niedziela, 9 lipca 2023

19 - Chronić ją przed złem

 

Rozdział 19

Chronić ją przed złem

Wiliam

 

 

Następnego dnia rano…

Will obudził się tak, jak budził się przez ostatnie trzy lata, czyli natychmiast czujnie rozpoznając otoczenie, szukając zagrożenia.

Tym razem wszystko było zupełnie inne, niż przez minione pieprzone miesiące, ale nie była to zła zmiana.

A potem przypomniał sobie.

Leżał w czystej pościeli, na miękkim materacu, w dużym łóżku, otoczony zapachem kwiatów.

I nie był tam sam.

Abigail.

Na jego ramieniu i klatce piersiowej leżała miękka, ciepła, delikatna postać, za którą tęsknił tak bardzo, że śniła mu się raz po raz każdej pieprzonej nocy przez te cholernie ciemne, ponure trzy lata.

Tym razem nie był to sen, a Will przekonał się o tym dotykiem, kiedy przeciągnął palcami po okrytym cienkim materiałem piżamy, kształtnym biodrze dziewczyny leżącej obok niego.

Wróć, to nie była dziewczyna.

Kiedy zobaczył ją w tamtej pieprzonej piwnicy, wypiętą gołym tyłkiem w jego stronę, od razu zobaczył różnice jakie zaszły w niej przez te trzy lata.

Szlag go trafiał, kiedy inni faceci patrzyli na nią taką.

Była piekielnie bardziej seksowna, jej biodra były szersze i bardziej kształtne, piersi pełniejsze i bardziej kuszące, a wcięcie w talii wyraźniejsze.

Tam nie widział zbyt dobrze rysów jej twarzy, bo była ustawiona do niego profilem, a oprócz tego była wykrzywiona bólem, strachem i rozpaczą, ale potem dostrzegł, że one też stały się bardziej dojrzałe.

Tak, jego Abigail stała się kobietą.

Kobietą, której pożądali inni faceci.

Ale już po tym, jak trzymał ją w samolocie, wiedział, że jej skóra była nadal delikatna, gładka i ciepła, a spojrzenie jej brązowych oczu tak samo, jak dawniej kochające i czułe.

Poprzedniego wieczoru nie zdążył wyjść z łazienki, zanim zasnęła.

Wszedł do jej sypialni i stanął w progu, zauroczony widokiem śpiącej na wysokich poduszkach kobiety, która nie była okryta kołdrą, więc widział jej piersi spod koszulki piżamy, a jej miękkie, gęste włosy rozsypane były dookoła głowy.

Przyciemniła je pasemkami.

Nie były już ciemno blond, a raczej jasno brązowe, ale Will umiał to rozróżnić po wizytach u Fran, kiedy czekał na swoją siostrę i słuchał, chcąc-nie-chcąc, dyskusji kobiet siedzących u niej na fotelach.

Will położył się do łóżka obok niej i natychmiast usunął dwie poduszki, by wciągnąć głowę i tułów Abi na swoją klatkę piersiową.

Chciał mieć ją blisko.

Nie obudziła się.

A jeszcze lepiej było, kiedy okazało się, że przez sen wtuliła się w niego, mocno przyciągając jego tors do swojego boku, wciskając cycki w jego żebra i tylko mrucząc cicho z przyjemności.

Will zasnął w sekundę, kiedy tylko zamknął oczy, bo był totalnie wyczerpany poprzednim dniem, poprzednimi kilkoma dniami, a nawet poprzednimi tygodniami.

I dawno nie spał tak dobrze.

Dobremu wypoczynkowi sprzyjało to, że poprzedniego dnia Will ustalił pewne rzeczy na przyszłość, chociaż również dowiedział się czegoś złego.

Dobre przyniosła mu rozmowa z szefem i to ją wspominał Will, zanim zamknął oczy, bo miał trochę do przemyślenia.

Po tym, jak Abi odjechała z rodzicami, Will pożegnał się z facetami, bo każdy miał prywatne rzeczy do załatwienia od zaraz.

Musieli dać znać swoim rodzinom, że żyli i mieli się dobrze.

On sam po prostu pojechał na spóźniony lunch, do łaźni, fryzjera i barbera.

Nie miał tu rodziny, którą musiałby odwiedzić, więc tylko zadzwonił do siostry, by poinformować ją, że ma się dobrze.

Kiedy był najedzony, Will wsiadł do taksówki, by pojechać do sklepu i tam zaopatrzyć się w kilka niezbędnych ubrań i kosmetyków, a godzinę później wstał z fotela magika, który go odmłodził i poszedł do łaźni miejskiej, gdzie wykąpał się, a może bardziej odmoczył z tego gówna, które przylgnęło do niego przez ostatnie kilkanaście miesięcy.

Chociaż obawiał się, że tego nie uda mu się pozbyć tak łatwo.

Wyszedł na ulicę, by udać się w kolejne miejsca, ale wtedy zadźwięczał jego telefon z wiadomością od  szefa, że mieli już informacje, na które czekali.

Will znowu wziął taksówkę, żeby dojechać tam, gdzie byli umówieni.

Nie zamierzał wynajmować samochodu, a tym bardziej kupować go, zanim nie porozmawiałby z kobietą, bez której, jak się przekonał, nie mógł żyć.

Nie wiedział niczego o dwóch latach jej życia.

Mogła mieć męża, dzieci, mogła kochać kogoś na zabój, a powitanie go w samolocie mogło wynikać z tego, że był jej obrońcą, echem bezpiecznego życia, jakie mieli dawniej.

Musiał się przekonać.

Najpierw jednak Will odbył konieczne spotkanie informacyjne z szefem i pozostałymi facetami.

- Wiemy, do kogo należy konto, na które zostały przelane pieniądze - powiedział szef, kiedy tylko Will zamknął za sobą drzwi pomieszczenia, w którym się spotkali - A raczej pierwsza transza.

Szef dał mu tablet z otwartym plikiem, na widok którego Willowi zacisnęły się zęby tak mocno, że mógłby je połamać.

- Również wiemy na jaki numer przesłano zdjęcia i filmiki z tego, co się działo w tamtej piwnicy - dodał szef, kiedy zabrał od Willa tablet tylko po to, by przerzucić kilka stron i znowu mu go podać.

Kurwa pierdolona mać!

Will nie klął, a przynajmniej nie robił tego do czasu swojego wtopienia się w świat Meksykanina Javiera, ale na to, co zobaczył, nie mógł inaczej zareagować, bo inaczej komuś by wpierdolił.

Jego wyćwiczone opanowanie tu nie pomagało.

Teraz też nie zaklął na głos, ale w myślach.

Na zewnątrz był skamieniały, niby spokojny.

Konkretna, kompetentna rozmowa ich wszystkich mająca na celu ustalenie główne kroki postępowania na najbliższą przyszłość trwała około godziny, a potem faceci zaczęli się rozchodzić, ale Will zwlekał.

Musiał porozmawiać z szefem na osobności.

- Tracker? - usłyszał w końcu jego głos, kiedy zostali we dwóch.

Will wymownie spojrzał na mężczyznę, z którym współpracował już od lat, więc znali się tak dobrze, że nie musiał niczego dodawać.

- Racja - mruknął szef - Jesteś pewien?

Will skinął głową.

- Nie będzie odwrotu - szef poinformował Willa o czymś, o czym ten doskonale wiedział, bo przemyślał to przez ostatnie cztery lata.

- To była moja ostatnia akcja - z naciskiem Will przypomniał mu ich umowę.

Szef westchnął, ale skinął głową, zanim dodał:

- Jasne. Jakbyś czegoś potrzebował…

Will wiedział, że mógłby na niego liczyć, chociaż bardzo nie chciałby w przyszłości w jakimś, w jakimkolwiek, przypadku mieć u tego mężczyzny długu wdzięczności.

Pozostały im więc pewne formalności, ale nie było ich wiele i to było zadanie na niedaleką przyszłość.

A potem Will byłby wolny.

Wychodząc z budynku, Will wyciągnął z kieszeni telefon, by uruchomić go i wezwać taksówkę do punktu, do którego zmierzał, w którym zostawiła go poprzednia, skoro nie chciał podjeżdżać nią zbyt blisko punktu spotkania, co tutaj nie było wymagane, ale stało się jego nawykiem.

Zamarł w pół kroku, kiedy zobaczył Ezrę, który stał oparty o czarnego Yukona GMC i najwidoczniej czekał na niego, bo nie spuszczał z niego wzroku.

Will nie westchnął, ale schował telefon do tylnej kieszeni dżinsów, kiedy zaczął podchodzić do mężczyzny, odwracając od niego spojrzenie tylko na sekundę, by rozejrzeć się po okolicy.

Jeszcze jeden nawyk.

- Musisz porozmawiać z Markiem - odezwał się Ezra niskim, ale spokojnym głosem, kiedy Will był dwa kroki od niego.

Will zatrzymał się i spojrzał z namysłem - Są u Abigail - poinformował Ezrę.

Wiedział, że tak było, bo tak właśnie działała ta grupa przyjaciółek.

Lisa z Markiem i dziećmi byliby u tej z ich grupy, która potrzebowała ich najbardziej, by wspierać ją i ustalać, jak można było jej pomóc.

- Nie są - powiedział ciemnoskóry mężczyzna, odbijając się od karoserii samochodu i robiąc pół kroku w stronę Willa, by stanąć tam w lekkim rozkroku - Dzwoniłem. Jak chcesz, przyjedzie do Czołga.

Will zastanawiał się tylko kilka sekund, ale wybór był prosty.

Potrzebował pomocy.

Dlatego przytaknął, a Ezra wyjął swój telefon i zaczął dzwonić.

Bez zbędnej dyskusji, zapakowali się obaj do pickupa Ezry, pojechali do niewielkiego domku z trzema sypialniami, który zajmowali Bee i Czołg.

Mark Taylor dojechał piętnaście minut później, a przed nim dotarli do nich Filip, przyjaciel Davida, genialny hacker, guru informatyczny oraz Timor, brat Bee, na którego wszyscy wołali Ty i tak właśnie się przedstawił Willowi.

Ty był kiedyś w Delta Force, ale to Will wiedział wcześniej z własnych źródeł, już kiedy ochraniał Abigail trzy lata temu, bo wiedział trochę o każdym z braci Bee, skoro stanowili oni otoczkę tej grupy.

Tak samo wiedział co nieco o przyjaciołach Filipa, chociaż oni oczywiście woleliby, żeby nic nie wiedzieli ani Will, ani FBI.

Nie zamierzał im o tym mówić.

Wszystko, co chciał, żeby zostało zrobione, było tym, co trzeba było zrobić za wszelką cenę, żeby Abigail i jej rodzina były bezpieczne.

Pokrótce wprowadził mężczyzn i Bee w najważniejsze starsze i nowsze informacje, które miał wcześniej lub zostały im przekazane na ostatnim spotkaniu z jego już-teraz-byłym szefem.

Potem dyskutowali, ale bez roztrząsania oczywistości.

- Jak wywinie się, uderzy za kilka tygodni, miesięcy lub lat - zagrzmiał nisko Czołg na podsumowanie i Will wiedział, że miał rację, ale nadal nie wiedział, co mogliby zrobić, by tego uniknąć.

- FBI może jedynie wnioskować o więzienie o zaostrzonym rygorze - poinformował wszystkich, ale wiedział, że już to wiedzieli.

- Gówno - warknął Ty.

Bee westchnęła, a Will pomyślał, że wolałby, żeby jej tam nie było, ale to nie była jego wybór, bo to nie była jego kobieta.

Z drugiej strony słabo ją znał, ale to już po tych kilkudziesięciu minutach stwierdził, że pod tym względem Bee była jak Abigail.

Obie były mądre, dojrzałe i nie paplały bez sensu, jeśli wiedziały, że coś było nie ich tajemnicą.

Spędzili ponad godzinę na wymianie informacji, ale niczego nie ustalili, a może nie ustalili niczego oficjalnego, bo Will miał dziwne uczucie, że coś zawisło między Markiem a Filipem, kiedy się rozstawali.

Chyba wolał nie wiedzieć.

Na pożegnanie Mark zapytał o coś, o co Will chwilowo nie chciał być pytany, bo nie znał odpowiedzi.

- Zostajesz w SLC?

- Nie wiem - przyznał szczerze Will, a Mark uniósł wysoko brwi i Will stwierdził szczerze zdumiony, że reszta mężczyzn również na nich spojrzała z konsternacją.

Co ich to, kurwa, obchodziło?

- Nie wiem, jak Abigail… - Will zaczął, ale nagle poczuł, że powiedział za dużo, bo nie był przyzwyczajony do ujawniania swoich uczuć, do mówienia o swoich pragnieniach, więc zamilkł i zacisnął wargi.

Nie miał przyjaciół, a z rodziną nie widział się od ponad dwóch lat.

Zobaczył, że został zrozumiany i odetchnął z ulgą, bo to pozwoliło mu odpuścić ten temat.

- Zdzwonimy się - mruknął Mark, Filip tylko skinął głową i tak samo zrobili pozostali faceci.

Bee patrzyła na niego zatroskana, co było bardzo dziwne w jej wydaniu, bo Will znał ją jako trzpiotowatą pchełkę, której imię dokładnie odpowiadało charakterowi.

Chociaż może nie imię, bo jej właściwym imieniem było Bethany, co było strasznie poważne, ale wszyscy nazywali ją Pszczółką - Bee.

Ale może to były pozory.

*****

Pół godziny później Will wchodził do domu Abigail i jej przyjaciół, mając wciąż przed oczami napis nad ich sklepem:

Galeria Sztuki Tradycyjnej - Słonecznik

Jak mógł się spodziewać, to jego Abigail stworzyła to miejsce, chociaż ona sama zapewne nie przyznała się do tego, mówiąc Zrobiliśmy.

To była jedna z tych rzeczy, które ominęły Willa przez ostatnie dwa lata.

Część życia Abigail, której nie znał, w której nie uczestniczył, ale to było właściwe, bo była za młoda wtedy, a może nawet i teraz, by być z takim starym ramolem, jakim on był.

Powitanie ze strony jej przyjaciół i równocześnie wspólników nie było ani ciepłe, ani serdeczne, ale Will uznał to za coś dobrego, bo oznaczało, że jego Abi otaczali ludzie, którym na niej zależało.

Wieczorem właściwie nie porozmawiali.

Will był zmęczony i głodny, Abigail była zmęczona i obolała, chociaż dobrze kryła się z tym ostatnim przed swoimi przyjaciółmi, a jej oni z kolei byli zdeterminowani, by wytrwać z nimi do późna i nie zostawiać jej z nim samej, więc wszystkim, na co wystarczyło im siły, było umycie się i położenie do łóżka.

A w nocy Abigail obudziła go krzykiem, kiedy dręczył ją koszmar.

Will czuł już wcześniej, że zamknęła to w sobie, a to oznaczało, że w którymś momencie musiało się to uwolnić, więc wiedziała również, że będzie musiał ją nakłonić do wizyty u specjalisty.

Ale tego dnia mieli również pojechać pierwszą wizytę Abi u lekarza w VAMC, by ustalić plan leczenia i rehabilitacji jej postrzału, więc mogli tam zapytać o psychoterapeutę specjalizującego się w traumach.

Więc Will wstał z jej łóżka delikatnie, żeby jego mała dziewczynka mogła jeszcze pospać, poszedł do łazienki, by wziąć prysznic i zrobić to, co potrzebował zrobić, a potem wrócił do jej sypialni.

Abigail nadal była pogrążona w głębokim snie i nie było to nic dziwnego, skoro o trzeciej nad ranem Will kazał jej wziąć dwie tabletki przeciwbólowe po tym, jak zaniósł ją do łazienki, by zrobiła to, co potrzebowała, kiedy obudził ją koszmar.

Will nie patrzył na nią długo, tylko naciągnął na tyłek spodnie dresowe, które kupił sobie poprzedniego dnia, odwrócił się i poszedł do kuchni, żeby zrobić sobie i swojej kobiecie śniadanie.

Tam napotkał dwoje z jej współlokatorów, Jasmine i Jeremiego, których imiona zapamiętał z poprzedniego wieczoru, a którzy chyba bardziej przekonali się do niego niż ten, który wyszedł z dziewczyną, Ryan, najwidoczniej nie mieszkający z nimi w tym domu.

- Hej - przywitał się Will i usłyszał takie samo powitanie od chłopaka, a Cześć od dziewczyny, która szybko odwróciła wzrok i zaczerwieniła się.

Kurwa, może jednak powinien wrócić do sypialni po koszulkę.

Will zatrzymał się na sekundę, ale potem wszedł do kuchni zdecydowanym krokiem, uśmiechnął się do Jeremiego, zaczął szukać po kolei jajek, boczku, pieczywa i szykować dla Abi i siebie jajecznicę.

- Abi pije na śniadanie kawę z mlekiem - powiedziała cicho Jasmine.

- Wiem - odparł z uśmiechem Will.

- Dawno się znacie? - spytał chłopak.

- Trzy lata - odparł Will - Ale nie widzieliśmy się dosyć długo - dorzucił.

Wiedział, że spojrzeli na niego, chociaż nie patrzył w ich stronę, ale gówno go to obchodziło, bo nie zamierzał się tłumaczyć.

Jeśli Abigail będzie chciała, to opowiedzą im wszystko.

Jasmine wyjęła talerze i postawiła je na blacie blisko kuchenki, otworzyła szafkę, by wyjąć kubki na kawę, kiedy Will usłyszał gwałtowny wdech w korytarzu prowadzącym do sypialni.

Odwrócił głowę i zobaczył Abi stojąca tam, opartą na kulach i wpatrzoną w niego szeroko otwartymi oczami.

- Hej - zawołał do niej - Robię śniadanie. Miałem nadzieję, że zdążę zanim się obudzisz i przyniosę ci do łóżka.

Abigail zrobiła krok w jego stronę i zachwiała się, więc Will porzucił patelnię i pobiegł w jej stronę.

- Co ty wyprawiasz? - warknął agresywnie - Wracaj do sypialni.

- Will - szepnęła, opierając dłoń, w której nie miała kuli, bo opierała się tylko na jednej, co spowodowało jej zachwianie i mogło spowodować upadek - Chcę zjeść przy stole - dokończyła głośniej.

Will westchnął, ale przeszedł do jej boku, by wspierać ją w drodze do jadalni.

- Nie - mruknęła Abi - Muszę najpierw do łazienki.

Odwrócił ich w kierunku jej pokoju, zerkając przy tym w stronę kuchenki, gdzie, na szczęście, stała już Jasmine, która machnęłam do niego uspokajająco ręką, żeby dać mu znać, że miała to pod kontrolą.

To, czyli ich śniadanie.

Will zaprowadził Abi do łazienki, a ona wchodząc tam powiedziała coś, co go rozweseliło.

- Mógłbyś założyć koszulkę - a na jego pytające spojrzenie dodała - Po pierwsze Jasmine patrzy na ciebie, jakby chciała cię zjeść - Will poczuł, ze jego usta drgnęły z rozbawienia - A po drugie ja chcę cię schrupać - na to Will nie wytrzymał i wybuchł niepohamowanym śmiechem.

Dawno nie czuł się taki swobodny, a jej zazdrość i przyznanie się do tego, że go pragnęła, było dodatkowo odświeżające.

Kiedy mu trochę przeszło, zobaczył wzrok Abi na sobie i poczuł czyste szczęście, bo na jej twarzy widniała miłość, radość i relaks.

Podobało jej się to, że się śmiał, że był szczęśliwy.

- Lubię, jak jesteś zazdrosna - wymruczał w jej stronę i pochylił się, by złożyć pocałunek na jej szyi.

- Nie jestem - prychnęła, ale nie uchyliła się, więc pocałował ją dokładnie tak, jak chciał, a ona na to zamruczała jak zadowolona kotka.

Will odsunął się od niej, kręcąc głową i poszedł do swojej torby po czystą koszulkę, kiedy Abi poszła do łazienki zrobić to, co potrzebowała zrobić, zanim poszli do jadalni, gdzie było już naszykowane ich śniadanie.

Kiedy zjedli, Will posprzątał w kuchni, poszli do pokoju Abigail, żeby naszykować się na ich dzień i trochę porozmawiali.

A dokładniej, Will przekazał Abi swoje pragnienia i oczekiwania.

- Słoneczniku - zamruczał Will, kiedy siedzieli na kanapie jej części wypoczynkowej i planowali najbliższe dni - Masz do dokończenia szkołę. A ja nie mam pracy.

Abi przytaknęła, opierając się ramionami o jego klatkę piersiową, ale głowę utrzymując w pewnej odległości, bo jej kark był napięty.

Nie patrzyła na niego, ale przed siebie.

Przeciwna ściana jej apartamentu była pomalowana w wielką, fantastyczną łąkę pełną kwiatów i Will był pewien, że Abi zrobiła to samodzielnie.

To była ona.

- Możemy znaleźć dla nas dom, ale może lepiej byłoby na te kilka miesięcy zostać tutaj - zaproponował - Załatwię wszystko z moją przeprowadzką z Phoenix. Będziemy mieli czas na znalezienia czegoś odpowiedniego dla nas. Co o tym myślisz?

Will zgiął brodę i spojrzał na jej profil, kiedy podniosła i wykręciła głowę, żeby na niego zerknąć.

Wreszcie się odprężyła.

- Chyba tak byłoby najlepiej - Abi odpowiedziała cicho i łagodnie.

Will uznał, że lubiła to, że dawał jej wybór, a jednocześnie sygnalizował, że zamierzał z nią być i to w jej mieście, gdzie miała rodzinę i przyjaciół.

- Zmieścimy się tu… - zaczął planować dalej Will, ale w tym momencie przerwano im.

- Jak to byłby lepiej, żebym zapukał?! - usłyszeli podniesiony głos mężczyzny, na który Abi usiadła na baczność - To moja córka.

- Tata - szepnęła, a tej samej chwili jej drzwi otworzyły się z rozmachem.

- Nie będziesz mi… - tata Abi zaczął warczeć w stronę Jasona, który stał nieco dalej w korytarzu całkowicie zawstydzony.

Jonas Sensible odwrócił się w ich kierunku, kiedy Jason poruszył bezgłośnie wargami do nich - Przepraszam.

Siedzieli w lekkim szoku jedynie przez chwilę, bo Will zerwał się i z wyciągniętą ręką podszedł do mężczyzny, mówiąc - Jestem Wiliam Tracker, miło mi poznać.

W korytarzu za Jasonem stała Kate Sensible z oszołomioną miną i bezradnie poruszała bezgłośnie ustami, łapiąc powietrze jak ryba wyjęta z wody.

Jason wycofał się chyłkiem do salonu.

Tata Abigail w końcu odnalazł opanowanie i wciągnął swoją żonę do pokoju Abi, która stała niepewnie przy kanapie, na którą Will wrócił i posadził ją delikatnie, żeby nie zrobiła sobie niczego złego, gdyby miała się przewrócić.

- Tato… - zaczęła Abi, ale nie miała szansy na dokończenie.

- Co tu się… - tata Abi był wściekły i nie ukrywał tego, ze nie podobało mu się spotkanie mężczyzny w sypialni jego córki.

- Przepraszam - przerwał mu zimno Will - Abigail jest dorosła. Spotykamy się, a ja kocham pańską córkę.

Mężczyzna najwidoczniej nie był przygotowany na taką odpowiedź, by na chwilę zamilkł, a w tym czasie Will zajął miejsce obok Abi, która siedziała spięta na kanapie, ale złapała go za rękę, kiedy tylko był blisko.

Mężczyzna naprzeciwko ocenił ich relację złym wzrokiem, a ich relacja nie pomogła mu w opanowaniu wściekłości.

- Jak to sobie wyobrażacie? - warknął w końcu Jonas Sensible do Abi.

Ta wciągnęła powietrze do płuc, ale nie odezwała się głównie dlatego, bo nie miała na to szansy.

- Ile pan ma lat? - znowu zawarczał jej tata, tym razem zwracając się do Willa - Uwiódł pan moją córkę!

Will zacisnął wargi, zbierając swoją cierpliwość i opanowanie.

- Dawno się znacie? Jak się poznaliście? - pytania padały z częstotliwością serii z karabinu maszynowego na przemian do Abi i Willa bez szansy na ich odpowiedź.

- Tato, uspokój się - wreszcie powiedziała spokojnie i zdecydowanie Abigail i Will spojrzał na nią z uznaniem, bo jej tata zamilkł na jej ton.

- Nie tak cię wychowaliśmy - warknął jeszcze Jonas Sensible, a wtedy Will nie wytrzymał.

Wyprostował się na kanapie obok Abi.

- Kocham państwa córkę, a ona kocha mnie - powiedział wyważonym, cichym głosem, patrząc wprost w oczy taty Abi i czując na sobie jej wzrok - Zakochaliśmy się w sobie już dawno temu, ale nie widzieliśmy się przez trzy lata, żeby dać sobie czas do namysłu. Przekonać się, że to nie było zwykłe zauroczenie.

Will zerknął szybko na dziewczynę, która siedziała przy jego boku, ujął delikatnie jej dłoń w swoje obie ręce, a później spojrzał ponowne na jej rodziców, którzy opadli na miejsca w fotelach, stojących naprzeciwko nich.

- Pan nauczył ją rozmawiać i słuchać - kontynuował patrząc na mężczyznę, który wychował jego ukochaną, a potem zwrócił się do jej mamy - Pani nauczyła ją jak dbać o tych, których kocha, jak troszczyć się o wszystkich.

Will odwrócił się przodem do Abigail i ujął jej dłoń w obie swoje ręce, by ciągnąć dalej, patrząc jej prosto w oczy.

- Jest dojrzała, mądra, utalentowana i dobra. Umie kochać. Umie podejmować właściwe, rozsądne decyzje. A na dodatek jest niezwykle pracowita, silna i samodzielna. A to wszystko opakowane w przepiękne ciało - Will obserwował wzruszenie, wzbierające w oczach Abigail wraz ze łzami, ale nie przerywał, kiedy zwrócił się znowu do jej rodziców - Nie potrzebuje nikogo, by żyć pięknym życiem, ale i tak zamierzam ją chronić przed całym złem tego świata, jeśli mi na to pozwoli.

Zamilkł i czekał na ich reakcję, aż tata Abigail odchrząknął dziwnie, zanim wreszcie przemówił:

- Ewa nie miała wyboru - powiedział cichym, ochrypłym głosem, patrząc na swoją najmłodszą córkę - Lucy wybrała bardzo źle. Hannah właściwie nie wybrała, ale trafiła bardzo dobrze. Cieszę się, że ty wybrałaś dobrze, Kwiatuszku.

- Och, tatku - wyrwało się Abi i chciała się zerwać z kanapy, ale na szczęście powstrzymała się, zanim runęłaby jak długa na podłogę, chociaż Will już był gotów zerwać się, by ją ratować.

Jonas Sensible wstał szybko ze swojego fotela, podszedł i pochylił się do niej, by wziąć ją w krótkim, mocnym uścisku.

Szczęśliwie na tym się skończyło.

Przeszli później do salonu, gdzie usiedli na kanapie i fotelach przy kawie i waniliowych scones, przywiezionych przez Kate Sensible.

- To od ciebie miała ten naszyjnik - mama Abi odezwała się po raz pierwszy odkąd tam weszli, ale Will zdążył po drodze nakłonić ich do tego, by mówili do niego po imieniu - Ten ze słonecznikiem.

Will spiął się i szybko zerknął na Abi, która zaczerwieniła się, jakby to było coś wstydliwego.

- Tak - potwierdził, wracając wzrokiem do Kate.

- Kiedy go zgubiła, cóż, myśleliśmy, że go zgubiła… - kontynuowała mama Abi - wpadła w taki stan, że sądziliśmy, że nie obejdzie się bez lekarza, szpitala i zastrzyku na uspokojenie.

Will nie wiedział, że go zgubiła, chociaż zauważył, że nie miała go na sobie.

- Teraz go nie ma - ciągnęła kobieta - Więc pewnie to, że jesteście razem wystarcza jej…

- Mamo - szepnęła Abigail i Will spojrzał na swoją dziewczynę z czułością i łagodnością.

Wyznał jej miłość i zrobił to przy jej rodzicach, a ona nic nie powiedziała.

Ale właśnie dostał swoją odpowiedź w najlepszy z możliwych sposobów.

Kochała go tak bardzo, że miała go zawsze przy sobie.

*****

Tego samego dnia wieczorem…

Godzinę temu Will i Abigail wrócili do jej domu po niesamowicie ciężkim, długim, bardzo męczącym dniu.

Po SLC jeździli małym, czerwonym CX 30, samochodem Abi, co Abi skwitowała tylko lekkim zdziwieniem na twarzy, ale nie skomentowała.

Will jeszcze jej nie wyjaśnił, że miał zamiar sprowadzić do SLC swoje Harleye i kupić tu jakiegoś pickupa, kiedy już we dwoje ogarną najważniejsze sprawy, osiedlą się.

A najważniejsza była ona.

Jej bezpieczeństwo.

Abigail i tak nie mogła prowadzić, a najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie ruszała się za dużo przez najbliższy tydzień, więc Will będzie miał jej samochód do swojej dyspozycji.

Kiedy w końcu w VAMC przyjął ją odpowiedni lekarz i obejrzał ją, zdjął jej ciężką szynę, zmienił opatrunek, stwierdził, że szwy trzymały dobrze, ale zdecydował, że zamiast ciężkiego i nieporęcznego gipsu Abi powinna być tylko trochę ograniczona w swoich ruchach przez ortezę.

Całość mocowana była na biodrach, opasywała udo i kończyła się pod kolanem, nie zasłaniając miejsca, w którym były szwy i dając si e zdjąć i założyć bez problemów w domu, bo była mocowana na rzepy.

Rzecz była duża i wyglądała jak maszyna, której zadaniem było wspieranie ruchu, ale też ograniczanie go, bo Abi miała jak najmniej korzystać z mięśnia obszernego bocznego, cokolwiek miało to oznaczać.

Dostali całą listę zaleceń.

Dla Willa najważniejsze było to, że nie mogła sama wstawać z krzesła, łóżka lub fotela, nie powinna siadać na zbyt głębokim i miękkim siedzisku, nie powinna obracać się na pięcie i jeszcze masę innych rzeczy nie powinna.

Jego dziewczyna denerwowała się tym i Will to widział, ale zamierzał dopilnować, by jej zdrowienie było szybkie, łatwe i w miarę mało uciążliwe.

Kiedy czekali tam w poczekalni na przyjęcie przez lekarza, Will przeszedł się po szpitalu i zorientował się, że owszem, byli tam liczni psychoterapeuci, ale kolejki do nich były ogromne, czas oczekiwania na przyjęcie długi, więc zdecydował się na poszukiwanie czegoś swoimi kanałami.

Zaczął od telefonu do Davida.

Ufał mu i znał go na tyle, że wiedział, że mógł liczyć na jego pomoc.

Ale to też wiązało się z wyjawieniem mężczyźnie związanemu z przyjaciółką z tej konkretnej grupy przyjaciółek, że Will był z Abigail.

Szczęśliwie, Will znał Maggie, znał się nawet lepiej z Davidem, więc wierzył, że im łatwiej, niż rodzicom Abigail, będzie mógł udowodnić, że chciał chronić Abi przed złem, że kochał ją i nigdy by nie skrzywdził, nie wykorzystał.

- Yo - David odezwał się jak zawsze, ale była w tym ostrożność, bo Will miał nowy telefon z nowym numerem, więc David nie wiedział, kto dzwonił.

Cóż, dobrze, że odebrał.

- Tu Tracker - przedstawił się.

- Co tam? - David jak zawsze był oszczędny w słowach.

- Potrzebuję namiar na dobrego psychoterapeutę od traumy - wyjawił Will - Dla Abigail Sensible - uściślił, więc David dowiedział naraz dwóch rzeczy.

Pierwszą było to, że Will był na tyle blisko z Abi i na tyle bardzo mu zleżało, że dzwonił w jej sprawie.

Drugą było to, że Abi przeżyła traumę i potrzebowała pomocy na już, ale tego David mógł się spodziewać.

- Po porwaniu? - spytał David, więc Will wiedział, że facet się domyślił drugiego, a prawdopodobnie również załapał pierwsze.

- Możliwe, że po gwałcie - wyjawił mu Will, nie mówiąc jednocześnie wszystkiego.

- Kurwa - szepnął David.

- Nie tak źle, jak z Hannah - sprostował Will, wiedząc, że David wiedział.

- Okej - mruknął David - Daj mi chwilę. Zadzwonię i dam znać, jak poszło.

- Okej - mruknął Will w odpowiedzi.

Rozłączyli się i Will wrócił wtedy do Abi, ale wiedział, że David będzie dzwonił, więc trzymał telefon w kieszeni przygotowany na szybkie odebranie.

Nie stało się to szybko, więc zdążył nawet odwiedzić aptekę, zanim mógł mieć z głowy tę konkretną sprawę.

David zadzwonił bowiem dopiero prawie godzinę później i to nie zadzwonił z dobrą informacją.

- Mam kumpla, Tima - David powiedział tak wieloma słowami, że Will jeszcze nigdy tylu od niego nie usłyszał w jednej wypowiedzi - Jest najlepszy. Ale ma wielu pacjentów, więc jej nie przyjmie. Polecił mi kogoś, dał mi namiary, więc zaraz prześlę ci wizytówkę.

- Dzięki, stary - powiedział Will, a potem rozłączyli się i musiał wszystko wyjaśnić Abigail, bo rozmowa odbywała się w jej samochodzie, kiedy już jechali ze szpitala do domu.

Dziewczyna zażądała wtedy wizyty w sklepie, a Will nie widział powodu, żeby jej nie ustąpić, bo być może potrzebowali czegoś do domu.

Nie przewidział tego, że jego kobieta postanowiła uzupełnić nie tylko lodówkę i spiżarnię, ale też jego garderobę.

Najpierw jednak usiedli w barze na lunchu, gdzie Will starał się wytłumaczyć jej konieczność przepracowania tego, co wydarzyło się w tamtej piekielnej piwnicy z wykwalifikowanym psychoterapeutą, a nie samotnie za drzwiami sypialni.

Will przekonał się, że Abigail zrobiłaby dla niego wszystko, kiedy argumentem, który w końcu do niej przemówił było powiedziane przez niego zmartwionym tonem: Martwię się o ciebie, bo masz koszmary.

Autentycznie martwił się o nią i to nie była tylko manipulacja emocjonalna, chociaż może trochę była, ale dobre było to, że to zadziałało.

Chodzili po sklepach w galerii handlowej przez godzinę i on miał dość, a co dopiero jego ranna dziewczyna.

Miała zdrowieć.

Miała wypoczywać, żeby zdrowieć.

To było zbyt niebezpieczne dla niej, tak nadwyrężać tę nogę.

Niestety, nie był to koniec eskapady, bo kiedy już byli z powrotem w SUV’ie, zadzwonił telefon Abigail.

Wyjęła go z torebki, spojrzała na wyświetlacz, zmarszczyła brwi i odebrała.

- Pani Abigail Sensible? - odezwał się damski, urzędniczy głos - Tessa Smith. Dzwonię z banku, by poprosić panią o przyjechanie i złożenie podpisu pod uwierzytelnieniem nowej karty i uznaniem dostępu do konta po poprzedniej blokadzie skradzionej karty.

- Och - powiedziała Abi, spoglądając na Willa pytająco - Czy możemy podjechać teraz?

Will, zrezygnowany, skinął głową na zgodę i nawet powstrzymał się przed westchnięciem.

- Tak, jeśli zdąży pani przez czwartą po południu - powiedziała urzędniczka - Potem, niestety, wychodzę.

- Dobrze - odparła Abi - Zaraz tam będziemy.

Kiedy się rozłączyła, oparła głowę o zagłówek i, patrząc na Willa, wymamrotała:

- Przepraszam, kochanie. Wiem, że jesteś zmęczony, ale powinnam to zrobić jak najszybciej się da - uśmiechnęła się lekko - Nie możesz wciąż za mnie płacić.

Tak, to była prawda, że Will płacił wszędzie przez cały dzień, bo Abi nie miała dostępu do swoich pieniędzy, ale nie miał nic przeciwko

Nawet lubił to.

To była jedna z tych rzeczy, które pozwalały mu na cień odczucia, że opiekował się swoją kobietą.

Wszystkie te sprawy zajęły im większość godzin wczesno popołudniowych, więc kiedy ostatecznie dodarli do domu, oboje byli tak zmęczeni, że nawet nie rozpakowali toreb z zakupami, a poszli prosto do łóżka, na które padli na narzutę bez rozbierania się i usnęli na godzinę.

I spali aż do teraz.

Will obudził się pierwszy, podniósł się ostrożnie na łokciu, spojrzał na spokojną twarz jego Słonecznika i zaczął wstawać.

- Znowu wymykasz się ode mnie z łóżka - wymamrotała Abigail zaspanym głosem, więc spojrzał z powrotem na nią.

- Przebiorę się w coś wygodniejszego i pójdę do kuchni, naszykować kolację - powiedział jej łagodnie - Pośpij jeszcze. Musisz dużo odpoczywać.

- Nie chcę już spać - westchnęła Abi, mamrocząc w poduszkę marudnym tonem, który trochę przeczył jej słowom.

Brzmiała trochę jak kapryśna, mała dziewczynka.

Will uśmiechnął się do siebie, skoro miała zamknięte oczy, wyciągnął rękę i odgarnął niesforny kosmyk włosów z jej twarzy.

Spojrzała na niego.

- To nie śpij… - powiedział do niej cicho i łagodnie - ale poleż tu do czasu, kiedy po ciebie przyjdę.

- A mogę wstać do łazienki? - zamruczała przekornie, drocząc się z nim.

- Dobrze - Will zaśmiał się, a zrobił to ponowne swobodnie i ponownie zauważył tę samą łagodność na jej twarzy, kiedy to zrobił.

Pochylił się na nią i musnął wargami jej usta, ale potem szybko odsunął się, bo pragnął czegoś więcej, a Abi wciąż była ranna.

Podniósł się i skierował szybkim krokiem do drzwi, myśląc przy tym, że również nie wiedział, co czuła po jej przeżyciach w tamtej piwnicy.

A ponieważ bał się ją o to zapytać, nie miał się szybko dowiedzieć.

W salonie siedzieli Jasmine i Jason, którzy na jego widok uśmiechnęli się nieśmiało, więc Will zastanowił się, czy przypadkiem ta dwójka nie była rodzeństwem.

Chociaż fizycznie nie byli do siebie podobni, to jednak ich reakcje, więc może też i ich charaktery, wydawały się być takie same.

- Cześć - powiedziała Jasmine - Rozpakowałam zakupy spożywcze. Mamy całkiem niezłe zapasy jedzenia w lodówce.

- Dzięki - mruknął Will, ale uśmiechnął się lekko do dziewczyny, bo wiedział, że wydawał się nieprzystępny i ponury obcym mu ludziom, a to była przyjaciółka Abigail i chciał od początku żyć z nią dobrze.

W tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi i Will zawahał się w swoich krokach, ale nie mógł ich otworzyć, bo nie był u siebie.

- Ja otworzę - mruknął Jason, wstając z kanapy - Musisz się nauczyć kodu naszego alarmu.

Dobrze było wiedzieć, że mieli alarm.

A z tym, co Will wiedział o osobie lub osobach, które nadal im zagrażały, to było raczej niezbędne.

Dobrze było wiedzieć również, że Jason przewidywał, że Will stanie się ich współlokatorem.

- Yo - Will usłyszał znajomy pomruk i ruszył w stronę drzwi, by powitać tam Marka z Lisą i synem.

Jako pierwsza weszła kobieta jego już-teraz-kumpla, niosąc płócienną torbę z jakimiś pojemnikami, a za nią podążał jej mąż z Dannym na prawym ramieniu i torbą z rzeczami dla dziecka w drugiej ręce.

- Yo - odezwał się, ale najpierw wyciągnął rękę, by zabrać od Lisy torbę, a dopiero potem kiwnął brodą do Marka.

- Przywieźliśmy wam lazanię - powiedziała Lisa, odwieszając na haczyk przy drzwiach swój płaszcz, a Will spojrzał na jej brzuch, wyraźnie rysujący się pod sukienką.

Lisa była w ciąży z ich drugim dzieckiem i to wyglądało na piąty miesiąc lub nawet nieco dalej, co oznaczało, że zaczęli się o nie starać natychmiast po powrocie Marka do domu.

Will nie był zdziwiony, bo Mark wyglądał na takiego właśnie rodzinnego faceta, ale przy tym pomyślał, że on sam też chciałby mieć dzieci z Abigail.

Ale ona była jeszcze taka młoda.

- Dzięki - mruknął Will bez wdzięczności w głosie i skierował się z jej torbą do kuchni, gdzie była Jasmine, która przewróciła oczami, a potem zachichotała cicho.

- Co jest? - spytał zdezorientowany Mark, który zdążył oddać syna jego matce i zdejmował kurtkę, by zostawić ją na wieszaku przy drzwiach, ale wychylił głowę, by na nich spojrzeć.

- Mamy dość dużo jedzenia jeszcze z wczoraj - wymamrotał rozbawionym tonem Jason, którego Will zaczął podejrzewać o całkowity brak umiejętności porozumiewania się pełnymi zdaniami, więc został zaskoczony.

- Pójdę po Abi - bąknął Will.

- Śpi? - zapytała Lisa, a potem natychmiast dodała - Nie budź jej, niech odpoczywa.

- Nie śpi - rzucił za siebie Will, wciąż się przemieszczając w kierunku pokoju Abi - …czeka na kolację.

Nie słuchał tego, co mieli do powiedzenia, tylko po prostu wparował do sypialni, zwracając na siebie zaniepokojoną uwagę Abigail, która leżała na narzucie łóżka i na jego gwałtowne wejście poderwała głowę.

- Mamy gości - powiedział Will - Wstawaj śpiochu i chodź na kolację. Dostaliśmy jeszcze do wyboru lazanię od Lisy.

- Och - westchnęła Abi, ale podniosła się, usiadła, obejrzała swoje ubranie, po czym poprosiła go - Podaj mi nie pomiętą koszulkę z szafy.

Will zrobił to, o co prosiła, pomógł jej się przebrać, starając się zignorować narastające podniecenie na widok jej piersi osłoniętych tylko przez cienki materiał stanika i asekurował ją, kiedy przemieszczała się do salonu.

Nie chciała być od niego całkiem zależna i Will to rozumiał, chociaż nie było mu łatwo nie narzucać jej swojej pomocy.

Najchętniej by ją po prostu przeniósł.

Kiedy dotarli do jadalni, Jasmine była nadal zajęta w kuchni, a po pomieszczeniach rozniósł się zapach podgrzewanego jedzenia, więc zdążyła wstawić naczynia do piekarnika i włączyć go.

Abigail przywitała się w przybyszami, usiedli na kanapie, a Will nie zostawił ich, ale włączył się do ich luźnej rozmowy, pozwalając przyjaciółce Abigail rządzić w kuchni.

Po kilkunastu minutach Jasmine zaczęła trzaskać talerzami o blat kuchenny, a do domu weszli Jeremy, Ryan i dziewczyna, o której Will już się dowiedział, że była jego narzeczoną i że miała na imię Kate.

Will wstał z kanapy, podszedł do stołu i pomógł Jasonowi i Jasmine ustawić wszystko do wspólnego posiłku.

Okazało się, że dziesięć osób, które tam się zebrały było w stanie usiąść razem przy stole, by zjeść kolację.

Jasmine odgrzała również chili od Hannah z poprzedniego dnia, więc jedzenia wystarczyło dla wszystkich, a rozmowa była ogólna i swobodna, więc Will wiedział, że wszyscy znali się i lubili.

Po posiłku przeszli do salonu, gdzie kobiety usiadły na kanapie, kiedy Ryan z Jasonem poszli do innego pomieszczenia, a Will wyjął z lodówki piwo, które kupił, będąc w sklepie z Abi, podał jedną butelkę Markowi i usiedli we dwóch przy stole, by porozmawiać bez świadków.

Powiedzmy bez ciekawskich uszu, bo oczy im towarzyszyły.

Zarówno Abigail jak i Lisa zerkały na swoich mężczyzn, nie przerywając swojej rozmowy.

- Jak sprawy? - zapytał półgłosem Will.

Mark wiedział, że chodziło mu o nowiny z toczącego się śledztwa dotyczącego ich wrogów, więc nie dopytywał się.

- Nic nowego - mruknął tylko.

Milczeli przez chwilę, każdy zatopiony w swoich myślach.

- Odszedłeś z FBI - mruknął Mark bardziej stwierdzając fakt, niż pytając.

- Taaa - mruknął Will.

- Masz coś na oku? - zainteresował się Mark, więc Will spojrzał na niego.

- Nie myślałem - wyjaśnił, chociaż nie musiał, ale ciekawiło go to pytanie.

Mark nie pytałby bez przyczyny.

- Potrzebuję kogoś zaufanego do pracy u mnie - wypalił Mark.

Will nie odpowiedział.

Nie wiedział, co powiedziałaby o tym Abigail, chociaż podejrzewał, że byłaby zachwycona.

Nie wiedział również w jakim charakterze miałby pracować dla Taylora, bo nie nadawał się na ochroniarza.

Był zbyt niski, żeby wzbudzać respekt w młodocianych próbujących dostać się na koncert czy coś takiego.

- Masz umysł analityczny - Mark zaczął wyjaśniać mu wątpliwości - Dużo wiadomości i dobre kontakty, by je zdobywać.

- Nie chcę… - zaczął Will, by wyjaśnić, że nie zamierzał kontynuować swoich kontaktów z szefem z FBI.

- Wiem - uciął Mark - Ja też nie chciałem.

Will to wiedział.

Mark pracował dla CIA i Secret Service, więc lepiej niż ktokolwiek inny rozumiał rozterki Willa w tej kwestii.

- Przemyśl to - Mark spojrzał mu prosto w oczy - Pogadaj ze swoją kobietą. Wiesz, że cię nie wychujam.

Will skinął głową, podniósł butelkę, trzymaną w palcach za szyjkę i pociągnął z niej piwo, po czym przeniósł spojrzenie na ich kobiety.

Może to była dobra propozycja.

Miałby pracę na miejscu i pewniejszą pozycję do stabilizacji i osiedlenia się, skoro chcieli założyć rodzinę.

Chociaż na razie to on tego chciał.

Wciąż nie wiedział, czy to było właściwe z jego strony, że wiązał ze sobą tak młodą kobietę, która miała całe dorosłe życie wciąż jeszcze przed sobą.

Chociaż udowodniła mu już, że bez niego nie potrafiła w pełni żyć.

- Nie zrobisz jej krzywdy - Mark powiedział to z taką pewnością w głosie, że Will znów spojrzał na niego, zaskoczony jego słowami.

Był aż tak oczywisty?

- Jesteś może starszy od niej, ale dla niej odpowiedni - mężczyzna wskazał szyjką butelki w stronę kanapy - Ona potrzebuje troski, opieki, a ty jej to dajesz.

Will skinął głową, a potem zdecydował się trochę podzielić.

- Chcę chronić ją przez całym złem tego świata - wymamrotał kumplowi swoje wyznanie.

Mark westchnął i zacisnął wargi, zanim wypuścił powietrze i odparł:

- Tak się nie da. Możesz chronić przez złem, ale nie dasz rady przed całym złem świata. Nikt nie da rady tego zrobić.

Will zrozumiał, wiec skinął głową, ale zachmurzył się.

Częścią przed którą, nie mógł chronić Abigail była ta, jak reagowali kolejni ludzie na wiadomość o tym, że oni dwoje byli razem.

Był dla niej za stary.

- Dobra - zgodził się w końcu Will - Pogadam z nią i dam ci znać.

- Okej - mruknął Mark.

- Powiesz mi, co kombinuje Filip? - zapytał Will, spoglądając na niego.

- Nie mogę - mruknął Mark do swojej butelki i Will zacisnął zęby, ale nie pytał więcej - Powiem tylko tyle, że będzie bezpieczna - dodał facet i kiwnął głową w stronę kobiet, patrząc na Willa znacząco.

Will odetchnął z ulgą.

Oznaczało to tyle, że ich metody nie były legalne, ale miały być skuteczne.

FBI działała legalnie, ale nieskutecznie, więc może to była lepsza droga do zdobycia tego, do czego dążył Will.

Zapewnienia bezpieczeństwa Abigail.


 

1 komentarz: