Rozdział 19
Chronić ją przed
złem
Wiliam
Następnego dnia rano…
Will
obudził się tak, jak budził się przez ostatnie trzy lata, czyli natychmiast
czujnie rozpoznając otoczenie, szukając zagrożenia.
Tym
razem wszystko było zupełnie inne, niż przez minione pieprzone miesiące, ale nie była to zła zmiana.
A
potem przypomniał sobie.
Leżał
w czystej pościeli, na miękkim materacu, w dużym łóżku, otoczony zapachem
kwiatów.
I
nie był tam sam.
Abigail.
Na
jego ramieniu i klatce piersiowej leżała miękka, ciepła, delikatna postać, za
którą tęsknił tak bardzo, że śniła mu się raz po raz każdej pieprzonej nocy przez te cholernie ciemne, ponure trzy lata.
Tym
razem nie był to sen, a Will przekonał się o tym dotykiem, kiedy przeciągnął
palcami po okrytym cienkim materiałem piżamy, kształtnym biodrze dziewczyny
leżącej obok niego.
Wróć,
to nie była dziewczyna.
Kiedy
zobaczył ją w tamtej pieprzonej piwnicy, wypiętą gołym tyłkiem w jego stronę,
od razu zobaczył różnice jakie zaszły w niej przez te trzy lata.
Szlag
go trafiał, kiedy inni faceci patrzyli na nią taką.
Była
piekielnie bardziej seksowna, jej biodra były szersze i bardziej kształtne,
piersi pełniejsze i bardziej kuszące, a wcięcie w talii wyraźniejsze.
Tam
nie widział zbyt dobrze rysów jej twarzy, bo była ustawiona do niego profilem,
a oprócz tego była wykrzywiona bólem, strachem i rozpaczą, ale potem dostrzegł,
że one też stały się bardziej dojrzałe.
Tak,
jego Abigail stała się kobietą.
Kobietą,
której pożądali inni faceci.
Ale
już po tym, jak trzymał ją w samolocie, wiedział, że jej skóra była nadal
delikatna, gładka i ciepła, a spojrzenie jej brązowych oczu tak samo, jak
dawniej kochające i czułe.
Poprzedniego
wieczoru nie zdążył wyjść z łazienki, zanim zasnęła.
Wszedł
do jej sypialni i stanął w progu, zauroczony widokiem śpiącej na wysokich
poduszkach kobiety, która nie była okryta kołdrą, więc widział jej piersi spod
koszulki piżamy, a jej miękkie, gęste włosy rozsypane były dookoła głowy.
Przyciemniła
je pasemkami.
Nie
były już ciemno blond, a raczej jasno brązowe, ale Will umiał to rozróżnić po
wizytach u Fran, kiedy czekał na swoją siostrę i słuchał, chcąc-nie-chcąc,
dyskusji kobiet siedzących u niej na fotelach.
Will
położył się do łóżka obok niej i natychmiast usunął dwie poduszki, by wciągnąć
głowę i tułów Abi na swoją klatkę piersiową.
Chciał
mieć ją blisko.
Nie
obudziła się.
A
jeszcze lepiej było, kiedy okazało się, że przez sen wtuliła się w niego, mocno
przyciągając jego tors do swojego boku, wciskając cycki w jego żebra i tylko mrucząc
cicho z przyjemności.
Will
zasnął w sekundę, kiedy tylko zamknął oczy, bo był totalnie wyczerpany
poprzednim dniem, poprzednimi kilkoma dniami, a nawet poprzednimi tygodniami.
I
dawno nie spał tak dobrze.
Dobremu
wypoczynkowi sprzyjało to, że poprzedniego dnia Will ustalił pewne rzeczy na
przyszłość, chociaż również dowiedział się czegoś złego.
Dobre
przyniosła mu rozmowa z szefem i to ją wspominał Will, zanim zamknął oczy, bo
miał trochę do przemyślenia.
Po
tym, jak Abi odjechała z rodzicami, Will pożegnał się z facetami, bo każdy miał
prywatne rzeczy do załatwienia od zaraz.
Musieli
dać znać swoim rodzinom, że żyli i mieli się dobrze.
On
sam po prostu pojechał na spóźniony lunch, do łaźni, fryzjera i barbera.
Nie
miał tu rodziny, którą musiałby odwiedzić, więc tylko zadzwonił do siostry, by
poinformować ją, że ma się dobrze.
Kiedy
był najedzony, Will wsiadł do taksówki, by pojechać do sklepu i tam zaopatrzyć
się w kilka niezbędnych ubrań i kosmetyków, a godzinę później wstał z fotela
magika, który go odmłodził i poszedł do łaźni miejskiej, gdzie wykąpał się, a
może bardziej odmoczył z tego gówna,
które przylgnęło do niego przez ostatnie kilkanaście miesięcy.
Chociaż
obawiał się, że tego nie uda mu się pozbyć tak łatwo.
Wyszedł
na ulicę, by udać się w kolejne miejsca, ale wtedy zadźwięczał jego telefon z
wiadomością od szefa, że mieli już
informacje, na które czekali.
Will
znowu wziął taksówkę, żeby dojechać tam, gdzie byli umówieni.
Nie
zamierzał wynajmować samochodu, a tym bardziej kupować go, zanim nie
porozmawiałby z kobietą, bez której, jak się przekonał, nie mógł żyć.
Nie
wiedział niczego o dwóch latach jej życia.
Mogła
mieć męża, dzieci, mogła kochać kogoś na zabój, a powitanie go w samolocie
mogło wynikać z tego, że był jej obrońcą, echem bezpiecznego życia, jakie mieli
dawniej.
Musiał
się przekonać.
Najpierw
jednak Will odbył konieczne spotkanie informacyjne z szefem i pozostałymi
facetami.
-
Wiemy, do kogo należy konto, na które zostały przelane pieniądze - powiedział szef,
kiedy tylko Will zamknął za sobą drzwi pomieszczenia, w którym się spotkali - A
raczej pierwsza transza.
Szef
dał mu tablet z otwartym plikiem, na widok którego Willowi zacisnęły się zęby
tak mocno, że mógłby je połamać.
-
Również wiemy na jaki numer przesłano zdjęcia i filmiki z tego, co się działo w
tamtej piwnicy - dodał szef, kiedy zabrał od Willa tablet tylko po to, by
przerzucić kilka stron i znowu mu go podać.
Kurwa
pierdolona mać!
Will
nie klął, a przynajmniej nie robił tego do czasu swojego wtopienia się w świat
Meksykanina Javiera, ale na to, co zobaczył, nie mógł inaczej zareagować, bo
inaczej komuś by wpierdolił.
Jego
wyćwiczone opanowanie tu nie pomagało.
Teraz
też nie zaklął na głos, ale w myślach.
Na
zewnątrz był skamieniały, niby spokojny.
Konkretna,
kompetentna rozmowa ich wszystkich mająca na celu ustalenie główne kroki
postępowania na najbliższą przyszłość trwała około godziny, a potem faceci
zaczęli się rozchodzić, ale Will zwlekał.
Musiał
porozmawiać z szefem na osobności.
-
Tracker? - usłyszał w końcu jego głos, kiedy zostali we dwóch.
Will
wymownie spojrzał na mężczyznę, z którym współpracował już od lat, więc znali
się tak dobrze, że nie musiał niczego dodawać.
-
Racja - mruknął szef - Jesteś pewien?
Will
skinął głową.
-
Nie będzie odwrotu - szef poinformował Willa o czymś, o czym ten doskonale
wiedział, bo przemyślał to przez ostatnie cztery lata.
-
To była moja ostatnia akcja - z
naciskiem Will przypomniał mu ich umowę.
Szef
westchnął, ale skinął głową, zanim dodał:
-
Jasne. Jakbyś czegoś potrzebował…
Will
wiedział, że mógłby na niego liczyć, chociaż bardzo nie chciałby w przyszłości w jakimś, w jakimkolwiek, przypadku mieć u tego mężczyzny długu wdzięczności.
Pozostały
im więc pewne formalności, ale nie było ich wiele i to było zadanie na
niedaleką przyszłość.
A
potem Will byłby wolny.
Wychodząc
z budynku, Will wyciągnął z kieszeni telefon, by uruchomić go i wezwać taksówkę
do punktu, do którego zmierzał, w którym zostawiła go poprzednia, skoro nie
chciał podjeżdżać nią zbyt blisko punktu spotkania, co tutaj nie było wymagane,
ale stało się jego nawykiem.
Zamarł
w pół kroku, kiedy zobaczył Ezrę, który stał oparty o czarnego Yukona GMC i
najwidoczniej czekał na niego, bo nie spuszczał z niego wzroku.
Will
nie westchnął, ale schował telefon do tylnej kieszeni dżinsów, kiedy zaczął
podchodzić do mężczyzny, odwracając od niego spojrzenie tylko na sekundę, by
rozejrzeć się po okolicy.
Jeszcze
jeden nawyk.
-
Musisz porozmawiać z Markiem - odezwał się Ezra niskim, ale spokojnym głosem,
kiedy Will był dwa kroki od niego.
Will
zatrzymał się i spojrzał z namysłem - Są u Abigail - poinformował Ezrę.
Wiedział,
że tak było, bo tak właśnie działała ta grupa przyjaciółek.
Lisa
z Markiem i dziećmi byliby u tej z ich grupy, która potrzebowała ich najbardziej,
by wspierać ją i ustalać, jak można było jej pomóc.
-
Nie są - powiedział ciemnoskóry mężczyzna, odbijając się od karoserii samochodu
i robiąc pół kroku w stronę Willa, by stanąć tam w lekkim rozkroku - Dzwoniłem.
Jak chcesz, przyjedzie do Czołga.
Will
zastanawiał się tylko kilka sekund, ale wybór był prosty.
Potrzebował
pomocy.
Dlatego
przytaknął, a Ezra wyjął swój telefon i zaczął dzwonić.
Bez
zbędnej dyskusji, zapakowali się obaj do pickupa Ezry, pojechali do
niewielkiego domku z trzema sypialniami, który zajmowali Bee i Czołg.
Mark
Taylor dojechał piętnaście minut później, a przed nim dotarli do nich Filip,
przyjaciel Davida, genialny hacker, guru informatyczny oraz Timor, brat Bee, na
którego wszyscy wołali Ty i tak właśnie się przedstawił Willowi.
Ty
był kiedyś w Delta Force, ale to Will wiedział wcześniej z własnych źródeł, już
kiedy ochraniał Abigail trzy lata temu, bo wiedział trochę o każdym z braci
Bee, skoro stanowili oni otoczkę tej grupy.
Tak
samo wiedział co nieco o przyjaciołach Filipa, chociaż oni oczywiście woleliby,
żeby nic nie wiedzieli ani Will, ani FBI.
Nie
zamierzał im o tym mówić.
Wszystko,
co chciał, żeby zostało zrobione, było tym, co trzeba było zrobić za wszelką cenę, żeby Abigail i jej rodzina
były bezpieczne.
Pokrótce
wprowadził mężczyzn i Bee w najważniejsze starsze i nowsze informacje, które
miał wcześniej lub zostały im przekazane na ostatnim spotkaniu z jego
już-teraz-byłym szefem.
Potem
dyskutowali, ale bez roztrząsania oczywistości.
-
Jak wywinie się, uderzy za kilka tygodni, miesięcy lub lat - zagrzmiał nisko Czołg
na podsumowanie i Will wiedział, że miał rację, ale nadal nie wiedział, co
mogliby zrobić, by tego uniknąć.
-
FBI może jedynie wnioskować o więzienie o zaostrzonym rygorze - poinformował
wszystkich, ale wiedział, że już to wiedzieli.
-
Gówno - warknął Ty.
Bee
westchnęła, a Will pomyślał, że wolałby, żeby jej tam nie było, ale to nie była
jego wybór, bo to nie była jego
kobieta.
Z
drugiej strony słabo ją znał, ale to już po tych kilkudziesięciu minutach stwierdził,
że pod tym względem Bee była jak Abigail.
Obie
były mądre, dojrzałe i nie paplały bez sensu, jeśli wiedziały, że coś było nie ich tajemnicą.
Spędzili
ponad godzinę na wymianie informacji, ale niczego nie ustalili, a może nie
ustalili niczego oficjalnego, bo Will miał dziwne uczucie, że coś zawisło
między Markiem a Filipem, kiedy się rozstawali.
Chyba
wolał nie wiedzieć.
Na
pożegnanie Mark zapytał o coś, o co Will chwilowo nie chciał być pytany, bo nie
znał odpowiedzi.
-
Zostajesz w SLC?
-
Nie wiem - przyznał szczerze Will, a Mark uniósł wysoko brwi i Will stwierdził
szczerze zdumiony, że reszta mężczyzn również na nich spojrzała z konsternacją.
Co ich to, kurwa, obchodziło?
-
Nie wiem, jak Abigail… - Will zaczął, ale nagle poczuł, że powiedział za dużo,
bo nie był przyzwyczajony do ujawniania swoich uczuć, do mówienia o swoich
pragnieniach, więc zamilkł i zacisnął wargi.
Nie
miał przyjaciół, a z rodziną nie widział się od ponad dwóch lat.
Zobaczył,
że został zrozumiany i odetchnął z ulgą, bo to pozwoliło mu odpuścić ten temat.
-
Zdzwonimy się - mruknął Mark, Filip tylko skinął głową i tak samo zrobili
pozostali faceci.
Bee
patrzyła na niego zatroskana, co było bardzo dziwne w jej wydaniu, bo Will znał
ją jako trzpiotowatą pchełkę, której imię dokładnie odpowiadało charakterowi.
Chociaż
może nie imię, bo jej właściwym imieniem było Bethany, co było strasznie
poważne, ale wszyscy nazywali ją Pszczółką
- Bee.
Ale
może to były pozory.
*****
Pół
godziny później Will wchodził do domu Abigail i jej przyjaciół, mając wciąż
przed oczami napis nad ich sklepem:
Galeria Sztuki Tradycyjnej - Słonecznik
Jak
mógł się spodziewać, to jego Abigail stworzyła to miejsce, chociaż ona sama
zapewne nie przyznała się do tego, mówiąc Zrobiliśmy.
To
była jedna z tych rzeczy, które ominęły Willa przez ostatnie dwa lata.
Część
życia Abigail, której nie znał, w której nie uczestniczył, ale to było
właściwe, bo była za młoda wtedy, a może nawet i teraz, by być z takim starym
ramolem, jakim on był.
Powitanie
ze strony jej przyjaciół i równocześnie wspólników nie było ani ciepłe, ani
serdeczne, ale Will uznał to za coś dobrego, bo oznaczało, że jego Abi otaczali
ludzie, którym na niej zależało.
Wieczorem
właściwie nie porozmawiali.
Will
był zmęczony i głodny, Abigail była zmęczona i obolała, chociaż dobrze kryła
się z tym ostatnim przed swoimi przyjaciółmi, a jej oni z kolei byli
zdeterminowani, by wytrwać z nimi do późna i nie zostawiać jej z nim samej,
więc wszystkim, na co wystarczyło im siły, było umycie się i położenie do
łóżka.
A
w nocy Abigail obudziła go krzykiem, kiedy dręczył ją koszmar.
Will
czuł już wcześniej, że zamknęła to w sobie, a to oznaczało, że w którymś
momencie musiało się to uwolnić, więc wiedziała również, że będzie musiał ją
nakłonić do wizyty u specjalisty.
Ale
tego dnia mieli również pojechać pierwszą wizytę Abi u lekarza w VAMC, by
ustalić plan leczenia i rehabilitacji jej postrzału, więc mogli tam zapytać o
psychoterapeutę specjalizującego się w traumach.
Więc
Will wstał z jej łóżka delikatnie, żeby jego mała dziewczynka mogła jeszcze
pospać, poszedł do łazienki, by wziąć prysznic i zrobić to, co potrzebował
zrobić, a potem wrócił do jej sypialni.
Abigail
nadal była pogrążona w głębokim snie i nie było to nic dziwnego, skoro o
trzeciej nad ranem Will kazał jej wziąć dwie tabletki przeciwbólowe po tym, jak
zaniósł ją do łazienki, by zrobiła to, co potrzebowała, kiedy obudził ją
koszmar.
Will
nie patrzył na nią długo, tylko naciągnął na tyłek spodnie dresowe, które kupił
sobie poprzedniego dnia, odwrócił się i poszedł do kuchni, żeby zrobić sobie i
swojej kobiecie śniadanie.
Tam
napotkał dwoje z jej współlokatorów, Jasmine i Jeremiego, których imiona
zapamiętał z poprzedniego wieczoru, a którzy chyba bardziej przekonali się do
niego niż ten, który wyszedł z dziewczyną, Ryan, najwidoczniej nie mieszkający
z nimi w tym domu.
-
Hej - przywitał się Will i usłyszał takie samo powitanie od chłopaka, a Cześć od dziewczyny, która szybko
odwróciła wzrok i zaczerwieniła się.
Kurwa,
może jednak powinien wrócić do sypialni po koszulkę.
Will
zatrzymał się na sekundę, ale potem wszedł do kuchni zdecydowanym krokiem,
uśmiechnął się do Jeremiego, zaczął szukać po kolei jajek, boczku, pieczywa i
szykować dla Abi i siebie jajecznicę.
-
Abi pije na śniadanie kawę z mlekiem - powiedziała cicho Jasmine.
-
Wiem - odparł z uśmiechem Will.
-
Dawno się znacie? - spytał chłopak.
-
Trzy lata - odparł Will - Ale nie widzieliśmy się dosyć długo - dorzucił.
Wiedział,
że spojrzeli na niego, chociaż nie patrzył w ich stronę, ale gówno go to
obchodziło, bo nie zamierzał się tłumaczyć.
Jeśli
Abigail będzie chciała, to opowiedzą im wszystko.
Jasmine
wyjęła talerze i postawiła je na blacie blisko kuchenki, otworzyła szafkę, by
wyjąć kubki na kawę, kiedy Will usłyszał gwałtowny wdech w korytarzu prowadzącym
do sypialni.
Odwrócił
głowę i zobaczył Abi stojąca tam, opartą na kulach i wpatrzoną w niego szeroko
otwartymi oczami.
-
Hej - zawołał do niej - Robię śniadanie. Miałem nadzieję, że zdążę zanim się
obudzisz i przyniosę ci do łóżka.
Abigail
zrobiła krok w jego stronę i zachwiała się, więc Will porzucił patelnię i
pobiegł w jej stronę.
-
Co ty wyprawiasz? - warknął agresywnie - Wracaj do sypialni.
-
Will - szepnęła, opierając dłoń, w której nie miała kuli, bo opierała się tylko
na jednej, co spowodowało jej zachwianie i mogło spowodować upadek - Chcę zjeść
przy stole - dokończyła głośniej.
Will
westchnął, ale przeszedł do jej boku, by wspierać ją w drodze do jadalni.
-
Nie - mruknęła Abi - Muszę najpierw do łazienki.
Odwrócił
ich w kierunku jej pokoju, zerkając przy tym w stronę kuchenki, gdzie, na
szczęście, stała już Jasmine, która machnęłam do niego uspokajająco ręką, żeby
dać mu znać, że miała to pod kontrolą.
To,
czyli ich śniadanie.
Will
zaprowadził Abi do łazienki, a ona wchodząc tam powiedziała coś, co go rozweseliło.
-
Mógłbyś założyć koszulkę - a na jego pytające spojrzenie dodała - Po pierwsze
Jasmine patrzy na ciebie, jakby chciała cię zjeść - Will poczuł, ze jego usta
drgnęły z rozbawienia - A po drugie ja
chcę cię schrupać - na to Will nie wytrzymał i wybuchł niepohamowanym śmiechem.
Dawno
nie czuł się taki swobodny, a jej zazdrość i przyznanie się do tego, że go
pragnęła, było dodatkowo odświeżające.
Kiedy
mu trochę przeszło, zobaczył wzrok Abi na sobie i poczuł czyste szczęście, bo
na jej twarzy widniała miłość, radość i relaks.
Podobało
jej się to, że się śmiał, że był szczęśliwy.
-
Lubię, jak jesteś zazdrosna - wymruczał w jej stronę i pochylił się, by złożyć
pocałunek na jej szyi.
-
Nie jestem - prychnęła, ale nie uchyliła się, więc pocałował ją dokładnie tak,
jak chciał, a ona na to zamruczała jak zadowolona kotka.
Will
odsunął się od niej, kręcąc głową i poszedł do swojej torby po czystą koszulkę,
kiedy Abi poszła do łazienki zrobić to, co potrzebowała zrobić, zanim poszli do
jadalni, gdzie było już naszykowane ich śniadanie.
Kiedy
zjedli, Will posprzątał w kuchni, poszli do pokoju Abigail, żeby naszykować się
na ich dzień i trochę porozmawiali.
A
dokładniej, Will przekazał Abi swoje pragnienia i oczekiwania.
-
Słoneczniku - zamruczał Will, kiedy siedzieli na kanapie jej części
wypoczynkowej i planowali najbliższe dni - Masz do dokończenia szkołę. A ja nie
mam pracy.
Abi
przytaknęła, opierając się ramionami o jego klatkę piersiową, ale głowę
utrzymując w pewnej odległości, bo jej kark był napięty.
Nie
patrzyła na niego, ale przed siebie.
Przeciwna
ściana jej apartamentu była pomalowana w wielką, fantastyczną łąkę pełną
kwiatów i Will był pewien, że Abi zrobiła to samodzielnie.
To
była ona.
-
Możemy znaleźć dla nas dom, ale może lepiej byłoby na te kilka miesięcy zostać
tutaj - zaproponował - Załatwię wszystko z moją
przeprowadzką z Phoenix. Będziemy mieli czas na znalezienia czegoś
odpowiedniego dla nas. Co o tym
myślisz?
Will
zgiął brodę i spojrzał na jej profil, kiedy podniosła i wykręciła głowę, żeby
na niego zerknąć.
Wreszcie
się odprężyła.
-
Chyba tak byłoby najlepiej - Abi odpowiedziała cicho i łagodnie.
Will
uznał, że lubiła to, że dawał jej wybór, a jednocześnie sygnalizował, że
zamierzał z nią być i to w jej
mieście, gdzie miała rodzinę i przyjaciół.
-
Zmieścimy się tu… - zaczął planować dalej Will, ale w tym momencie przerwano
im.
-
Jak to byłby lepiej, żebym zapukał?!
- usłyszeli podniesiony głos mężczyzny, na który Abi usiadła na baczność - To moja córka.
-
Tata - szepnęła, a tej samej chwili jej drzwi otworzyły się z rozmachem.
-
Nie będziesz mi… - tata Abi zaczął
warczeć w stronę Jasona, który stał nieco dalej w korytarzu całkowicie
zawstydzony.
Jonas
Sensible odwrócił się w ich kierunku, kiedy Jason poruszył bezgłośnie wargami
do nich - Przepraszam.
Siedzieli
w lekkim szoku jedynie przez chwilę, bo Will zerwał się i z wyciągniętą ręką
podszedł do mężczyzny, mówiąc - Jestem Wiliam Tracker, miło mi poznać.
W
korytarzu za Jasonem stała Kate Sensible z oszołomioną miną i bezradnie poruszała
bezgłośnie ustami, łapiąc powietrze jak ryba wyjęta z wody.
Jason
wycofał się chyłkiem do salonu.
Tata
Abigail w końcu odnalazł opanowanie i wciągnął swoją żonę do pokoju Abi, która
stała niepewnie przy kanapie, na którą Will wrócił i posadził ją delikatnie,
żeby nie zrobiła sobie niczego złego, gdyby miała się przewrócić.
-
Tato… - zaczęła Abi, ale nie miała szansy na dokończenie.
-
Co tu się… - tata Abi był wściekły i nie ukrywał tego, ze nie podobało mu się
spotkanie mężczyzny w sypialni jego córki.
-
Przepraszam - przerwał mu zimno Will - Abigail jest dorosła. Spotykamy się, a
ja kocham pańską córkę.
Mężczyzna
najwidoczniej nie był przygotowany na taką odpowiedź, by na chwilę zamilkł, a w
tym czasie Will zajął miejsce obok Abi, która siedziała spięta na kanapie, ale
złapała go za rękę, kiedy tylko był blisko.
Mężczyzna
naprzeciwko ocenił ich relację złym wzrokiem, a ich relacja nie pomogła mu w
opanowaniu wściekłości.
-
Jak to sobie wyobrażacie? - warknął w końcu Jonas Sensible do Abi.
Ta
wciągnęła powietrze do płuc, ale nie odezwała się głównie dlatego, bo nie miała
na to szansy.
-
Ile pan ma lat? - znowu zawarczał jej tata, tym razem zwracając się do Willa - Uwiódł pan moją córkę!
Will
zacisnął wargi, zbierając swoją cierpliwość i opanowanie.
-
Dawno się znacie? Jak się poznaliście? - pytania padały z częstotliwością serii
z karabinu maszynowego na przemian do Abi i Willa bez szansy na ich odpowiedź.
-
Tato, uspokój się - wreszcie powiedziała
spokojnie i zdecydowanie Abigail i Will spojrzał na nią z uznaniem, bo jej tata
zamilkł na jej ton.
-
Nie tak cię wychowaliśmy - warknął jeszcze Jonas Sensible, a wtedy Will nie
wytrzymał.
Wyprostował
się na kanapie obok Abi.
-
Kocham państwa córkę, a ona kocha mnie - powiedział wyważonym, cichym głosem,
patrząc wprost w oczy taty Abi i czując na sobie jej wzrok - Zakochaliśmy się w
sobie już dawno temu, ale nie widzieliśmy się przez trzy lata, żeby dać sobie
czas do namysłu. Przekonać się, że to nie było zwykłe zauroczenie.
Will
zerknął szybko na dziewczynę, która siedziała przy jego boku, ujął delikatnie
jej dłoń w swoje obie ręce, a później spojrzał ponowne na jej rodziców, którzy opadli
na miejsca w fotelach, stojących naprzeciwko nich.
-
Pan nauczył ją rozmawiać i słuchać - kontynuował patrząc na mężczyznę, który
wychował jego ukochaną, a potem zwrócił się do jej mamy - Pani nauczyła ją jak
dbać o tych, których kocha, jak troszczyć się o wszystkich.
Will
odwrócił się przodem do Abigail i ujął jej dłoń w obie swoje ręce, by ciągnąć
dalej, patrząc jej prosto w oczy.
-
Jest dojrzała, mądra, utalentowana i dobra. Umie kochać. Umie podejmować
właściwe, rozsądne decyzje. A na dodatek jest niezwykle pracowita, silna i
samodzielna. A to wszystko opakowane w przepiękne ciało - Will obserwował
wzruszenie, wzbierające w oczach Abigail wraz ze łzami, ale nie przerywał,
kiedy zwrócił się znowu do jej rodziców - Nie potrzebuje nikogo, by żyć pięknym
życiem, ale i tak zamierzam ją chronić przed całym złem tego świata, jeśli mi
na to pozwoli.
Zamilkł
i czekał na ich reakcję, aż tata Abigail odchrząknął dziwnie, zanim wreszcie
przemówił:
-
Ewa nie miała wyboru - powiedział
cichym, ochrypłym głosem, patrząc na swoją najmłodszą córkę - Lucy wybrała
bardzo źle. Hannah właściwie nie wybrała, ale trafiła bardzo dobrze. Cieszę się, że ty wybrałaś dobrze, Kwiatuszku.
-
Och, tatku - wyrwało się Abi i chciała się zerwać z kanapy, ale na szczęście
powstrzymała się, zanim runęłaby jak długa na podłogę, chociaż Will już był
gotów zerwać się, by ją ratować.
Jonas
Sensible wstał szybko ze swojego fotela, podszedł i pochylił się do niej, by
wziąć ją w krótkim, mocnym uścisku.
Szczęśliwie
na tym się skończyło.
Przeszli
później do salonu, gdzie usiedli na kanapie i fotelach przy kawie i waniliowych
scones, przywiezionych przez Kate Sensible.
-
To od ciebie miała ten naszyjnik - mama Abi odezwała się po raz pierwszy odkąd
tam weszli, ale Will zdążył po drodze nakłonić ich do tego, by mówili do niego
po imieniu - Ten ze słonecznikiem.
Will
spiął się i szybko zerknął na Abi, która zaczerwieniła się, jakby to było coś
wstydliwego.
-
Tak - potwierdził, wracając wzrokiem do Kate.
-
Kiedy go zgubiła, cóż, myśleliśmy, że
go zgubiła… - kontynuowała mama Abi - wpadła w taki stan, że sądziliśmy, że nie
obejdzie się bez lekarza, szpitala i zastrzyku na uspokojenie.
Will
nie wiedział, że go zgubiła, chociaż zauważył, że nie miała go na sobie.
-
Teraz go nie ma - ciągnęła kobieta - Więc pewnie to, że jesteście razem
wystarcza jej…
-
Mamo - szepnęła Abigail i Will spojrzał na swoją dziewczynę z czułością i
łagodnością.
Wyznał
jej miłość i zrobił to przy jej rodzicach, a ona nic nie powiedziała.
Ale
właśnie dostał swoją odpowiedź w najlepszy z możliwych sposobów.
Kochała
go tak bardzo, że miała go zawsze przy sobie.
*****
Tego samego dnia
wieczorem…
Godzinę
temu Will i Abigail wrócili do jej domu po niesamowicie ciężkim, długim, bardzo męczącym dniu.
Po
SLC jeździli małym, czerwonym CX 30, samochodem Abi, co Abi skwitowała tylko
lekkim zdziwieniem na twarzy, ale nie skomentowała.
Will
jeszcze jej nie wyjaśnił, że miał zamiar sprowadzić do SLC swoje Harleye i kupić
tu jakiegoś pickupa, kiedy już we dwoje ogarną najważniejsze sprawy, osiedlą
się.
A
najważniejsza była ona.
Jej
bezpieczeństwo.
Abigail
i tak nie mogła prowadzić, a najlepiej byłoby, gdyby w ogóle nie ruszała się za
dużo przez najbliższy tydzień, więc Will będzie miał jej samochód do swojej
dyspozycji.
Kiedy
w końcu w VAMC przyjął ją odpowiedni lekarz i obejrzał ją, zdjął jej ciężką
szynę, zmienił opatrunek, stwierdził, że szwy trzymały dobrze, ale zdecydował,
że zamiast ciężkiego i nieporęcznego gipsu Abi powinna być tylko trochę
ograniczona w swoich ruchach przez ortezę.
Całość
mocowana była na biodrach, opasywała udo i kończyła się pod kolanem, nie
zasłaniając miejsca, w którym były szwy i dając si e zdjąć i założyć bez
problemów w domu, bo była mocowana na rzepy.
Rzecz
była duża i wyglądała jak maszyna, której zadaniem było wspieranie ruchu, ale
też ograniczanie go, bo Abi miała jak najmniej korzystać z mięśnia obszernego
bocznego, cokolwiek miało to oznaczać.
Dostali
całą listę zaleceń.
Dla
Willa najważniejsze było to, że nie mogła sama wstawać z krzesła, łóżka lub
fotela, nie powinna siadać na zbyt głębokim i miękkim siedzisku, nie powinna
obracać się na pięcie i jeszcze masę innych rzeczy nie powinna.
Jego
dziewczyna denerwowała się tym i Will to widział, ale zamierzał dopilnować, by
jej zdrowienie było szybkie, łatwe i w miarę mało uciążliwe.
Kiedy
czekali tam w poczekalni na przyjęcie przez lekarza, Will przeszedł się po
szpitalu i zorientował się, że owszem, byli tam liczni psychoterapeuci, ale
kolejki do nich były ogromne, czas oczekiwania na przyjęcie długi, więc
zdecydował się na poszukiwanie czegoś swoimi kanałami.
Zaczął
od telefonu do Davida.
Ufał
mu i znał go na tyle, że wiedział, że mógł liczyć na jego pomoc.
Ale
to też wiązało się z wyjawieniem mężczyźnie związanemu z przyjaciółką z tej
konkretnej grupy przyjaciółek, że Will był z Abigail.
Szczęśliwie,
Will znał Maggie, znał się nawet lepiej z Davidem, więc wierzył, że im łatwiej,
niż rodzicom Abigail, będzie mógł udowodnić, że chciał chronić Abi przed złem,
że kochał ją i nigdy by nie skrzywdził, nie wykorzystał.
-
Yo - David odezwał się jak zawsze, ale była w tym ostrożność, bo Will miał nowy
telefon z nowym numerem, więc David nie wiedział, kto dzwonił.
Cóż,
dobrze, że odebrał.
-
Tu Tracker - przedstawił się.
-
Co tam? - David jak zawsze był oszczędny w słowach.
-
Potrzebuję namiar na dobrego psychoterapeutę od traumy - wyjawił Will - Dla
Abigail Sensible - uściślił, więc David dowiedział naraz dwóch rzeczy.
Pierwszą
było to, że Will był na tyle blisko z Abi i na tyle bardzo mu zleżało, że
dzwonił w jej sprawie.
Drugą
było to, że Abi przeżyła traumę i potrzebowała pomocy na już, ale tego David
mógł się spodziewać.
-
Po porwaniu? - spytał David, więc Will wiedział, że facet się domyślił
drugiego, a prawdopodobnie również załapał pierwsze.
-
Możliwe, że po gwałcie - wyjawił mu Will, nie mówiąc jednocześnie wszystkiego.
-
Kurwa - szepnął David.
-
Nie tak źle, jak z Hannah - sprostował Will, wiedząc, że David wiedział.
-
Okej - mruknął David - Daj mi chwilę. Zadzwonię i dam znać, jak poszło.
-
Okej - mruknął Will w odpowiedzi.
Rozłączyli
się i Will wrócił wtedy do Abi, ale wiedział, że David będzie dzwonił, więc
trzymał telefon w kieszeni przygotowany na szybkie odebranie.
Nie
stało się to szybko, więc zdążył nawet odwiedzić aptekę, zanim mógł mieć z
głowy tę konkretną sprawę.
David
zadzwonił bowiem dopiero prawie godzinę później i to nie zadzwonił z dobrą
informacją.
-
Mam kumpla, Tima - David powiedział tak wieloma słowami, że Will jeszcze nigdy
tylu od niego nie usłyszał w jednej wypowiedzi - Jest najlepszy. Ale ma wielu
pacjentów, więc jej nie przyjmie. Polecił mi kogoś, dał mi namiary, więc zaraz
prześlę ci wizytówkę.
-
Dzięki, stary - powiedział Will, a potem rozłączyli się i musiał wszystko
wyjaśnić Abigail, bo rozmowa odbywała się w jej samochodzie, kiedy już jechali
ze szpitala do domu.
Dziewczyna
zażądała wtedy wizyty w sklepie, a Will nie widział powodu, żeby jej nie
ustąpić, bo być może potrzebowali czegoś do domu.
Nie
przewidział tego, że jego kobieta postanowiła uzupełnić nie tylko lodówkę i
spiżarnię, ale też jego garderobę.
Najpierw
jednak usiedli w barze na lunchu, gdzie Will starał się wytłumaczyć jej
konieczność przepracowania tego, co wydarzyło się w tamtej piekielnej piwnicy z
wykwalifikowanym psychoterapeutą, a nie samotnie za drzwiami sypialni.
Will
przekonał się, że Abigail zrobiłaby dla niego wszystko, kiedy argumentem, który
w końcu do niej przemówił było powiedziane przez niego zmartwionym tonem: Martwię się o ciebie, bo masz koszmary.
Autentycznie
martwił się o nią i to nie była tylko manipulacja emocjonalna, chociaż może
trochę była, ale dobre było to, że to zadziałało.
Chodzili
po sklepach w galerii handlowej przez godzinę i on miał dość, a co dopiero jego
ranna dziewczyna.
Miała
zdrowieć.
Miała
wypoczywać, żeby zdrowieć.
To
było zbyt niebezpieczne dla niej, tak nadwyrężać tę nogę.
Niestety,
nie był to koniec eskapady, bo kiedy już byli z powrotem w SUV’ie, zadzwonił
telefon Abigail.
Wyjęła
go z torebki, spojrzała na wyświetlacz, zmarszczyła brwi i odebrała.
-
Pani Abigail Sensible? - odezwał się damski, urzędniczy głos - Tessa Smith.
Dzwonię z banku, by poprosić panią o przyjechanie i złożenie podpisu pod
uwierzytelnieniem nowej karty i uznaniem dostępu do konta po poprzedniej
blokadzie skradzionej karty.
-
Och - powiedziała Abi, spoglądając na Willa pytająco - Czy możemy podjechać
teraz?
Will,
zrezygnowany, skinął głową na zgodę i nawet
powstrzymał się przed westchnięciem.
-
Tak, jeśli zdąży pani przez czwartą po południu - powiedziała urzędniczka -
Potem, niestety, wychodzę.
-
Dobrze - odparła Abi - Zaraz tam będziemy.
Kiedy
się rozłączyła, oparła głowę o zagłówek i, patrząc na Willa, wymamrotała:
-
Przepraszam, kochanie. Wiem, że jesteś zmęczony, ale powinnam to zrobić jak
najszybciej się da - uśmiechnęła się lekko - Nie możesz wciąż za mnie płacić.
Tak,
to była prawda, że Will płacił wszędzie przez cały dzień, bo Abi nie miała
dostępu do swoich pieniędzy, ale nie miał nic przeciwko
Nawet
lubił to.
To
była jedna z tych rzeczy, które pozwalały mu na cień odczucia, że opiekował się
swoją kobietą.
Wszystkie
te sprawy zajęły im większość godzin wczesno popołudniowych, więc kiedy
ostatecznie dodarli do domu, oboje byli tak zmęczeni, że nawet nie rozpakowali
toreb z zakupami, a poszli prosto do łóżka, na które padli na narzutę bez
rozbierania się i usnęli na godzinę.
I
spali aż do teraz.
Will
obudził się pierwszy, podniósł się ostrożnie na łokciu, spojrzał na spokojną
twarz jego Słonecznika i zaczął wstawać.
-
Znowu wymykasz się ode mnie z łóżka - wymamrotała Abigail zaspanym głosem, więc
spojrzał z powrotem na nią.
-
Przebiorę się w coś wygodniejszego i pójdę do kuchni, naszykować kolację -
powiedział jej łagodnie - Pośpij jeszcze. Musisz dużo odpoczywać.
-
Nie chcę już spać - westchnęła Abi, mamrocząc w poduszkę marudnym tonem, który trochę
przeczył jej słowom.
Brzmiała
trochę jak kapryśna, mała dziewczynka.
Will
uśmiechnął się do siebie, skoro miała zamknięte oczy, wyciągnął rękę i odgarnął
niesforny kosmyk włosów z jej twarzy.
Spojrzała
na niego.
-
To nie śpij… - powiedział do niej cicho i łagodnie - ale poleż tu do czasu,
kiedy po ciebie przyjdę.
-
A mogę wstać do łazienki? - zamruczała przekornie, drocząc się z nim.
-
Dobrze - Will zaśmiał się, a zrobił to ponowne swobodnie i ponownie zauważył tę
samą łagodność na jej twarzy, kiedy to zrobił.
Pochylił
się na nią i musnął wargami jej usta, ale potem szybko odsunął się, bo pragnął
czegoś więcej, a Abi wciąż była ranna.
Podniósł
się i skierował szybkim krokiem do drzwi, myśląc przy tym, że również nie
wiedział, co czuła po jej przeżyciach w tamtej piwnicy.
A
ponieważ bał się ją o to zapytać, nie miał się szybko dowiedzieć.
W
salonie siedzieli Jasmine i Jason, którzy na jego widok uśmiechnęli się
nieśmiało, więc Will zastanowił się, czy przypadkiem ta dwójka nie była
rodzeństwem.
Chociaż
fizycznie nie byli do siebie podobni, to jednak ich reakcje, więc może też i
ich charaktery, wydawały się być takie same.
-
Cześć - powiedziała Jasmine - Rozpakowałam zakupy spożywcze. Mamy całkiem
niezłe zapasy jedzenia w lodówce.
-
Dzięki - mruknął Will, ale uśmiechnął się lekko do dziewczyny, bo wiedział, że
wydawał się nieprzystępny i ponury obcym mu ludziom, a to była przyjaciółka
Abigail i chciał od początku żyć z nią dobrze.
W
tym momencie rozległ się dzwonek do drzwi i Will zawahał się w swoich krokach,
ale nie mógł ich otworzyć, bo nie był u siebie.
-
Ja otworzę - mruknął Jason, wstając z kanapy - Musisz się nauczyć kodu naszego
alarmu.
Dobrze
było wiedzieć, że mieli alarm.
A
z tym, co Will wiedział o osobie lub osobach, które nadal im zagrażały, to było
raczej niezbędne.
Dobrze
było wiedzieć również, że Jason przewidywał, że Will stanie się ich
współlokatorem.
-
Yo - Will usłyszał znajomy pomruk i ruszył w stronę drzwi, by powitać tam Marka
z Lisą i synem.
Jako
pierwsza weszła kobieta jego już-teraz-kumpla, niosąc płócienną torbę z jakimiś
pojemnikami, a za nią podążał jej mąż z Dannym na prawym ramieniu i torbą z
rzeczami dla dziecka w drugiej ręce.
-
Yo - odezwał się, ale najpierw wyciągnął rękę, by zabrać od Lisy torbę, a
dopiero potem kiwnął brodą do Marka.
-
Przywieźliśmy wam lazanię - powiedziała Lisa, odwieszając na haczyk przy
drzwiach swój płaszcz, a Will spojrzał na jej brzuch, wyraźnie rysujący się pod
sukienką.
Lisa
była w ciąży z ich drugim dzieckiem i to wyglądało na piąty miesiąc lub nawet nieco
dalej, co oznaczało, że zaczęli się o nie starać natychmiast po powrocie Marka
do domu.
Will
nie był zdziwiony, bo Mark wyglądał na takiego właśnie rodzinnego faceta, ale przy tym pomyślał, że on sam też chciałby
mieć dzieci z Abigail.
Ale
ona była jeszcze taka młoda.
-
Dzięki - mruknął Will bez wdzięczności w głosie i skierował się z jej torbą do
kuchni, gdzie była Jasmine, która przewróciła oczami, a potem zachichotała
cicho.
-
Co jest? - spytał zdezorientowany Mark, który zdążył oddać syna jego matce i
zdejmował kurtkę, by zostawić ją na wieszaku przy drzwiach, ale wychylił głowę,
by na nich spojrzeć.
-
Mamy dość dużo jedzenia jeszcze z wczoraj - wymamrotał rozbawionym tonem Jason,
którego Will zaczął podejrzewać o całkowity brak umiejętności porozumiewania
się pełnymi zdaniami, więc został zaskoczony.
-
Pójdę po Abi - bąknął Will.
-
Śpi? - zapytała Lisa, a potem natychmiast dodała - Nie budź jej, niech
odpoczywa.
-
Nie śpi - rzucił za siebie Will, wciąż się przemieszczając w kierunku pokoju
Abi - …czeka na kolację.
Nie
słuchał tego, co mieli do powiedzenia, tylko po prostu wparował do sypialni,
zwracając na siebie zaniepokojoną uwagę Abigail, która leżała na narzucie łóżka
i na jego gwałtowne wejście poderwała głowę.
-
Mamy gości - powiedział Will - Wstawaj śpiochu i chodź na kolację. Dostaliśmy
jeszcze do wyboru lazanię od Lisy.
-
Och - westchnęła Abi, ale podniosła się, usiadła, obejrzała swoje ubranie, po
czym poprosiła go - Podaj mi nie pomiętą koszulkę z szafy.
Will
zrobił to, o co prosiła, pomógł jej się przebrać, starając się zignorować
narastające podniecenie na widok jej piersi osłoniętych tylko przez cienki
materiał stanika i asekurował ją, kiedy przemieszczała się do salonu.
Nie
chciała być od niego całkiem zależna i Will to rozumiał, chociaż nie było mu
łatwo nie narzucać jej swojej pomocy.
Najchętniej
by ją po prostu przeniósł.
Kiedy
dotarli do jadalni, Jasmine była nadal zajęta w kuchni, a po pomieszczeniach
rozniósł się zapach podgrzewanego jedzenia, więc zdążyła wstawić naczynia do
piekarnika i włączyć go.
Abigail
przywitała się w przybyszami, usiedli na kanapie, a Will nie zostawił ich, ale
włączył się do ich luźnej rozmowy, pozwalając przyjaciółce Abigail rządzić w
kuchni.
Po
kilkunastu minutach Jasmine zaczęła trzaskać talerzami o blat kuchenny, a do
domu weszli Jeremy, Ryan i dziewczyna, o której Will już się dowiedział, że
była jego narzeczoną i że miała na imię Kate.
Will
wstał z kanapy, podszedł do stołu i pomógł Jasonowi i Jasmine ustawić wszystko
do wspólnego posiłku.
Okazało
się, że dziesięć osób, które tam się zebrały było w stanie usiąść razem przy stole, by zjeść kolację.
Jasmine
odgrzała również chili od Hannah z poprzedniego dnia, więc jedzenia wystarczyło
dla wszystkich, a rozmowa była ogólna i swobodna, więc Will wiedział, że
wszyscy znali się i lubili.
Po
posiłku przeszli do salonu, gdzie kobiety usiadły na kanapie, kiedy Ryan z
Jasonem poszli do innego pomieszczenia, a Will wyjął z lodówki piwo, które
kupił, będąc w sklepie z Abi, podał jedną butelkę Markowi i usiedli we dwóch
przy stole, by porozmawiać bez świadków.
Powiedzmy
bez ciekawskich uszu, bo oczy im towarzyszyły.
Zarówno
Abigail jak i Lisa zerkały na swoich mężczyzn, nie przerywając swojej rozmowy.
-
Jak sprawy? - zapytał półgłosem Will.
Mark
wiedział, że chodziło mu o nowiny z toczącego się śledztwa dotyczącego ich
wrogów, więc nie dopytywał się.
-
Nic nowego - mruknął tylko.
Milczeli
przez chwilę, każdy zatopiony w swoich myślach.
-
Odszedłeś z FBI - mruknął Mark bardziej stwierdzając fakt, niż pytając.
-
Taaa - mruknął Will.
-
Masz coś na oku? - zainteresował się Mark, więc Will spojrzał na niego.
-
Nie myślałem - wyjaśnił, chociaż nie musiał, ale ciekawiło go to pytanie.
Mark
nie pytałby bez przyczyny.
-
Potrzebuję kogoś zaufanego do pracy u mnie - wypalił Mark.
Will
nie odpowiedział.
Nie
wiedział, co powiedziałaby o tym Abigail, chociaż podejrzewał, że byłaby
zachwycona.
Nie
wiedział również w jakim charakterze miałby pracować dla Taylora, bo nie
nadawał się na ochroniarza.
Był
zbyt niski, żeby wzbudzać respekt w młodocianych próbujących dostać się na
koncert czy coś takiego.
-
Masz umysł analityczny - Mark zaczął wyjaśniać mu wątpliwości - Dużo wiadomości
i dobre kontakty, by je zdobywać.
-
Nie chcę… - zaczął Will, by wyjaśnić, że nie zamierzał kontynuować swoich
kontaktów z szefem z FBI.
-
Wiem - uciął Mark - Ja też nie chciałem.
Will
to wiedział.
Mark
pracował dla CIA i Secret Service, więc lepiej niż ktokolwiek inny rozumiał
rozterki Willa w tej kwestii.
-
Przemyśl to - Mark spojrzał mu prosto w oczy - Pogadaj ze swoją kobietą. Wiesz,
że cię nie wychujam.
Will
skinął głową, podniósł butelkę, trzymaną w palcach za szyjkę i pociągnął z niej
piwo, po czym przeniósł spojrzenie na ich kobiety.
Może
to była dobra propozycja.
Miałby
pracę na miejscu i pewniejszą pozycję do stabilizacji i osiedlenia się, skoro
chcieli założyć rodzinę.
Chociaż
na razie to on tego chciał.
Wciąż
nie wiedział, czy to było właściwe z jego strony, że wiązał ze sobą tak młodą
kobietę, która miała całe dorosłe życie wciąż jeszcze przed sobą.
Chociaż
udowodniła mu już, że bez niego nie potrafiła w pełni żyć.
-
Nie zrobisz jej krzywdy - Mark
powiedział to z taką pewnością w głosie, że Will znów spojrzał na niego,
zaskoczony jego słowami.
Był
aż tak oczywisty?
-
Jesteś może starszy od niej, ale dla niej
odpowiedni - mężczyzna wskazał szyjką butelki w stronę kanapy - Ona potrzebuje
troski, opieki, a ty jej to dajesz.
Will
skinął głową, a potem zdecydował się trochę podzielić.
-
Chcę chronić ją przez całym złem tego świata - wymamrotał kumplowi swoje
wyznanie.
Mark
westchnął i zacisnął wargi, zanim wypuścił powietrze i odparł:
-
Tak się nie da. Możesz chronić przez złem, ale nie dasz rady przed całym złem świata. Nikt nie da rady tego zrobić.
Will
zrozumiał, wiec skinął głową, ale zachmurzył się.
Częścią
przed którą, nie mógł chronić Abigail była ta, jak reagowali kolejni ludzie na
wiadomość o tym, że oni dwoje byli razem.
Był
dla niej za stary.
-
Dobra - zgodził się w końcu Will - Pogadam z nią i dam ci znać.
-
Okej - mruknął Mark.
-
Powiesz mi, co kombinuje Filip? - zapytał Will, spoglądając na niego.
-
Nie mogę - mruknął Mark do swojej butelki i Will zacisnął zęby, ale nie pytał
więcej - Powiem tylko tyle, że będzie bezpieczna - dodał facet i kiwnął głową w
stronę kobiet, patrząc na Willa znacząco.
Will
odetchnął z ulgą.
Oznaczało
to tyle, że ich metody nie były legalne, ale miały być skuteczne.
FBI
działała legalnie, ale nieskutecznie, więc może to była lepsza droga do
zdobycia tego, do czego dążył Will.
Zapewnienia
bezpieczeństwa Abigail.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń