylko sobą, już bez oporów pokazując sobie, jak bardzo się kochaliśmy i rozmawiając o naszych planach na przyszłość.

Dowiedziałam się, że Will miał w Phoenix tylko siostry i braci z rodzinami, bo jego była żona zdradziła go i, jeszcze zanim się rozwiedli, miała syna z innym mężczyzną, więc Will nie miał tam żadnej kobiety, do której chciałby wracać.

Ale musiał wywiązać się z kontraktu w pracy.

Zresztą tej pracy, w której musiał właśnie oddać pickupa, bo był służbowy, więc został mu jego Harley jako jedyny środek transportu.

Dowiedziałam się też, że Will lubił planować.

Nie lubił natomiast naszego przymusowego rozstania tak bardzo, że już zaczął planować przeniesienie się za rok lub dwa do SLC na stałe.

Nie powiedziałam na ten temat ani słowa.

Podobało mi się to, nawet bardzo mi się podobało, ale ja bałam się planować.

Przyzwyczaiłam się do życia jeden-dzień-na-raz i teraz, z nauką w college’u od nadchodzącego roku szkolnego w wyraźnej perspektywie, miałam aż nadto planów na przyszłość.

Dlatego dzwonek tego alarmu, który mógł oznaczać zarówno zranienie Anie jak i zlikwidowanie Lucasa, oznaczał tylko, że miałam rację.

Nadchodziły niezaplanowane zmiany.

*****

Kilkanaście godzin później…

Właśnie skończyło się moje życie razem z Willem.

Kiedy nad ranem wrócił do mnie, do naszego łóżka, opowiedział mi, że Lucas został zlikwidowany, czyli, jak sądziłam, zabity po tym, jak włamał się do domu Anie i Billy’ego, kiedy on był w pracy na nocną zmianę.

Anie zamknęła się w łazience z Jackiem, zadzwoniła na numer alarmowy i siedzieli tam cicho, ale Lucas był zbyt wściekły lub za bardzo zdeterminowany, by się zemścić i strzelił w drzwi łazienki, żeby się do niej dostać.

Will powiedział mi, że policja przyjechała bardzo szybko, ale, niestety, Lucas zdążył zranić Jacka.

Na szczęście była to powierzchowna, niegroźna rana, ale i tak chyba mogłam wyobrazić sobie, co czuła moja Anie, bo wiedziałam, że kochała tego chłopca nad życie, skoro nawet ja go kochałam, chociaż był dla mnie tylko przyszywanym bratem i przyjacielem.

Dla Anie Jack był prawie jak jej własny, rodzony syn.

Po tym, jak Will wrócił, przyszedł prosto do mnie, do naszego łóżka, nie kochaliśmy się, a po prostu przespaliśmy się parę godzin, przytulając się blisko, a potem spakowaliśmy się i byliśmy gotowi na opuszczenie bezpiecznego mieszkania na stałe.

Oddałam Willowi telefon na kartę.

Na parkingu przed blokiem pożegnałam się z Wolfem, który przyjechał, by pomóc mi się spakować i przeprowadzić.

A potem pojechaliśmy we dwójkę z Willem do domu mojej mamy moim samochodem, rozpakowałam się i poprosiłam Willa o ostatnią przyjemność, jaką mógł mi sprawić.

Poprosiłam, by zawiózł mnie do Anie swoim Harleyem.

Skorzystałam z tego, że mama była zajęta i ubrałam się w strój, który kupiłam sobie specjalnie na zimową przejażdżkę motocyklem z moim motocyklistą.

Pojechaliśmy moim Sonic’iem do magazynu, gdzie Will go garażował, a potem wyruszyliśmy najpierw do bloku, gdzie było mieszkanie Willa, kiedy ja jechałam swoim samochodem, a Will Harleyem za mną.

Zostawiliśmy tam Chevroleta, przesiadłam się na siedzenie motocykla za Willa i ruszyliśmy.

To była czysta rozkosz, jechać na jego rumaku, kiedy byłam ubrana jak kobieta motocyklisty, jakbym przynależała do niego, bo byłam przytulona bokiem głowy do jego pleców, kiedy owijałam ramionami jego twardy brzuch.

Najpierw jednak, zaraz po śniadaniu, byłam z Willem na posterunku policji, by złożyć wyjaśnienia jako świadek w sprawie Lucy i Lucasa Scammer’ów.

Pojechaliśmy tam we dwójkę, bo Will nie mógł być obecny przy moim przesłuchaniu, ale był niedaleko, więc czułam jego wspierającą obecność przynajmniej za ścianą.

A potem mogłam być wolna na jego Harleyu, jak wiedziałam, że on czuł się wolny, kiedy na nim gnał przed siebie.

Jechaliśmy bocznymi, spokojniejszymi ulicami SLC, niedaleko podnóża gór, więc wiedziałam, że Will nie wybrał najkrótszej drogi od domu mojej mamy do domu Anie, jakby wiedział, ile to dla mnie znaczyło lub jakby to dla niego znaczyło bardzo dużo.

Podejrzewałam oba.

*****

Wiliam

Jechał po prostu przed siebie, prowadząc swobodnie swojego Harleya, chociaż wiedział, że mieli cel przed sobą, ale nie czuł tej samej wolności i euforii, jakie zwykle czuł, kiedy jechał na swoim motocyklu.

Pierwsze miejsca objechał bez kręcenia ulicami, bo były ważne i musieli to zrobić, a było to między innymi spotkanie na posterunku policji, gdzie Abi musiała złożyć zeznania uzupełniające, by mogli przymknąć Lucy na dobre.

Nie chciał jej tam zostawiać samej z glinami, we wszystkim węszącymi kłamstwa i spiski, co dawniej by rozumiał, ale nie tym razem, bo to była jego Abigail.

Zaraz po obudzeniu się, zjedzeniu szybkiego śniadania, które wyjątkowo przygotował Will i wypiciu kawy, Abi spakowała swoje rzeczy, Will pomógł jej znieść je na dół na parking, gdzie czekał Wolf ze swoim pickupem, a później pojechali jej Chevroletem do domu jej mamy, gdzie zostawiła sama swoje rzeczy, bo nie chciał tam się pokazywać, żeby nie narobić jej kłopotu.

Potem jednak Will dowiedział się od Abi, że jej mama była tak czymś zajęta, że nawet nie spojrzała na to, w czym jej córka wychodziła z domu.

W innej sytuacji by się wściekł na ten brak zainteresowania.

Stał na chodniku po przeciwnej stronie jej ulicy, żeby nie rzucać się w oczy sąsiadom  i miał czas na przemyślenia, które nie były komfortowe.

Piękna, niewinna, słodka Abigail może i była od niego młodsza o piętnaście lat, ale była dojrzalsza o dziesięć.

Will doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przez te kilka dni nie zachowywał się jak odpowiedzialny, dorosły mężczyzna.

Jej tamte niedawne słowa o trzech latach rozstania, o czekaniu, były mądre i przemyślane, a świadczyły o tym, że chciała go chronić i o tym, że była pewna jego i swoich uczuć.

To Willa pieprzyło o wiele mocniej, niż kiedykolwiek chciałby to przyznać.

Jeśli kogoś kochasz pozwól mu odejść - jej cicho wyszeptane słowa uderzyły Willa z całą mocą, kiedy dotarło do niego, że Abigail ani razu nie powiedziała mu wprost, że go kochała.

Owszem, powtarzała, jak jej było z nim cudownie, jak kochała spać z nim, jak uwielbiała jego ciało, jak lubiła budzić się obok niego.

Ale nie Kocham cię.

Dlatego musiał pozwolić jej odjeść na stałe.

Nie chodziło o to, żeby zrobili sobie przerwę, kiedy ona czekałaby na niego, a on czekałby, aż ona skończy dwadzieścia jeden lat i byliby pewni.

Przecież w takim przypadku wystarczyłby jeden rok i też uzyskaliby tę pewność, chociaż Will ją już miał.

Abigail nie pójdzie dalej, nie spróbuje być szczęśliwa z kimś innym, jeśli będzie żyła ze świadomością, że Will kiedyś wróci.

Musiał ją uwolnić od siebie.

Całkowicie i kompletnie.


1 komentarz: