poniedziałek, 5 czerwca 2023

7 - Byłaś taka dzielna (cz.2)

 

Rozdział 7

Byłaś taka dzielna (cz.2)

 

*****

Widziałam, że Eva też na to patrzyła, ale nie smuciła się, tylko się uśmiechała, jakby cieszyło ją to, że te dzieci w ogóle mogły się bawić zamiast pracować.

W duchu porównałam ją do mojej mamy i westchnęłam z żalu.

Chciałabym mieć taką mamę, jaką była Eva.

Kiedy Will przyjechał po mnie, przekonałam się, że rozmawiał wcześniej z Davidem i, być może, z Filipem, bo obaj byli przy mnie, kiedy wszedł do domu Evy i Jimmy’ego.

- Abigail - powiedział David i, pomimo tego, że go lubiłam, moje imię nie wzbudziło we mnie takich dreszczy, jak to się działo, kiedy mówił je Will, więc upewniłam się, że to chodziło o niego - Naprawdę powinnaś przenieść się tymczasowo do bezpiecznego mieszkania z Willem.

Byliśmy w pokoju gościnnym, który zajmował tymczasowo Jack, bo tam zostawiłam te rzeczy, które dla niego przywiozłam ze sobą i sprawdzałam, co jeszcze mogłoby mu być potrzebne, skoro zanosiło się, że miał tam zostać również na niedzielę.

Will przyszedł do tego pokoju od razu po przyjeździe, więc i po tym wiedziałam, że na bieżąco porozumiewał się z Davidem i Filipem.

- David… - powiedziałam to, co powiedziałam wcześniej Willowi, więc podejrzewałam, że zdążyli to omówić we trzech - ja mam swoje życie. Chodzę do szkoły, mam sprawdziany i zaliczenia, mam projekty z kół, w pracy których uczestniczę, a do tego Jack mnie potrzebuje, podobnie jak mama i Abel.

- Słonko - powiedział Will łagodnie i wiedziałam, co usłyszę, zanim faktycznie to usłyszałam - Mówiłem ci, że musisz żyć, żeby mieć życie.

- Tak, mówiłeś - przyznałam niechętnie.

- I sądziłem, że zrozumiałaś to - kontynuował Will.

- Ale dzisiaj miałam Wolfa i było dobrze - nagle trochę zabrzmiałam jak rozkapryszone dziecko, co stało się chyba po raz pierwszy w moim życiu, i wiedziałam o tym, ale nie chciałam się poddać.

- Ale w twoim domu nie ma alarmu i bardzo łatwo tam wejść - Will powiedział mi coś, co wszyscy chyba wiedzieli, nie tylko ja.

Zamknęłam się, bo to była prawda, a ja nie mogłam przy tamtych facetach powiedzieć, że wchodził do mnie przez okno i był ze mną co noc przez godzinę, więc mógłby zostawać dłużej.

- Możesz nocować w bezpiecznym mieszkaniu, spędzać tam większość dnia, a do szkoły i pracy jeździć z Wolfem, Willem lub którymś z nas - zaproponował David rozwiązanie, które mi się spodobało.

Zagryzłam wewnętrzną stronę boku dolnej wargi i spojrzałam na niego z namysłem spod oka.

To był jakiś kompromis.

To mogłoby zadziałać.

Gdybym mogła uczestniczyć w zajęciach, w jakich uczestniczyłam do tej pory, miałabym nadal szansę na dobre oceny, na dodatkowe punkty, a co za tym szło na stypendium do college’u.

Nigdy do tej pory nie powiedziałam Willowi o moich planach na przyszłość, więc nie wiedział, jakie to było dla mnie ważne.

Skinęłam głową i zobaczyłam, jak Will się rozluźnił.

- Musimy porozmawiać z Oli’m - poinformowałam go, na co zmarszczył brwi - On ma wpływ na mamę, a może też porozmawia z tatą i wyjaśni wszystko. Mama nie będzie miała do mnie żalu, pomoże to zrozumieć Ablowi i pozwoli mi się ukryć.

Wibracje, jakie wtedy poczułam od Davida i Willa stały się bardziej ciepłe i wyrozumiałe.

Dopiero wtedy zauważyłam, że Filip jako jedyny przyglądał się, przysłuchiwał, ale ani razu nie odezwał się, nie wtrącał się w to.

Pojechaliśmy do mojego domu w ten sam sposób, w jaki jeździłam przez cały dzień z Wolfem, czyli Will jechał za mną swoim pickupem.

Weszłam do domu, a Will zniknął gdzieś na ulicy.

Na miejscu okazało się, że Oli już zadzwonił do mamy, więc była przygotowana na moją wyprowadzkę, ale musiałam sama usiąść z Ablem, by wytłumaczyć mu, że wyjeżdżałam na kilka dni i nie będę z nim spędzała tak dużo czasu, jak wcześniej.

- Ale przyjdziesz na przedstawienie do przedszkola? - zapytał mój zasmucony braciszek.

Pomyślałam, że było mu trudno zrozumieć, że Anie tam nie będzie, skoro była w szpitalu, a nawet jak by z niego wyszła, była opuchnięta.

- Przyjdę - obiecałam.

- Dobrze - Abel rozpromienił się, uściskał mnie mocno, a potem puścił, bym mogła pójść do swojego pokoju, spakować torbę przynajmniej na kilka nocy i dni szkolnych oraz drugą z moimi torbami i przyborami malarskimi, bo nie zamierzałam przestać malować.

Torbę z przyborami szkolnymi, miałam na szczęście spakowaną po swoich zajęciach, więc jeszcze tylko uruchomiłam wiekowy komputer, który stał na moim biurku i był używany wyłącznie w celach szkolnych, by nagrać na pendrive pliki, które mogły być mi potrzebne w najbliższym tygodniu.

Will obiecał mi, że będę miała dostęp do jakiegoś komputera w tamtym bezpiecznym mieszkaniu.

Kiedy miałam wszystko naszykowane, dałam znać SMS-em Willowi, że wychodzę, pożegnałam się ostatecznie z mamą i poszłam do drzwi, zabierając wszystkie torby.

Dojazd do bezpiecznego mieszkania nie był łatwy i przyjemny, bo swój samochód musiałam zostawić na podziemnym parkingu pod jakimś blokiem.

Miłe było to, że Will zabrał mnie na swój motocykl, kiedy wszystkie moje rzeczy zabrał jeden z jego kolegów do swojego samochodu, by zawieźć je inną drogą do miejsca, gdzie mieliśmy się jeszcze raz przesiąść.

Dziwne było to, że wysiedliśmy i poszliśmy do jakiegoś korytarza, zamiast po prostu się przesiąść.

Nie pytałam, po co było to wszystko, bo ufałam Willowi.

Will wyjął z kufra motocykla tę samą skórzaną kurtkę, którą miał dla mnie poprzednio, za pierwszym razem, jak jechałam na jego Harleyu i podał mi ją, mówiąc, że powinnam się przebrać, chociaż była zbyt cienka na chłód październikowego popołudnia.

Lubiłam to, że Will miał dla mnie tę ramoneskę i ten sam kask, a na dodatek zadbał, by mi było ciepło, martwiąc się, że była zbyt cienka, a później owijając moją szyję długim, ciepłym szalem, który zawiązał na moich plecach, by nie spadł w czasie jazdy i podając mi skórzane rękawiczki.

Cóż, te ostatnie były zbyt duże, ale nie narzekałam.

Obiecałam sobie w niedalekiej przyszłości wyprawę do jakiegoś sklepu, by kupić dla siebie dłuższy, ciepły sweter z golfem, by w nim jeździć na motocyklu i lepiej pasujące rękawiczki.

I dobrze by było, bym miała do tego wysokie buty.

I może grubszą kurtkę, i spodnie.

Ale nie myślałam o tym, kiedy w okolicy jakiegoś magazynu przesiedliśmy się do pickupa Willa, do którego przepakowaliśmy moje rzeczy, które zostawił tam jego kumpel i wreszcie, po godzinie krążenia po mieście, dotarliśmy do tego mieszkania, w którym właśnie stałam.

*****

Wiliam

Kiedy Will wrócił z parkingu, od samochodu z torbami Abi, ta stała nadal na środku salonu, jakby nie miała w sobie siły, by zwiedzić miejsce, w którym miała spędzić następne kilka do kilkunastu dni.

Nie dziwił jej się.

W rzeczywistości dziwił się, że tak długo była taka dzielna.

Zostawił torby tuż za progiem, starannie zamknął drzwi, kiedy nadal nie reagowała i podszedł do niej, by dotknąć jej ramienia.

- Hej, co jest? - spytał Will, ale przecież wiedział.

Abigail wreszcie odpuściła i pozwoliła sobie na to, by przestać udawać dzielną, bo nie musiała tego robić przy nim.

Pomylił się.

Wyprostowała plecy, podniosła brodę i spojrzała na niego, a potem uśmiechnęła się łagodnie, jakby chciała go pocieszyć.

- Nic - powiedziała - Nic mi nie jest.

Już miał powiedzieć, że nie musiała tego robić, ale nie zdążył, bo spojrzała na torby, które porzucił, a potem z powrotem na niego.

- Może się rozpakuję - stwierdziła cicho - Który pokój jest mój?

Ruszyła po torby, a Will ruszył za nią, marszcząc brwi w niezrozumieniu i niepokoju, bo to nie było normalne.

Była bardzo młoda, a spadło na nią naprawdę dużo.

Powinna płakać, martwić się, a może nawet histeryzować.

Nie powinna ot tak przechodzić nad tym dalej, jakby ciężar tego całego gówna nie robił na niej żadnego wrażenia.

Złapała jedną torbę w rękę, kiedy do niej dotarł i zabrał jej spod ręki drugą, a jednocześnie wyciągnął drugą rękę po jej torbę szkolną.

- Chodźmy tam - skinął brodą w kierunku korytarza, do którego wejście było w drugim końcu salonu.

Abigail ruszyła w tamtą stronę, a Will podążył za nią.

Kiedy znalazła się w korytarzyku, przystanęła i Will się z nią zrównał.

- Tu jest twoja sypialnia - wyciągnął brodę w kierunku jednych drzwi, a kiedy je otworzyła i stanęła w progu, przechylił głowę i dodał - Tam jest druga sypialnia.

Kiedy weszli do pokoju przeznaczonego dla niej, Abi zatrzymała się, a potem zrobiła kolejne dwa kroki, jakby nie była pewna, co miało być dalej, więc Will minął ją, podszedł do łóżka, by odłożyć trzymane torby.

- Dziękuję - powiedziała Abi i poszła tam z tą torbą, którą niosła, by ją również tam odłożyć.

- Nie ma za co - mruknął Will, a potem odwrócił się do niej całkiem przodem, spojrzał w jej oczy i rozkazał - Rozgość się, odśwież, a potem przyjdź do kuchni. Pokażę ci co tam mamy. Naprzeciwko twoich drzwi jest łazienka, są tam ręczniki, kosmetyki, ale sprawdź czy czegoś jeszcze nie potrzebujesz, to dokupię.

- Okej - powiedziała cicho Abi, westchnęła i odwróciła wzrok do swoich rzeczy, więc Will skinął głową, odsunął się o krok, a potem zdecydowanym ruchem opuścił pomieszczenie.

Miał tam ze sobą również torbę z rzeczami dla siebie i początkowo nie zamierzał zajmować sypialni, ale teraz dowiedział się, że będą mieszkali tam tylko we dwójkę, więc przeniósł ją do drugiego pokoju, by tam przyszykować sobie miejsce do spania.

Powód, dla którego byli tam tylko we dwójkę, pieprzył go całkowicie.

Bowiem poprzednia noc i cała sobota były dla Willa bardzo pracowite i obfitujące w złe wiadomości.

Pierwsze było wszystko to, co dotyczyło Hannah, bo Will dowiedział się, że siostra Abigail była obserwowana i śledzona od pewnego czasu, co dało skutek w postaci przyłapania jej w czasie tego wyjątkowego wypadu do lekarza, kiedy chciała być sama, więc nie przyznała się nikomu, że tam pojechała.

Co prawda Billy, David i Oli byli w pracy, ale byli przecież inni.

Filip przeszukiwał wraz z Alehandro przeszukiwali bazy danych, ale mogli się oderwać i ją osłaniać, co podobnie mogło zrobić też kilku innych facetów.

Ale najgorsza była dla Willa świadomość tego, że to on zlekceważył przeciwnika i nie przypilnował bezpieczeństwa tych kilku niewinnych, często niczego nie świadomych kobiet.

Dodatkowym pechem było to, że Hannah była uczulona na lateks, ten kutas postanowił użyć prezerwatywy, a najstarsza z sióstr Sensible była w ciąży i przez to wszystko straciła dziecko, a możliwe było i to, że straci życie.

Will nie miał odwagi powiedzieć tego Abi.

Był cholernie zadowolony, że miał dużo pracy w nocy, bo inaczej chyba strzelił sobie w ten swój głupi łeb za to, jak koncertowo spierdolił swoją, jak sądził, rutynową, robotę.

Nad ranem dowiedzieli się jeszcze czegoś gorszego.

Sara Thinny, dziewczyna brata Cienkiego, jednego z szajki, została zamordowana ciosem nożem w szyję, kiedy wracali we dwójkę z bratem Cienkiego do domu po wizycie u rodziny.

Dziewczyna dość zdecydowanie przeciwstawiała się działalności szajki i nie pozwoliła na wplątanie swojego chłopaka w te poczynania, ale wiedziała o wszystkim, bo o wszystkim rozmawiali z tym facetem.

Chłopak został znokautowany ciosem w głowę i ocknął się, jak jego dziewczyna się już wykrwawiła.

Należało jej pilnować i to również Will zawalił.

Inna z kobiet wyjechała sama, zanim zdążyli jej przypilnować, bo po prostu zadbała o swoje bezpieczeństwo niezależnie od tego, co powinno zrobić FBI, a dokładniej, co powinien zrobić Will.

Szczęśliwie, umiała zadbać o siebie, więc była nie do znalezienia.

W ciągu dnia natomiast, kiedy Wolf pilnował Abi, Will miał spotkanie w miejscu wyznaczonym przez Davida z nim i jego kumplami, by ustalić jakąś wspólną strategię ochrony Abigail i Hannah.

David miał niezłą wprawę w tym, co proponował, bo chronił już swoją kobietę, Maggie, kobietę Alexa, Sophie, a potem kobietę Filipa, Annę.

Nie wspominając o jego pracy dla SWAT.

Dlatego właśnie Will mógłby zgodzić się na wychodzenie Abigail do szkoły i pracy, na jej wizyty u mamy i brata, na prawie normalne życie dla niej w ciągu dnia, byleby tylko miał ją bezpieczną w nocy.

Sonic Abigail został na parkingu podziemnym pod mieszkaniem, w którym Filip miał swoje biuro i większość sprzętu, więc miał w nim zamontować GPS, by dało się namierzyć Abi, gdyby jechała nim i z jakiegokolwiek powodu zniknęła swojej ochronie.

Will umówił się z Filipem, że również zamontuje urządzenie namierzające w torebce Abi, bo miał ograniczony budżet i FBI nie miała mu dać żadnego do dyspozycji, a naprawdę chciał zapewnić tej dziewczynie w miarę normalne życie.

Lionel zaopiekował się pozostałymi dwiema kobietami i już wcześnie rano zabrał je do drugiego bezpiecznego mieszkania, więc w tym mieszkaniu zostali tylko oni dwoje.

Will nie zamierzał oddawać opieki nad tą dziewczyną nikomu innemu.

W ciągu dnia miała przebywać w szkole lub pracy, u Aleka i Sama, u Sparków lub u swojej mamy, ciągle ochraniana przez Wolfa lub jednego z kumpli Davida i Filipa.

W nocy miała być pod wyłączną ochroną Willa.

Ograniczony budżet spowodował, że za to jedno mieszkanie Will musiał zapłacić, bo po odejściu dwóch z kobiet, które mieli objąć ochroną, szefostwo zamierzało umieścić wszystkich w jednym mieszkaniu i odciąć od świata zewnętrznego.

Ale nie żałował.

Abigail zasługiwała na to, żeby wydał na nią trochę pieniędzy, a on od dawna nie miał nikogo, na kogo chciałby cokolwiek wydawać.

Nie zamierzał jednak jej o tym mówić.

Will myślał o tym wszystkim, kiedy przeszedł do kuchni i wstawił wodę, by zrobić sobie kawę z mlekiem do kolacji.

Abigail była po południu na imprezie, więc być może nie chciałby nic do jedzenia, ale on był głodny i właśnie zamierzał coś sobie zrobić.

- Co robisz? - Will usłyszał za plecami cichy głos Abi, kiedy zagadał do lodówki, by ocenić, co mógł sobie przygotować do jedzenia.

- Właściwie nie wiem - przyznał, odwracając się do dziewczyny, która weszła do kuchni i patrzyła na niego z lekkim uśmiechem.

Nie wiedział, jak ona to robiła.

Nadal była pogodna, nadal była piękna i wyglądała, jakby miała zamiar się nim zająć, kiedy było dla Willa oczywiste, że sama potrzebowała opieki.

- Chciałem zrobić co do jedzenia i sprawdzam, co tu mamy - powiedział do Abigail.

- Umiesz gotować - Abi zapytała z powątpiewaniem w głosie i Will poczuł, że jego duma została naruszona, chociaż przecież nie umiał gotować.

Ale… Abi w niego wątpiła?

- Kanapkę mogę zrobić - przyznał.

- A może ja ugotuję, a ty pomożesz mi z komputerem, bo potrzebuję otworzyć kilka plików - zapytała młoda kobieta, która najwyraźniej nie wątpiła w umiejętności Willa, ale po prostu potrzebowała go do czegoś innego.

- Dobrze - mruknął Will i wycofał się z kuchni, by podejść do biurka, stojącego w kącie salonu.

Dziesięć minut później kawa była zrobiona, a na talerzach leżały kanapki, które słabo przypominały te, które zwykle robił sobie Will, przede wszystkim dlatego, ze spomiędzy kawałków pieczywa wręcz wylewało się wypełnienie, a ponadto były ciepłe.

Usiedli naprzeciwko siebie przy stoliku, który stał niedaleko aneksu kuchennego i jedli w milczeniu, a Will myślał o tym, jak lubił mieć kogoś, kto tak o niego dbał.

Nie miał tego ze swoją byłą żoną.

Po zjedzeniu Will zawołał - Zostaw to na chwilę i chodź ze mną - a potem wyciągnął rękę i złapał Abi, by zaprowadzić ją do komputera.

Tam posadził ją na obrotowym krześle i pokazał jej system, który był zainstalowany na tym sprzęcie, a potem Abi poszła do swojego pokoju po pendrive, a Will zajął się sprzątaniem po ich kolacji.

Kiedy Abi wróciła, zajęła się swoją pracą i nie odezwała się na temat tego, że Will zmywał i chował resztki do lodówki.

Kiedy Will skończył w kuchni, usiadł na kanapie i wyjął telefon, żeby sprawdzić aktualności, a Abi pracowała na komputerze jeszcze przez pół godziny.

Nie przeszkadzał jej.

Ale to też musiało się kiedyś skończyć i wtedy Will poczuł pewną niezręczność płynącą ze strony Abi.

Will nie rozumiał tego, dopóki Abi nie odezwała się niepewnie i jąkając się - T-to może ja… może już pójdę się położyć.

- Tak - powiedział Will i poderwał się z kanapy.

Kiedy odwrócił się w jej kierunku, zobaczył, ze komputer był wyłączony, a Abi stała przy nim, zaczerwieniona i lewą ręką kręcąca palce prawej dłoni.

-  Abi - powiedział Will, robiąc dwa duże kroki w stronę dziewczyny, a kiedy się zatrzymała w swoim postępie w kierunku jej pokoju, on również przystanął - Chcę, żebyś wiedziała, że doceniam to, jak się dzisiaj zachowałaś. Byłaś taka dzielna.

- Och - westchnęła i zrobiła dziwną minę.

- Serio - powiedział Will, patrząc na nią uważnie - Doceniam to, że nie wpadłaś w histerię, byłaś spokojna i wspierałaś Jacka.

- Dzięki - wymamrotała wreszcie Abigail, po czym odwróciła głowę, spojrzała w stronę sypialni i dodała z westchnieniem - To ja już pójdę.

- Tak - zgodził się Will - Dobranoc Abigail - dodał pożegnanie, na które jakby trochę się zrelaksowała, więc miał je ochotę powtórzyć.

Zresztą uwielbiał wymawiać jej imię.

- Dobranoc Will - usłyszał ciche pożegnanie i to też miał ochotę, żeby się  powtórzyło.

Uwielbiał, jak Abigail wymawiała jego imię.


 

1 komentarz: