środa, 7 czerwca 2023

8 - Dobre zakończenie złego dnia (cz.1)

 

Rozdział 8

Dobre zakończenie złego dnia (cz.1)

Abigail

 

 

Dobę później…

To był drugi późny wieczór, kiedy powiedzieliśmy sobie z Willem Dobranoc, a ja znowu miałam to przemożne wrażenie, że on, podobnie jak i ja, nie chciał się żegnać, że chciał bym poszła do jego łóżka, albo żeby on poszedł do mojego i żebyśmy się przytulali do snu.

Chociaż to może było po prostu moje marzenie.

Poprzedniego poszłam do pokoju, który był dla mnie przeznaczony, stanęłam tuż za progiem po zamknięciu drzwi za sobą i rozejrzałam się bezradnie, bo poczułam to znowu i bardzo tego nie lubiłam.

Byłam tak strasznie samotna.

Anie leżała gdzieś tam w szpitalu nieprzytomna, zmieniona po reakcji alergicznej, być może zniszczona.

Jack, który był mi bliski jak brat, pozostawał w obcym domu, chociaż wśród przyjaciół, być może równie zrozpaczony i samotny jak ja.

Billy zagubił się w swojej rozpaczy.

Tata był tak strasznie daleko i tak okropnie nieosiągalny.

A Will, jedyny który był w miarę blisko, był odgrodzony ode mnie ścianą i… niedostępny.

Miałam wrażenie, że on chciał być ze mną tak samo, jak ja chciałam być z nim, ale coś mu na to nie pozwalało i sądziłam, że wiedziałam, co to było, więc chciałam mu to ułatwić i tym samym mieć go dla siebie.

Jeśli się nie myliłam, chodziło o dwie sprawy.

Po pierwsze byłam niepełnoletnia i w świetle prawa nie mógł mnie dotykać, bo nie byliśmy nawet spokrewnieni, więc każdy dotyk byłby niewłaściwy.

Nie akceptowałam tego, ale to rozumiałam.

Po drugie natomiast, byłam tą, której bezpieczeństwo miał ochraniać, więc musiał się skupić na tym, a nie na moim dobrym samopoczuciu i dlatego nie mógł mnie dotykać w żaden sposób.

Ale potrzebowałam go.

Tak strasznie potrzebowałam tego, by Will mnie dotknął, by mnie przytulił.

Nie w kontekście seksualnym, ale dla bliskości.

Położyłam się w swoim łóżku, przykryłam się kołdrą, zgasiłam światło lampki na stoliku nocnym i starałam się być taka dzielna, jak on chwalił, że byłam.

Ale nie spałam dobrze i nie spałam długo.

Obudziłam się bardzo wcześnie, zanim świtało i leżałam bez ruchu, nasłuchując odgłosów dochodzących z tego obcego mi miejsca.

Przekonałam się, że wszystkie okna były zasłonięte roletami, które nie przepuszczały światła, więc musiały być jakoś wzmocnione, pogrubione i uznałam, że było to związane z koniecznością ukrywania faktu, że wieczorem paliło się tutaj światło.

Nie było widać nawet światła lamp z ulicy i parkingu.

Nie było słychać żadnych odgłosów z sąsiedztwa, więc albo ściany były dobrze wygłuszone, albo ludzie tu mieszkający wychodzili później do pracy.

Słabo widziałam pokój, ale już poprzedniego dnia przekonałam się, że był bezosobowy, nijaki.

Bez dekoracji, obrazków, wazonów, bibelotów, koców, poduszek ani kolorów, niczego, co mogłoby go jakoś ocieplić.

Ale przecież nikt nie miał tam mieszkać.

To było tylko tymczasowe schronienie.

Mój telefon leżał, jak go zostawiłam wieczorem, na szafce nocnej, ale był wyłączony, bo Will poprzedniego wieczoru kazał mi to zrobić, jeszcze zanim przesiedliśmy się na jego motocykl.

W mieszkaniu przed snem dał mi inny telefon, taki na kartę i powiedział, bym go używała, kiedy będę w bezpiecznym mieszkaniu lub w drodze do niego.

Moją komórkę miałam włączyć później i używać w szkole, sklepie, u mamy w pracy lub w każdym innym miejscu, kiedy poruszałam się Sonic’iem.

Szczęśliwie, do pamięci tego nowego telefonu miałam od razu wpisany numer mamy, Evy i Aleka, a także, oczywiście, Willa, Davida i Wolfa.

Wzięłam do ręki ten aparat, by nacisnąć przycisk z boku i dowiedzieć się, która była godzina, a kiedy zobaczyłam, że dopiero dochodziła szósta rano, przytrzymałam go przez chwilę, bo powinnam zadzwonić do mamy.

Było bardzo wcześnie, ale mama wstawała o szóstej.

Nie chciałam tego robić, nie chciałam rozmawiać z moją mamą, ale wiedziałam, że powinnam to zrobić, może nawet zanim zjadłabym śniadanie, ale najpóźniej po nim, bo inaczej będzie rozpaczała i opowiadała wszystkim, jaką byłam niewdzięczną córką.

Ale chciałam to zrobić ze względu na Abla i na samą Anie.

Odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka, położyłam się z powrotem na plecach i zamknęłam oczy, by rozmyślać w ciemnościach teraz-mojej sypialni.

Nie mierzyłam czasu, ale też nie myślałam o tym, więc, kiedy po prostu w pewnym momencie uznałam, że powinnam wstać, sięgnęłam ponownie w bok, by z szafki nocnej wziąć telefon i sprawdzić na nim godzinę, przekonałam się, że była już siódma.

O tej porze zwykle wstawałam w ciągu tygodnia, więc nie było niczym niezwykłym, że zapaliłam światło, odrzuciłam kołdrę i wstałam, by naszykować się na mój dzień.

Był chłodny październik i wychodząc powinnam założyć coś cieplejszego, ale w mieszkaniu było ciepło, bo najwidoczniej działało ogrzewanie.

Postanowiłam więc założyć tylko joggery i t-shirt, a na nogi grube skarpetki, co znalazłam bez problemu na półce wbudowanej szafy wraz z majtkami i z tym wszystkim w ręku poszłam do łazienki.

Weszłam tam, odłożyłam trzymane w ręku ubrania na blat obok umywalki, zamknęłam za sobą drzwi, bo chciałam wziąć prysznic, znalazłam w szafce pod umywalką duży ręcznik i wtedy pojawił się problem.

Bowiem uświadomiłam sobie, że właśnie byłam w tym mieszkaniu z Willem i tylko z nim.

Był tuż obok, za ścianą.

Miałam się rozebrać do naga, by wejść pod prysznic?

Na samą myśl o tym zrobiło mi się jednocześnie gorąco i przeszedł mnie dreszcz, bo zawstydziłam się samej myśli o tym, ale też poczułam… podniecenie.

Stałam z czołem opartym o drzwi do łazienki i rozmyślałam o tym, a potem wyprostowałam się, przekręciłam zabezpieczenie w drzwiach, odwróciłam się do lustra i zaczęłam się rozbierać.

Patrzyłam na siebie w lustrze, kiedy zapinałam włosy w niechlujny kok na czubku głowy i prawie dyszałam, kiedy uświadomiłam sobie, że to było właśnie to, o czym mówiły dziewczyny w szkole.

Pożądałam Willa.

Musiałam ukryć moje pożądanie głęboko dla naszego bezpieczeństwa i wiedziałam to, ale wiedziałam też, że to było właśnie to, na co czekałam do tej pory, na co kobiety czekały czasem przez całe życie, czego czasem nigdy nie dostawały.

Will był moją drugą połówką, moim Jedynym i nigdy nie będę mogła znaleźć nikogo lepszego.

Nie byłam głupiutką nastolatką zadurzoną w dorosłym facecie.

Znałam siebie i swoje reakcje, więc wiedziałam, że to było to.

Pod prysznicem pozwoliłam sobie wreszcie na chwilę rozluźnienia, chociaż nie zrelaksowałam się całkowicie, kiedy ciepła woda obmywała moje ciało, ale nie umyłam włosów, bo myłam je dzień wcześniej, przed imprezą urodzinową Davie’go, więc wciąż miałam je wysoko upięte, i dlatego mój pobyt tam nie trwał długo.

Kiedy wytarłam się, nasmarowałam skórę swoim ulubionym balsamem o zapachu kwiatu pomarańczy, który zabrałam z domu, a potem sprzątnęłam pomieszczenie po mojej bytności tam, wyszłam z łazienki, by przekonać się, że mieszkanie nadal było ciche i ciemne.

Zmarszczyłam brwi, bo to chyba oznaczało, że Will jeszcze spał, ale uznałam, że skoro nie obudził się, kiedy byłam w łazience, nie będę mu przeszkadzała, szykując w kuchni śniadanie.

Zostawiłam w sypialni rozwieszony na krześle mokry ręcznik, moją piżamę i poszłam do kuchni, gdzie od razu zapaliłam światło nad blatem, skoro rolety były pozaciągane, a nie byłam pewna, czy mogłam je podnieść i ruszyłam, by zbadać zawartość lodówki.

Okazało się, że było tam wszystko, czego mogłabym potrzebować na kilka różnych zestawów śniadań, ale nie miałam ochoty na nic wymyślnego.

Trochę moja mama, ale głównie Ewa i Anie nauczyły mnie gotować.

Bardzo często robiłyśmy to wspólnie w kuchni naszej mamy, ale były też dni, kiedy robiłyśmy to na zmianę, jedna dla wszystkich osób w rodzinie, więc umiałam dobrać składniki dla dwóch osób i zrobić jajecznicę nie-taką-całkiem prostą, ale na szynce i z dodatkiem papryki, cebuli, pomidorów, a nawet sera szwajcarskiego, jak ją przyrządzała Anie.

To wszystko było tam i wiedziałam to po tym, jak poprzedniego wieczoru szykowałam kanapki, które, jak się przekonałam, smakowały Willowi.

Włączyłam również gaz, by zagotować wodę na kawę, bo pijałam rano zwykłą kawę z mlekiem, chociaż robiłam to w naszym domu jako jedyna, bo Anie wolała kawę zbożową, a mama herbatę.

Nie wiedziałam, co lubiła Lucy, bo nie zdarzyło mi się jeść z nią śniadania od tak wielu tygodni, a może nawet miesięcy, że to, co pamiętałam, było nieistotne i, prawdopodobnie, nieaktualne.

Kończyłam już i zamierzałam zdjąć patelnię z jajecznicą z kuchenki, kiedy usłyszałam za plecami chrząknięcie.

Podskoczyłam, bo zamyśliłam się i zapomniałam, że nie byłam tam sama, a potem gwałtownie odwróciłam, szczęśliwie zostawiając patelnię na ogniu, ale wymachując łopatką.

Drobiny jajecznicy pofrunęły przez pomieszczenie.

Za moimi plecami, na jego szczęście, niezbyt blisko, stał Will i przyglądał mi się z dziwną miną.

- Och - zawołałam wysokim głosem - Cześć. Dobrze, że jesteś, bo śniadanie gotowe.

- Cześć, Abi - powiedział Will o wiele spokojniej, niż ja to zrobiłam, podchodząc jednocześnie kilka kroków w moja stronę - Nie musiałaś…

- Nie musiałam, ale chciałam - przerwałam mu zdecydowanym tonem - Możesz wyjąć talerze? Nałożę nam.

- Nie zrobiłam ci kawy, bo nie wiedziałam jaką pijesz - poinformowałam go - ale woda niedawno się gotowała, więc możesz szybko sobie zrobić.

Kątem oka zobaczyłam, że od razu wyjął na blat z szafki drugi kubek, postawił obok mojego i przygotował sobie kawę.

Dokładnie taka samą, jak ja pijałam, czyli z mlekiem i jedną łyżeczką cukru.

Will już bez słowa podszedł do szafki, wyjął z jednej talerze, z szuflady obok kuchenki wyjął sztućce i porozstawiał to wszystko na podręcznym stoliku.

Skończyłam nakładanie jajecznicy i tostów na talerze w tym samym momencie, kiedy Will podszedł do blatu i zabrał kubki z naszą kawą.

Usiedliśmy i zabraliśmy się do jedzenia, w trakcie którego postanowiłam wybadać, co Will zaplanował na ten dzień.

- Chciałbym po śniadaniu zadzwonić do mamy - powiedziałam mu, zerkając, jak jadł jajecznicę chyba ze smakiem i zagryzał ją tostem, na którym położył masło do roztopienia.

- Dobrze - mruknął po tym, jak przełknął.

- Myślisz, że mogłabym ją odwiedzić? - zapytałam nieśmiało, bo przecież wiedziałam, że miałam być odizolowana ze względów bezpieczeństwa.

- Chyba tak, ale to jeszcze omówimy - powiedział Will, spoglądając na mnie, jakby oceniał moją determinację w dążeniu do tego spotkania.

Zapragnęłam go uspokoić, że nie musiałam tego robić.

- Najpierw porozmawiam z nią i zobaczymy - wymamrotałam do siebie, zajadając moją jajecznicę.

- Udało ci się wczoraj zrobić to, co potrzebowałaś do szkoły? - zapytał Will, a ja nie zrozumiałam go, więc podniosłam wzrok do jego oczu i zamrugałam ze zdziwienia - Na komputerze - uściślił.

- Och - zrozumiałam, o co pytał - Nie - przyznałam niechętnie - Wczoraj tylko sprawdziłam, czy będę mogła to otworzyć, a jeszcze muszę to opracować.

Westchnęłam ciężko, nie patrząc na niego, bo było to coś, czego nie umiałam i nie lubiłam robić, a to było zawstydzające.

- Muszę się nauczyć tego systemu - mówiłam - Nie bardzo sobie radzę z formatowaniem pisma, a co dopiero z robieniem prezentacji.

- Pomogę ci - rzucił Will, a ja spojrzałam na niego z nadzieją i radością.

- Naprawdę? - westchnęłam i brzmiała w tym czysta wdzięczność.

Nie miałam nikogo, kto umiałby i chciałby mi pokazać jak się robi prezentacje w PowerPoint’cie, a takie wymaganie dała nam pani Summit do przygotowania pracy zaliczeniowej o teatrze w starożytnej Grecji.

Will patrzył na mnie ciepło i łagodnie, ale nie był to ojcowski wyraz twarzy, chociaż był opiekuńczy.

Miałam wrażenie, że cieszył się, że będzie mógł mi pomóc.

Dalsza nasza rozmowa była niewymuszona i prawie radosna, jak na to, co mnie czekało w następnych godzinach i dniach, ale związana z tym, że zawsze nasze rozmowy były takie, kiedy mogliśmy sobie na nie pozwolić.

Zjedliśmy, a potem Will poszedł pod prysznic i ubrać się, kiedy ja sprzątałam w kuchni, bo doszłam do wniosku, że łatwiej będzie mi przetrwać wizję Willa nagiego pod prysznicem, jak będę tam zajęta.

Ale musiałam to zrobić, więc w końcu poszłam do mojej sypialni po telefon, bo nie było sensu dłużej odwlekać nieuniknionego, wybrałam numer do mamy i nacisnęłam Dzwoń.

Słuchałam kilku dzwonków, zanim mama odebrała z drżącym Halo?

- Dzień dobry, mamo - powiedziałam łagodnie, jak Anie nauczyła mnie, że trzeba postępować z mamą - Tu Abigail, ale nie zapisuj tego numeru, bo to pożyczony telefon. Jak się czujesz?

- Och, Abi - jęknęła mama i trochę pożałowałam, że zadzwoniłam - Jestem sama z Ablem. Lucy dzwoniła bardzo wcześnie rano, że ma pójść z rodziną Lucasa do kościoła, bo coś się stało. Nie powiedziałam jej, że ciebie nie było, bo nie dała mi dojść do słowa. Kiedy wrócisz? Chciałam pojechać do mojej biednej Anie do szpitala. Jestem taka roztrzęsiona, że nie mogę nawet o niczym innym pomyśleć. Płakałam przez całą noc i teraz czuję się bardzo źle.

Słuchałam bez słowa tego potoku słów, który wylewał się ze słuchawki.

- Dobrze, mamo - przerwałam jej starając się nie brzmieć na złą ani zniecierpliwioną - Pojedziemy razem do Anie do szpitala. Ustawię to.

Usłyszałam ciche westchnięcie ulgi ze strony mamy, zacisnęłam oczy i jeszcze mocniej zacisnęłam zęby, kiedy pomyślałam, że narażę Willa na jakiekolwiek niebezpieczeństwo, zmuszę go do pracy, do ustawienia ludzi, którzy będą musieli się nami zająć, bo mama „musiała” pojechać do mojej nieprzytomnej siostry do szpitala, żeby tam po prostu być.

Ale musiałam to zrobić, bo tak zrobiłaby Anie.

Dla niej.

- Ojej! - zawołała mama płaczliwym głosem - Wiedziałam, że możesz to zrobić. Zobaczę moją kochaną, biedną Anie!

Nie mogłam tego słuchać.

Otworzyłam oczy, ale wpatrywałam się w swoje kolana, kiedy poczułam obecność Willa obok mnie.

- Mamo… - znowu przerwałam jej, tym razem bardziej zdecydowanie - muszę kończyć. Zadzwonię lub zrobi to ktoś inny, jak już coś ustalimy.

- Dobrze, kochanie - zajęczała mi do ucha moja mama.

- Na razie - rzuciłam i, nie czekając na jej odpowiedź, rozłączyłam się, a potem siedziałam, trzymając telefon w obu dłoniach i wpatrując się w niego.

- Abigail - usłyszałam i ten cudowny sposób, w jaki wymawiał moje imię, jak zwykle sprawił, że poczułam się lepiej, chociaż tylko trochę.

Ale świadczył o tym, że nie byłam sama, więc podziałało.

- Chcesz tego? - zapytał Will, a ja podniosłam głowę, by napotkać jego zmartwione, skupione na mnie spojrzenie - Jesteś pewna?

Nie chciałam.

Wiedziałam, jak wyglądała Anie, bo pamiętałam jej ciało, jej twarz po poprzedniej reakcji na lateks, ale musiałam to zrobić.

Postarałam się wyprostować plecy, żeby go uspokoić i chociaż nie uśmiechnęłam się, wiedziałam, że moja twarz się rozpogodziła, kiedy powiedziałam - Tak, chcę.

- Więc ustawię to - powiedział ten wspaniały mężczyzna, a potem zrobił coś słodkiego, co robiła Anie, a ja to kochałam.

Objął wnętrzem dłoni mój policzek i pogłaskał kciukiem to miejsce pod okiem, do którego spływały czasem moje pojedyncze łzy.

Trwało to ułamek sekundy i było lekkie jak muśnięcie skrzydła motyla, ale czułam to jak rozgrzewający pled, kiedy ruszyliśmy, by przygotować się na to, czego pragnęła moja mama.

Tak to właśnie się zaczęło to, co przesądziło o rozkładzie mojego dnia i przy okazji dnia kilkorga innych ludzi.

Will zadzwonił, zebraliśmy się, rozmawialiśmy, potem ja zadzwoniłam, wyszliśmy z mieszkania, pojechaliśmy na parking podziemny, przeszliśmy dziwnymi korytarzami i klatkami schodowymi, znaleźliśmy się przy moim Sonicu, przy którym był zaparkowany jeszcze jeden samochód, którego nie znałam, a potem pojechałam swoim samochodem, którym jechał Will z jakimś mężczyzną, jadącym za mną, do domu mojej mamy.

Tam po kilku chwilach znalazła się Eva z dziećmi.

Dowiedziałam się, że strażacy z jednostki Jimmy’ego, a przy okazji też Billy’ego, mieli tego dnia dyżur w dzień, więc również dowiedziałam się, gdzie miał być mój szwagier.

Po wejściu do domu mamy Eva przywitała się z nią przytuleniem, które tak właściwie wymusiła na niej mama, kiedy ja witałam się nieco sztywno z Jackiem.

Młody najwyraźniej był pogrążony w żalu, czuł się opuszczony i zrozpaczony, a być może bał się tego, że straci dom, jaki dali mu Anie i Billy, ale chwilowo nie mogłam z nim o tym porozmawiać, bo Eva przyjechała ze wszystkimi dziećmi.

Abel był zachwycony.

Razem z Davie’m i Marią natychmiast urządził miejsce zabaw w salonie.

Matt czujnie, chociaż spokojnie i na odległość „pilnował” Jacka, co robiłby dobry przyjaciel w chwili, kiedy jego najlepszy przyjaciel miałby zły dzień.

Kiedy byłam zajęta rozsadzaniem dzieci w salonie na dywanie, Eva podeszła do mnie, dotknęła delikatnie mojego łokcia, ale nic nie powiedziała, kiedy odwróciłam się i spojrzałyśmy sobie w oczy.

Myślę, że zrozumiała o wiele więcej, niż rozumiała moja mama, która właśnie w tym momencie krzyknęła na  mnie:

- Abi, nie możesz tak jechać. Natychmiast się przebierz.

Wiedziałam, o co jej chodziło, skoro miałam na sobie dżinsy i pomarańczową bluzę, więc wyprostowałam się, odwróciłam i bez słowa poszłam do swojego pokoju, by znaleźć tam jakąś spódnicę.

Tak naprawdę było mi obojętne, co miałam na sobie, kiedy miałyśmy jechać do szpitala do mojej starszej, kochanej siostry, z którą nawet nie porozmawiam.

Zdążyłam wyjąć z szafy spódnicę i wybrać dla siebie sweterek, kiedy rozległo się pukanie do drzwi mojego pokoju.

- Proszę - zawołałam, odwracając się w tamtą stronę.

- Abi… - przez uchylone drzwi wsadził głowę Jack.

- Wejdź, Jack - zaprosiłam go.

- Jedziecie do Anie - stwierdził, a ja skupiłam się na nim.

- Tak, młody - potwierdziłam.

- Czy możesz jej powiedzieć - Jack wciągnął krótki wdech, odwrócił wzrok ode mnie, a potem dokończył szybko - Powiedzjejżejąkocham.

Te trudne dla niego słowa wypowiedział tak szybko, że zlały się w jedno, ale ja je zrozumiałam.

Zrozumiałam także, że nie mogłam mu powiedzieć, że Anie była w śpiączce i nie dotrze do niej nic, co miał jej do przekazania.

Moje wątpliwości odbiły się na mojej twarzy, co Jack mi zaraz udowodnił.

- Ja wiem, że ona jest w śpiączce - powiedziała nagle wyraźnie i spojrzał wprost na mnie - Dorośli zapominają, że my, dzieci, słyszymy. A jeszcze jak Billy był śpiączce, pielęgniarka powiedziała mi, że tacy ludzie wszystko słyszą.

Poczułam, że na mojej twarzy pojawiło się zrozumienie i łagodność.

Jack przeżył już to samo wtedy, kiedy Billy był postrzelony, więc teraz jego strach o Anie był inny niż mój i mógł być zabarwiony nadzieją, którą niosło za sobą wspomnienie tego, że Billy się obudził i żył.

Przyszłość miała pokazać nam różnice.

Nieśmiało wyciągnęłam ręce do chłopca, nie podejrzewając, że będzie chciał kontaktu fizycznego, ale chciał.

Jack zrobił dość duży krok i nagle przylgnął do mojego brzucha, owijając ramionami moją talię, więc i ja oplotłam swoje wokół jego pleców.

Pochyliłam się, przycisnęłam usta do czubka jego głowy i zacisnęłam oczy.

Dopiero wtedy poczułam, że ja też potrzebowałam takiego kontaktu, bliskości z kimś, komu zależało na Anie, na mnie, więc tak trwałam dopóki Jack nie cofnął się i podniósł głowę.

- To ja już pójdę - wymamrotał i… uciekł, zamykając za sobą drzwi.

Przebrałam się, wyszłam ze swojego pokoju i natychmiast pojechałyśmy do szpitala, zostawiając Evę z dziećmi w naszym domu.

*****

CDN.


1 komentarz: