Rozdział 7
Byłaś taka dzielna (cz.2)
*****
Widziałam,
że Eva też na to patrzyła, ale nie smuciła się, tylko się uśmiechała, jakby
cieszyło ją to, że te dzieci w ogóle
mogły się bawić zamiast pracować.
W
duchu porównałam ją do mojej mamy i westchnęłam z żalu.
Chciałabym
mieć taką mamę, jaką była Eva.
Kiedy
Will przyjechał po mnie, przekonałam się, że rozmawiał wcześniej z Davidem i,
być może, z Filipem, bo obaj byli przy mnie, kiedy wszedł do domu Evy i
Jimmy’ego.
-
Abigail - powiedział David i, pomimo tego, że go lubiłam, moje imię nie
wzbudziło we mnie takich dreszczy, jak to się działo, kiedy mówił je Will, więc
upewniłam się, że to chodziło o niego - Naprawdę
powinnaś przenieść się tymczasowo do bezpiecznego mieszkania z Willem.
Byliśmy
w pokoju gościnnym, który zajmował tymczasowo Jack, bo tam zostawiłam te
rzeczy, które dla niego przywiozłam ze sobą i sprawdzałam, co jeszcze mogłoby
mu być potrzebne, skoro zanosiło się, że miał tam zostać również na niedzielę.
Will
przyszedł do tego pokoju od razu po przyjeździe, więc i po tym wiedziałam, że na
bieżąco porozumiewał się z Davidem i Filipem.
-
David… - powiedziałam to, co powiedziałam wcześniej Willowi, więc podejrzewałam,
że zdążyli to omówić we trzech - ja mam swoje życie. Chodzę do szkoły, mam
sprawdziany i zaliczenia, mam projekty z kół, w pracy których uczestniczę, a do
tego Jack mnie potrzebuje, podobnie jak mama i Abel.
-
Słonko - powiedział Will łagodnie i wiedziałam, co usłyszę, zanim faktycznie to
usłyszałam - Mówiłem ci, że musisz żyć,
żeby mieć życie.
-
Tak, mówiłeś - przyznałam niechętnie.
-
I sądziłem, że zrozumiałaś to - kontynuował Will.
-
Ale dzisiaj miałam Wolfa i było dobrze
- nagle trochę zabrzmiałam jak rozkapryszone dziecko, co stało się chyba po raz
pierwszy w moim życiu, i wiedziałam o tym, ale nie chciałam się poddać.
-
Ale w twoim domu nie ma alarmu i bardzo łatwo tam wejść - Will powiedział mi
coś, co wszyscy chyba wiedzieli, nie tylko ja.
Zamknęłam
się, bo to była prawda, a ja nie mogłam przy tamtych facetach powiedzieć, że
wchodził do mnie przez okno i był ze mną co noc przez godzinę, więc mógłby
zostawać dłużej.
-
Możesz nocować w bezpiecznym mieszkaniu, spędzać tam większość dnia, a do szkoły
i pracy jeździć z Wolfem, Willem lub którymś z nas - zaproponował David
rozwiązanie, które mi się spodobało.
Zagryzłam
wewnętrzną stronę boku dolnej wargi i spojrzałam na niego z namysłem spod oka.
To
był jakiś kompromis.
To
mogłoby zadziałać.
Gdybym
mogła uczestniczyć w zajęciach, w jakich uczestniczyłam do tej pory, miałabym
nadal szansę na dobre oceny, na dodatkowe punkty, a co za tym szło na
stypendium do college’u.
Nigdy
do tej pory nie powiedziałam Willowi o moich planach na przyszłość, więc nie
wiedział, jakie to było dla mnie ważne.
Skinęłam
głową i zobaczyłam, jak Will się rozluźnił.
-
Musimy porozmawiać z Oli’m - poinformowałam go, na co zmarszczył brwi - On ma
wpływ na mamę, a może też porozmawia z tatą i wyjaśni wszystko. Mama nie będzie
miała do mnie żalu, pomoże to zrozumieć Ablowi i pozwoli mi się ukryć.
Wibracje,
jakie wtedy poczułam od Davida i Willa stały się bardziej ciepłe i wyrozumiałe.
Dopiero
wtedy zauważyłam, że Filip jako jedyny przyglądał się, przysłuchiwał, ale ani
razu nie odezwał się, nie wtrącał się w to.
Pojechaliśmy
do mojego domu w ten sam sposób, w jaki jeździłam przez cały dzień z Wolfem,
czyli Will jechał za mną swoim pickupem.
Weszłam
do domu, a Will zniknął gdzieś na ulicy.
Na
miejscu okazało się, że Oli już zadzwonił do mamy, więc była przygotowana na
moją wyprowadzkę, ale musiałam sama usiąść z Ablem, by wytłumaczyć mu, że
wyjeżdżałam na kilka dni i nie będę z nim spędzała tak dużo czasu, jak
wcześniej.
-
Ale przyjdziesz na przedstawienie do przedszkola? - zapytał mój zasmucony
braciszek.
Pomyślałam,
że było mu trudno zrozumieć, że Anie tam nie będzie, skoro była w szpitalu, a
nawet jak by z niego wyszła, była opuchnięta.
-
Przyjdę - obiecałam.
-
Dobrze - Abel rozpromienił się, uściskał mnie mocno, a potem puścił, bym mogła
pójść do swojego pokoju, spakować torbę przynajmniej na kilka nocy i dni
szkolnych oraz drugą z moimi torbami i przyborami malarskimi, bo nie
zamierzałam przestać malować.
Torbę
z przyborami szkolnymi, miałam na szczęście spakowaną po swoich zajęciach, więc
jeszcze tylko uruchomiłam wiekowy komputer, który stał na moim biurku i był
używany wyłącznie w celach szkolnych, by nagrać na pendrive pliki, które mogły
być mi potrzebne w najbliższym tygodniu.
Will
obiecał mi, że będę miała dostęp do jakiegoś komputera w tamtym bezpiecznym
mieszkaniu.
Kiedy
miałam wszystko naszykowane, dałam znać SMS-em Willowi, że wychodzę, pożegnałam
się ostatecznie z mamą i poszłam do drzwi, zabierając wszystkie torby.
Dojazd
do bezpiecznego mieszkania nie był łatwy i przyjemny, bo swój samochód musiałam
zostawić na podziemnym parkingu pod jakimś blokiem.
Miłe
było to, że Will zabrał mnie na swój motocykl, kiedy wszystkie moje rzeczy
zabrał jeden z jego kolegów do swojego samochodu, by zawieźć je inną drogą do
miejsca, gdzie mieliśmy się jeszcze raz przesiąść.
Dziwne
było to, że wysiedliśmy i poszliśmy do jakiegoś korytarza, zamiast po prostu
się przesiąść.
Nie
pytałam, po co było to wszystko, bo ufałam Willowi.
Will
wyjął z kufra motocykla tę samą skórzaną kurtkę, którą miał dla mnie poprzednio,
za pierwszym razem, jak jechałam na jego Harleyu i podał mi ją, mówiąc, że
powinnam się przebrać, chociaż była zbyt cienka na chłód październikowego
popołudnia.
Lubiłam
to, że Will miał dla mnie tę ramoneskę i ten sam kask, a na dodatek zadbał, by
mi było ciepło, martwiąc się, że była zbyt cienka, a później owijając moją
szyję długim, ciepłym szalem, który zawiązał na moich plecach, by nie spadł w
czasie jazdy i podając mi skórzane rękawiczki.
Cóż,
te ostatnie były zbyt duże, ale nie narzekałam.
Obiecałam
sobie w niedalekiej przyszłości wyprawę do jakiegoś sklepu, by kupić dla siebie
dłuższy, ciepły sweter z golfem, by w nim jeździć na motocyklu i lepiej
pasujące rękawiczki.
I
dobrze by było, bym miała do tego wysokie buty.
I
może grubszą kurtkę, i spodnie.
Ale
nie myślałam o tym, kiedy w okolicy jakiegoś magazynu przesiedliśmy się do
pickupa Willa, do którego przepakowaliśmy moje rzeczy, które zostawił tam jego
kumpel i wreszcie, po godzinie krążenia po mieście, dotarliśmy do tego
mieszkania, w którym właśnie stałam.
*****
Wiliam
Kiedy
Will wrócił z parkingu, od samochodu z torbami Abi, ta stała nadal na środku
salonu, jakby nie miała w sobie siły, by zwiedzić miejsce, w którym miała
spędzić następne kilka do kilkunastu dni.
Nie
dziwił jej się.
W
rzeczywistości dziwił się, że tak długo była taka dzielna.
Zostawił
torby tuż za progiem, starannie zamknął drzwi, kiedy nadal nie reagowała i
podszedł do niej, by dotknąć jej ramienia.
-
Hej, co jest? - spytał Will, ale przecież wiedział.
Abigail
wreszcie odpuściła i pozwoliła sobie na to, by przestać udawać dzielną, bo nie
musiała tego robić przy nim.
Pomylił
się.
Wyprostowała
plecy, podniosła brodę i spojrzała na niego, a potem uśmiechnęła się łagodnie,
jakby chciała go pocieszyć.
-
Nic - powiedziała - Nic mi nie jest.
Już
miał powiedzieć, że nie musiała tego robić, ale nie zdążył, bo spojrzała na
torby, które porzucił, a potem z powrotem na niego.
-
Może się rozpakuję - stwierdziła cicho - Który pokój jest mój?
Ruszyła
po torby, a Will ruszył za nią, marszcząc brwi w niezrozumieniu i niepokoju, bo
to nie było normalne.
Była
bardzo młoda, a spadło na nią naprawdę dużo.
Powinna
płakać, martwić się, a może nawet histeryzować.
Nie
powinna ot tak przechodzić nad tym dalej, jakby ciężar tego całego gówna nie
robił na niej żadnego wrażenia.
Złapała
jedną torbę w rękę, kiedy do niej dotarł i zabrał jej spod ręki drugą, a
jednocześnie wyciągnął drugą rękę po jej torbę szkolną.
-
Chodźmy tam - skinął brodą w kierunku korytarza, do którego wejście było w
drugim końcu salonu.
Abigail
ruszyła w tamtą stronę, a Will podążył za nią.
Kiedy
znalazła się w korytarzyku, przystanęła i Will się z nią zrównał.
-
Tu jest twoja sypialnia - wyciągnął brodę w kierunku jednych drzwi, a kiedy je
otworzyła i stanęła w progu, przechylił głowę i dodał - Tam jest druga
sypialnia.
Kiedy
weszli do pokoju przeznaczonego dla niej, Abi zatrzymała się, a potem zrobiła
kolejne dwa kroki, jakby nie była pewna, co miało być dalej, więc Will minął
ją, podszedł do łóżka, by odłożyć trzymane torby.
-
Dziękuję - powiedziała Abi i poszła tam z tą torbą, którą niosła, by ją również
tam odłożyć.
-
Nie ma za co - mruknął Will, a potem odwrócił się do niej całkiem przodem,
spojrzał w jej oczy i rozkazał - Rozgość się, odśwież, a potem przyjdź do
kuchni. Pokażę ci co tam mamy. Naprzeciwko twoich drzwi jest łazienka, są tam
ręczniki, kosmetyki, ale sprawdź czy czegoś jeszcze nie potrzebujesz, to
dokupię.
-
Okej - powiedziała cicho Abi, westchnęła i odwróciła wzrok do swoich rzeczy,
więc Will skinął głową, odsunął się o krok, a potem zdecydowanym ruchem opuścił
pomieszczenie.
Miał
tam ze sobą również torbę z rzeczami dla siebie i początkowo nie zamierzał
zajmować sypialni, ale teraz dowiedział się, że będą mieszkali tam tylko we
dwójkę, więc przeniósł ją do drugiego pokoju, by tam przyszykować sobie miejsce
do spania.
Powód,
dla którego byli tam tylko we dwójkę, pieprzył go całkowicie.
Bowiem
poprzednia noc i cała sobota były dla Willa bardzo pracowite i obfitujące w złe wiadomości.
Pierwsze
było wszystko to, co dotyczyło Hannah, bo Will dowiedział się, że siostra
Abigail była obserwowana i śledzona od pewnego czasu, co dało skutek w postaci
przyłapania jej w czasie tego wyjątkowego wypadu do lekarza, kiedy chciała być
sama, więc nie przyznała się nikomu, że tam pojechała.
Co
prawda Billy, David i Oli byli w pracy, ale byli przecież inni.
Filip
przeszukiwał wraz z Alehandro przeszukiwali bazy danych, ale mogli się oderwać
i ją osłaniać, co podobnie mogło zrobić też kilku innych facetów.
Ale
najgorsza była dla Willa świadomość tego, że to on zlekceważył przeciwnika i nie przypilnował bezpieczeństwa tych
kilku niewinnych, często niczego nie świadomych kobiet.
Dodatkowym
pechem było to, że Hannah była uczulona na lateks, ten kutas postanowił użyć prezerwatywy,
a najstarsza z sióstr Sensible była w ciąży i przez to wszystko straciła
dziecko, a możliwe było i to, że straci życie.
Will
nie miał odwagi powiedzieć tego Abi.
Był
cholernie zadowolony, że miał dużo pracy w nocy, bo inaczej chyba strzelił
sobie w ten swój głupi łeb za to, jak koncertowo spierdolił swoją, jak sądził,
rutynową, robotę.
Nad
ranem dowiedzieli się jeszcze czegoś gorszego.
Sara
Thinny, dziewczyna brata Cienkiego, jednego z szajki, została zamordowana
ciosem nożem w szyję, kiedy wracali we dwójkę z bratem Cienkiego do domu po
wizycie u rodziny.
Dziewczyna
dość zdecydowanie przeciwstawiała się działalności szajki i nie pozwoliła na
wplątanie swojego chłopaka w te poczynania, ale wiedziała o wszystkim, bo o
wszystkim rozmawiali z tym facetem.
Chłopak
został znokautowany ciosem w głowę i ocknął się, jak jego dziewczyna się już
wykrwawiła.
Należało
jej pilnować i to również Will zawalił.
Inna
z kobiet wyjechała sama, zanim zdążyli jej przypilnować, bo po prostu zadbała o
swoje bezpieczeństwo niezależnie od tego, co powinno zrobić FBI, a dokładniej,
co powinien zrobić Will.
Szczęśliwie,
umiała zadbać o siebie, więc była nie do znalezienia.
W
ciągu dnia natomiast, kiedy Wolf pilnował Abi, Will miał spotkanie w miejscu
wyznaczonym przez Davida z nim i jego kumplami, by ustalić jakąś wspólną
strategię ochrony Abigail i Hannah.
David
miał niezłą wprawę w tym, co proponował, bo chronił już swoją kobietę, Maggie,
kobietę Alexa, Sophie, a potem kobietę Filipa, Annę.
Nie
wspominając o jego pracy dla SWAT.
Dlatego
właśnie Will mógłby zgodzić się na wychodzenie Abigail do szkoły i pracy, na
jej wizyty u mamy i brata, na prawie normalne życie dla niej w ciągu dnia,
byleby tylko miał ją bezpieczną w nocy.
Sonic
Abigail został na parkingu podziemnym pod mieszkaniem, w którym Filip miał
swoje biuro i większość sprzętu, więc miał w nim zamontować GPS, by dało się
namierzyć Abi, gdyby jechała nim i z jakiegokolwiek powodu zniknęła swojej
ochronie.
Will
umówił się z Filipem, że również zamontuje urządzenie namierzające w torebce
Abi, bo miał ograniczony budżet i FBI nie miała mu dać żadnego do dyspozycji, a
naprawdę chciał zapewnić tej
dziewczynie w miarę normalne życie.
Lionel
zaopiekował się pozostałymi dwiema kobietami i już wcześnie rano zabrał je do
drugiego bezpiecznego mieszkania, więc w tym mieszkaniu zostali tylko oni
dwoje.
Will
nie zamierzał oddawać opieki nad tą dziewczyną nikomu innemu.
W
ciągu dnia miała przebywać w szkole lub pracy, u Aleka i Sama, u Sparków lub u
swojej mamy, ciągle ochraniana przez Wolfa lub jednego z kumpli Davida i
Filipa.
W
nocy miała być pod wyłączną ochroną Willa.
Ograniczony
budżet spowodował, że za to jedno mieszkanie Will musiał zapłacić, bo po
odejściu dwóch z kobiet, które mieli objąć ochroną, szefostwo zamierzało
umieścić wszystkich w jednym mieszkaniu i odciąć od świata zewnętrznego.
Ale
nie żałował.
Abigail
zasługiwała na to, żeby wydał na nią trochę pieniędzy, a on od dawna nie miał nikogo,
na kogo chciałby cokolwiek wydawać.
Nie
zamierzał jednak jej o tym mówić.
Will
myślał o tym wszystkim, kiedy przeszedł do kuchni i wstawił wodę, by zrobić
sobie kawę z mlekiem do kolacji.
Abigail
była po południu na imprezie, więc być może nie chciałby nic do jedzenia, ale
on był głodny i właśnie zamierzał coś sobie zrobić.
-
Co robisz? - Will usłyszał za plecami cichy głos Abi, kiedy zagadał do lodówki,
by ocenić, co mógł sobie przygotować do jedzenia.
-
Właściwie nie wiem - przyznał, odwracając się do dziewczyny, która weszła do
kuchni i patrzyła na niego z lekkim uśmiechem.
Nie
wiedział, jak ona to robiła.
Nadal
była pogodna, nadal była piękna i wyglądała, jakby miała zamiar się nim zająć,
kiedy było dla Willa oczywiste, że sama potrzebowała opieki.
-
Chciałem zrobić co do jedzenia i sprawdzam, co tu mamy - powiedział do Abigail.
-
Umiesz gotować - Abi zapytała z powątpiewaniem w głosie i Will poczuł, że jego
duma została naruszona, chociaż przecież nie
umiał gotować.
Ale…
Abi w niego wątpiła?
-
Kanapkę mogę zrobić - przyznał.
-
A może ja ugotuję, a ty pomożesz mi z komputerem, bo potrzebuję otworzyć kilka
plików - zapytała młoda kobieta, która najwyraźniej nie wątpiła w umiejętności
Willa, ale po prostu potrzebowała go do czegoś innego.
-
Dobrze - mruknął Will i wycofał się z kuchni, by podejść do biurka, stojącego w
kącie salonu.
Dziesięć
minut później kawa była zrobiona, a na talerzach leżały kanapki, które słabo
przypominały te, które zwykle robił sobie Will, przede wszystkim dlatego, ze
spomiędzy kawałków pieczywa wręcz wylewało się wypełnienie, a ponadto były
ciepłe.
Usiedli
naprzeciwko siebie przy stoliku, który stał niedaleko aneksu kuchennego i jedli
w milczeniu, a Will myślał o tym, jak lubił mieć kogoś, kto tak o niego dbał.
Nie
miał tego ze swoją byłą żoną.
Po
zjedzeniu Will zawołał - Zostaw to na chwilę i chodź ze mną - a potem wyciągnął
rękę i złapał Abi, by zaprowadzić ją do komputera.
Tam
posadził ją na obrotowym krześle i pokazał jej system, który był zainstalowany
na tym sprzęcie, a potem Abi poszła do swojego pokoju po pendrive, a Will zajął
się sprzątaniem po ich kolacji.
Kiedy
Abi wróciła, zajęła się swoją pracą i nie odezwała się na temat tego, że Will
zmywał i chował resztki do lodówki.
Kiedy
Will skończył w kuchni, usiadł na kanapie i wyjął telefon, żeby sprawdzić
aktualności, a Abi pracowała na komputerze jeszcze przez pół godziny.
Nie
przeszkadzał jej.
Ale
to też musiało się kiedyś skończyć i wtedy Will poczuł pewną niezręczność
płynącą ze strony Abi.
Will
nie rozumiał tego, dopóki Abi nie odezwała się niepewnie i jąkając się - T-to
może ja… może już pójdę się położyć.
-
Tak - powiedział Will i poderwał się z kanapy.
Kiedy
odwrócił się w jej kierunku, zobaczył, ze komputer był wyłączony, a Abi stała
przy nim, zaczerwieniona i lewą ręką kręcąca palce prawej dłoni.
- Abi - powiedział Will, robiąc dwa duże kroki w
stronę dziewczyny, a kiedy się zatrzymała w swoim postępie w kierunku jej
pokoju, on również przystanął - Chcę, żebyś wiedziała, że doceniam to, jak się dzisiaj zachowałaś. Byłaś taka dzielna.
-
Och - westchnęła i zrobiła dziwną minę.
-
Serio - powiedział Will, patrząc na nią uważnie - Doceniam to, że nie wpadłaś w histerię, byłaś spokojna i wspierałaś
Jacka.
-
Dzięki - wymamrotała wreszcie Abigail, po czym odwróciła głowę, spojrzała w
stronę sypialni i dodała z westchnieniem - To ja już pójdę.
-
Tak - zgodził się Will - Dobranoc Abigail - dodał pożegnanie, na które jakby
trochę się zrelaksowała, więc miał je ochotę powtórzyć.
Zresztą
uwielbiał wymawiać jej imię.
-
Dobranoc Will - usłyszał ciche pożegnanie i to też miał ochotę, żeby się powtórzyło.
Uwielbiał,
jak Abigail wymawiała jego imię.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń