Rozdział 8
Dobre zakończenie
złego dnia (cz.1)
Abigail
Dobę później…
To
był drugi późny wieczór, kiedy powiedzieliśmy sobie z Willem Dobranoc, a ja znowu miałam to przemożne
wrażenie, że on, podobnie jak i ja, nie chciał się żegnać, że chciał bym poszła
do jego łóżka, albo żeby on poszedł
do mojego i żebyśmy się przytulali do snu.
Chociaż
to może było po prostu moje marzenie.
Poprzedniego
poszłam do pokoju, który był dla mnie przeznaczony, stanęłam tuż za progiem po
zamknięciu drzwi za sobą i rozejrzałam się bezradnie, bo poczułam to znowu i
bardzo tego nie lubiłam.
Byłam
tak strasznie samotna.
Anie
leżała gdzieś tam w szpitalu nieprzytomna, zmieniona po reakcji alergicznej,
być może zniszczona.
Jack,
który był mi bliski jak brat, pozostawał w obcym domu, chociaż wśród
przyjaciół, być może równie zrozpaczony i samotny jak ja.
Billy
zagubił się w swojej rozpaczy.
Tata
był tak strasznie daleko i tak okropnie nieosiągalny.
A
Will, jedyny który był w miarę blisko, był odgrodzony ode mnie ścianą i… niedostępny.
Miałam
wrażenie, że on chciał być ze mną tak samo, jak ja chciałam być z nim, ale coś
mu na to nie pozwalało i sądziłam, że wiedziałam, co to było, więc chciałam mu
to ułatwić i tym samym mieć go dla siebie.
Jeśli
się nie myliłam, chodziło o dwie sprawy.
Po
pierwsze byłam niepełnoletnia i w świetle prawa nie mógł mnie dotykać, bo nie
byliśmy nawet spokrewnieni, więc każdy dotyk byłby niewłaściwy.
Nie
akceptowałam tego, ale to rozumiałam.
Po
drugie natomiast, byłam tą, której bezpieczeństwo miał ochraniać, więc musiał
się skupić na tym, a nie na moim dobrym samopoczuciu i dlatego nie mógł mnie dotykać w żaden sposób.
Ale
potrzebowałam go.
Tak
strasznie potrzebowałam tego, by Will mnie dotknął, by mnie przytulił.
Nie
w kontekście seksualnym, ale dla bliskości.
Położyłam
się w swoim łóżku, przykryłam się kołdrą, zgasiłam światło lampki na stoliku
nocnym i starałam się być taka dzielna, jak on chwalił, że byłam.
Ale
nie spałam dobrze i nie spałam długo.
Obudziłam
się bardzo wcześnie, zanim świtało i leżałam bez ruchu, nasłuchując odgłosów
dochodzących z tego obcego mi miejsca.
Przekonałam
się, że wszystkie okna były zasłonięte roletami, które nie przepuszczały
światła, więc musiały być jakoś wzmocnione, pogrubione i uznałam, że było to
związane z koniecznością ukrywania faktu, że wieczorem paliło się tutaj
światło.
Nie
było widać nawet światła lamp z ulicy i parkingu.
Nie
było słychać żadnych odgłosów z sąsiedztwa, więc albo ściany były dobrze
wygłuszone, albo ludzie tu mieszkający wychodzili później do pracy.
Słabo
widziałam pokój, ale już poprzedniego dnia przekonałam się, że był bezosobowy,
nijaki.
Bez
dekoracji, obrazków, wazonów, bibelotów, koców, poduszek ani kolorów, niczego,
co mogłoby go jakoś ocieplić.
Ale
przecież nikt nie miał tam mieszkać.
To
było tylko tymczasowe schronienie.
Mój
telefon leżał, jak go zostawiłam wieczorem, na szafce nocnej, ale był
wyłączony, bo Will poprzedniego wieczoru kazał mi to zrobić, jeszcze zanim
przesiedliśmy się na jego motocykl.
W
mieszkaniu przed snem dał mi inny telefon, taki na kartę i powiedział, bym go
używała, kiedy będę w bezpiecznym mieszkaniu lub w drodze do niego.
Moją
komórkę miałam włączyć później i używać w szkole, sklepie, u mamy w pracy lub w
każdym innym miejscu, kiedy poruszałam się Sonic’iem.
Szczęśliwie,
do pamięci tego nowego telefonu miałam od razu wpisany numer mamy, Evy i Aleka,
a także, oczywiście, Willa, Davida i Wolfa.
Wzięłam
do ręki ten aparat, by nacisnąć przycisk z boku i dowiedzieć się, która była
godzina, a kiedy zobaczyłam, że dopiero dochodziła szósta rano, przytrzymałam
go przez chwilę, bo powinnam zadzwonić do mamy.
Było
bardzo wcześnie, ale mama wstawała o szóstej.
Nie
chciałam tego robić, nie chciałam rozmawiać z moją mamą, ale wiedziałam, że
powinnam to zrobić, może nawet zanim zjadłabym śniadanie, ale najpóźniej po nim,
bo inaczej będzie rozpaczała i opowiadała wszystkim, jaką byłam niewdzięczną
córką.
Ale
chciałam to zrobić ze względu na Abla
i na samą Anie.
Odłożyłam
telefon na szafkę obok łóżka, położyłam się z powrotem na plecach i zamknęłam
oczy, by rozmyślać w ciemnościach teraz-mojej sypialni.
Nie
mierzyłam czasu, ale też nie myślałam o tym, więc, kiedy po prostu w pewnym
momencie uznałam, że powinnam wstać, sięgnęłam ponownie w bok, by z szafki
nocnej wziąć telefon i sprawdzić na nim godzinę, przekonałam się, że była już
siódma.
O
tej porze zwykle wstawałam w ciągu tygodnia, więc nie było niczym niezwykłym,
że zapaliłam światło, odrzuciłam kołdrę i wstałam, by naszykować się na mój
dzień.
Był
chłodny październik i wychodząc powinnam założyć coś cieplejszego, ale w
mieszkaniu było ciepło, bo najwidoczniej działało ogrzewanie.
Postanowiłam
więc założyć tylko joggery i t-shirt, a na nogi grube skarpetki, co znalazłam
bez problemu na półce wbudowanej szafy wraz z majtkami i z tym wszystkim w ręku
poszłam do łazienki.
Weszłam
tam, odłożyłam trzymane w ręku ubrania na blat obok umywalki, zamknęłam za sobą
drzwi, bo chciałam wziąć prysznic, znalazłam w szafce pod umywalką duży ręcznik
i wtedy pojawił się problem.
Bowiem
uświadomiłam sobie, że właśnie byłam w tym mieszkaniu z Willem i tylko z nim.
Był
tuż obok, za ścianą.
Miałam
się rozebrać do naga, by wejść pod prysznic?
Na
samą myśl o tym zrobiło mi się jednocześnie gorąco i przeszedł mnie dreszcz, bo
zawstydziłam się samej myśli o tym, ale też poczułam… podniecenie.
Stałam
z czołem opartym o drzwi do łazienki i rozmyślałam o tym, a potem wyprostowałam
się, przekręciłam zabezpieczenie w drzwiach, odwróciłam się do lustra i
zaczęłam się rozbierać.
Patrzyłam
na siebie w lustrze, kiedy zapinałam włosy w niechlujny kok na czubku głowy i prawie
dyszałam, kiedy uświadomiłam sobie, że to było właśnie to, o czym mówiły
dziewczyny w szkole.
Pożądałam
Willa.
Musiałam
ukryć moje pożądanie głęboko dla naszego bezpieczeństwa i wiedziałam to, ale
wiedziałam też, że to było właśnie to, na co czekałam do tej pory, na co
kobiety czekały czasem przez całe życie, czego czasem nigdy nie dostawały.
Will
był moją drugą połówką, moim Jedynym i nigdy nie będę mogła znaleźć
nikogo lepszego.
Nie
byłam głupiutką nastolatką zadurzoną w dorosłym facecie.
Znałam
siebie i swoje reakcje, więc wiedziałam, że to było to.
Pod
prysznicem pozwoliłam sobie wreszcie na chwilę rozluźnienia, chociaż nie
zrelaksowałam się całkowicie, kiedy ciepła woda obmywała moje ciało, ale nie
umyłam włosów, bo myłam je dzień wcześniej, przed imprezą urodzinową Davie’go,
więc wciąż miałam je wysoko upięte, i dlatego mój pobyt tam nie trwał długo.
Kiedy
wytarłam się, nasmarowałam skórę swoim ulubionym balsamem o zapachu kwiatu
pomarańczy, który zabrałam z domu, a potem sprzątnęłam pomieszczenie po mojej
bytności tam, wyszłam z łazienki, by przekonać się, że mieszkanie nadal było
ciche i ciemne.
Zmarszczyłam
brwi, bo to chyba oznaczało, że Will jeszcze spał, ale uznałam, że skoro nie
obudził się, kiedy byłam w łazience, nie będę mu przeszkadzała, szykując w
kuchni śniadanie.
Zostawiłam
w sypialni rozwieszony na krześle mokry ręcznik, moją piżamę i poszłam do
kuchni, gdzie od razu zapaliłam światło nad blatem, skoro rolety były
pozaciągane, a nie byłam pewna, czy mogłam je podnieść i ruszyłam, by zbadać
zawartość lodówki.
Okazało
się, że było tam wszystko, czego mogłabym potrzebować na kilka różnych zestawów
śniadań, ale nie miałam ochoty na nic wymyślnego.
Trochę
moja mama, ale głównie Ewa i Anie nauczyły mnie gotować.
Bardzo
często robiłyśmy to wspólnie w kuchni naszej mamy, ale były też dni, kiedy
robiłyśmy to na zmianę, jedna dla wszystkich osób w rodzinie, więc umiałam
dobrać składniki dla dwóch osób i zrobić jajecznicę nie-taką-całkiem prostą,
ale na szynce i z dodatkiem papryki, cebuli, pomidorów, a nawet sera
szwajcarskiego, jak ją przyrządzała Anie.
To
wszystko było tam i wiedziałam to po tym, jak poprzedniego wieczoru szykowałam
kanapki, które, jak się przekonałam, smakowały Willowi.
Włączyłam
również gaz, by zagotować wodę na kawę, bo pijałam rano zwykłą kawę z mlekiem,
chociaż robiłam to w naszym domu jako jedyna, bo Anie wolała kawę zbożową, a
mama herbatę.
Nie
wiedziałam, co lubiła Lucy, bo nie zdarzyło mi się jeść z nią śniadania od tak
wielu tygodni, a może nawet miesięcy, że to, co pamiętałam, było nieistotne i,
prawdopodobnie, nieaktualne.
Kończyłam
już i zamierzałam zdjąć patelnię z jajecznicą z kuchenki, kiedy usłyszałam za
plecami chrząknięcie.
Podskoczyłam,
bo zamyśliłam się i zapomniałam, że nie byłam tam sama, a potem gwałtownie
odwróciłam, szczęśliwie zostawiając patelnię na ogniu, ale wymachując łopatką.
Drobiny
jajecznicy pofrunęły przez pomieszczenie.
Za
moimi plecami, na jego szczęście, niezbyt blisko, stał Will i przyglądał mi się
z dziwną miną.
-
Och - zawołałam wysokim głosem - Cześć. Dobrze, że jesteś, bo śniadanie gotowe.
-
Cześć, Abi - powiedział Will o wiele spokojniej, niż ja to zrobiłam, podchodząc
jednocześnie kilka kroków w moja stronę - Nie musiałaś…
-
Nie musiałam, ale chciałam - przerwałam mu zdecydowanym tonem - Możesz wyjąć
talerze? Nałożę nam.
-
Nie zrobiłam ci kawy, bo nie wiedziałam jaką pijesz - poinformowałam go - ale
woda niedawno się gotowała, więc możesz szybko sobie zrobić.
Kątem
oka zobaczyłam, że od razu wyjął na blat z szafki drugi kubek, postawił obok
mojego i przygotował sobie kawę.
Dokładnie
taka samą, jak ja pijałam, czyli z mlekiem i jedną łyżeczką cukru.
Will
już bez słowa podszedł do szafki, wyjął z jednej talerze, z szuflady obok
kuchenki wyjął sztućce i porozstawiał to wszystko na podręcznym stoliku.
Skończyłam
nakładanie jajecznicy i tostów na talerze w tym samym momencie, kiedy Will
podszedł do blatu i zabrał kubki z naszą kawą.
Usiedliśmy
i zabraliśmy się do jedzenia, w trakcie którego postanowiłam wybadać, co Will
zaplanował na ten dzień.
-
Chciałbym po śniadaniu zadzwonić do mamy - powiedziałam mu, zerkając, jak jadł
jajecznicę chyba ze smakiem i zagryzał ją tostem, na którym położył masło do
roztopienia.
-
Dobrze - mruknął po tym, jak przełknął.
-
Myślisz, że mogłabym ją odwiedzić? - zapytałam nieśmiało, bo przecież
wiedziałam, że miałam być odizolowana ze względów bezpieczeństwa.
-
Chyba tak, ale to jeszcze omówimy - powiedział Will, spoglądając na mnie, jakby
oceniał moją determinację w dążeniu do tego spotkania.
Zapragnęłam
go uspokoić, że nie musiałam tego robić.
-
Najpierw porozmawiam z nią i zobaczymy - wymamrotałam do siebie, zajadając moją
jajecznicę.
-
Udało ci się wczoraj zrobić to, co potrzebowałaś do szkoły? - zapytał Will, a
ja nie zrozumiałam go, więc podniosłam wzrok do jego oczu i zamrugałam ze
zdziwienia - Na komputerze - uściślił.
-
Och - zrozumiałam, o co pytał - Nie - przyznałam niechętnie - Wczoraj tylko
sprawdziłam, czy będę mogła to otworzyć, a jeszcze muszę to opracować.
Westchnęłam
ciężko, nie patrząc na niego, bo było to coś, czego nie umiałam i nie lubiłam
robić, a to było zawstydzające.
-
Muszę się nauczyć tego systemu - mówiłam - Nie bardzo sobie radzę z
formatowaniem pisma, a co dopiero z robieniem prezentacji.
-
Pomogę ci - rzucił Will, a ja spojrzałam na niego z nadzieją i radością.
-
Naprawdę? - westchnęłam i brzmiała w
tym czysta wdzięczność.
Nie
miałam nikogo, kto umiałby i chciałby mi pokazać jak się robi prezentacje w
PowerPoint’cie, a takie wymaganie dała nam pani Summit do przygotowania pracy
zaliczeniowej o teatrze w starożytnej Grecji.
Will
patrzył na mnie ciepło i łagodnie, ale nie był to ojcowski wyraz twarzy,
chociaż był opiekuńczy.
Miałam
wrażenie, że cieszył się, że będzie mógł mi pomóc.
Dalsza
nasza rozmowa była niewymuszona i prawie radosna, jak na to, co mnie czekało w
następnych godzinach i dniach, ale związana z tym, że zawsze nasze rozmowy były
takie, kiedy mogliśmy sobie na nie pozwolić.
Zjedliśmy,
a potem Will poszedł pod prysznic i ubrać się, kiedy ja sprzątałam w kuchni, bo
doszłam do wniosku, że łatwiej będzie mi przetrwać wizję Willa nagiego pod
prysznicem, jak będę tam zajęta.
Ale
musiałam to zrobić, więc w końcu poszłam do mojej sypialni po telefon, bo nie
było sensu dłużej odwlekać nieuniknionego, wybrałam numer do mamy i nacisnęłam Dzwoń.
Słuchałam
kilku dzwonków, zanim mama odebrała z drżącym Halo?
-
Dzień dobry, mamo - powiedziałam łagodnie, jak Anie nauczyła mnie, że trzeba
postępować z mamą - Tu Abigail, ale nie zapisuj tego numeru, bo to pożyczony
telefon. Jak się czujesz?
-
Och, Abi - jęknęła mama i trochę pożałowałam, że zadzwoniłam - Jestem sama z Ablem. Lucy dzwoniła bardzo
wcześnie rano, że ma pójść z rodziną Lucasa do kościoła, bo coś się stało. Nie
powiedziałam jej, że ciebie nie było, bo nie dała mi dojść do słowa. Kiedy
wrócisz? Chciałam pojechać do mojej biednej Anie do szpitala. Jestem taka roztrzęsiona, że nie mogę nawet o niczym
innym pomyśleć. Płakałam przez całą noc i teraz czuję się bardzo źle.
Słuchałam
bez słowa tego potoku słów, który wylewał się ze słuchawki.
-
Dobrze, mamo - przerwałam jej starając się nie brzmieć na złą ani
zniecierpliwioną - Pojedziemy razem
do Anie do szpitala. Ustawię to.
Usłyszałam
ciche westchnięcie ulgi ze strony mamy, zacisnęłam oczy i jeszcze mocniej zacisnęłam
zęby, kiedy pomyślałam, że narażę Willa na jakiekolwiek niebezpieczeństwo,
zmuszę go do pracy, do ustawienia ludzi, którzy będą musieli się nami zająć, bo
mama „musiała” pojechać do mojej nieprzytomnej siostry do szpitala, żeby tam po
prostu być.
Ale
musiałam to zrobić, bo tak zrobiłaby Anie.
Dla
niej.
-
Ojej! - zawołała mama płaczliwym głosem - Wiedziałam, że możesz to zrobić. Zobaczę moją kochaną, biedną Anie!
Nie
mogłam tego słuchać.
Otworzyłam
oczy, ale wpatrywałam się w swoje kolana, kiedy poczułam obecność Willa obok
mnie.
-
Mamo… - znowu przerwałam jej, tym razem bardziej zdecydowanie - muszę kończyć.
Zadzwonię lub zrobi to ktoś inny, jak już coś ustalimy.
-
Dobrze, kochanie - zajęczała mi do ucha moja mama.
-
Na razie - rzuciłam i, nie czekając na jej odpowiedź, rozłączyłam się, a potem
siedziałam, trzymając telefon w obu dłoniach i wpatrując się w niego.
-
Abigail - usłyszałam i ten cudowny sposób, w jaki wymawiał moje imię, jak
zwykle sprawił, że poczułam się lepiej, chociaż tylko trochę.
Ale
świadczył o tym, że nie byłam sama, więc podziałało.
-
Chcesz tego? - zapytał Will, a ja podniosłam głowę, by napotkać jego
zmartwione, skupione na mnie spojrzenie - Jesteś pewna?
Nie
chciałam.
Wiedziałam,
jak wyglądała Anie, bo pamiętałam jej ciało, jej twarz po poprzedniej reakcji
na lateks, ale musiałam to zrobić.
Postarałam
się wyprostować plecy, żeby go uspokoić i chociaż nie uśmiechnęłam się,
wiedziałam, że moja twarz się rozpogodziła, kiedy powiedziałam - Tak, chcę.
-
Więc ustawię to - powiedział ten wspaniały mężczyzna, a potem zrobił coś
słodkiego, co robiła Anie, a ja to kochałam.
Objął
wnętrzem dłoni mój policzek i pogłaskał kciukiem to miejsce pod okiem, do
którego spływały czasem moje pojedyncze łzy.
Trwało
to ułamek sekundy i było lekkie jak muśnięcie skrzydła motyla, ale czułam to
jak rozgrzewający pled, kiedy ruszyliśmy, by przygotować się na to, czego
pragnęła moja mama.
Tak
to właśnie się zaczęło to, co przesądziło o rozkładzie mojego dnia i przy
okazji dnia kilkorga innych ludzi.
Will
zadzwonił, zebraliśmy się, rozmawialiśmy, potem ja zadzwoniłam, wyszliśmy z
mieszkania, pojechaliśmy na parking podziemny, przeszliśmy dziwnymi korytarzami
i klatkami schodowymi, znaleźliśmy się przy moim Sonicu, przy którym był
zaparkowany jeszcze jeden samochód, którego nie znałam, a potem pojechałam
swoim samochodem, którym jechał Will z jakimś mężczyzną, jadącym za mną, do
domu mojej mamy.
Tam
po kilku chwilach znalazła się Eva z dziećmi.
Dowiedziałam
się, że strażacy z jednostki Jimmy’ego, a przy okazji też Billy’ego, mieli tego
dnia dyżur w dzień, więc również dowiedziałam się, gdzie miał być mój szwagier.
Po
wejściu do domu mamy Eva przywitała się z nią przytuleniem, które tak właściwie
wymusiła na niej mama, kiedy ja witałam się nieco sztywno z Jackiem.
Młody
najwyraźniej był pogrążony w żalu, czuł się opuszczony i zrozpaczony, a być
może bał się tego, że straci dom, jaki dali mu Anie i Billy, ale chwilowo nie
mogłam z nim o tym porozmawiać, bo Eva przyjechała ze wszystkimi dziećmi.
Abel
był zachwycony.
Razem
z Davie’m i Marią natychmiast urządził miejsce zabaw w salonie.
Matt
czujnie, chociaż spokojnie i na odległość „pilnował” Jacka, co robiłby dobry
przyjaciel w chwili, kiedy jego najlepszy przyjaciel miałby zły dzień.
Kiedy
byłam zajęta rozsadzaniem dzieci w salonie na dywanie, Eva podeszła do mnie,
dotknęła delikatnie mojego łokcia, ale nic nie powiedziała, kiedy odwróciłam
się i spojrzałyśmy sobie w oczy.
Myślę,
że zrozumiała o wiele więcej, niż rozumiała moja mama, która właśnie w tym
momencie krzyknęła na mnie:
-
Abi, nie możesz tak jechać. Natychmiast się przebierz.
Wiedziałam,
o co jej chodziło, skoro miałam na sobie dżinsy i pomarańczową bluzę, więc
wyprostowałam się, odwróciłam i bez słowa poszłam do swojego pokoju, by znaleźć tam jakąś spódnicę.
Tak
naprawdę było mi obojętne, co miałam na sobie, kiedy miałyśmy jechać do
szpitala do mojej starszej, kochanej siostry, z którą nawet nie porozmawiam.
Zdążyłam
wyjąć z szafy spódnicę i wybrać dla siebie sweterek, kiedy rozległo się pukanie
do drzwi mojego pokoju.
-
Proszę - zawołałam, odwracając się w tamtą stronę.
-
Abi… - przez uchylone drzwi wsadził głowę Jack.
-
Wejdź, Jack - zaprosiłam go.
-
Jedziecie do Anie - stwierdził, a ja skupiłam się na nim.
-
Tak, młody - potwierdziłam.
-
Czy możesz jej powiedzieć - Jack wciągnął krótki wdech, odwrócił wzrok ode
mnie, a potem dokończył szybko - Powiedzjejżejąkocham.
Te
trudne dla niego słowa wypowiedział tak szybko, że zlały się w jedno, ale ja je
zrozumiałam.
Zrozumiałam
także, że nie mogłam mu powiedzieć, że Anie była w śpiączce i nie dotrze do
niej nic, co miał jej do przekazania.
Moje
wątpliwości odbiły się na mojej twarzy, co Jack mi zaraz udowodnił.
-
Ja wiem, że ona jest w śpiączce - powiedziała nagle wyraźnie i spojrzał wprost
na mnie - Dorośli zapominają, że my, dzieci, słyszymy. A jeszcze jak Billy był śpiączce, pielęgniarka
powiedziała mi, że tacy ludzie wszystko
słyszą.
Poczułam,
że na mojej twarzy pojawiło się zrozumienie i łagodność.
Jack
przeżył już to samo wtedy, kiedy Billy był postrzelony, więc teraz jego strach
o Anie był inny niż mój i mógł być zabarwiony nadzieją, którą niosło za sobą
wspomnienie tego, że Billy się obudził i żył.
Przyszłość
miała pokazać nam różnice.
Nieśmiało
wyciągnęłam ręce do chłopca, nie podejrzewając, że będzie chciał kontaktu
fizycznego, ale chciał.
Jack
zrobił dość duży krok i nagle przylgnął do mojego brzucha, owijając ramionami
moją talię, więc i ja oplotłam swoje wokół jego pleców.
Pochyliłam
się, przycisnęłam usta do czubka jego głowy i zacisnęłam oczy.
Dopiero
wtedy poczułam, że ja też potrzebowałam takiego kontaktu, bliskości z kimś,
komu zależało na Anie, na mnie, więc tak trwałam dopóki Jack nie cofnął się i
podniósł głowę.
-
To ja już pójdę - wymamrotał i… uciekł, zamykając za sobą drzwi.
Przebrałam
się, wyszłam ze swojego pokoju i natychmiast pojechałyśmy do szpitala,
zostawiając Evę z dziećmi w naszym domu.
*****
CDN.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń