Słonecznik (cz.2)
*****
Kilka dni później…
Było
to w poniedziałkowe południe, więc oto nastał nowy tydzień, kolejny tydzień, w
którym Anie była w śpiączce, a Lucy mieszkała ze swoją teściową, pracowała i
udawała grzeczną dziewczynkę.
Chwilowo
nie byłam zajęta i myślałam o tym, że minione kilka dni było dziwnymi, chociaż niekoniecznie
złymi.
Uczyłam
się w domu, jeździłam do szkoły na lekcje, na zajęcia dodatkowe, do Aleka i
Sama, by oddawać im kolejne efekty mojej pracy, czasem do Jacka w odwiedziny,
co było zwykłe i stanowiło już moją rutynę.
Ale
też każdą noc spędzałam z Willem w jednym łóżku, a nasze wieczory i poranki nie
przypominały tych sprzed ukończenia przeze mnie osiemnastu lat, czyli sprzed
kilku dni.
Zachowywaliśmy
się bardziej jak stare, zgrane małżeństwo, niż widziałam, by zachowywała się jakakolwiek
znana mi inna para.
Will
pracował, wychodził z domu i wracał do niego i czasem opowiadał mi o swoim
dniu, chociaż miał swoje tajemnice a ja nigdy nie dopytywałam się, co takiego
kryło się za różnymi spotkaniami, jakie odbywał.
Ja
robiłam swoje i opowiadałam mu o tym, na ile mogłam, bo też miałam nieswoje tajemnice, których nie chciałam
i nie mogłam mu zdradzać.
Jedną
z nich było to, jak się czułam, kiedy Billy wypytywał mnie o życie Anie, o jej
ulubione zapachy, książki, filmy, poezje, czyli o coś, co powinien chyba znać
jako jej mąż, ale nadal udowadniał, że nie znał.
Robił
to mimochodem, niby-dyskretnie, ale ja to wyłapałam.
Nie
wiedziałam też, po co to robił, bo to nie pomagało ani mnie, ani jemu w
uporaniu się z faktem, że oboje tęskniliśmy za nią, podobnie jak tęsknił Jack.
Młody
był coraz bardziej przygnębiony i nawet przyjaciele, jakich miał nie pomagali
mu w przezwyciężeniu smutku.
Próbowałam
go jakoś wspierać.
Rozmawialiśmy
o tym.
-
Anie powiedziała mi… - wyznał mi kiedyś Jack, kiedy Billy był w pracy na
dzienną zmianę, a ja zabrałam Jacka do domu od Evy, u której był dwie godziny
po szkole, zanim ja wróciłam ze swojej - jak Billy był w szpitalu, że wieczorami prosi Boga o opiekę nad tymi,
których kocha.
Tak,
mogłam się tego domyślić.
Nasi
rodzice wpoili nam zasady wiary w Boga i Jego nieomylność, w Jego opiekę,
chociaż ja straciłam tę wiarę, kiedy sama byłam chora, czyli dawno temu.
Widziałam
wtedy w licznych szpitalach i hospicjach zbyt wiele dowodów na to, że Bóg tak
naprawdę albo był okrutny, albo nie było Go wcale.
Dzieci
nie powinny tak cierpieć i umierać.
-
Powiedziała mi też - mówił dalej Jack - …że co wieczór, leżąc w łóżku,
przypomina sobie wszystkie dobre
chwile, jakie miała tego dnia.
Wstrzymałam
oddech na krótką chwilę, bo to bardziej przemawiało do mnie, niż ślepa wiara w
Boskie Miłosierdzie.
-
I o czym myślałeś w ostatnich dniach? - zapytałam chłopca, a mój głos był
ochrypły z powstrzymywanych emocji.
-
O tym, że mam przyjaźń Matta - powiedział cicho, a byliśmy wtedy w bawialni i
siedzieliśmy przed telewizorem na kanapie, kiedy film na nim kompletnie nas nie
interesował, a rozmowę zaczęliśmy, bo chciałam pocieszyć mojego przyszywanego
brata.
Okazało
się, że on mógł pocieszać mnie.
-
O tym, że Billy się otrząsnął i mam nadal dom - kontynuował Jack - I o tobie.
Cieszę się, że cię mam.
Odwróciłam
się w jego stronę i zobaczyłam, że nie patrzył na mnie, ale w telewizor, więc
również odwróciłam wzrok.
Milczeliśmy
przez minutę lub dwie, zanim nie postanowiłam zmienić temat, wiec podniosłam
się z kanapy, pytając chłopca lekkim tonem - Masz ochotę na popcorn? Mam na
patelni trochę oleju po robieniu kolacji, więc możemy zrobić taki na szybko.
Jack
podchwycił wtedy mój temat zastępczy i pozwoliliśmy się temu ślizgać.
A
potem, kiedy trafiłam do domu, skoro jadąc z Willem jego pickupem, milczałam, w
mieszkaniu odwrócił mnie przodem do siebie, przytulił mocno i zapytał Co się stało?, bo było oczywiste, że coś
mnie gryzło.
I
dał mi pocieszenie, jakiego potrzebowałam, chociaż nie opowiedziałam mu wszystkiego, bo to była sprawa między
Jackiem a Anie.
Nadal,
coś mu powiedziałam, a to było tyle,
ile dotyczyło mnie.
Był
późny październik, było bardzo zimno, spadł pierwszy śnieg, ale mój Sonic miał
już nowe opony, a ja miałam czapkę i szalik do mojej puchowej kurtki.
Byłam
w szkole i zaczęła się przerwa na lunch tuż po tym, jak napisałam test z
matematyki, z którego byłam zadowolona, bo znałam odpowiedzi do wszystkich
pytań, nawet jeśli któregoś rozwiązania nie zrobiłam całkiem poprawnie.
Wciąż
powinnam dostać z niego przynajmniej B.
Więc,
kiedy zawibrował mi w kieszeni telefon, który miałam wyciszony ze względu na
test, ale przy sobie ze względu na nieustanne zagrożenie, natychmiast wyjęłam
go i spojrzałam na wyświetlacz.
Dzwonił
Will, więc rozpromieniłam się, jak zawsze się rozjaśniałam, kiedy miałam z nim
rozmawiać lub się z nim widzieć.
-
Hej - odebrałam cicho, rozglądając się dookoła po korytarzu, by sprawdzić, czy
w zasięgu wzroku był ktoś znajomy.
-
Abigail - usłyszałam w słuchawce głos Willa, ale tym razem moje imię nie
zabrzmiało tak, jak to lubiłam, więc spięłam się nawet bardziej, niż byłam
spięta wcześniej.
-
Anie się wybudziła - powiedział mężczyzna, a mnie serce podskoczyło z radości -
Zbierz się i idź do wyjścia. Zwolnię cię z lekcji i pojedziemy do niej.
-
Dobrze - rzuciłam, będąc już w biegu do mojej szafki i planując wyprawę po
kurtkę, kiedy zaczęło do mnie docierać, że Will miał dziwny głos.
Nie
analizowałam tego, nie myślałam o tym, że powinnam jeszcze tego dnia spotkać
się z grupą z koła plastycznego, bo mieliśmy do wykonania dekoracje na
Thanksgiving, ale spieszyłam się, by wykonać jego polecenia.
-
Na razie - rzucił Will, a ja odpowiedziałam mu tak samo trochę zdyszana, kiedy
byłam w ruchu.
*****
Pół godziny później…
Stałam
w sali, w której moja starsza siostra leżała na łóżku szpitalnym obok Willa i
niedaleko Davida, patrząc na Anie i Billy’ego i słuchając rozmowy mężczyzn.
-
To był… nasz szwagier, Lucas - powiedziała właśnie Anie o tym, co wiedziała o
napadzie na nią, a ja nie powstrzymałam się jęknęłam, zatoczyłam się i
podniosłam ręce do oczu.
Wcześniej
słuchałam, jak bez zaskoczenia David i chyba również Billy przywitali mnie w
towarzystwie Willa, a Anie przyznała, że go znała.
Anie
leżała tam, taka przeraźliwie szczupła, chorobliwie blada, niesłychanie słaba i
załamana tym, że to Lucy wspólnie z Lucasem przewodzili tej szajce, która
kradła, oszukiwała i wyłudzała pieniądze.
Ale
później Anie przyznała na głos to, co właśnie przyznała.
Will
wyciągnął rękę, złapał mnie za ramię i przyciągnął mnie przodem do siebie, więc
oparłam czoło na jego ramieniu, zyskując wsparcie, jakie dawał mi już nie po
raz pierwszy, chociaż był to pierwszy raz, kiedy zarobił to w obecności ludzi,
a zwłaszcza w obecności mojej rodziny.
Nie
protestowałam, nie przejęłam się tym, bo nie dotarło to do mnie, skoro po
prostu byłam zbyt roztrzęsiona faktem, że to Lucas na spółkę z Lucy skrzywdzili Anie, a ona zdawała
sobie z tego sprawę, co w przypadku mojej najstarszej siostry było dodatkowym
zranieniem.
W
olbrzymim stopniu.
-
Właśnie - mruknął wtedy David - Sądzimy, że ta grupa jeszcze będzie chciała
zrobić wam coś złego - wyjaśnił, a ja spojrzałam na niego, unosząc głowę od
ramienia Willa - Ty już ucierpiałaś, ale jest jeszcze Abi. Potrzebujemy czasu.
-
Co mam zrobić? - zapytała moja Anie nagle pełnym głosem, więc zwróciłam wzrok
na nią.
Moja
starsza siostra była wspaniała, taka kochana, odważna i silna.
Napadli
na nią, zgwałcili ją, straciła
dziecko, którego tak bardzo pragnęła, a ona znowu myślała wyłącznie o innych, chciała mnie bronić, chciała jakoś pomagać tym facetom.
Ja
byłam słaba i bezużyteczna.
Nie
odzywałam się, zachowałam wówczas moje przemyślenia dla siebie, ale wiedziałam,
że musiałam się poprawić.
-
Udawać, że się nie obudziłaś - powiedział wtedy David zdecydowanym tonem, a ja
się przestraszyłam.
Ja
mieszkałam w bezpiecznym miejscu, a Anie miała być w publicznym szpitalu, w
sali, do której każdy mógł wejść, kiedy Lucy chodziła sobie gdzieś tam na
wolności i wiedziałam, jaka potrafiła być okrutna.
-
Myślimy, że Lucy ma do was urazę - po raz pierwszy odezwał się Will - Tobie
zazdrości, a Abi ma pieniądze na koncie, które miały być przeznaczone na jej
posag - skinął głową w moją stronę.
Nie
wiedziałam, że o tym wiedział, ale przecież on wiedział wszystko.
Gorszą
sprawą było to, że Lucy prawdopodobnie też to wiedziała.
Anie
najwyraźniej jednak nie wiedziała wszystkiego.
-
Pamiętasz tamte pudełka spod łóżka Lucy? - zapytałam Anie, by jej wyjaśnić, o
co tak naprawdę chodziło, bo mogła nie wiedzieć, o jak wielką stawkę była ta
gra.
Anie
zagryzła wargę, a potem skinęła głową.
-
Ta biżuteria, która tam była i ten sprzęt elektroniczny pochodziły
prawdopodobnie z kradzieży i rozbojów - wyjaśniałam, po czym wyraz twarzy Billy’ego
stał się ostrożny i zamknięty, a ja znałam go na tyle, że mogłam stwierdzić, że
był zły, a może się przestraszył o Anie.
-
Te pieniądze, ta gotówka, która tam była, była prawdopodobnie ich wspólna - kontynuowałam
- Całej grupy. Dużej grupy. I nie wiadomo, kto jeszcze do niej należy.
Widziałam tam też fałszywe dokumenty.
Nie
powiedziałam tego na głos, ale chyba było dla wszystkich oczywiste, że właśnie
dlatego był tam Will.
FBI
zajmowało się kradzieżą tożsamości, a za takie było uważane fałszowanie dokumentów takich jak prawo jazdy
lub paszport.
-
A po ślubie Lucy podszedłem do ciebie - wtrącił się Will, więc przeniosłam
spojrzenie na niego, by zobaczyć, że skrzywił się i wyglądał na skruszonego -
Przepraszam, to był mój błąd. Ale wtedy nie znałem faktów. Myślałem, że jesteś
jedną z nich i chciałem cię poznać - lekko wstrzymałam oddech, bo Will kłamał, a ja nie wiedziałam, dlaczego to robił, ale ufałam mu, więc
nie odezwałam się, tylko słuchałam dalej - Wkręcić się. Lucas lub Lucy
zobaczyli, że rozmawialiśmy i skojarzyli to. Wystraszyli się i stąd był ten
atak na ciebie. Nie wiadomo, co zechcą zrobić Abigail.
Moje
imię w jego ustach ponownie zabrzmiało obco.
W
tym momencie był tylko moim znajomym, który miał mnie chronić, ale nie był moim Willem, który mnie wspierał we
wszystkim.
Wtedy
przyszło mi do głowy, że miał rację.
Po
pierwsze, mówiąc Anie, że nie znał wszystkich faktów, bo przecież wtedy nie
wiedział jeszcze, że Lucy był taka, jaka była i że my nie byłyśmy z nią blisko.
Tamtego
dnia nawet nie byliśmy przyjaciółmi, bo spotkaliśmy się tylko dwa razy i ja
mogłam sobie wyobrazić coś więcej, niż on sądził, że tam było.
Po
drugie, udając, że między nami nie było niczego bliższego niż zwykła znajomość,
bo przecież nadal byłam jego pracą, zadaniem do wykonania, więc odkrywając się
z naszą bliskością, mógłby sprowadzić na siebie kłopoty.
To
na nim skupiłoby się wszystko, jeśli ktoś chociażby pomyślałby, że byliśmy
kochankami.
Dlatego
i ja powinnam ukrywać swoje uczucie, naszą relację i pomóc mu w zachowaniu
dystansu przy ludziach.
Dlatego
wyprostowałam się bardziej, niż dotąd byłam wyprostowana, patrzyłam uważnie na
Davida, który właśnie zabrał głos i bardzo starałam się być dojrzała,
profesjonalna, dzielna.
Tak
jak Will chciał, żebym była.
- Musimy wszyscy ukrywać, że się obudziłaś przed
wszystkimi - oznajmił David coś, co
wyglądało mi na ustalenia, jakich dokonali z Willem - Kobiety nie powiedzą
nikomu, że otworzyłaś oczy. Maggie została porwana i nieomalże spalona żywcem,
Ania była uwięziona i chcieli jej
utoczyć krew lub oddać ją do burdelu, a Eva straciła większą część swojej rodziny
i jest mądra, więc żadna z nich nie piśnie ani słowa, jeśli to miałoby narazić
cię na jakąkolwiek krzywdę.
Zanim
tam dotarliśmy, były tam zarówno Eva, jak i Maggie z Anią, bo przyszły akurat
wtedy w odwiedziny do Anie, więc te zapewnienia były ważne dla wszystkich
zaineresowanych, ale mi też mówiły, że powinnam naśladować te kobiety.
Już
wcześniej je podziwiałam.
Teraz
dowiedziałam się, ile każda z nich przeszła w swoim życiu.
-
FBI ma problemy z udowodnieniem tych przestępstw Lucy, a nawet trochę Lucasowi
- powiedział Will - więc potrzebujemy dłuższego śledztwa.
Pomyślałam,
że nie chodziło o czas, ale o ilość
dowodów, ale na ten temat też się nie odezwałam, pozwalając Willowi wyjaśniać
wszystko po swojemu.
Dotarło
do mnie wówczas też i to, dlaczego Will bywał taki przemęczony i zdenerwowany w
ciągu tych kilku tygodni, zanim zamieszkaliśmy razem, bo przecież nawet nie
miał czasu, by porządnie zjeść, a co dopiero się wyspać.
Po
prostu starał się zdobyć jak najwięcej dowodów na zbrodnie Lucasa i Lucy, więc
pilnie pracował.
Myślałam
o tym wszystkim, więc nie uważałam, dlatego zostałam zaskoczona, kiedy David
zaczął tłumaczyć Anie, że kamerka w jej pokoju nie będzie miała podglądu z
łazienki.
Kamerka w pokoju?
Ojej,
to musiało być trudne, takie życie ze świadomością, że każdy twój krok jest
obserwowany przez innych.
-
Abi będzie bezpieczna? - upewniała się Anie, zerkając na nas, więc zauważyłam
wreszcie, że nadal byłam przyciśnięta do boku Willa, kiedy ten zdecydowanie
warknął - Tak.
I
nagle Anie jakby zrelaksowała się, zamknęła oczy i, jak się wydawało, zaczęła
zasypiać.
Była
zmęczona i słaba.
Więc
podeszłam do niej, by dać jej znać, że wszystko było w porządku i mogła
odpocząć, bo miałyśmy mężczyzn,
którzy się nami opiekowali.
-
Dobrze jest mieć cię z powrotem, siostrzyczko - szepnęłam, całując bok jej
głowy, a kiedy się odsunęłam, zauważyłam, że jej usta drgnęły nieznacznie i… zasnęła.
Odeszliśmy
od jej łóżka w stronę drzwi do jej pokoju, by tam porozmawiać półgłosem o tym,
co mężczyźni planowali zrobić.
Dowiedziałam
się, że kamerkę w sali szpitalnej Anie miał zainstalować Filip, do którego
David już zadzwonił, więc niedługo powinien przyjechać.
-
Tamci są gdzieś tam na wolności… - wyjaśnił Will Billy’emu, który był bardzo
zdenerwowany tym, że Anie była narażona na jakiekolwiek ryzyko - a my nie
możemy zrobić nic, by ich przymknąć.
-
Przynajmniej nie na dłużej - dodał David.
Przysłuchiwałam
się ich wyjaśnieniom uważnie, bo wiedziałam to wszystko, ale nadal miałam
wrażenie, że coś mi umykało.
-
Postarałem się o zebranie śladów biologicznych po gwałcie na Hannah i dałem
policji - powiedział David, a mnie olśniło.
Przecież
takie ślady trzeba mieć z czym porównać.
Jeśli
nie mieli próbek DNA pobranych od Lucasa, to ich dowody były niepewne i
niepełne.
David
mi to potwierdził, mówiąc: - …można podważyć ich rzetelność - ale potem dodał
coś, co nie spodobało się ani mnie, ani Billy’emu, chociaż miałam przeczucie,
że Will zgadzał się w tym z Davidem - dobrze byłoby, by jakoś podpuścić Lucy,
żeby powiedziała coś nad łóżkiem Hannah. Albo, żebyśmy złapali tu któregoś z
dupków na próbie zrobienia jej krzywdy.
Nie
zdziwiło mnie ani trochę, kiedy Billy warknął - Nie! - z taką złością, że wiedziałam, że się bał.
Bardzo.
Ale
ja też bałam się tego, że Anie miałaby być przynętą na Lucy lub kogokolwiek innego.
Najdziwniejsze
nadeszło później.
Wydawało
mi się, że Will miał sporo ludzi do dyspozycji, ale na pytanie Billy’ego o
ewentualną ochronę, jaką miałaby dostać Anie, „mój” mężczyzna odpowiedział - Działam
tutaj pół-oficjalnie, tajnie. Więc nie otrzymam wsparcia.
Nie
rozumiałam tego, ale być może po prostu za mało wiedziałam, więc na ten temat
również się nie odezwałam, postanawiając porozmawiać o tym z Willem później,
kiedy bylibyśmy sami.
Szczęśliwie
David wtedy zadeklarował pomoc jego przyjaciół i ponownie pomyślałam, że
musiałam zaufać Williemu, bo miał przecież pod opieką kilka kobiet, a David
niekoniecznie zaangażowałby swoich przyjaciół, gdyby wiedział o tym, że Will
jednak miał jakichś ludzi do
dyspozycji.
*****
Dwa dni później…
Byłam
na przymusowym „urlopie”, który spędzałam sama zamknięta w bezpiecznym
mieszkaniu, więc wściekałam się straszliwie,
chociaż dusiłam to w sobie, bo nie miałam pod ręką nikogo, na kogo byłam taka
zła, żeby mu to okazać.
Will
nie zasługiwał na nic z tego ode mnie, bo to nie on zawinił.
Następnego
dnia po tym, jak Anie się wybudziła ze śpiączki, byłam u niej z mamą, bo moja
siostra poprosiła mnie o przyprowadzenie jej w celu, który wdał mi się nieco
pokręcony.
Chodziło
o to, że Anie chciała się psychicznie przygotować na spotkanie z Lucy,
słuchając w bezruchu zawodzeń naszej mamy, a byłam pewna, że mama będzie zawodziła nad łóżkiem Anie.
Nie
zawiodłyśmy się.
Mama
żałowała na głos Anie i siebie, nie zważając na to, kto mógł usłyszeć, a może nawet
starając się, by usłyszało ją jak najwięcej osób.
Przynajmniej
dwa razy zauważyłam w porę, że Anie prawie zaczęła płakać na słowa mamy o tym,
jaka to ona jest nieszczęśliwa z tego powodu, że straciła dziecko i że spała,
bo mojej siostrze zadrgały usta, a mama szczęśliwie nie spostrzegła tego, bo
była zbyt zajęta sobą.
Gładziłam
mamę po ramionach i podawałam jej chusteczkę, poprawiałam Anie poduszkę, kołdrę
lub chrząkałam znacząco.
Natomiast
rano Will zwolnił mnie z zajęć w szkole na kilka dni, mówiąc, że musiałam
pilnie „wyjechać z powodów rodzinnych” i miałam podtrzymywać to kłamstwo, ale
nie miałam z tym problemów.
Powiedział
mi, że do złapania Lucasa i Lucy miał zbyt mało ludzi, więc musiał sam brać w
tym udział i zaangażować Wolfa, więc nie mogłam wychodzić z mieszkania, a ja to
zrozumiałam.
Nie
chciałam również wszystkim dookoła mówić o udziale mojej siostry i jej męża w
działalności szajki złodziejskiej czy jakiejkolwiek innej przestępczej, więc mogłam kłamać.
Nie
miałam z tym problemu.
Od
zawsze kłamałam małymi kłamstwami ludziom, którzy nic dla mnie nie znaczyli,
którzy woleli znać o mnie półprawdy lub plotki, bo lubili sobie pogadać,
doszukując się sensacji.
Źle
natomiast czułam się, okłamując moich bliskich, chociaż mamie często nie
mówiłam pewnych rzeczy, żeby jej nie denerwować, nie burzyć jej wyobrażeń co do
otaczającego ją świata.
Dotyczyło
to również Abla.
Nigdy
wprost nie skłamałam tacie, Anie lub
Ablowi, ale teraz musiałam to robić i to właśnie z tym czułam się źle.
A
na dodatek nie mogłam spotykać się z Alekiem, Samem, Evą i Jackiem, co mnie
bardzo frustrowało.
Tęskniłam
za nimi.
Poprzedniego
dnia po południu ułożyłam sobie plan zadań, które mogłam zrobić w domu, a musiałam wykonać zarówno do szkoły w
związku z lekcjami, kołami zainteresowań, jak i w związku z zamówionymi
serwetami, obrusami, torbami i torebkami na Thanksgiving, a nawet na Gwiazdkę.
Kilka
osób zamówiło również te plecaki, które zrobiłam dla Marii kilka dni temu i
spodobały się dziewczynkom z jej klasy oraz Sophie, która zamówiła jeden jako
prezent dla jej bratanicy na Gwiazdkę.
Ale
to musiało, niestety, poczekać, bo
mama nie zdążyła uszyć takich plecaków do pomalowania, chociaż Alek już kupił
jej płótno i odpowiednie do tego sznurki.
Miałam
do wykonania prezentację na angielski, miałam do odrobienia setki zadań z matematyki, uczyłam się do
testu z historii, a oprócz tego, trochę w tajemnicy przed wszystkimi,
przygotowywałam się do SAT.
Nadal
nie powiedziałam o tym nawet Willowi, chociaż nie wiedziałam, czemu tego nie
zrobiłam.
Chyba
bałam się zapeszyć.
Tego
dnia od rana, kiedy Will wyszedł bardzo wcześnie, jak ja jeszcze byłam w łóżku,
po naszym porannym seksie, byłam
zajęta.
Najpierw
umyłam się pod prysznicem, gładząc i masując moje zmęczone, ale
usatysfakcjonowane ciało, wspominając to, jak Will kochał je, wielbił pocałunkami i pieszczotami, aż
musiałam pokazać mu, że nie jestem z porcelany, by dał mi trochę więcej.
To
było poprzedniego wieczoru, po tym jak wróciliśmy od Anie i Will chyba sądził,
że byłam zbyt roztrzęsiona tym, co tam się stało.
Byłam.
Ale
nadal, a może właśnie dlatego, potrzebowałam mocniejszego, wręcz brutalnego
seksu, gwałtowniejszego zbliżenia, ruchu, gryzienia, uderzeń, ściskania i
wymogłam to na Willu, nie mówiąc o tym, bo nie potrafiłam tego opowiedzieć, ale
pokazując mu to.
Na
moje szczęście, zrozumiał.
Nasze
ostatnie poranne zbliżenie od samego jego początku było inne, niż bywały
wcześniejsze, bo było o wiele bardziej namiętne i gorące, bardziej
przypominając zapasy niż kochanie się.
Po
tych kilku dniach miałam odczucie, że znałam każdy centymetr ciała Willa i on
znał każdy centymetr mojego ciała, ale wciąż miałam ochotę poznawać go lepiej,
a i on sprawiał takie wrażenie.
Ale
ostatniego wieczoru poznawaliśmy nasze kolejne preferencje, przesuwaliśmy nasze
granice i podobało mi się to, a nawet chciałam więcej.
A
teraz było już po lunchu, który zjadłam w samotności po tym, jak go dla siebie
zrobiłam, po tym jak pędziłam kilka godzin w swojej sypialni, zamknięta tam i
zajęta malowaniem, więc nie znudzona, ale oszołomiona i wyszłam do salonu, by
udać się do kuchni i zacząć przygotowywać kolację.
Wzięłam
do ręki leżący do tej pory na moim biurku telefon, by położyć go obok siebie na
blacie kuchni, kiedy bym gotowała i odkryłam w nim kilkanaście SMS-ów i nie
odebranych połączeń od Willa.
Ostatnie
z tego było pół godziny temu i był to wściekły SMS o treści: NATYCHMIAST, kurwa, zadzwoń!
Ręce
mi się zatrzęsły, bo uświadomiłam sobie, że Will wystraszył się, że coś mi się
stało, bo byłam nieodpowiedzialna i egoistycznie „odpłynęłam”, malując w swojej
sypialni i nie odebrałam od niego tych kilku połączeń sprzed dwóch godzin,
kiedy zadzwonił, bo nie odpisałam na SMS’a.
Odblokowałam
telefon, by wybrać Dzwoń, kiedy
usłyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku i odwróciłam głowę w tamtą
stronę.
Will
wszedł energicznie, gniewnie i równie gniewnie patrzył na mnie, z trzaskiem zamykając
drzwi na klucz i przestawiając alarm.
Stałam
nieruchomo przy blacie kuchennym z płytkim oddechem i spoconymi dłońmi, bo
przestraszyłam się tej jego gwałtowności i tego, że emanowała od niego złość,
która mogła być skierowana na mnie.
Nie
znałam go od tej strony i nie wiedziałam, co mógłby zrobić.
-
Abi! - warknął wściekle - Gdzie ty,
do cholery, byłaś? Czemu nie odbierasz tego pieprzonego
telefonu?!
To
ostatnie było prawie krzykiem.
-
Przepraszam - wydusiłam - Pracowałam i…
-
Mam taką cholerną ochotę złoić ci tyłek - Will znowu warczał, a ja, o dziwo,
poczułam podniecenie.
Jak
to było możliwe, że przy tym strachu przed nim i strachu o niego, bo martwił się
o mnie, czułam się podniecona tym, że Will mógł mnie ukarać?
Nie
wiedziałam.
-
Will, ja… - zaczęłam znowu, ale sama nie wiedziałam, co mogłabym powiedzieć,
więc zakończyłam słabo - Przepraszam.
-
Jasne… - prychnął Will - przepraszasz. Wiesz, co cholernie ja przeżywałem,
kiedy nie odbierałaś, widziałem, że twój telefon jest w mieszkaniu, a nie
wiedziałem, gdzie ty mogłaś być?
Ze
zdenerwowania Will przeczesał ręką włosy i westchnął ciężko.
-
Nie chcę zrobić ci nic złego, więc lepiej nie podchodź - ostrzegł mnie,
wyciągając płaską dłoń obronnie w moją stronę wewnętrzną stroną - Zaraz
ochłonę.
-
Może… - zagryzłam wewnętrzną stronę dolnej wargi - Może mogę ci pomóc się
uspokoić?
To
pytanie zadałam, będąc już w ruchu, a on opuścił rękę i tylko na mnie patrzył,
śledząc mój postęp.
Podchodziłam
ostrożnie do Willa, schylając się do kolan, a potem wyciągnęłam jedną rękę, by
złapać jego pasek, a drugą do jego zamka przy spodniach.
Byłam
już wtedy na kolanach i patrzyłam na niego pokornie i przepraszająco do góry,
kiedy on patrzył na mnie oszołomiony, ale nadal zły.
-
Nie tak - warknął - Nie będziesz przede mną klękała - złapał mnie za ramię,
podciągnął do wyprostu, a potem szarpnął mną w stronę kanapy - Co ty sobie, do
kurwy nędzy, myślałaś?
Tam
usiadł, nagle przerzucił mnie przez swoje kolana tak, że wisiałam głową do
dołu, a brzuch opierałam na jego udach.
Will
trzymał moje plecy jedną ręką, podczas gdy drugą szarpnął moimi joggerami po
moich pośladkach, zabierając je razem z majtkami i przeciągając je w dół ud.
Byłam
przewieszona przez jego kolana z wypiętym ku górze nagim tyłkiem i miałam
zostać ukarana.
Poczułam,
jak moja cipka spłynęła wilgocią na samą myśl o takiej karze.
Na
skórze pośladków poczułam dłoń Willa, a potem oderwała się i z szybkim
podmuchem powietrza nagle spadła z powrotem, co poczułam jako pieczenie.
Poderwałam
głowę i nogi, przy czym pisnęłam cicho, ale było to raczej z zaskoczenia, bo
klaps nie był mocny.
-
Leż grzecznie - warknął Will i uderzył mnie drugi raz, tym razem w drugi
pośladek, a potem naprzemiennie szybkie razy spadały na mój tyłek z prawej i
lewej strony, a ja już się nie szarpałam.
Wręcz
przeciwnie, prawie zajęczałam.
Zawstydziło
mnie to, bo pomyślałam, że byłam zboczona, skoro moje nogi chciały się
rozchylić, z kobiecość pulsowała mi i spływała sokami.
Nagle
Will przestał, jakby zauważył, co się ze mną działo, bo wsunął palce między
moje fałdki od tyłu i zasyczał - Kurwa!
Natychmiast
zrzucił mnie ze swoich kolan, ale oburącz poderwał moje ciało, więc nie spadłam
na podłogę.
Wylądowałam
natomiast na kolanach na siedzisku kanapy, z gołą pupą wypiętą w stronę jej
boku, a Will uklęknął za mną.
Nadal
miałam spodnie i majtki owinięte wokół kolan, więc nie poruszałam się, tylko
wykręciłam głowę akurat, żeby zobaczyć, jak stojący obok Will zerwał z siebie
spodnie z bokserkami, więc jego penis wyskoczył z nich naprężony i gotów do
działania.
Wciągnęłam
gwałtownie powietrze, ale później tyko schyliłam niżej głowę, chowając ją w
ramiona, które miałam skrzyżowane przed sobą i stęknęłam z podniecenia i
oczekiwania.
-
Jaka niegrzeczna Abi - stęknął Will, opierając się za mną w rozkroku na
zgiętych nogach, by naprowadzić czubek na moją pulsującą wilgoć, która czekała
tam wypięta dla niego.
Wszedł
we mnie jednym, gwałtownym, mocnym ruchem i nie zatrzymał się, ale zaczął mnie
pieprzyć energicznie, jakby mścił się za swój niepokój, za długie chwile
zdenerwowania, które mu zagwarantowałam, bo nie odpowiedziałam na SMS’a i nie
odebrałam telefonu.
Nie
czułam się ukarana.
Czułam
każde pchnięcie głęboko we mnie, każdy jego ruch popychał mnie coraz wyżej,
więc wzlatywałam na szczyty mojej rozkoszy.
Przesunął
rękę z mojego biodra, gdzie trzymał mnie oburącz, kiedy zaczął się wbijać, na
moja łechtaczkę, wycelował i uszczypnął wcale nie delikatnie, ale to tylko
dodatkowo pobudziło wszystkie moje zmysły.
Krzyknęłam
i wygięłam biodra mocniej w jego stronę, wbijając tyłek w jego krocze i
przyjmując penisa głębiej w siebie.
Była
to raczej dla mnie nagroda niż kara, bo to było dokładnie to, czego
potrzebowałam po tym cholernie długim dniu samotności i frustracji spowodowanej
zamknięciem i odcięciem mnie od przyjaciół.
Moja
rozkosz wybijała mnie poza granicę błyskawicznie, a i Will osiągnął swój szczyt
niezwykle szybko, więc już po kilku minutach oboje krzyknęłyśmy przeciągle, a
moje mięśnie zacisnęły się na jego pulsującej twardości, kiedy spadliśmy.
Dyszeliśmy
przez moment, schodząc po euforii, kiedy poczułam ramiona Willa, otaczające
mnie z jednej strony po brzuchu i po żebrach, gładzące po moich nagich
piersiach pod koszulką, a później podnoszące mnie do wyprostowania na kolanach.
Podniosłam
głowę i wygięłam ramię, by objąć bok głowy mężczyzny, który nadal był we mnie.
-
Przepraszam, Słoneczniku - wymamrotał Will - Byłem tak cholernie przerażony.
Tak kurewsko bałem się, że coś mogli
ci zrobić.
-
Nic nie szkodzi - odmruknęłam w jego usta, kiedy wyślizgnął się ze mnie, na co
lekko sapnęłam, odwrócił mnie bokiem do siebie i posadził nie na swoich
kolanach, bo usiadł na kanapie.
-
Przepraszam, że nie odpowiedziałam - szepnęłam, jak tylko mogłam już objąć bok
jego głowy i przyciągnąć ją do siebie.
Tkwiliśmy
tam wtuleni w siebie, ja z kolanami nadal związanymi joggerami i majtkami, on z
gołym tyłkiem na kanapie i uspokajaliśmy swoje oddechy, chłonąc tę chwilę
spokoju i ukojenia.
*****
Następnego dnia rano…
To
nie mogło trwać długo i wiedziałam o tym doskonale, ale przed lunchem tego dnia
zaczęło do mnie docierać, że nasza bajka, moja
bajka, właśnie dobiegała końca.
Byliśmy
z Willem zamknięci w naszej bańce szczęścia, ale prawdziwe życie zaczynało się
do nas dobijać coraz głośniej i początkowo robiło to w postaci stęsknionych
dzieciaków.
Kiedy
Will jak zwykle wyszedł do pracy, po naszej pobudce i porannym szybkim,
namiętnym seksie, na który wstałam i poszłam pod prysznic, żeby go tam mieć,
zjadłam śniadanie również z Willem, które zrobiłam dla nas kiedy Mój Mężczyzna ubierał się do pracy, a
potem Will wyszedł, zadzwonił mój telefon na kartę, którego numer miało
niewiele osób.
Dzwoniła
Eva, by powiedzieć mi, że Jack dopytywał się o mnie, pytał kiedy wrócę, a i
Abel martwił się, że nie odwiedzałam go i nie dzwoniłam.
Nie
miałam wątpliwości co do szczerości uczuć, jakie nas łączyły.
Ani
z mojej strony, ani ze strony Willa.
Ale
wiedziałam, że trudno by nam było utrzymać nas związek, a tym bardziej
wytłumaczyć jego prawdziwość i trwałość przed wszystkimi, nawet naszymi
bliskimi, a co dopiero przed obcymi.
Nie
chciałam, żeby Will miał z mojego powodu problemy, a takie mógłby mieć, gdyby
ktoś pomyślał, że byliśmy ze sobą zbyt blisko, kiedy jeszcze nie byłam
pełnoletnia.
Miał
swoją pracę, ważną i wartościową pracę, którą mógłby stracić, a którą tak
bardzo kochał.
Nie
chciałam też go ograniczać.
By
pracować musiał wyjeżdżać, długo i często mieszkać nawet w odległych stanach, a
ja bym go więziła, krępowała.
Musiałam
mu dać wolność od siebie, chociaż nadal nie wiedziałam, jak miałabym to zrobić, by nie skrzywdzić go za mocno.
Wiedziałam
to wszystko, ale nadal zamierzałam brać jeden dzień na raz, nie myśleć o
przyszłości i być z Willem tak długo, jak długo mogłam.
Nikt
mi tego nie mógł odebrać.
Dlatego
właśnie również tego dnia pracowałam nad moimi malunkami na płótnie toreb,
serwet i obrusów, które miałam zamówione, a dla odpoczynku, kiedy płótno schło,
pracowałam nad prezentacją, zadaniami z matematyki i innymi zadaniami do
szkoły.
Nie
zamierzałam robić sobie zaległości.
Zaburzyłoby
to mój plan na college.
Jedyny,
jaki miałam.
*****
Wiliam
Przez
cały kolejny dzień Will pilnie pracował, rozmawiał z facetami, zbierał
informacje i wciąż tylko myślał o tym, że wiedział doskonale od samego początku,
że nie powinien tego ciągnąć.
Kurwa,
nie powinien był tego zaczynać.
Zachowywał
się cholernie egoistycznie, biorąc od tej niewinnej, młodej dziewczyny to, co
wziął i, chociaż obojgu to sprawiało dużo przyjemności i radości, nie powinien
był do tego dopuścić.
Był
takim popieprzonym, słabym idiotą.
Była
tak cholernie młoda.
Miała
przed sobą całe życie, a on był już zgorzkniały, zawiedziony w miłości i
zaufaniu do kobiet, więc nie powinien był jej tknąć nawet w myślach.
Ale
zrobił to i teraz Abigail mogła mieć złudzenia, że to mogło się udać.
A
nie mogło.
Nie
miało szansy na powodzenie.
Will
postanowił jednak, że nie będzie niczego robił na siłę.
Był
zbyt słaby, żeby zdecydować cokolwiek, żeby zerwać to, dopóki mieli mieszkać
razem, więc niczego nie zdecydował.
Pozwolił
temu trwać tak długo, jak będzie się dało, a potem… cóż, może samo się to jakoś
rozwiąże.
Ostatecznie
to Abi zaproponowała regułę „jeden dzień na raz”.
Może
ta bajka, w której żyli, sama dobiegnie końca.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń