niedziela, 25 czerwca 2023

13 - Nie możemy się przyjaźnić

 

Rozdział 13

Nie możemy się przyjaźnić

Abigail

 

 

Dwa i pół tygodnia później…

- Nie, Tom, ja naprawdę nie mam ochoty - powiedziałam nazbyt ostrym tonem, bo byłam bardzo zniecierpliwiona, chociaż Tom tak naprawdę nie nalegał.

Był łagodny, szarmancki, pytał i namawiał, ale nigdy nie naciskał.

Dlatego mój ton był całkowicie nieadekwatny do sytuacji.

Sylwester w jego towarzystwie był… miły.

Aż tyle i tylko tyle, bo co prawda lubiłabym przebywać w jego towarzystwie, rozmawiać z nim, spędzać czas, ale nic więcej.

Tom dzwonił do mnie dwukrotnie, zanim spotkaliśmy się na tej imprezie, bo dałam mu numer mojego telefonu od razu tego samego dnia, kiedy rozmawialiśmy ze sobą po świętach w FS 13.

Za pierwszym razem wypytywał mnie szczegółowo o to, co miał ze sobą przynieść, czy naprawdę nie potrzebowałam pomocy, a później nawet… jakiego koloru będę miała na sobie sukienkę.

Cóż, to ostatnie akurat było dla mnie bardzo łatwe, bo, odkąd Will powiedział mi pewnego razu, że widział mnie na ślubie Lucy i bardzo mu się podobałam w stroju, w jakiem wtedy byłam, przy każdej okazji zakładam bluzki i sukienki w tym kolorze samym co ta, którą wtedy miałam na sobie, czyli w żółtym i dodatki w kolorze zielonym.

Chociaż w różnych odcieniach żółtego i zielonego.

Po raz drugi Tom zadzwonił do mnie około południa w samego Sylwestra, by zapytać mnie, o której godzinie dokładnie będę na miejscu, bo chciał wejść do sali razem ze mną.

To było bardzo miłe.

Faktycznie, czekał tam na mnie, spotkaliśmy się przed wejściem na salę, gdzie Tom przywitał mnie cichym Hej, Abi, wziął z mojej ręki pudło z kruchymi ślimakami nadziewanymi grzybami, cebulą i serem, które przygotowałam na poczęstunek i weszliśmy do środka ramię w ramię.

Tom zawiózł tam jakieś wina, ale nie pytałam o to, bo wiedziałam, że i tak nie będę piła żadnego z nich.

Nie kusiły mnie, ale też przecież nie byłam na tyle pełnoletnia.

Weszliśmy do szatni, która była przygotowana w oddzielnej salce przy samym wejściu, Tom odstawił wszystko na stolik przy drzwiach, a później pomógł mi zdjąć płaszcz i odwiesił go na wieszak.

Stałam tam i patrzyłam, jak zdejmował swoją kurtkę i również ją tam wieszał, myśląc o tym, że był bardzo uprzejmy i pomocny.

Kiedyś dla jakiejś kobiety, która będzie miała wolne serce, z którą połączy go to coś, co było potrzebne do prawdziwej miłości, Tom będzie idealnym partnerem.

Da jej mnóstwo szczęścia.

Weszliśmy do sali, podeszliśmy do stołu z przekąskami, a ja bardzo chciałam nie myśleć o tym, że robiłam nadzieję kobietom, którym na mnie zależało.

Nigdy nie powiedziałam im o mojej miłości, więc wszystkie mogły mieć nadzieję, że właśnie się zakochałam.

Starałam się nie patrzeć na miny Evy, Heleny i Anie, kiedy nas zobaczyły, ale nie dało się nie zauważyć ich uśmiechów, które były pełne aprobaty i skrytego, dobrotliwego przyglądania się naszej wzajemnej relacji.

Wobec Toma byłam ciągle bardzo uprzejma, pogodna i przyjacielska, ale nie zdołałam wykrzesać z siebie niczego więcej.

Bo niczego więcej tam nie było.

Zrozumiałam to już po pierwszych naszych żartach, kiedy zauważyłam, że Tom miał całkowicie inne poczucie humoru, niż miał je Will, a, co ważniejsze, niż ja je miałam.

Nie mogłam się powstrzymać od porównywania tych dwóch mężczyzn.

Z Willem rozmawialiśmy otwarcie i nie wymieniliśmy wielu słów, ale zdołaliśmy się poznać bardzo dobrze.

Nie chodziło o to, że nie rozmawiałam z Tomem.

Rozmawialiśmy i to bardzo dużo, ale była to zwykła wymiana informacji typu pada śnieg, tu jest miło, jak długo znasz…

Nie dowiedzieliśmy się o sobie chyba niczego istotnego, ale też nie padło ani jedno pytanie, które umożliwiłoby nam poznanie się tak naprawdę.

Nadal jednak starałam się go poznać dokładnie tak, jakbym starała się poznać innych ludzi, bo miałam żyć, a do tego potrzeba poznawać różne osoby i przeżywać różne wydarzenia.

Więc chciałam to zrobić.

Pod koniec zabawy sylwestrowej, być może pod wpływem jednego piwa, jakie wypił, a może po prostu z upływem czasu, Tom się rozluźnił i stał się lepszym kompanem do zabawy, więc i ja lepiej się bawiłam i więcej się do niego odzywałam, a później, kiedy się rozstawaliśmy przy wyjściu z sali, zgodziłam się na kolejne spotkanie.

Pierwotnie było to po prostu umówienie się na rozmowę telefoniczną.

Potem jednak, umawialiśmy się na zakupy, na lunch, na zwiedzenie pewnego miejsca, które chciałam zobaczyć, by opisać je na lekcję o sztuce.

Spotykaliśmy się tak przed dwa następne tygodnie w różnych miejscach co dwa, trzy dni, chociaż nigdy nie zgodziłam się, by Tom przyjechał do mnie do domu ani na to, by odwoził mnie do lub ze szkoły.

Mama nigdy go nie poznała ani nie powiedziałam o nim tacie, a Anie wiedziała o Tomie tylko dla tego, że był kolegą z pracy Billy’ego, więc rozmawiali.

Nasze spotkania były niezobowiązujące, przyjacielskie, więc nie chciałam Toma wprowadzać w znajomość mojej rodziny.

Nie planowałam tego, ale po prostu nie mogłam się przełamać.

Niezobowiązujące spotkania polegały na przykład na tym, że pewnego razu, w pierwszą sobotę roku, umówiłam się z nim na lunch w barze niedaleko butiku Aleka i Sama.

Tom czekał na mnie na chodniku przed drzwiami baru, gdzie przywitał się ze mną zwykłym Cześć, bez pocałunku, jak to na nim podświadomie wymogłam, kilka razy odsuwając się, kiedy próbował mnie pocałować, i weszliśmy po tym, kiedy otworzył dla mnie drzwi i przytrzymał je, przepuszczając mnie w progu.

To było miłe i to była jedna z tych rzeczy, które mi się w nim podobały.

Takie drobne gesty, świadczące o tym, że myślał o mnie.

Zawsze dbał o moje bezpieczeństwo w takich sytuacjach, jak kiedy szliśmy po chodniku, jak wchodziliśmy do pomieszczenia, jak mieliśmy do pokonania jakąś przeszkodę.

W barze podeszłam pierwsza do lady i przywitałam się ze znajomą barmanką i, patrząc na wyłożone w witrynie jedzenie, zamówiłam dla siebie powiększoną latte z karmelem, kanapkę z indykiem, frytki i mufinkę czekoladową, a potem podniosłam głowę i odwróciłam się do Toma, by zapytać go, co chciałby zjeść.

Wtedy zobaczyłam, że Ruth, która tego dnia nas obsługiwała, wbijała w niego rozanielony wzrok, a jej policzki wręcz płonęły od rumieńca.

Tom jednak nie spuszczał wzroku ze mnie.

To też było miłe w jego zachowaniu.

Jak tylko wychodziliśmy gdzieś razem, zawsze miałam jego absolutnie niepodzielną uwagę.

Tym razem jednak zastanowiłam się nad tym, bo to było coś, czego ja nie mogłam dać Tomowi, a mianowicie zafascynowanie nim, zauroczenie.

On natomiast w ten sposób marnował szansę na poznanie fantastycznej kobiety, jaką była Ruth, którą już trochę znałam, skoro poznałam je wszystkie zatrudnione w tym barze.

Tamtego dnia usiedliśmy przy stoliku, rozmawialiśmy i jedliśmy, a ja dowiadywałam się coraz więcej na temat tego, jakim wspaniałym mężczyzną był Tom i coraz bardziej żałowałam, że nie poznał do tej pory żadnej kobiety, która byłaby dla niego stworzona.

- Więc, Tom… - zapytałam, podnosząc swoją kanapkę do ust i patrząc na nią a nie na mężczyznę naprzeciwko mnie - dlaczego zostałeś strażakiem? Przypadkiem czy chciałeś tego?

Tom nie odpowiadał przez chwilę wystarczająco długą, bym się zastanowiła, czy nie przekroczyłam jakiejś jego granicy komfortu, więc szybko podniosłam na niego wzrok.

- Chciałem tego - odmruknął w końcu do mnie, kiedy przełknął kęs swojej kanapki z indykiem, a przeżuwał go bardzo wolno, więc wiedziałam, że nie powinnam była o to pytać.

Najwidoczniej była to jedna z tych spraw, których nie porusza się na trzeciej randce, kiedy zamierzasz być tylko przyjaciółką jakiegoś faceta.

Nie zapytałam więc o szczegóły.

- To super, że ci się udało - odpowiedziałam miękko i urwałam, wgryzając się ponownie w moją kanapkę, by nie sądził, że go chciałam natrętnie wypytywać.

- Taaa - mruknął Tom i faktycznie zakończył temat.

Ugryzłam potężny kęs swojej kanapki i złapałam kubek z kawą, którą dostałam powiększoną o dolewkę mleka, bo taką poprosiłam, a potem żułam z trudem zamykając buzię, kiedy poczułam wzrok Toma na sobie i podniosłam oczy znad talerza.

- So? - wypchnęłam przez jedzenie, podnosząc brwi tak, że podjechały mi wysoko aż do linii włosów, jednocześnie starając się nie popluć.

- Nic - odparł Tom, ale nie udało mu się ukryć uśmieszku - Po prostu nie spotkałem kobiety, która tak jadłaby przy mężczyźnie.

Wzruszyłam ramieniem, a potem dokończyłam przeżuwać, trochę przełknęłam i popiłam kawą, by rzucić luźnym tonem w jego stronę - Może dlatego, że jestem dziewczyną a nie kobietą.

- O, nie - odparł wtedy Tom szeptem, a powiedział to takim tonem, że spojrzałam na niego i przestałam gryźć - Stanowczo jesteś kobietą.

Przełknęłam ciężko resztę kęsa, prawie się dławiąc, bo, oczywiście, nie zdążyłam wszystkiego pogryźć jak należy, zamrugałam, wciągnęłam powietrze nosem, a potem chwyciłam kubek z kawą i ponownie popiłam.

Nie odpowiedziałam, bo nie mogłam.

Nie potrafiłam znaleźć słów, które byłyby odpowiedzią, a nie ujawniałyby tego, co miałam na dnie serca.

Bo była tam moja skryta miłość.

Kiedy się trochę uspokoiłam, uśmiechnęłam się nieśmiało i skinęłam głową w podziękowaniu.

Uznałam, że to miał być miły komplement i tyle.

Chciałam, byśmy byli przyjaciółmi, a takie komplementy, jakbym przyjęła je bardziej do siebie, mogły być uznane za flirt, podrywanie mnie.

Nie chciałam tego.

Nie chciałam, by czuł się upoważniony do czegoś więcej.

Spotykaliśmy się w ten sposób jeszcze kilka razy z różnych okazji i w różnych miejscach, ale ja coraz bardziej czułam się niekomfortowo, bo Tom, najwyraźniej, chciał czegoś więcej od naszej relacji i okazywał to.

Chciał czegoś, czego nie mogłam mu dać.

Nie starałam się go wyraźnie odepchnąć, ale stawiałam granice.

Ale tego dnia byłam rozdrażniona, niespokojna i wybuchłam w momencie, kiedy Tom już po raz trzeci zaproponował, że pojedziemy do niego do domu, bo koniecznie chciał mi coś pokazać.

Bałam się wejść do niego do mieszkania, w którym podobno mieszkał tylko ze swoim młodszym bratem, chociaż nigdy nie dał mi podstaw do niepokoju, do nieufności i podejrzeń co do czystości jego intencji.

Nie bałam się absolutnie, nawet w najmniejszym stopniu, że zrobiłby mi jakąkolwiek krzywdę, ale po prostu nie chciałam zostawać z nim sam na sam w jakimkolwiek pomieszczeniu.

Może to było irracjonalne, ale tak czułam.

Tom był bardzo miłym, cudownym facetem, ale po prostu nie dla mnie.

A następnego dnia powinnam dostać miesiączkę i przez to mój nastrój był chwiejny, łatwo wybuchałam, więc wiedziałam już sekundę po moim krzyku, że to nie była wina Toma.

I zawstydziłam się, poczułam wyrzuty sumienia, bo byłam niesprawiedliwa.

Wzięłam głębszy wdech, wypuściłam powietrze powoli przez nos, stojąc na trawniku przy jego samochodzie z zamkniętymi oczami, bo to tam Tom zadał mi pytanie Pojedziemy do mnie?, na które tak nerwowo zareagowałam.

Przypomniała mi się sytuacja z Tony’m sprzed tych kilku miesięcy i pokręciłam głową, opuszczając ją, by nie patrzeć w oczy Toma, kiedy w myślach wyzywałam siebie od idiotek.

Tom nie był taki, jak Tony.

Nie był głupkowatym nastolatkiem z buzującymi hormonami, nie był dupkiem z wybujałym ego, nie był też egoistą, jak Tony.

Tom nie myślał wyłącznie o „zaliczeniu” mnie, chociaż mógł myśleć o seksie, bo przecież był mężczyzną.

Nie mogłam go za to winić.

Faceci myśleli o seksie nieco częściej niż kobiety, chociaż i kobiety myślały o tym przy wielu okazjach, czego zdążyłam się dowiedzieć przy różnych okazjach.

Kiedy się uspokoiłam, podniosłam głowę, otworzyłam oczy, spojrzałam w oczy zmartwionego mężczyzny naprzeciwko mnie, który stał w miejscu prawie nieruchomo z zaniepokojonym wyrazem twarzy po moim wybuchu i zaczęłam dobierać słowa, by spokojnie wytłumaczyć Tomowi, że możemy być przyjaciółmi, ale niczym więcej.

Wiedziałam, jak to zabrzmiało, ale na to nie mogłam nic poradzić.

- Tom, przepraszam, bardzo cię lubię - powiedziałam i prawie nie musiałam dodawać, bo sama usłyszałam to: ale…

Tom westchnął.

- …ale nie czuję do ciebie nic więcej - dokończyłam mimo wszystko - Czy możemy zostać przyjaciółmi? - zapytałam jeszcze z nadzieją.

Tom, zaciskając wargi, stanął w tej dziwnej pozie męskiej frustracji z palcami obu dłoni w tylnych kieszeniach spodni, ze stopami rozstawionymi szeroko i z opuszczoną głową, a potem mruknął, kręcąc głową - To się nie uda.

- Co? - zapytałam piskliwie, bo byłam trochę zaskoczona.

- Przyjaźń między nami się nie uda, Abi - wyjaśnił Tom, patrząc na mnie - Lubię cię. Może nawet bardziej niż lubię. Dlatego nie możemy się przyjaźnić.

Zacisnęłam wargi i spojrzałam na bok.

Nie rozumiałam tego.

- Ten facet to szczęściarz - powiedział Tom cichym, łagodnym głosem, na który poderwałam głowę, by spojrzeć wprost na niego.

Rozchyliłam przy tym lekko usta ze zdumienia, bo nie sądziłam, że byłam tak oczywista.

- Przecież widzę - mruknął Tom wyjaśniająco - Kochasz kogoś. Nawet nie próbowałaś naprawdę mnie poznać.

Zamknęłam usta.

Moja głowa opadła podobnie jak ręce, mój wzrok powędrował do trawnika przede mną, bo Tom miał rację.

Byłam taka beznadziejna.

Nie dotrzymałam obietnicy, którą złożyłam Willowi.

*****

Thomas

Tom stał naprzeciwko Abigail i patrzył w dal, nie zauważając niczego, a myśląc wyłącznie o tym, jak bardzo kulawe było jego szczęście.

Nie chciał wiele od życia, Bóg mu świadkiem, nie chciał wiele.

Wszystkim, o czym marzył, była jakaś dobra kobieta, z którą mógłby założyć dom, jaki mieli kiedyś jego rodzice.

Wydawało mu się, że Abi taka była.

Lubiła mówić o codziennych sprawach, jakby były super ważnymi, ale nie robiła dramatu właściwie z niczego.

Umiała gotować, lubiła zwykłe, codzienne zadania.

Podobało mu się to, że była zawsze spokojna i zrównoważona.

Do Toma dotarło, że nie czuł się załamany jej odmową, bo nie był zakochany, chociaż początkowo tak sądził.

W tej samej chwili, kiedy powiedziała te paskudne, znienawidzone przez niego słowa „Bądźmy przyjaciółmi”, pomyślał, że właściwie to nie zależało mu na niej, bo to nie była miłość.

Może zauroczenie.

Może fascynacja.

Ale miłość?

Nie, nie, nie!

Stanowczo to nie… była… miłość.

- Okej - powiedział w końcu, prostując się i spoglądając na nią - Odwiozę cię na parking do twojego samochodu.

Stali przy jego pickupie, którym przyjechali na zakupy dla Abi.

Byli w specjalnym markecie, w którym dziewczyna kupowała jakieś gówna typu farby, pojemniczki i pędzle, których potrzebowała do tego swojego hobby, chociaż Tom miał wrażenie, że traktowała to tak poważnie, jakby była to pełnoprawna, cało etatowa praca.

Wiedział, że zarabiała na tym i to zarabiała całkiem nieźle, więc może miała rację, ale nadal Tom nie mógł zmusić się do traktowania tego z szacunkiem.

Podświadomie, spychając to w głąb swojego umysłu, myślał z pogardą o takich metodach zarobkowania.

Może była to pozostałość po tym, w jaki sposób, trochę protekcjonalnie, jego tata traktował parę artystów śpiewaków, którzy byli ich sąsiadami, kiedy mieszkali w dzielnicy domków jednorodzinnych we czwórkę przed wypadkiem rodziców.

- Dobrze - mruknęła Abi takim tonem, że Tom pomyślał, że była rozczarowana, chociaż przecież, do cholery, nie miała czym być.

To on miał prawo czuć się rozczarowany, rozgoryczony, bo został wypieprzony.

Przez całą drogę nie odezwał się ani jednym cholernym słowem, bo nie umiał w sobie ich znaleźć.

Abi chciała być jego przyjaciółką.

Kurwa.

Nie mogła sobie bardziej lecieć w kulki.

Tom przypomniał sobie szyderstwa Luke’a, kiedy ostatnia dziewczyna, z którą Tom się umawiał w college’u powiedziała mu to samo.

Jak raz wejdziesz do friendzone, nigdy z niej nie wybrniesz. Tam trafiają wszyscy frajerzy, którzy nie mają jaj.

W życiu, ni chuja, Tom nie przyznałby się Luke’owi, że Abi go tak potraktowała.

- Do widzenia, Tom - usłyszał ciche pożegnanie Abi i wtedy dotarło do niego, że dojechali już na miejsce, zaparkował i Abi odpięła swój pas.

- Tak - chrząknął.

- Do widzenia, Abi - mruknął nieco bardziej wyraźnie.

Spojrzał w stronę dziewczyny, która wciąż tam siedziała i patrzyła na niego, przekrzywiając głowę.

- Naprawdę jesteś fantastycznym facetem - powiedziała cicho i poważnie - Wierzę, że znajdziesz kiedyś kobietę, która będzie dla ciebie dokładnie tym, czego potrzebujesz. Ale to musi być twoja druga połówka, Tom, ta Jedyna, a nie po prostu według ciebie wspaniała kobieta.

Tom wykrzywił nieznacznie wargi z powątpiewaniem, a potem z trudem się uśmiechnął.

- Ta, jasne - mruknął znowu.

Abigail westchnęła, zacisnęła wargi, wysiadła, a on patrzył, jak szła w stronę jej Sonica, wsiadła i zapinała pasy, a potem, nie oglądając się więcej, wyjechał z parkingu, włączył się do ruchu i pojechał do domu.

Stwierdzając, że Mustang Luke’a tam był, zaparkował na ich parkingu podziemnym, na którym mieli obaj z bratem wydzielone miejsca dla mieszkańców, wysiadł i zamknął pickupa, a potem poszedł do windy.

Kiedy wszedł do mieszkania, przekonał się, że szczęśliwie lub pechowo stało się tak, że Abi z nim nie przyjechała, bo Luke był w domu, chociaż wyglądał, jakby zaraz miał wyjść.

Tom nie była pewien, czy mógłby pozwolić, by Abi poznała jego brata, zanim ich relacja rozwinęłaby się w dobrym kierunku.

Młody potrafił czasem być dupkiem.

- Yo, stary - przywitał Toma młodszy brat, kiedy tylko zamknął za sobą drzwi i stał w wejściu, nawet jeszcze nie zdążywszy przekręcić klucza - Sam? Wystawiła cię? - to ostatnie dorzucił z kpiną w głosie.

Tom westchnął w duchu, po czym zerknął na brata i zdecydował się na powiedzenie półprawdy.

- Rozstaliśmy się - mruknął pod nosem - To nie było to.

Luke się zaśmiał i zrobił to głośno, odrzucając głowę do tyłu.

- Brachu - powiedział, jak się uspokoił - Nie mów, że następna chciała się z tobą zaprzyjaźnić.

- Nie mówię - wymamrotał Tom, idąc do lodówki po piwo.

- Ja pierdolę - śmiał się Luke - Bo ty to miękka cipa jesteś. Za grzeczny do nich. Jakbyś wystartował ostro do laski, to przynajmniej byś zaliczył.

- Kurwa! - nie wytrzymał Tom i krzyknął na brata, machając ręką, w której trzymał odkręconą butelkę, więc piwo poleciało dookoła - Odpierdol się ode mnie. Jak trafię na odpowiednią kobietę, to będę ją miał.

Luke przestał się śmiać, ale Tom już szedł szybkim krokiem w stronę swojego pokoju, więc nie widział miny brata.

Pięć minut później leżąc na plecach na swoim łóżku, kiedy jego nogi wisiały za jego brzegiem, usłyszał pukanie do drzwi swojej sypialni, a potem, kiedy się nie odezwał, cichy głos młodszego brata.

- Sorki, brachol - powiedział Luke - Wychodzę. Ale… masz rację, więc… sorki.

Luke już dawno wyszedł z jego pokoju, a potem słychać było zamykanie drzwi wejściowych, kiedy opuścił mieszkanie, kiedy Tom odwrócił głowę i popatrzył za okno niewidzącym wzrokiem.

Powtórzył Luke’owi słowa Abi, ale nie wierzył w nie.

*****

Trzy miesiące później…

Kurwa, jego szczęście było całkowicie popieprzone.

Tom stał na środku pokoju dziennego mieszkania, do którego właśnie wszedł i patrzył z niedowierzaniem na rozgrywającą się przed nim scenę.

Było to w kompleksie mieszkalnym, w którym bywał dość często.

Lisę poznał zaledwie kilka dni temu, kiedy wspólnie z całym zespołem strażaków z FS 13 gasili pożar w budynku należącym do miasta, w którym mieściły się biura Opieki Społecznej i innych instytucji miejskich.

Tom trochę wprosił się do niej do mieszkania, po tym jak uzyskał od niej adres i pozwolenie na odwiedziny.

Zaczęło się od tego, że po ugaszeniu pożaru David wystartował do niej wściekły, bo narażała swoje zdrowie, a może nawet i życie dla jakichś papierów, ale potem dowiedzieli się od jej starszej współpracownicy, że te papiery nie były jakieś tam, ale super ważne ze względu na nakład pracy włożony przez pracowników Opieki, by osierocone dzieci, które były w nich opisane, mogły dostać dom przez adopcję lub przysposobienie do ludzi, którzy by je kochali, a nie musiały przebywać w domu zastępczym lub tymczasowym.

Dla facetów pracujących w FS 13 było to bardzo istotne, że ktoś chciał pomagać takim dzieciom i zawsze byli skłonni do udzielenia pomocy każdemu, kto tym się zajmował.

Więc David szybko przestał być wściekły, a wszyscy strażacy bardzo się zainteresowali tą dziwną kobietą, która siedziała tam przed nimi w otwartych tylnych drzwiach  karetki.

Lisa była ładna, a nawet piękna, rudowłosa, zielonooka, z kształtnym, seksownym ciałem, które było naprawdę dobrze wypełnione we wszystkich właściwych miejscach.

Niesamowite było to, jak była wyważona, delikatna i pełna gracji.

Również nie odzywała się niepotrzebnie w przeciwieństwie do tej starszej, która była chyba jej szefową, a na którą Lisa mówiła Janine.

Starsza kobieta, która najwyraźniej bardzo lubiła mówić, niepytana poinformowała z miejsca ich o tym, że Lisa przyjechała do Stanów z Anglii na miesiąc i odbywała staż w Opiece Społecznej, by poznać działający tu system i wdrażać go później u siebie.

Z rozmowy, która tam się odbywała, Tom wysnuł wniosek, że Lisa współpracowała nad dokumentacją, która miała pozwolić na przysposobienie chłopca o imieniu Johnny przez Anię, pracującą w FS 13 jako Alba, na miejsce której został zatrudniony Tom.

A na dodatek mieszkała w mieszkaniu, w którym mieszkała dawniej Maggie, obecna żona Davida, a także Eva i Jimmy.

Jedyna myśl, jaka przychodziła mu do głowy, brzmiała: Kurwa, jaki ten świat jest mały.

Pewnym jak cholera było to, że faceci z FS 13 i ich kobiety wkroczą w życie Lisy, otoczą ją dyskretną opieką, a jeśli będzie potrzebowała, pomogą jej w czym tylko będą mogli.

Nie było ani cienia wątpliwości, że kobieta właśnie zyskała całkiem spore grono całkiem oddanych przyjaciół.

Wiedząc to wszystko i będąc zdeterminowanym, Tom złapał okazję, jaka się mu się przy tym nadarzyła i spróbował uderzyć do Lisy, a ta okazała się być otwarta na spędzanie z nim czasu.

Bardzo otwarta.

Do tego stopnia, że Tom, który poszedł początkowo tylko po to, by zjeść z nią kolację po pracy, ostatecznie jeszcze tego samego dnia został u niej na noc, a potem wylądował w jej łóżku, gdzie był jeszcze jeden raz kolejnej nocy.

Okazja idealna.

Wykorzystał ją.

Luke byłby z niego dumny.

Niestety, Tom był na tyle nieśmiały i troskliwy, że, będąc w tym łóżku we dwoje, tylko spali, chociaż Lisa przytulała się do niego plecami i trudno mu było opanować erekcję, kiedy wbijała mu w krocze swój kształtny tyłek.

Dręczyła go w ten sposób, a właściwie torturowała, przez całą noc, ale Tom miał nadzieję na pociągnięcie tego, więc nie miał nic przeciwko.

Starał się „oznaczyć teren” publicznie dawanymi pocałunkami w policzek i czułymi słówkami, przeciwko którym Lisa nie zaprotestowała ani razu, więc Tom uznał, że jego szanse na rozwinięcie relacji rosły wykładniczo.

Jego nadzieję na to zwiększały pełne aprobaty uśmiechy Evy, Maggie i Sophie, które były obecne w salonie Lisy, kiedy był tam poprzedniego dnia.

Ta nadzieja w tym momencie rozpieprzyła się na kawałki, bo Tom patrzył, jak w salonie, w którym zebrały się kobiety z ich grupy, czekające na swoich mężczyzn, strażaków z FS 13, którzy mieli niedługo po nim przyjechać po pracy na kolację, bo niedawno skończyli dyżur, Lisa biegła z radością w oczach do mężczyzny, którego nie znali i rzuciła mu się na szyję z powitaniem.

A potem go pocałowała.

To był dokładnie taki pocałunek, o jakim marzył Tom od swojej wybranki, bo to Lisa zainicjowała połączenie warg, przechylenie głowy, chociaż być może ten obcy facet wziął to i rozpoczął ich walkę języków.

To nie było istotne, kto to zaczął, bo Tom właśnie przez to nagle zobaczył czerwień, jego krew zawrzała, a temperament się uwolnił, prawie wydobywając wściekły warkot z gardła Toma.

Mężczyzna był wysoki, dobrze zbudowany, umięśniony, ciemnowłosy i brodaty, a patrzył na Lisę z radością i triumfalnie, na co Tom zazgrzytał zębami.

A potem jeszcze Lisa patrzyła na tamtego z czystą miłością, kiedy mówił do niej żartobliwie Tym razem nie usłyszałem nic o niewkraczaniu do twojej przestrzeni osobistej, a ona zachichotała jak zadurzona nastolatka, wciąż trzymając ręce owinięte o jego ramiona i wisząc na nim.

Kurwa!

Dlatego Tom kompletnie nie pomyślał o tym, jak wielkim dupkiem okaże się w oczach tych kobiet, które ich otaczały, a które dbały o niego, dbając o swoich mężczyzn, kiedy wyrzucił z siebie wściekłym tonem:

- Nie miałaś problemów, kiedy wkraczałem do twojej przestrzeni osobistej, jak spałem z tobą w twoim łóżku.

A potem Tom mógł myśleć, że wygrał, kiedy tamten odsunął się od Lisy, mówiąc chłodno:

- Więc, właśnie całowałaś mnie tak, jak mnie całowałaś, po tym jak spałaś z nim? Masz wszystko, a chcesz więcej, tak, księżniczko?

Tom nie rozumiał tego „Księżniczko”.

To było coś ich.

Ale nie pomyślał o tym, kiedy tamten gwałtownie wyszedł, rzucając im pogardliwe spojrzenie i do niej tekst „Możesz go sobie mieć”, który nie uraził Toma, ale może uraził Lisę, bo Lisa nie chciała potem z Tomem rozmawiać, tylko stwierdziła „powiedziałeś już dosyć”, zanim poszła do swojej sypialni.

To był koniec.

Kiedy zamknęły się za nią drzwi Tom stał przez chwilę w kompletnym bezruchu, nie dowierzając w to, co się stało, bo to było jak cholerny koszmar.

Kolejna kobieta go odstawiła.

Powinien był to wiedzieć, powinien coś wyczuć, kiedy patrzyła na niego jak na przytulnego miśka, który służył do pocieszenia, ale nie dawał jej satysfakcji, jaka mogłaby wypływać z seksu.

Nie było między nimi iskry.

Abi powiedziała mu przecież, że powinien sobie znaleźć Jedyną, drugą połówkę, a on jak idiota zadowalał się substytutami.

Nie kochał.

Ale też, co on mógł wiedzieć o miłości?

Nigdy nie kochał.

Tom nie odezwał się, nawet nie powiedział cholernego Na razie, kiedy zacisnął zęby, dłonie zwinęły mu się w pięści i wypierdzielił stamtąd na galerię, łączącą mieszkania w całym kompleksie, a potem zbiegł schodami na parking, mijając po drodze Davida i Jimmy’ego, którzy szli od swoich samochodów na górę, by dostać się do swoich kobiet i dostać od nich kolację.

Wsiadł do swojego Chevroleta Silverado, uruchomił silnik i odjechał wprost do swojego mieszkania, w którym był Luke, nie spodziewający się brata na noc, skoro Tom miał być u Lisy.

Ale wystarczył jeden rzut oka na jego twarz, by młody nie odezwał się ani słówkiem na temat ewentualnej propozycji przyjaźni ze strony kobiety, z którą spotykał się ostatnio Tom.

 


 

1 komentarz: