czwartek, 15 czerwca 2023

10 - Słonecznik (cz.2)

 

 Rozdział 10

Słonecznik (cz.2)

*****

Kilka dni później…

Było to w poniedziałkowe południe, więc oto nastał nowy tydzień, kolejny tydzień, w którym Anie była w śpiączce, a Lucy mieszkała ze swoją teściową, pracowała i udawała grzeczną dziewczynkę.

Chwilowo nie byłam zajęta i myślałam o tym, że minione kilka dni było dziwnymi, chociaż niekoniecznie złymi.

Uczyłam się w domu, jeździłam do szkoły na lekcje, na zajęcia dodatkowe, do Aleka i Sama, by oddawać im kolejne efekty mojej pracy, czasem do Jacka w odwiedziny, co było zwykłe i stanowiło już moją rutynę.

Ale też każdą noc spędzałam z Willem w jednym łóżku, a nasze wieczory i poranki nie przypominały tych sprzed ukończenia przeze mnie osiemnastu lat, czyli sprzed kilku dni.

Zachowywaliśmy się bardziej jak stare, zgrane małżeństwo, niż widziałam, by zachowywała się jakakolwiek znana mi inna para.

Will pracował, wychodził z domu i wracał do niego i czasem opowiadał mi o swoim dniu, chociaż miał swoje tajemnice a ja nigdy nie dopytywałam się, co takiego kryło się za różnymi spotkaniami, jakie odbywał.

Ja robiłam swoje i opowiadałam mu o tym, na ile mogłam, bo też miałam nieswoje tajemnice, których nie chciałam i nie mogłam mu zdradzać.

Jedną z nich było to, jak się czułam, kiedy Billy wypytywał mnie o życie Anie, o jej ulubione zapachy, książki, filmy, poezje, czyli o coś, co powinien chyba znać jako jej mąż, ale nadal udowadniał, że nie znał.

Robił to mimochodem, niby-dyskretnie, ale ja to wyłapałam.

Nie wiedziałam też, po co to robił, bo to nie pomagało ani mnie, ani jemu w uporaniu się z faktem, że oboje tęskniliśmy za nią, podobnie jak tęsknił Jack.

Młody był coraz bardziej przygnębiony i nawet przyjaciele, jakich miał nie pomagali mu w przezwyciężeniu smutku.

Próbowałam go jakoś wspierać.

Rozmawialiśmy o tym.

- Anie powiedziała mi… - wyznał mi kiedyś Jack, kiedy Billy był w pracy na dzienną zmianę, a ja zabrałam Jacka do domu od Evy, u której był dwie godziny po szkole, zanim ja wróciłam ze swojej - jak Billy był w szpitalu, że wieczorami prosi Boga o opiekę nad tymi, których kocha.

Tak, mogłam się tego domyślić.

Nasi rodzice wpoili nam zasady wiary w Boga i Jego nieomylność, w Jego opiekę, chociaż ja straciłam tę wiarę, kiedy sama byłam chora, czyli dawno temu.

Widziałam wtedy w licznych szpitalach i hospicjach zbyt wiele dowodów na to, że Bóg tak naprawdę albo był okrutny, albo nie było Go wcale.

Dzieci nie powinny tak cierpieć i umierać.

- Powiedziała mi też - mówił dalej Jack - …że co wieczór, leżąc w łóżku, przypomina sobie wszystkie dobre chwile, jakie miała tego dnia.

Wstrzymałam oddech na krótką chwilę, bo to bardziej przemawiało do mnie, niż ślepa wiara w Boskie Miłosierdzie.

- I o czym myślałeś w ostatnich dniach? - zapytałam chłopca, a mój głos był ochrypły z powstrzymywanych emocji.

- O tym, że mam przyjaźń Matta - powiedział cicho, a byliśmy wtedy w bawialni i siedzieliśmy przed telewizorem na kanapie, kiedy film na nim kompletnie nas nie interesował, a rozmowę zaczęliśmy, bo chciałam pocieszyć mojego przyszywanego brata.

Okazało się, że on mógł pocieszać mnie.

- O tym, że Billy się otrząsnął i mam nadal dom - kontynuował Jack - I o tobie. Cieszę się, że cię mam.

Odwróciłam się w jego stronę i zobaczyłam, że nie patrzył na mnie, ale w telewizor, więc również odwróciłam wzrok.

Milczeliśmy przez minutę lub dwie, zanim nie postanowiłam zmienić temat, wiec podniosłam się z kanapy, pytając chłopca lekkim tonem - Masz ochotę na popcorn? Mam na patelni trochę oleju po robieniu kolacji, więc możemy zrobić taki na szybko.

Jack podchwycił wtedy mój temat zastępczy i pozwoliliśmy się temu ślizgać.

A potem, kiedy trafiłam do domu, skoro jadąc z Willem jego pickupem, milczałam, w mieszkaniu odwrócił mnie przodem do siebie, przytulił mocno i zapytał Co się stało?, bo było oczywiste, że coś mnie gryzło.

I dał mi pocieszenie, jakiego potrzebowałam, chociaż nie opowiedziałam mu wszystkiego, bo to była sprawa między Jackiem a Anie.

Nadal, coś mu powiedziałam, a to było tyle, ile dotyczyło mnie.

Był późny październik, było bardzo zimno, spadł pierwszy śnieg, ale mój Sonic miał już nowe opony, a ja miałam czapkę i szalik do mojej puchowej kurtki.

Byłam w szkole i zaczęła się przerwa na lunch tuż po tym, jak napisałam test z matematyki, z którego byłam zadowolona, bo znałam odpowiedzi do wszystkich pytań, nawet jeśli któregoś rozwiązania nie zrobiłam całkiem poprawnie.

Wciąż powinnam dostać z niego przynajmniej B.

Więc, kiedy zawibrował mi w kieszeni telefon, który miałam wyciszony ze względu na test, ale przy sobie ze względu na nieustanne zagrożenie, natychmiast wyjęłam go i spojrzałam na wyświetlacz.

Dzwonił Will, więc rozpromieniłam się, jak zawsze się rozjaśniałam, kiedy miałam z nim rozmawiać lub się z nim widzieć.

- Hej - odebrałam cicho, rozglądając się dookoła po korytarzu, by sprawdzić, czy w zasięgu wzroku był ktoś znajomy.

- Abigail - usłyszałam w słuchawce głos Willa, ale tym razem moje imię nie zabrzmiało tak, jak to lubiłam, więc spięłam się nawet bardziej, niż byłam spięta wcześniej.

- Anie się wybudziła - powiedział mężczyzna, a mnie serce podskoczyło z radości - Zbierz się i idź do wyjścia. Zwolnię cię z lekcji i pojedziemy do niej.

- Dobrze - rzuciłam, będąc już w biegu do mojej szafki i planując wyprawę po kurtkę, kiedy zaczęło do mnie docierać, że Will miał dziwny głos.

Nie analizowałam tego, nie myślałam o tym, że powinnam jeszcze tego dnia spotkać się z grupą z koła plastycznego, bo mieliśmy do wykonania dekoracje na Thanksgiving, ale spieszyłam się, by wykonać jego polecenia.

- Na razie - rzucił Will, a ja odpowiedziałam mu tak samo trochę zdyszana, kiedy byłam w ruchu.

*****

Pół godziny później…

Stałam w sali, w której moja starsza siostra leżała na łóżku szpitalnym obok Willa i niedaleko Davida, patrząc na Anie i Billy’ego i słuchając rozmowy mężczyzn.

- To był… nasz szwagier, Lucas - powiedziała właśnie Anie o tym, co wiedziała o napadzie na nią, a ja nie powstrzymałam się jęknęłam, zatoczyłam się i podniosłam ręce do oczu.

Wcześniej słuchałam, jak bez zaskoczenia David i chyba również Billy przywitali mnie w towarzystwie Willa, a Anie przyznała, że go znała.

Anie leżała tam, taka przeraźliwie szczupła, chorobliwie blada, niesłychanie słaba i załamana tym, że to Lucy wspólnie z Lucasem przewodzili tej szajce, która kradła, oszukiwała i wyłudzała pieniądze.

Ale później Anie przyznała na głos to, co właśnie przyznała.

Will wyciągnął rękę, złapał mnie za ramię i przyciągnął mnie przodem do siebie, więc oparłam czoło na jego ramieniu, zyskując wsparcie, jakie dawał mi już nie po raz pierwszy, chociaż był to pierwszy raz, kiedy zarobił to w obecności ludzi, a zwłaszcza w obecności mojej rodziny.

Nie protestowałam, nie przejęłam się tym, bo nie dotarło to do mnie, skoro po prostu byłam zbyt roztrzęsiona faktem, że to Lucas na spółkę z Lucy skrzywdzili Anie, a ona zdawała sobie z tego sprawę, co w przypadku mojej najstarszej siostry było dodatkowym zranieniem.

W olbrzymim stopniu.

- Właśnie - mruknął wtedy David - Sądzimy, że ta grupa jeszcze będzie chciała zrobić wam coś złego - wyjaśnił, a ja spojrzałam na niego, unosząc głowę od ramienia Willa - Ty już ucierpiałaś, ale jest jeszcze Abi. Potrzebujemy czasu.

- Co mam zrobić? - zapytała moja Anie nagle pełnym głosem, więc zwróciłam wzrok na nią.

Moja starsza siostra była wspaniała, taka kochana, odważna i silna.

Napadli na nią, zgwałcili ją, straciła dziecko, którego tak bardzo pragnęła, a ona znowu myślała wyłącznie o innych, chciała mnie bronić, chciała jakoś pomagać tym facetom.

Ja byłam słaba i bezużyteczna.

Nie odzywałam się, zachowałam wówczas moje przemyślenia dla siebie, ale wiedziałam, że musiałam się poprawić.

- Udawać, że się nie obudziłaś - powiedział wtedy David zdecydowanym tonem, a ja się przestraszyłam.

Ja mieszkałam w bezpiecznym miejscu, a Anie miała być w publicznym szpitalu, w sali, do której każdy mógł wejść, kiedy Lucy chodziła sobie gdzieś tam na wolności i wiedziałam, jaka potrafiła być okrutna.

- Myślimy, że Lucy ma do was urazę - po raz pierwszy odezwał się Will - Tobie zazdrości, a Abi ma pieniądze na koncie, które miały być przeznaczone na jej posag - skinął głową w moją stronę.

Nie wiedziałam, że o tym wiedział, ale przecież on wiedział wszystko.

Gorszą sprawą było to, że Lucy prawdopodobnie też to wiedziała.

Anie najwyraźniej jednak nie wiedziała wszystkiego.

- Pamiętasz tamte pudełka spod łóżka Lucy? - zapytałam Anie, by jej wyjaśnić, o co tak naprawdę chodziło, bo mogła nie wiedzieć, o jak wielką stawkę była ta gra.

Anie zagryzła wargę, a potem skinęła głową.

- Ta biżuteria, która tam była i ten sprzęt elektroniczny pochodziły prawdopodobnie z kradzieży i rozbojów - wyjaśniałam, po czym wyraz twarzy Billy’ego stał się ostrożny i zamknięty, a ja znałam go na tyle, że mogłam stwierdzić, że był zły, a może się przestraszył o Anie.

- Te pieniądze, ta gotówka, która tam była, była prawdopodobnie ich wspólna - kontynuowałam - Całej grupy. Dużej grupy. I nie wiadomo, kto jeszcze do niej należy. Widziałam tam też fałszywe dokumenty.

Nie powiedziałam tego na głos, ale chyba było dla wszystkich oczywiste, że właśnie dlatego był tam Will.

FBI zajmowało się kradzieżą tożsamości, a za takie było uważane  fałszowanie dokumentów takich jak prawo jazdy lub paszport.

- A po ślubie Lucy podszedłem do ciebie - wtrącił się Will, więc przeniosłam spojrzenie na niego, by zobaczyć, że skrzywił się i wyglądał na skruszonego - Przepraszam, to był mój błąd. Ale wtedy nie znałem faktów. Myślałem, że jesteś jedną z nich i chciałem cię poznać - lekko wstrzymałam oddech, bo Will kłamał, a ja nie wiedziałam, dlaczego to robił, ale ufałam mu, więc nie odezwałam się, tylko słuchałam dalej - Wkręcić się. Lucas lub Lucy zobaczyli, że rozmawialiśmy i skojarzyli to. Wystraszyli się i stąd był ten atak na ciebie. Nie wiadomo, co zechcą zrobić Abigail.

Moje imię w jego ustach ponownie zabrzmiało obco.

W tym momencie był tylko moim znajomym, który miał mnie chronić, ale nie był moim Willem, który mnie wspierał we wszystkim.

Wtedy przyszło mi do głowy, że miał rację.

Po pierwsze, mówiąc Anie, że nie znał wszystkich faktów, bo przecież wtedy nie wiedział jeszcze, że Lucy był taka, jaka była i że my nie byłyśmy z nią blisko.

Tamtego dnia nawet nie byliśmy przyjaciółmi, bo spotkaliśmy się tylko dwa razy i ja mogłam sobie wyobrazić coś więcej, niż on sądził, że tam było.

Po drugie, udając, że między nami nie było niczego bliższego niż zwykła znajomość, bo przecież nadal byłam jego pracą, zadaniem do wykonania, więc odkrywając się z naszą bliskością, mógłby sprowadzić na siebie kłopoty.

To na nim skupiłoby się wszystko, jeśli ktoś chociażby pomyślałby, że byliśmy kochankami.

Dlatego i ja powinnam ukrywać swoje uczucie, naszą relację i pomóc mu w zachowaniu dystansu przy ludziach.

Dlatego wyprostowałam się bardziej, niż dotąd byłam wyprostowana, patrzyłam uważnie na Davida, który właśnie zabrał głos i bardzo starałam się być dojrzała, profesjonalna, dzielna.

Tak jak Will chciał, żebym była.

 - Musimy wszyscy ukrywać, że się obudziłaś przed wszystkimi - oznajmił David coś, co wyglądało mi na ustalenia, jakich dokonali z Willem - Kobiety nie powiedzą nikomu, że otworzyłaś oczy. Maggie została porwana i nieomalże spalona żywcem, Ania  była uwięziona i chcieli jej utoczyć krew lub oddać ją do burdelu, a Eva straciła większą część swojej rodziny i jest mądra, więc żadna z nich nie piśnie ani słowa, jeśli to miałoby narazić cię na jakąkolwiek krzywdę.

Zanim tam dotarliśmy, były tam zarówno Eva, jak i Maggie z Anią, bo przyszły akurat wtedy w odwiedziny do Anie, więc te zapewnienia były ważne dla wszystkich zaineresowanych, ale mi też mówiły, że powinnam naśladować te kobiety.

Już wcześniej je podziwiałam.

Teraz dowiedziałam się, ile każda z nich przeszła w swoim życiu.

- FBI ma problemy z udowodnieniem tych przestępstw Lucy, a nawet trochę Lucasowi - powiedział Will - więc potrzebujemy dłuższego śledztwa.

Pomyślałam, że nie chodziło o czas, ale o ilość dowodów, ale na ten temat też się nie odezwałam, pozwalając Willowi wyjaśniać wszystko po swojemu.

Dotarło do mnie wówczas też i to, dlaczego Will bywał taki przemęczony i zdenerwowany w ciągu tych kilku tygodni, zanim zamieszkaliśmy razem, bo przecież nawet nie miał czasu, by porządnie zjeść, a co dopiero się wyspać.

Po prostu starał się zdobyć jak najwięcej dowodów na zbrodnie Lucasa i Lucy, więc pilnie pracował.

Myślałam o tym wszystkim, więc nie uważałam, dlatego zostałam zaskoczona, kiedy David zaczął tłumaczyć Anie, że kamerka w jej pokoju nie będzie miała podglądu z łazienki.

Kamerka w pokoju?

Ojej, to musiało być trudne, takie życie ze świadomością, że każdy twój krok jest obserwowany przez innych.

- Abi będzie bezpieczna? - upewniała się Anie, zerkając na nas, więc zauważyłam wreszcie, że nadal byłam przyciśnięta do boku Willa, kiedy ten zdecydowanie warknął - Tak.

I nagle Anie jakby zrelaksowała się, zamknęła oczy i, jak się wydawało, zaczęła zasypiać.

Była zmęczona i słaba.

Więc podeszłam do niej, by dać jej znać, że wszystko było w porządku i mogła odpocząć, bo miałyśmy mężczyzn, którzy się nami opiekowali.

- Dobrze jest mieć cię z powrotem, siostrzyczko - szepnęłam, całując bok jej głowy, a kiedy się odsunęłam, zauważyłam, że jej usta drgnęły nieznacznie i… zasnęła.

Odeszliśmy od jej łóżka w stronę drzwi do jej pokoju, by tam porozmawiać półgłosem o tym, co mężczyźni planowali zrobić.

Dowiedziałam się, że kamerkę w sali szpitalnej Anie miał zainstalować Filip, do którego David już zadzwonił, więc niedługo powinien przyjechać.

- Tamci są gdzieś tam na wolności… - wyjaśnił Will Billy’emu, który był bardzo zdenerwowany tym, że Anie była narażona na jakiekolwiek ryzyko - a my nie możemy zrobić nic, by ich przymknąć.

- Przynajmniej nie na dłużej - dodał David.

Przysłuchiwałam się ich wyjaśnieniom uważnie, bo wiedziałam to wszystko, ale nadal miałam wrażenie, że coś mi umykało.

- Postarałem się o zebranie śladów biologicznych po gwałcie na Hannah i dałem policji - powiedział David, a mnie olśniło.

Przecież takie ślady trzeba mieć z czym porównać.

Jeśli nie mieli próbek DNA pobranych od Lucasa, to ich dowody były niepewne i niepełne.

David mi to potwierdził, mówiąc: - …można podważyć ich rzetelność - ale potem dodał coś, co nie spodobało się ani mnie, ani Billy’emu, chociaż miałam przeczucie, że Will zgadzał się w tym z Davidem - dobrze byłoby, by jakoś podpuścić Lucy, żeby powiedziała coś nad łóżkiem Hannah. Albo, żebyśmy złapali tu któregoś z dupków na próbie zrobienia jej krzywdy.

Nie zdziwiło mnie ani trochę, kiedy Billy warknął - Nie! - z taką złością, że wiedziałam, że się bał.

Bardzo.

Ale ja też bałam się tego, że Anie miałaby być przynętą na Lucy lub kogokolwiek innego.

Najdziwniejsze nadeszło później.

Wydawało mi się, że Will miał sporo ludzi do dyspozycji, ale na pytanie Billy’ego o ewentualną ochronę, jaką miałaby dostać Anie, „mój” mężczyzna odpowiedział - Działam tutaj pół-oficjalnie, tajnie. Więc nie otrzymam wsparcia.

Nie rozumiałam tego, ale być może po prostu za mało wiedziałam, więc na ten temat również się nie odezwałam, postanawiając porozmawiać o tym z Willem później, kiedy bylibyśmy sami.

Szczęśliwie David wtedy zadeklarował pomoc jego przyjaciół i ponownie pomyślałam, że musiałam zaufać Williemu, bo miał przecież pod opieką kilka kobiet, a David niekoniecznie zaangażowałby swoich przyjaciół, gdyby wiedział o tym, że Will jednak miał jakichś ludzi do dyspozycji.

*****

Dwa dni później…

Byłam na przymusowym „urlopie”, który spędzałam sama zamknięta w bezpiecznym mieszkaniu, więc wściekałam się straszliwie, chociaż dusiłam to w sobie, bo nie miałam pod ręką nikogo, na kogo byłam taka zła, żeby mu to okazać.

Will nie zasługiwał na nic z tego ode mnie, bo to nie on zawinił.

Następnego dnia po tym, jak Anie się wybudziła ze śpiączki, byłam u niej z mamą, bo moja siostra poprosiła mnie o przyprowadzenie jej w celu, który wdał mi się nieco pokręcony.

Chodziło o to, że Anie chciała się psychicznie przygotować na spotkanie z Lucy, słuchając w bezruchu zawodzeń naszej mamy, a byłam pewna, że mama będzie zawodziła nad łóżkiem Anie.

Nie zawiodłyśmy się.

Mama żałowała na głos Anie i siebie, nie zważając na to, kto mógł usłyszeć, a może nawet starając się, by usłyszało ją jak najwięcej osób.

Przynajmniej dwa razy zauważyłam w porę, że Anie prawie zaczęła płakać na słowa mamy o tym, jaka to ona jest nieszczęśliwa z tego powodu, że straciła dziecko i że spała, bo mojej siostrze zadrgały usta, a mama szczęśliwie nie spostrzegła tego, bo była zbyt zajęta sobą.

Gładziłam mamę po ramionach i podawałam jej chusteczkę, poprawiałam Anie poduszkę, kołdrę lub chrząkałam znacząco.

Natomiast rano Will zwolnił mnie z zajęć w szkole na kilka dni, mówiąc, że musiałam pilnie „wyjechać z powodów rodzinnych” i miałam podtrzymywać to kłamstwo, ale nie miałam z tym problemów.

Powiedział mi, że do złapania Lucasa i Lucy miał zbyt mało ludzi, więc musiał sam brać w tym udział i zaangażować Wolfa, więc nie mogłam wychodzić z mieszkania, a ja to zrozumiałam.

Nie chciałam również wszystkim dookoła mówić o udziale mojej siostry i jej męża w działalności szajki złodziejskiej czy jakiejkolwiek innej przestępczej, więc mogłam kłamać.

Nie miałam z tym problemu.

Od zawsze kłamałam małymi kłamstwami ludziom, którzy nic dla mnie nie znaczyli, którzy woleli znać o mnie półprawdy lub plotki, bo lubili sobie pogadać, doszukując się sensacji.

Źle natomiast czułam się, okłamując moich bliskich, chociaż mamie często nie mówiłam pewnych rzeczy, żeby jej nie denerwować, nie burzyć jej wyobrażeń co do otaczającego ją świata.

Dotyczyło to również Abla.

Nigdy wprost nie skłamałam tacie, Anie lub Ablowi, ale teraz musiałam to robić i to właśnie z tym czułam się źle.

A na dodatek nie mogłam spotykać się z Alekiem, Samem, Evą i Jackiem, co mnie bardzo frustrowało.

Tęskniłam za nimi.

Poprzedniego dnia po południu ułożyłam sobie plan zadań, które mogłam zrobić w domu, a musiałam wykonać zarówno do szkoły w związku z lekcjami, kołami zainteresowań, jak i w związku z zamówionymi serwetami, obrusami, torbami i torebkami na Thanksgiving, a nawet na Gwiazdkę.

Kilka osób zamówiło również te plecaki, które zrobiłam dla Marii kilka dni temu i spodobały się dziewczynkom z jej klasy oraz Sophie, która zamówiła jeden jako prezent dla jej bratanicy na Gwiazdkę.

Ale to musiało, niestety, poczekać, bo mama nie zdążyła uszyć takich plecaków do pomalowania, chociaż Alek już kupił jej płótno i odpowiednie do tego sznurki.

Miałam do wykonania prezentację na angielski, miałam do odrobienia setki zadań z matematyki, uczyłam się do testu z historii, a oprócz tego, trochę w tajemnicy przed wszystkimi, przygotowywałam się do SAT.

Nadal nie powiedziałam o tym nawet Willowi, chociaż nie wiedziałam, czemu tego nie zrobiłam.

Chyba bałam się zapeszyć.

Tego dnia od rana, kiedy Will wyszedł bardzo wcześnie, jak ja jeszcze byłam w łóżku, po naszym porannym seksie, byłam zajęta.

Najpierw umyłam się pod prysznicem, gładząc i masując moje zmęczone, ale usatysfakcjonowane ciało, wspominając to, jak Will kochał je, wielbił pocałunkami i pieszczotami, aż musiałam pokazać mu, że nie jestem z porcelany, by dał mi trochę więcej.

To było poprzedniego wieczoru, po tym jak wróciliśmy od Anie i Will chyba sądził, że byłam zbyt roztrzęsiona tym, co tam się stało.

Byłam.

Ale nadal, a może właśnie dlatego, potrzebowałam mocniejszego, wręcz brutalnego seksu, gwałtowniejszego zbliżenia, ruchu, gryzienia, uderzeń, ściskania i wymogłam to na Willu, nie mówiąc o tym, bo nie potrafiłam tego opowiedzieć, ale pokazując mu to.

Na moje szczęście, zrozumiał.

Nasze ostatnie poranne zbliżenie od samego jego początku było inne, niż bywały wcześniejsze, bo było o wiele bardziej namiętne i gorące, bardziej przypominając zapasy niż kochanie się.

Po tych kilku dniach miałam odczucie, że znałam każdy centymetr ciała Willa i on znał każdy centymetr mojego ciała, ale wciąż miałam ochotę poznawać go lepiej, a i on sprawiał takie wrażenie.

Ale ostatniego wieczoru poznawaliśmy nasze kolejne preferencje, przesuwaliśmy nasze granice i podobało mi się to, a nawet chciałam więcej.

A teraz było już po lunchu, który zjadłam w samotności po tym, jak go dla siebie zrobiłam, po tym jak pędziłam kilka godzin w swojej sypialni, zamknięta tam i zajęta malowaniem, więc nie znudzona, ale oszołomiona i wyszłam do salonu, by udać się do kuchni i zacząć przygotowywać kolację.

Wzięłam do ręki leżący do tej pory na moim biurku telefon, by położyć go obok siebie na blacie kuchni, kiedy bym gotowała i odkryłam w nim kilkanaście SMS-ów i nie odebranych połączeń od Willa.

Ostatnie z tego było pół godziny temu i był to wściekły SMS o treści: NATYCHMIAST, kurwa, zadzwoń!

Ręce mi się zatrzęsły, bo uświadomiłam sobie, że Will wystraszył się, że coś mi się stało, bo byłam nieodpowiedzialna i egoistycznie „odpłynęłam”, malując w swojej sypialni i nie odebrałam od niego tych kilku połączeń sprzed dwóch godzin, kiedy zadzwonił, bo nie odpisałam na SMS’a.

Odblokowałam telefon, by wybrać Dzwoń, kiedy usłyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku i odwróciłam głowę w tamtą stronę.

Will wszedł energicznie, gniewnie i równie gniewnie patrzył na mnie, z trzaskiem zamykając drzwi na klucz i przestawiając alarm.

Stałam nieruchomo przy blacie kuchennym z płytkim oddechem i spoconymi dłońmi, bo przestraszyłam się tej jego gwałtowności i tego, że emanowała od niego złość, która mogła być skierowana na mnie.

Nie znałam go od tej strony i nie wiedziałam, co mógłby zrobić.

- Abi! - warknął wściekle - Gdzie ty, do cholery, byłaś? Czemu nie odbierasz tego pieprzonego telefonu?!

To ostatnie było prawie krzykiem.

- Przepraszam - wydusiłam - Pracowałam i…

- Mam taką cholerną ochotę złoić ci tyłek - Will znowu warczał, a ja, o dziwo, poczułam podniecenie.

Jak to było możliwe, że przy tym strachu przed nim i strachu o niego, bo martwił się o mnie, czułam się podniecona tym, że Will mógł mnie ukarać?

Nie wiedziałam.

- Will, ja… - zaczęłam znowu, ale sama nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć, więc zakończyłam słabo - Przepraszam.

- Jasne… - prychnął Will - przepraszasz. Wiesz, co cholernie ja przeżywałem, kiedy nie odbierałaś, widziałem, że twój telefon jest w mieszkaniu, a nie wiedziałem, gdzie ty mogłaś być?

Ze zdenerwowania Will przeczesał ręką włosy i westchnął ciężko.

- Nie chcę zrobić ci nic złego, więc lepiej nie podchodź - ostrzegł mnie, wyciągając płaską dłoń obronnie w moją stronę wewnętrzną stroną - Zaraz ochłonę.

- Może… - zagryzłam wewnętrzną stronę dolnej wargi - Może mogę ci pomóc się uspokoić?

To pytanie zadałam, będąc już w ruchu, a on opuścił rękę i tylko na mnie patrzył, śledząc mój postęp.

Podchodziłam ostrożnie do Willa, schylając się do kolan, a potem wyciągnęłam jedną rękę, by złapać jego pasek, a drugą do jego zamka przy spodniach.

Byłam już wtedy na kolanach i patrzyłam na niego pokornie i przepraszająco do góry, kiedy on patrzył na mnie oszołomiony, ale nadal zły.

- Nie tak - warknął - Nie będziesz przede mną klękała - złapał mnie za ramię, podciągnął do wyprostu, a potem szarpnął mną w stronę kanapy - Co ty sobie, do kurwy nędzy, myślałaś?

Tam usiadł, nagle przerzucił mnie przez swoje kolana tak, że wisiałam głową do dołu, a brzuch opierałam na jego udach.

Will trzymał moje plecy jedną ręką, podczas gdy drugą szarpnął moimi joggerami po moich pośladkach, zabierając je razem z majtkami i przeciągając je w dół ud.

Byłam przewieszona przez jego kolana z wypiętym ku górze nagim tyłkiem i miałam zostać ukarana.

Poczułam, jak moja cipka spłynęła wilgocią na samą myśl o takiej karze.

Na skórze pośladków poczułam dłoń Willa, a potem oderwała się i z szybkim podmuchem powietrza nagle spadła z powrotem, co poczułam jako pieczenie.

Poderwałam głowę i nogi, przy czym pisnęłam cicho, ale było to raczej z zaskoczenia, bo klaps nie był mocny.

- Leż grzecznie - warknął Will i uderzył mnie drugi raz, tym razem w drugi pośladek, a potem naprzemiennie szybkie razy spadały na mój tyłek z prawej i lewej strony, a ja już się nie szarpałam.

Wręcz przeciwnie, prawie zajęczałam.

Zawstydziło mnie to, bo pomyślałam, że byłam zboczona, skoro moje nogi chciały się rozchylić, z kobiecość pulsowała mi i spływała sokami.

Nagle Will przestał, jakby zauważył, co się ze mną działo, bo wsunął palce między moje fałdki od tyłu i zasyczał - Kurwa!

Natychmiast zrzucił mnie ze swoich kolan, ale oburącz poderwał moje ciało, więc nie spadłam na podłogę.

Wylądowałam natomiast na kolanach na siedzisku kanapy, z gołą pupą wypiętą w stronę jej boku, a Will uklęknął za mną.

Nadal miałam spodnie i majtki owinięte wokół kolan, więc nie poruszałam się, tylko wykręciłam głowę akurat, żeby zobaczyć, jak stojący obok Will zerwał z siebie spodnie z bokserkami, więc jego penis wyskoczył z nich naprężony i gotów do działania.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze, ale później tyko schyliłam niżej głowę, chowając ją w ramiona, które miałam skrzyżowane przed sobą i stęknęłam z podniecenia i oczekiwania.

- Jaka niegrzeczna Abi - stęknął Will, opierając się za mną w rozkroku na zgiętych nogach, by naprowadzić czubek na moją pulsującą wilgoć, która czekała tam wypięta dla niego.

Wszedł we mnie jednym, gwałtownym, mocnym ruchem i nie zatrzymał się, ale zaczął mnie pieprzyć energicznie, jakby mścił się za swój niepokój, za długie chwile zdenerwowania, które mu zagwarantowałam, bo nie odpowiedziałam na SMS’a i nie odebrałam telefonu.

Nie czułam się ukarana.

Czułam każde pchnięcie głęboko we mnie, każdy jego ruch popychał mnie coraz wyżej, więc wzlatywałam na szczyty mojej rozkoszy.

Przesunął rękę z mojego biodra, gdzie trzymał mnie oburącz, kiedy zaczął się wbijać, na moja łechtaczkę, wycelował i uszczypnął wcale nie delikatnie, ale to tylko dodatkowo pobudziło wszystkie moje zmysły.

Krzyknęłam i wygięłam biodra mocniej w jego stronę, wbijając tyłek w jego krocze i przyjmując penisa głębiej w siebie.

Była to raczej dla mnie nagroda niż kara, bo to było dokładnie to, czego potrzebowałam po tym cholernie długim dniu samotności i frustracji spowodowanej zamknięciem i odcięciem mnie od przyjaciół.

Moja rozkosz wybijała mnie poza granicę błyskawicznie, a i Will osiągnął swój szczyt niezwykle szybko, więc już po kilku minutach oboje krzyknęłyśmy przeciągle, a moje mięśnie zacisnęły się na jego pulsującej twardości, kiedy spadliśmy.

Dyszeliśmy przez moment, schodząc po euforii, kiedy poczułam ramiona Willa, otaczające mnie z jednej strony po brzuchu i po żebrach, gładzące po moich nagich piersiach pod koszulką, a później podnoszące mnie do wyprostowania na kolanach.

Podniosłam głowę i wygięłam ramię, by objąć bok głowy mężczyzny, który nadal był we mnie.

- Przepraszam, Słoneczniku - wymamrotał Will - Byłem tak cholernie przerażony. Tak kurewsko bałem się, że coś mogli ci zrobić.

- Nic nie szkodzi - odmruknęłam w jego usta, kiedy wyślizgnął się ze mnie, na co lekko sapnęłam, odwrócił mnie bokiem do siebie i posadził nie na swoich kolanach, bo usiadł na kanapie.

- Przepraszam, że nie odpowiedziałam - szepnęłam, jak tylko mogłam już objąć bok jego głowy i przyciągnąć ją do siebie.

Tkwiliśmy tam wtuleni w siebie, ja z kolanami nadal związanymi joggerami i majtkami, on z gołym tyłkiem na kanapie i uspokajaliśmy swoje oddechy, chłonąc tę chwilę spokoju i ukojenia.

*****

Następnego dnia rano…

To nie mogło trwać długo i wiedziałam o tym doskonale, ale przed lunchem tego dnia zaczęło do mnie docierać, że nasza bajka, moja bajka, właśnie dobiegała końca.

Byliśmy z Willem zamknięci w naszej bańce szczęścia, ale prawdziwe życie zaczynało się do nas dobijać coraz głośniej i początkowo robiło to w postaci stęsknionych dzieciaków.

Kiedy Will jak zwykle wyszedł do pracy, po naszej pobudce i porannym szybkim, namiętnym seksie, na który wstałam i poszłam pod prysznic, żeby go tam mieć, zjadłam śniadanie również z Willem, które zrobiłam dla nas kiedy Mój Mężczyzna ubierał się do pracy, a potem Will wyszedł, zadzwonił mój telefon na kartę, którego numer miało niewiele osób.

Dzwoniła Eva, by powiedzieć mi, że Jack dopytywał się o mnie, pytał kiedy wrócę, a i Abel martwił się, że nie odwiedzałam go i nie dzwoniłam.

Nie miałam wątpliwości co do szczerości uczuć, jakie nas łączyły.

Ani z mojej strony, ani ze strony Willa.

Ale wiedziałam, że trudno by nam było utrzymać nas związek, a tym bardziej wytłumaczyć jego prawdziwość i trwałość przed wszystkimi, nawet naszymi bliskimi, a co dopiero przed obcymi.

Nie chciałam, żeby Will miał z mojego powodu problemy, a takie mógłby mieć, gdyby ktoś pomyślał, że byliśmy ze sobą zbyt blisko, kiedy jeszcze nie byłam pełnoletnia.

Miał swoją pracę, ważną i wartościową pracę, którą mógłby stracić, a którą tak bardzo kochał.

Nie chciałam też go ograniczać.

By pracować musiał wyjeżdżać, długo i często mieszkać nawet w odległych stanach, a ja bym go więziła, krępowała.

Musiałam mu dać wolność od siebie, chociaż nadal nie wiedziałam, jak miałabym to zrobić, by nie skrzywdzić go za mocno.

Wiedziałam to wszystko, ale nadal zamierzałam brać jeden dzień na raz, nie myśleć o przyszłości i być z Willem tak długo, jak długo mogłam.

Nikt mi tego nie mógł odebrać.

Dlatego właśnie również tego dnia pracowałam nad moimi malunkami na płótnie toreb, serwet i obrusów, które miałam zamówione, a dla odpoczynku, kiedy płótno schło, pracowałam nad prezentacją, zadaniami z matematyki i innymi zadaniami do szkoły.

Nie zamierzałam robić sobie zaległości.

Zaburzyłoby to mój plan na college.

Jedyny, jaki miałam.

*****

Wiliam

Przez cały kolejny dzień Will pilnie pracował, rozmawiał z facetami, zbierał informacje i wciąż tylko myślał o tym, że wiedział doskonale od samego początku, że nie powinien tego ciągnąć.

Kurwa, nie powinien był tego zaczynać.

Zachowywał się cholernie egoistycznie, biorąc od tej niewinnej, młodej dziewczyny to, co wziął i, chociaż obojgu to sprawiało dużo przyjemności i radości, nie powinien był do tego dopuścić.

Był takim popieprzonym, słabym idiotą.

Była tak cholernie młoda.

Miała przed sobą całe życie, a on był już zgorzkniały, zawiedziony w miłości i zaufaniu do kobiet, więc nie powinien był jej tknąć nawet w myślach.

Ale zrobił to i teraz Abigail mogła mieć złudzenia, że to mogło się udać.

A nie mogło.

Nie miało szansy na powodzenie.

Will postanowił jednak, że nie będzie niczego robił na siłę.

Był zbyt słaby, żeby zdecydować cokolwiek, żeby zerwać to, dopóki mieli mieszkać razem, więc niczego nie zdecydował.

Pozwolił temu trwać tak długo, jak będzie się dało, a potem… cóż, może samo się to jakoś rozwiąże.

Ostatecznie to Abi zaproponowała regułę „jeden dzień na raz”.

Może ta bajka, w której żyli, sama dobiegnie końca.


 

1 komentarz: