Rozdział 13
Abigail
Dwa i pół tygodnia później…
-
Nie, Tom, ja naprawdę nie mam ochoty
- powiedziałam nazbyt ostrym tonem, bo byłam bardzo zniecierpliwiona, chociaż
Tom tak naprawdę nie nalegał.
Był
łagodny, szarmancki, pytał i namawiał, ale nigdy nie naciskał.
Dlatego
mój ton był całkowicie nieadekwatny do sytuacji.
Sylwester
w jego towarzystwie był… miły.
Aż
tyle i tylko tyle, bo co prawda lubiłabym przebywać w jego towarzystwie,
rozmawiać z nim, spędzać czas, ale nic więcej.
Tom
dzwonił do mnie dwukrotnie, zanim spotkaliśmy się na tej imprezie, bo dałam mu
numer mojego telefonu od razu tego samego dnia, kiedy rozmawialiśmy ze sobą po świętach
w FS 13.
Za
pierwszym razem wypytywał mnie szczegółowo o to, co miał ze sobą przynieść, czy
naprawdę nie potrzebowałam pomocy, a później nawet… jakiego koloru będę miała
na sobie sukienkę.
Cóż,
to ostatnie akurat było dla mnie bardzo łatwe, bo, odkąd Will powiedział mi
pewnego razu, że widział mnie na ślubie Lucy i bardzo mu się podobałam w stroju,
w jakiem wtedy byłam, przy każdej okazji zakładam bluzki i sukienki w tym kolorze
samym co ta, którą wtedy miałam na sobie, czyli w żółtym i dodatki w kolorze
zielonym.
Chociaż
w różnych odcieniach żółtego i
zielonego.
Po
raz drugi Tom zadzwonił do mnie około południa w samego Sylwestra, by zapytać
mnie, o której godzinie dokładnie będę na miejscu, bo chciał wejść do sali
razem ze mną.
To
było bardzo miłe.
Faktycznie,
czekał tam na mnie, spotkaliśmy się przed wejściem na salę, gdzie Tom przywitał
mnie cichym Hej, Abi, wziął z mojej
ręki pudło z kruchymi ślimakami nadziewanymi grzybami, cebulą i serem, które
przygotowałam na poczęstunek i weszliśmy do środka ramię w ramię.
Tom
zawiózł tam jakieś wina, ale nie pytałam o to, bo wiedziałam, że i tak nie będę
piła żadnego z nich.
Nie
kusiły mnie, ale też przecież nie byłam na
tyle pełnoletnia.
Weszliśmy
do szatni, która była przygotowana w oddzielnej salce przy samym wejściu, Tom
odstawił wszystko na stolik przy drzwiach, a później pomógł mi zdjąć płaszcz i
odwiesił go na wieszak.
Stałam
tam i patrzyłam, jak zdejmował swoją kurtkę i również ją tam wieszał, myśląc o
tym, że był bardzo uprzejmy i pomocny.
Kiedyś
dla jakiejś kobiety, która będzie miała wolne serce, z którą połączy go to coś, co było potrzebne do prawdziwej
miłości, Tom będzie idealnym partnerem.
Da
jej mnóstwo szczęścia.
Weszliśmy
do sali, podeszliśmy do stołu z przekąskami, a ja bardzo chciałam nie myśleć o tym, że robiłam nadzieję
kobietom, którym na mnie zależało.
Nigdy
nie powiedziałam im o mojej miłości, więc wszystkie mogły mieć nadzieję, że właśnie się zakochałam.
Starałam
się nie patrzeć na miny Evy, Heleny i Anie, kiedy nas zobaczyły, ale nie dało
się nie zauważyć ich uśmiechów, które były pełne aprobaty i skrytego,
dobrotliwego przyglądania się naszej wzajemnej relacji.
Wobec
Toma byłam ciągle bardzo uprzejma, pogodna i przyjacielska, ale nie zdołałam
wykrzesać z siebie niczego więcej.
Bo
niczego więcej tam nie było.
Zrozumiałam
to już po pierwszych naszych żartach, kiedy zauważyłam, że Tom miał całkowicie
inne poczucie humoru, niż miał je Will, a, co ważniejsze, niż ja je miałam.
Nie
mogłam się powstrzymać od porównywania tych dwóch mężczyzn.
Z
Willem rozmawialiśmy otwarcie i nie wymieniliśmy wielu słów, ale zdołaliśmy się
poznać bardzo dobrze.
Nie
chodziło o to, że nie rozmawiałam z Tomem.
Rozmawialiśmy
i to bardzo dużo, ale była to zwykła wymiana informacji typu pada śnieg,
tu jest miło, jak długo znasz…
Nie
dowiedzieliśmy się o sobie chyba niczego istotnego, ale też nie padło ani jedno
pytanie, które umożliwiłoby nam poznanie się tak naprawdę.
Nadal
jednak starałam się go poznać dokładnie tak, jakbym starała się poznać innych
ludzi, bo miałam żyć, a do tego
potrzeba poznawać różne osoby i przeżywać różne wydarzenia.
Więc
chciałam to zrobić.
Pod
koniec zabawy sylwestrowej, być może pod wpływem jednego piwa, jakie wypił, a
może po prostu z upływem czasu, Tom się rozluźnił i stał się lepszym kompanem
do zabawy, więc i ja lepiej się bawiłam i więcej się do niego odzywałam, a później,
kiedy się rozstawaliśmy przy wyjściu z sali, zgodziłam się na kolejne
spotkanie.
Pierwotnie
było to po prostu umówienie się na rozmowę telefoniczną.
Potem
jednak, umawialiśmy się na zakupy, na lunch, na zwiedzenie pewnego miejsca,
które chciałam zobaczyć, by opisać je na lekcję o sztuce.
Spotykaliśmy
się tak przed dwa następne tygodnie w różnych miejscach co dwa, trzy dni,
chociaż nigdy nie zgodziłam się, by Tom przyjechał do mnie do domu ani na to, by
odwoził mnie do lub ze szkoły.
Mama
nigdy go nie poznała ani nie powiedziałam o nim tacie, a Anie wiedziała o Tomie
tylko dla tego, że był kolegą z pracy Billy’ego, więc rozmawiali.
Nasze
spotkania były niezobowiązujące, przyjacielskie, więc nie chciałam Toma
wprowadzać w znajomość mojej rodziny.
Nie
planowałam tego, ale po prostu nie mogłam się przełamać.
Niezobowiązujące
spotkania polegały na przykład na tym, że pewnego razu, w pierwszą sobotę roku,
umówiłam się z nim na lunch w barze niedaleko butiku Aleka i Sama.
Tom
czekał na mnie na chodniku przed drzwiami baru, gdzie przywitał się ze mną
zwykłym Cześć, bez pocałunku, jak to
na nim podświadomie wymogłam, kilka razy odsuwając się, kiedy próbował mnie
pocałować, i weszliśmy po tym, kiedy otworzył dla mnie drzwi i przytrzymał je, przepuszczając
mnie w progu.
To
było miłe i to była jedna z tych rzeczy, które mi się w nim podobały.
Takie
drobne gesty, świadczące o tym, że myślał o
mnie.
Zawsze
dbał o moje bezpieczeństwo w takich sytuacjach, jak kiedy szliśmy po chodniku,
jak wchodziliśmy do pomieszczenia, jak mieliśmy do pokonania jakąś przeszkodę.
W
barze podeszłam pierwsza do lady i przywitałam się ze znajomą barmanką i,
patrząc na wyłożone w witrynie jedzenie, zamówiłam dla siebie powiększoną latte
z karmelem, kanapkę z indykiem, frytki i mufinkę czekoladową, a potem podniosłam
głowę i odwróciłam się do Toma, by zapytać go, co chciałby zjeść.
Wtedy
zobaczyłam, że Ruth, która tego dnia nas obsługiwała, wbijała w niego
rozanielony wzrok, a jej policzki wręcz płonęły
od rumieńca.
Tom
jednak nie spuszczał wzroku ze mnie.
To
też było miłe w jego zachowaniu.
Jak
tylko wychodziliśmy gdzieś razem, zawsze miałam jego absolutnie niepodzielną
uwagę.
Tym
razem jednak zastanowiłam się nad tym, bo to było coś, czego ja nie mogłam dać
Tomowi, a mianowicie zafascynowanie nim, zauroczenie.
On
natomiast w ten sposób marnował szansę na poznanie fantastycznej kobiety, jaką
była Ruth, którą już trochę znałam, skoro poznałam je wszystkie zatrudnione w tym barze.
Tamtego
dnia usiedliśmy przy stoliku, rozmawialiśmy i jedliśmy, a ja dowiadywałam się
coraz więcej na temat tego, jakim wspaniałym mężczyzną był Tom i coraz bardziej
żałowałam, że nie poznał do tej pory żadnej kobiety, która byłaby dla niego
stworzona.
-
Więc, Tom… - zapytałam, podnosząc swoją kanapkę do ust i patrząc na nią a nie
na mężczyznę naprzeciwko mnie - dlaczego zostałeś strażakiem? Przypadkiem czy
chciałeś tego?
Tom
nie odpowiadał przez chwilę wystarczająco długą, bym się zastanowiła, czy nie
przekroczyłam jakiejś jego granicy komfortu, więc szybko podniosłam na niego
wzrok.
-
Chciałem tego - odmruknął w końcu do mnie, kiedy przełknął kęs swojej kanapki z
indykiem, a przeżuwał go bardzo wolno, więc wiedziałam, że nie powinnam była o
to pytać.
Najwidoczniej
była to jedna z tych spraw, których nie porusza się na trzeciej randce, kiedy
zamierzasz być tylko przyjaciółką jakiegoś faceta.
Nie
zapytałam więc o szczegóły.
-
To super, że ci się udało - odpowiedziałam miękko i urwałam, wgryzając się
ponownie w moją kanapkę, by nie sądził, że go chciałam natrętnie wypytywać.
-
Taaa - mruknął Tom i faktycznie zakończył temat.
Ugryzłam
potężny kęs swojej kanapki i złapałam kubek z kawą, którą dostałam powiększoną
o dolewkę mleka, bo taką poprosiłam, a potem żułam z trudem zamykając buzię,
kiedy poczułam wzrok Toma na sobie i podniosłam oczy znad talerza.
-
So? - wypchnęłam przez jedzenie, podnosząc brwi tak, że podjechały mi wysoko aż
do linii włosów, jednocześnie starając się nie popluć.
-
Nic - odparł Tom, ale nie udało mu się ukryć uśmieszku - Po prostu nie
spotkałem kobiety, która tak jadłaby przy
mężczyźnie.
Wzruszyłam
ramieniem, a potem dokończyłam przeżuwać, trochę przełknęłam i popiłam kawą, by
rzucić luźnym tonem w jego stronę - Może dlatego, że jestem dziewczyną a nie
kobietą.
-
O, nie - odparł wtedy Tom szeptem, a powiedział to takim tonem, że spojrzałam
na niego i przestałam gryźć - Stanowczo jesteś
kobietą.
Przełknęłam
ciężko resztę kęsa, prawie się dławiąc, bo, oczywiście, nie zdążyłam wszystkiego
pogryźć jak należy, zamrugałam, wciągnęłam powietrze nosem, a potem chwyciłam
kubek z kawą i ponownie popiłam.
Nie
odpowiedziałam, bo nie mogłam.
Nie
potrafiłam znaleźć słów, które byłyby odpowiedzią, a nie ujawniałyby tego, co
miałam na dnie serca.
Bo
była tam moja skryta miłość.
Kiedy
się trochę uspokoiłam, uśmiechnęłam się nieśmiało i skinęłam głową w
podziękowaniu.
Uznałam,
że to miał być miły komplement i tyle.
Chciałam,
byśmy byli przyjaciółmi, a takie komplementy, jakbym przyjęła je bardziej do
siebie, mogły być uznane za flirt, podrywanie mnie.
Nie
chciałam tego.
Nie
chciałam, by czuł się upoważniony do czegoś więcej.
Spotykaliśmy
się w ten sposób jeszcze kilka razy z różnych okazji i w różnych miejscach, ale
ja coraz bardziej czułam się niekomfortowo, bo Tom, najwyraźniej, chciał czegoś więcej od naszej relacji i
okazywał to.
Chciał
czegoś, czego nie mogłam mu dać.
Nie
starałam się go wyraźnie odepchnąć, ale stawiałam granice.
Ale
tego dnia byłam rozdrażniona, niespokojna i wybuchłam w momencie, kiedy Tom już
po raz trzeci zaproponował, że pojedziemy do niego do domu, bo koniecznie chciał mi coś pokazać.
Bałam
się wejść do niego do mieszkania, w którym podobno mieszkał tylko ze swoim
młodszym bratem, chociaż nigdy nie dał mi podstaw do niepokoju, do nieufności i
podejrzeń co do czystości jego intencji.
Nie
bałam się absolutnie, nawet w najmniejszym
stopniu, że zrobiłby mi jakąkolwiek krzywdę, ale po prostu nie chciałam
zostawać z nim sam na sam w jakimkolwiek pomieszczeniu.
Może
to było irracjonalne, ale tak czułam.
Tom
był bardzo miłym, cudownym facetem, ale po prostu nie dla mnie.
A
następnego dnia powinnam dostać miesiączkę i przez to mój nastrój był chwiejny,
łatwo wybuchałam, więc wiedziałam już sekundę po moim krzyku, że to nie była
wina Toma.
I
zawstydziłam się, poczułam wyrzuty sumienia, bo byłam niesprawiedliwa.
Wzięłam
głębszy wdech, wypuściłam powietrze powoli przez nos, stojąc na trawniku przy
jego samochodzie z zamkniętymi oczami, bo to tam Tom zadał mi pytanie Pojedziemy do mnie?, na które tak
nerwowo zareagowałam.
Przypomniała
mi się sytuacja z Tony’m sprzed tych kilku miesięcy i pokręciłam głową,
opuszczając ją, by nie patrzeć w oczy Toma, kiedy w myślach wyzywałam siebie od
idiotek.
Tom
nie był taki, jak Tony.
Nie
był głupkowatym nastolatkiem z buzującymi hormonami, nie był dupkiem z
wybujałym ego, nie był też egoistą, jak Tony.
Tom
nie myślał wyłącznie o „zaliczeniu” mnie, chociaż mógł myśleć o seksie, bo przecież był mężczyzną.
Nie
mogłam go za to winić.
Faceci
myśleli o seksie nieco częściej niż
kobiety, chociaż i kobiety myślały o tym przy wielu okazjach, czego zdążyłam się dowiedzieć przy różnych okazjach.
Kiedy
się uspokoiłam, podniosłam głowę, otworzyłam oczy, spojrzałam w oczy zmartwionego
mężczyzny naprzeciwko mnie, który stał w miejscu prawie nieruchomo z
zaniepokojonym wyrazem twarzy po moim wybuchu i zaczęłam dobierać słowa, by spokojnie
wytłumaczyć Tomowi, że możemy być przyjaciółmi, ale niczym więcej.
Wiedziałam,
jak to zabrzmiało, ale na to nie
mogłam nic poradzić.
-
Tom, przepraszam, bardzo cię lubię - powiedziałam i prawie nie musiałam
dodawać, bo sama usłyszałam to: ale…
Tom
westchnął.
-
…ale nie czuję do ciebie nic więcej - dokończyłam mimo wszystko - Czy możemy
zostać przyjaciółmi? - zapytałam jeszcze z nadzieją.
Tom,
zaciskając wargi, stanął w tej dziwnej pozie męskiej frustracji z palcami obu
dłoni w tylnych kieszeniach spodni, ze stopami rozstawionymi szeroko i z
opuszczoną głową, a potem mruknął, kręcąc głową - To się nie uda.
-
Co? - zapytałam piskliwie, bo byłam trochę
zaskoczona.
-
Przyjaźń między nami się nie uda, Abi - wyjaśnił Tom, patrząc na mnie - Lubię
cię. Może nawet bardziej niż lubię. Dlatego nie możemy się przyjaźnić.
Zacisnęłam
wargi i spojrzałam na bok.
Nie
rozumiałam tego.
-
Ten facet to szczęściarz - powiedział Tom cichym, łagodnym głosem, na który
poderwałam głowę, by spojrzeć wprost na niego.
Rozchyliłam
przy tym lekko usta ze zdumienia, bo nie sądziłam, że byłam tak oczywista.
-
Przecież widzę - mruknął Tom wyjaśniająco - Kochasz kogoś. Nawet nie próbowałaś
naprawdę mnie poznać.
Zamknęłam
usta.
Moja
głowa opadła podobnie jak ręce, mój wzrok powędrował do trawnika przede mną, bo
Tom miał rację.
Byłam
taka beznadziejna.
Nie
dotrzymałam obietnicy, którą złożyłam Willowi.
*****
Thomas
Tom
stał naprzeciwko Abigail i patrzył w dal, nie zauważając niczego, a myśląc
wyłącznie o tym, jak bardzo kulawe było jego szczęście.
Nie
chciał wiele od życia, Bóg mu świadkiem, nie
chciał wiele.
Wszystkim,
o czym marzył, była jakaś dobra kobieta, z którą mógłby założyć dom, jaki mieli
kiedyś jego rodzice.
Wydawało
mu się, że Abi taka była.
Lubiła
mówić o codziennych sprawach, jakby były super ważnymi, ale nie robiła dramatu
właściwie z niczego.
Umiała
gotować, lubiła zwykłe, codzienne zadania.
Podobało
mu się to, że była zawsze spokojna i zrównoważona.
Do
Toma dotarło, że nie czuł się załamany jej odmową, bo nie był zakochany,
chociaż początkowo tak sądził.
W
tej samej chwili, kiedy powiedziała te paskudne, znienawidzone przez niego
słowa „Bądźmy przyjaciółmi”, pomyślał, że właściwie to nie zależało mu na niej,
bo to nie była miłość.
Może
zauroczenie.
Może
fascynacja.
Ale
miłość?
Nie,
nie, nie!
Stanowczo
to nie… była… miłość.
-
Okej - powiedział w końcu, prostując się i spoglądając na nią - Odwiozę cię na
parking do twojego samochodu.
Stali
przy jego pickupie, którym przyjechali na zakupy dla Abi.
Byli
w specjalnym markecie, w którym dziewczyna kupowała jakieś gówna typu farby,
pojemniczki i pędzle, których potrzebowała do tego swojego hobby, chociaż Tom
miał wrażenie, że traktowała to tak poważnie, jakby była to pełnoprawna, cało
etatowa praca.
Wiedział,
że zarabiała na tym i to zarabiała całkiem nieźle, więc może miała rację, ale
nadal Tom nie mógł zmusić się do traktowania tego z szacunkiem.
Podświadomie,
spychając to w głąb swojego umysłu, myślał z pogardą o takich metodach
zarobkowania.
Może
była to pozostałość po tym, w jaki sposób, trochę protekcjonalnie, jego tata traktował
parę artystów śpiewaków, którzy byli ich sąsiadami, kiedy mieszkali w dzielnicy
domków jednorodzinnych we czwórkę przed wypadkiem rodziców.
-
Dobrze - mruknęła Abi takim tonem, że Tom pomyślał, że była rozczarowana,
chociaż przecież, do cholery, nie miała czym być.
To
on miał prawo czuć się rozczarowany,
rozgoryczony, bo został wypieprzony.
Przez
całą drogę nie odezwał się ani jednym cholernym słowem, bo nie umiał w sobie
ich znaleźć.
Abi
chciała być jego przyjaciółką.
Kurwa.
Nie
mogła sobie bardziej lecieć w kulki.
Tom
przypomniał sobie szyderstwa Luke’a, kiedy ostatnia dziewczyna, z którą Tom się
umawiał w college’u powiedziała mu to samo.
Jak raz wejdziesz do
friendzone, nigdy z niej nie wybrniesz. Tam trafiają wszyscy frajerzy, którzy
nie mają jaj.
W
życiu, ni chuja, Tom nie przyznałby się Luke’owi, że Abi go tak potraktowała.
-
Do widzenia, Tom - usłyszał ciche pożegnanie Abi i wtedy dotarło do niego, że
dojechali już na miejsce, zaparkował i Abi odpięła swój pas.
-
Tak - chrząknął.
-
Do widzenia, Abi - mruknął nieco bardziej wyraźnie.
Spojrzał
w stronę dziewczyny, która wciąż tam siedziała i patrzyła na niego,
przekrzywiając głowę.
-
Naprawdę jesteś fantastycznym facetem - powiedziała cicho i poważnie - Wierzę,
że znajdziesz kiedyś kobietę, która będzie dla ciebie dokładnie tym, czego
potrzebujesz. Ale to musi być twoja druga połówka, Tom, ta Jedyna, a nie po prostu według ciebie wspaniała kobieta.
Tom
wykrzywił nieznacznie wargi z powątpiewaniem, a potem z trudem się uśmiechnął.
-
Ta, jasne - mruknął znowu.
Abigail
westchnęła, zacisnęła wargi, wysiadła, a on patrzył, jak szła w stronę jej
Sonica, wsiadła i zapinała pasy, a potem, nie oglądając się więcej, wyjechał z
parkingu, włączył się do ruchu i pojechał do domu.
Stwierdzając,
że Mustang Luke’a tam był, zaparkował na ich parkingu podziemnym, na którym
mieli obaj z bratem wydzielone miejsca dla mieszkańców, wysiadł i zamknął
pickupa, a potem poszedł do windy.
Kiedy
wszedł do mieszkania, przekonał się, że szczęśliwie lub pechowo stało się tak,
że Abi z nim nie przyjechała, bo Luke był w domu, chociaż wyglądał, jakby zaraz
miał wyjść.
Tom
nie była pewien, czy mógłby pozwolić, by Abi poznała jego brata, zanim ich
relacja rozwinęłaby się w dobrym kierunku.
Młody
potrafił czasem być dupkiem.
-
Yo, stary - przywitał Toma młodszy brat, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi i
stał w wejściu, nawet jeszcze nie zdążywszy przekręcić klucza - Sam? Wystawiła
cię? - to ostatnie dorzucił z kpiną w głosie.
Tom
westchnął w duchu, po czym zerknął na brata i zdecydował się na powiedzenie
półprawdy.
-
Rozstaliśmy się - mruknął pod nosem - To nie było to.
Luke
się zaśmiał i zrobił to głośno, odrzucając głowę do tyłu.
-
Brachu - powiedział, jak się uspokoił - Nie mów, że następna chciała się z tobą
zaprzyjaźnić.
-
Nie mówię - wymamrotał Tom, idąc do lodówki po piwo.
-
Ja pierdolę - śmiał się Luke - Bo ty to miękka
cipa jesteś. Za grzeczny do nich. Jakbyś wystartował ostro do laski, to
przynajmniej byś zaliczył.
-
Kurwa! - nie wytrzymał Tom i krzyknął
na brata, machając ręką, w której trzymał odkręconą butelkę, więc piwo
poleciało dookoła - Odpierdol się ode
mnie. Jak trafię na odpowiednią kobietę, to będę ją miał.
Luke
przestał się śmiać, ale Tom już szedł szybkim krokiem w stronę swojego pokoju,
więc nie widział miny brata.
Pięć
minut później leżąc na plecach na swoim łóżku, kiedy jego nogi wisiały za jego
brzegiem, usłyszał pukanie do drzwi swojej sypialni, a potem, kiedy się nie
odezwał, cichy głos młodszego brata.
-
Sorki, brachol - powiedział Luke - Wychodzę. Ale… masz rację, więc… sorki.
Luke
już dawno wyszedł z jego pokoju, a potem słychać było zamykanie drzwi
wejściowych, kiedy opuścił mieszkanie, kiedy Tom odwrócił głowę i popatrzył za
okno niewidzącym wzrokiem.
Powtórzył
Luke’owi słowa Abi, ale nie wierzył w nie.
*****
Trzy miesiące później…
Kurwa,
jego szczęście było całkowicie popieprzone.
Tom
stał na środku pokoju dziennego mieszkania, do którego właśnie wszedł i patrzył
z niedowierzaniem na rozgrywającą się przed nim scenę.
Było
to w kompleksie mieszkalnym, w którym bywał dość często.
Lisę
poznał zaledwie kilka dni temu, kiedy wspólnie z całym zespołem strażaków z FS
13 gasili pożar w budynku należącym do miasta, w którym mieściły się biura Opieki
Społecznej i innych instytucji miejskich.
Tom
trochę wprosił się do niej do
mieszkania, po tym jak uzyskał od niej adres i pozwolenie na odwiedziny.
Zaczęło
się od tego, że po ugaszeniu pożaru David wystartował do niej wściekły, bo
narażała swoje zdrowie, a może nawet i życie dla jakichś papierów, ale potem
dowiedzieli się od jej starszej współpracownicy, że te papiery nie były jakieś tam, ale super ważne ze względu
na nakład pracy włożony przez pracowników Opieki, by osierocone dzieci, które
były w nich opisane, mogły dostać dom przez adopcję lub przysposobienie do
ludzi, którzy by je kochali, a nie musiały przebywać w domu zastępczym lub
tymczasowym.
Dla
facetów pracujących w FS 13 było to bardzo istotne, że ktoś chciał pomagać
takim dzieciom i zawsze byli skłonni do udzielenia pomocy każdemu, kto tym się
zajmował.
Więc
David szybko przestał być wściekły, a wszyscy strażacy bardzo się
zainteresowali tą dziwną kobietą, która siedziała tam przed nimi w otwartych
tylnych drzwiach karetki.
Lisa
była ładna, a nawet piękna, rudowłosa, zielonooka, z kształtnym, seksownym
ciałem, które było naprawdę dobrze
wypełnione we wszystkich właściwych miejscach.
Niesamowite
było to, jak była wyważona, delikatna i pełna gracji.
Również
nie odzywała się niepotrzebnie w przeciwieństwie do tej starszej, która była
chyba jej szefową, a na którą Lisa mówiła Janine.
Starsza
kobieta, która najwyraźniej bardzo lubiła mówić, niepytana poinformowała z
miejsca ich o tym, że Lisa przyjechała do Stanów z Anglii na miesiąc i odbywała
staż w Opiece Społecznej, by poznać działający tu system i wdrażać go później u
siebie.
Z
rozmowy, która tam się odbywała, Tom wysnuł wniosek, że Lisa współpracowała nad
dokumentacją, która miała pozwolić na przysposobienie chłopca o imieniu Johnny
przez Anię, pracującą w FS 13 jako Alba, na miejsce której został zatrudniony
Tom.
A
na dodatek mieszkała w mieszkaniu, w którym mieszkała dawniej Maggie, obecna
żona Davida, a także Eva i Jimmy.
Jedyna
myśl, jaka przychodziła mu do głowy, brzmiała: Kurwa, jaki ten świat jest mały.
Pewnym
jak cholera było to, że faceci z FS 13 i ich kobiety wkroczą w życie Lisy,
otoczą ją dyskretną opieką, a jeśli będzie potrzebowała, pomogą jej w czym
tylko będą mogli.
Nie
było ani cienia wątpliwości, że kobieta właśnie zyskała całkiem spore grono
całkiem oddanych przyjaciół.
Wiedząc
to wszystko i będąc zdeterminowanym, Tom złapał okazję, jaka się mu się przy
tym nadarzyła i spróbował uderzyć do Lisy, a ta okazała się być otwarta na
spędzanie z nim czasu.
Bardzo
otwarta.
Do
tego stopnia, że Tom, który poszedł początkowo tylko po to, by zjeść z nią
kolację po pracy, ostatecznie jeszcze tego samego dnia został u niej na noc, a
potem wylądował w jej łóżku, gdzie był jeszcze jeden raz kolejnej nocy.
Okazja
idealna.
Wykorzystał
ją.
Luke
byłby z niego dumny.
Niestety,
Tom był na tyle nieśmiały i troskliwy, że, będąc w tym łóżku we dwoje, tylko
spali, chociaż Lisa przytulała się do niego plecami i trudno mu było opanować
erekcję, kiedy wbijała mu w krocze swój kształtny tyłek.
Dręczyła
go w ten sposób, a właściwie torturowała,
przez całą noc, ale Tom miał nadzieję na pociągnięcie tego, więc nie miał nic
przeciwko.
Starał
się „oznaczyć teren” publicznie dawanymi pocałunkami w policzek i czułymi
słówkami, przeciwko którym Lisa nie zaprotestowała ani razu, więc Tom uznał, że
jego szanse na rozwinięcie relacji
rosły wykładniczo.
Jego
nadzieję na to zwiększały pełne aprobaty uśmiechy Evy, Maggie i Sophie, które
były obecne w salonie Lisy, kiedy był tam poprzedniego dnia.
Ta
nadzieja w tym momencie rozpieprzyła się na kawałki, bo Tom patrzył, jak w
salonie, w którym zebrały się kobiety z ich grupy, czekające na swoich
mężczyzn, strażaków z FS 13, którzy mieli niedługo po nim przyjechać po pracy
na kolację, bo niedawno skończyli dyżur, Lisa biegła z radością w oczach do
mężczyzny, którego nie znali i rzuciła mu się na szyję z powitaniem.
A
potem go pocałowała.
To
był dokładnie taki pocałunek, o jakim
marzył Tom od swojej wybranki, bo to
Lisa zainicjowała połączenie warg, przechylenie głowy, chociaż być może ten
obcy facet wziął to i rozpoczął ich walkę języków.
To
nie było istotne, kto to zaczął, bo Tom właśnie przez to nagle zobaczył
czerwień, jego krew zawrzała, a temperament się uwolnił, prawie wydobywając
wściekły warkot z gardła Toma.
Mężczyzna
był wysoki, dobrze zbudowany, umięśniony, ciemnowłosy i brodaty, a patrzył na
Lisę z radością i triumfalnie, na co Tom zazgrzytał zębami.
A
potem jeszcze Lisa patrzyła na tamtego z czystą miłością, kiedy mówił do niej żartobliwie
Tym razem nie usłyszałem nic o
niewkraczaniu do twojej przestrzeni osobistej, a ona zachichotała jak
zadurzona nastolatka, wciąż trzymając ręce owinięte o jego ramiona i wisząc na
nim.
Kurwa!
Dlatego
Tom kompletnie nie pomyślał o tym, jak wielkim dupkiem okaże się w oczach tych
kobiet, które ich otaczały, a które dbały o
niego, dbając o swoich mężczyzn, kiedy wyrzucił z siebie wściekłym tonem:
-
Nie miałaś problemów, kiedy wkraczałem do twojej przestrzeni osobistej, jak
spałem z tobą w twoim łóżku.
A
potem Tom mógł myśleć, że wygrał, kiedy tamten odsunął się od Lisy, mówiąc
chłodno:
-
Więc, właśnie całowałaś mnie tak, jak mnie całowałaś, po tym jak spałaś z nim? Masz wszystko, a chcesz więcej,
tak, księżniczko?
Tom
nie rozumiał tego „Księżniczko”.
To
było coś ich.
Ale
nie pomyślał o tym, kiedy tamten gwałtownie wyszedł, rzucając im pogardliwe
spojrzenie i do niej tekst „Możesz go sobie mieć”, który nie uraził Toma, ale
może uraził Lisę, bo Lisa nie chciała potem z Tomem rozmawiać, tylko
stwierdziła „powiedziałeś już dosyć”, zanim poszła do swojej sypialni.
To
był koniec.
Kiedy
zamknęły się za nią drzwi Tom stał przez chwilę w kompletnym bezruchu, nie
dowierzając w to, co się stało, bo to było jak cholerny koszmar.
Kolejna
kobieta go odstawiła.
Powinien
był to wiedzieć, powinien coś wyczuć, kiedy patrzyła na niego jak na
przytulnego miśka, który służył do pocieszenia, ale nie dawał jej satysfakcji,
jaka mogłaby wypływać z seksu.
Nie
było między nimi iskry.
Abi
powiedziała mu przecież, że powinien sobie znaleźć Jedyną, drugą połówkę, a on jak idiota zadowalał się substytutami.
Nie
kochał.
Ale
też, co on mógł wiedzieć o miłości?
Nigdy
nie kochał.
Tom
nie odezwał się, nawet nie powiedział cholernego Na razie, kiedy zacisnął zęby, dłonie zwinęły mu się w pięści i
wypierdzielił stamtąd na galerię, łączącą mieszkania w całym kompleksie, a
potem zbiegł schodami na parking, mijając po drodze Davida i Jimmy’ego, którzy
szli od swoich samochodów na górę, by dostać się do swoich kobiet i dostać od
nich kolację.
Wsiadł
do swojego Chevroleta Silverado, uruchomił silnik i odjechał wprost do swojego
mieszkania, w którym był Luke, nie spodziewający się brata na noc, skoro Tom
miał być u Lisy.
Ale
wystarczył jeden rzut oka na jego twarz, by młody nie odezwał się ani słówkiem na
temat ewentualnej propozycji przyjaźni ze strony kobiety, z którą spotykał się
ostatnio Tom.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń