środa, 21 czerwca 2023

12 - Po prostu żyj (cz.1)

 

Rozdział 12

Po prostu żyj (cz.1)

Abigail

 

 

Trzy tygodnie później

Siedziałam na wysokim stołku barowym, hokerze, przy ladzie baru w klubie Piwnica, do którego trafiłam na zaproszenie Anie.

Miejsce było niesamowite, klimatyczne, jedyne w swoim rodzaju, ale nadal sprzedawali tu alkohol, a ja nie miałam ukończonych dwudziestu jeden lat.

Dlatego czułam się niezbyt pewnie i nie rozglądałam się.

Jeszcze nie wiedziałam, dlaczego moja siostra, taka starsza i taka odpowiedzialna, chciała, żebym tu była akurat tego wieczoru o tej godzinie.

Miałam wypełniony każdy dzień.

Uczestniczyłam we wszystkich zajęciach tak, jak to robiłam od początku roku szkolnego, powoli nadrabiając tydzień zaległości, jakie mi się zrobiły w związku z przejściami z Lucy i Lucasem.

Teraz już nadchodziło kolejne Thanksgiving, które mieliśmy spędzić w domu naszej mamy tylko z rodziną Anie i przygotowywałyśmy świąteczny obiad we trzy: mama, Anie i ja.

Will nie odezwał się do mnie ani razu od czasu, kiedy pożegnał mnie strasznie oficjalnie, przy jego współpracownikach i przy Davidzie i jego kumplach, słowami - Do zobaczenia, Abigail.

Tym razem akcent w moim imieniu był na środkową sylabę, jak mówili wszyscy i brzmiało to strasznie sucho, obco, ale powstrzymałam wzdrygnięcie.

Byłam na to trochę przygotowana, skoro wcześniej, u Anie w domu, zachowanie Willa mocno mnie zaniepokoiło, bo był rozkojarzony i nie uważał podczas rozmowy, a kiedy zauważył, że to spostrzegliśmy, zrobił głupstwo, które nie wynikało wyłącznie z tego, że nie umiał prawidłowo ocenić relacji międzyludzkich.

Po prostu chciał odciągnąć uwagę od siebie.

- Lucy jest w ciąży - wypalił nagle bez powiązania z naszą poprzednią rozmową, więc wiedziałam, że jej nie śledził.

- Co? - zachłysnęła się Anie.

- Dwunasty tydzień - stwierdził Will dziwnie suchym, nieobecnym tonem - Potwierdzone.

Kiedy Anie zatrzęsła się obok Billy’ego, a potem nagle zaczęła się podnosić, miałam ochotę podejść do Willa i potrząsnąć nim, a najlepiej, kopnąć go w kostkę, bo przecież wszyscy wiedzieliśmy, że dokładnie w tym tygodniu ciąży byłaby moja siostra, gdyby nie poroniła.

Oznaczało to również tyle, że Lucy zaszła w ciążę na miesiąc przed własnym ślubem, czyli wtedy, kiedy to Anie wychodziła za Billy’ego.

Gdzieś w okolicy ich nocy poślubnej.

- Przepraszam - wymamrotała Anie i uciekła, a ja zerwałam się z fotela, w którym siedziałam obok Willa i natychmiast pobiegłam za nią.

Anie nie biegła, ale szła szybkim krokiem w kierunku pokoju dla gości, więc i ja się tam udałam, by sprawdzić, czy mogłam ją jakoś wesprzeć, pocieszyć, chociaż nie wiedziałam jak.

Zatrzymała się tuż za progiem, rozejrzała się nieprzytomnie, spojrzała na mnie i wymamrotała - Ja zaraz… Ja tylko…

- Już dobrze, kochanie - szepnęłam, podchodząc bliżej.

Nadal rozglądała się po pokoju półprzytomnym wzrokiem.

- Anie - zawołałam, a ona odwróciła się do mnie przodem i wreszcie westchnęła cicho, opuszczając ręce luźno wzdłuż ciała.

A potem pozbierała się i znowu, jak zwykle, zaczęła myśleć o innych, zamiast myśleć o sobie.

- On nie chciał - poinformowała mnie o czymś, o czym wiedziałam - Nie jest zły i nie zrobił tego celowo. Po prostu coś go dręczy.

- Wiem, kochanie - powiedziałam cicho i podeszłam bardzo blisko niej, by pogłaskać delikatnie jej ramię - Chcesz porozmawiać…

- Nie! - przerwała mi stanowczo moja starsza, mądra i dobra siostra, po czym przełknęła i dodała - Idź do nich. Zaraz tam przyjdę. Wejdę tylko do kuchni…

- Dobrze, kochanie - powiedziałam łagodnie, ale wiedziałam, że Anie najbardziej potrzebowała spokoju i swojego męża, a ja bardzo potrzebowałam porozmawiać z Willem.

Wróciłam więc do salonu i, najszybciej jak tylko mogłam, zabrałam Willa stamtąd, by zawiózł mnie z powrotem, aczkolwiek nie spieszyło mi się do domu.

Cóż, porozmawianie z nim nie do końca mi się udało.

Kiedy jechaliśmy z powrotem do domu mojej mamy, Will zatrzymał się Harleyem na parkingu w środku miasta i kilkoma zdaniami zmienił naszą „umowę” co do tych trzech lat przerwy, którą mu zaproponowałam.

Zsiedliśmy tam z motocykla, zdjęliśmy kaski i Will nie odwrócił się do mnie przodem od razu, ale stał przez chwilę ze zwieszonymi ramionami.

Wyglądał na złamanego, pokonanego i przestraszyłam się tego, więc położyłam mu lekko dłoń na ramieniu i patrzyłam zmartwionym wzrokiem, jak strasznie powoli odwracał się w moją stronę.

Domyśliłam się, że dręczyło go to, co robiliśmy i co powiedzieliśmy sobie w ciągu kilku ostatnich dni i dlatego był taki zamyślony przez ten cały czas.

Serce mnie rozbolało, bo zrozumiałam też, że będzie mnie chciał chronić przed sobą, a ja nie miałam już więcej argumentów, by z nim walczyć.

Chociaż wiedziałam, że miałam rację.

- Abi - powiedział, podnosząc obie ręce, by objąć dłońmi moją twarz - Obiecaj mi, że przez te trzy lata będziesz żyła swoim życiem - kontynuował, kiedy już mnie trzymał tak, jak trzymał i przesuwał delikatnie kciukami po moich policzkach, przybliżając swoją twarz do mojej tak, że nasze usta dzieliły tylko centymetry - Że nie będziesz czekała specjalnie na mnie.

- Co? - zachłysnęłam się powietrzem, bo to było dokładnie to, czego się obawiałam - Ja…

- Nie, Abi - przerwał mi stanowczo, chociaż w jego oczach czaił się ból i… strach? - Nie chcę przeczyć temu, co mówiłaś. Możemy mieć te trzy lata. Po prostu chcę mieć pewność, że nie będziesz zmuszała się do czekania. Chcę, żebyś żyła. Nie tylko była.

Wtedy dotarło do mnie, że bał się, ten mądry, wspaniały mężczyzna bał się, że zabierze mi życie i nie rozumiał, że bez niego nie miałam życia.

Bał się jednak tak bardzo, że on nie miałby spokoju, myśląc o tym, że czekałam przez te dwa, trzy lata na niego i nie żyłam.

Musiałam mu to dać.

Musiałam mu dać ukojenie i spokój, by przetrwał te lata i wrócił do mnie, bo wierzyłam, że mnie kochał i że wróci.

Przełknęłam ślinę i podjęłam decyzję.

- Dobrze - powiedziałam, a moje ciche, krótkie słowo wywołało rozluźnienie w jego postawie, więc wiedziałam, że sądził, że się łatwo poddałam - Jeśli ty mi też coś obiecasz - dodałam szybko i zobaczyłam mroczny błysk w jego oczach - Obiecaj mi, że przyjedziesz tu najpóźniej za trzy lata - podniosłam ręce, by objąć jego nadgarstki, kiedy jego dłonie nadal obejmowały moją twarz - Nawet jakbyś sądził, że poszłam dalej. Nawet jak ty pójdziesz dalej. Przyjedź i porozmawiaj ze mną. Przekonajmy się oboje. Dajmy sobie prawdę.

Will nie odzywał się przez dłuższą chwilę, przestał patrzeć mi w oczy i odsunął się trochę, na co nagle poczułam ogarniającą mnie złość.

W moich myślach pojawiło się nagle - Will nie wierzył we mnie, w moją miłość, w moją stałość.

A może - uciekał przed tym, co mieliśmy.

Tchórz.

Zacisnęłam usta i moja szczęka stwardniała, kiedy zaczęłam odwracać od niego twarz, wysuwając ją z jego dłoni.

- Abi - mruknął i zacisnął ręce na moich policzkach - Dobrze.

Skinęłam głową, ale smutek, rozgoryczenie, rozczarowanie i złość zdążyły mnie opanować tak mocno, że nagle poczułam tak rzadkie u mnie, a tak bardzo niechciane w tym momencie… łzy.

A na dodatek poczułam wstyd, że pomyślałam o nim tak źle.

Will przesunął ręce tak, że obejmowały moje ramiona, by przycisnąć mnie do jego klatki piersiowej.

Moje ręce same z siebie uniosły się i objęły boki jego żeber, chociaż nie chciałam tego robić.

- Dobrze. Przyjadę - mamrotał w czubek mojej głowy - Obiecuję. Chcę, żebyś była szczęśliwa. Dlatego żyj i ciesz się tym. Ciesz się każdą chwilą. Żyj odważnie, żyj dobrze, po prostu żyj.

Początkowo spięłam się, bo nie sądziłam, żeby Will zdawał sobie z tego sprawę, ale właśnie zacytował Willa Traynora z Zanim się pojawiłeś Jojo Moyes, a tamten Will żegnał się z Lou Clark na zawsze, bo umierał.

A potem przyszło mi do głowy, że to był przypadek, bo mój Will by mnie nie okłamał, przyjedzie, skoro tak obiecał, dlatego ponownie skinęłam głową przy jego kurtce i uspokoiłam się.

- Jeden dzień na raz, Abi - przypomniałam sobie moją mantrę sprzed lat - dasz radę, poczekasz, przeżyjesz i będzie dobrze.

A potem Will odszedł.

A ja żyłam, spotykałam się z ludźmi, chociaż nie potrafiłam cieszyć się wszystkim w pełni, bo wciąż myślałam o tym, jak cudownie byłoby to wszystko dzielić z Willem.

Ostatnio byłyśmy we dwie z Anie u znajomego fryzjera, by zrobił jej prawdziwą fryzurę, jak wyraził się Alek.

Alek jak zawsze był bezpośredni, chociaż delikatny, więc Anie się nie obraziła, ale prawdą było to, że jej włosy odrosły i teraz, po tygodniach od tego, co ją spotkało, sięgały jej już do ramion.

U tego fryzjera ja też zdecydowałam się na zmianę.

Poprosiłam o obcięcie włosów do łopatek i wycieniowanie, przez co nagle miałam nie tylko zwykłe fale, jak miałam dotychczas, ale naprawdę gęstą, układającą się bez problemów, piękną grzywę.

Will miał to zobaczyć jeszcze ten jeden, ostatni raz, kiedy mieliśmy powiedzieć sobie ostatnie Do widzenia, ale wówczas nie wiedziałam tego, więc nie zrobiłam tego dla niego.

Mama z kolei nie zauważyła żadnej różnicy, co było dobre, bo wcześniej stanowczo sprzeciwiała się jakiemukolwiek podcinaniu włosów przez którąś z nas, sióstr Sensible.

Potem, jednego popołudnia, razem ze wszystkimi przyjaciółmi z FS 13 byliśmy na uroczystym otwarciu wystawy prac Alexa.

Alexander Whitman, mąż Sophie, strażak i twardziel był artystą malarzem.

Patrząc na niego, nigdy bym się tego nie spodziewała, takiej wrażliwości, zwłaszcza, jak wysłuchałam od Sophie, opowiedzianej żartobliwie, ale bardzo przejmującej, historii tego, co Alex i Sophie przeżyli od jego ojca i co Alex przeżył od swojej byłej narzeczonej[1].

To boleśnie przypomniało mi przeszłość Willa.

Bowiem na samym wstępie wystawy Alexa, tuż przy wejściu, wisiał obraz zatytułowany „Królowa Lodu”, na którym była Angela, jego pierwsza narzeczona, stojąca na pokruszonym sercu.

Podobno ta kobieta tak bardzo chciała pieniędzy ojca Alexa, że za plecami swojego narzeczonego załatwiła mu pracę w banku, licząc na to, że Alex rzuci pracę w straży.

A ponieważ on uwielbiał być strażakiem, a nienawidził swojego ojca, zdeptała jego serce tak, jak Mandy zdeptała serce Willa, który tylko chciał mieć rodzinę, dom i ulubioną pracę.

Nie chodziło o to, że kochał swoją żonę.

Ludzie oglądający tę wystawę obrazów mogli zobaczyć, jak zmieniało się życie Alexa, bo na jej końcu były portrety Sophie.

Zwłaszcza jeden, na którym twarz Sophie była w obramowaniu dłoni Alexa i drugi portret Sophie z malutkim dzieckiem na ręku spowodowały, że poczułam się mała i nic-nieznacząca.

Był też portret śpiącej Sophie, wtulonej w białe poduszki, z rozrzuconymi czarnymi włosami, emanującej niesamowitym spokojem i szczęściem, a wszystkie uwidaczniały tyle emocji, były takie łatwe do odczytania, że wiedziałam, że ja nigdy tego nie będę w stanie przekazać.

Mój nadal-nie-dokończony portret Willa nie pokaże nikomu tego mroku, jaki skrywał się w jego duszy, bo nie potrafiłam tego ująć.

Wiedziałam, że nigdy, przenigdy nie zdołam namalować czegoś takiego.

Nie umiałam.

Moim jedynym osiągnięciem były malowane kwiatki, tęcze i motyle.

Ale na tej wystawie był też obraz „Balans”, który mnie z miejsca zauroczył, bo to było dokładnie to, co widziałam między mną a Willem.

Przedstawiał on bowiem całkowite przeciwieństwo.

Była to prawie abstrakcja, ale dało się zauważyć w tym zarysy dwóch postaci, jedną białą i filigranową przeplecioną z drugą, czarną i masywną, ale uzupełniały się one tak absolutnie, że od razu zrozumiałam, co Alex chciał mi powiedzieć.

Balans to harmonia, ale nie koniecznie dwie części tego samego.

Yin i yang.

Tak bardzo żałowałam, że Will nie mógł, że nawet nie chciał tego zobaczyć i przez to nie mogłam mu wytłumaczyć tego, jakie przesłanie to niosło dla nas, jakie to miało kolosalne znaczenie.

A teraz, kiedy siedząc przy barze ze szklanką gazowanego Arizona Orangeade z lodem, usłyszałam za plecami głos Aleka, zrozumiałam, że tego wieczoru również miałam dowiedzieć się, że nie znałam wszystkich talentów ludzi, którzy mnie otaczali.

- Też przyszłaś posłuchać, jak gra i śpiewa Billy? - Alek nie był cichy ani dyskretny, ale nie musiał być.

Nie uważałam, więc nie widziałam, że był tam tłum ludzi.

Aż zabrakło miejsc siedzących.

Billy miał grać i śpiewać?

W klubie było już pełno, gwarno i, kiedy się odwróciłam, by się przywitać z tymi dwoma dorosłymi facetami, którzy byli moimi najbliższymi przyjaciółmi, zobaczyłam, że była tam Eva, która siedziała na kolanach Jimmy’ego, Maggie na kolanach Davida, Helena na krzesełku obok Oli’ego i stojąca pod ścianami sali reszta strażaków z FS 13.

- Hej - mruknęłam do Aleka, wychyliłam się, by musnąć jego policzek, a potem zrobiłam to samo z Samem.

- Hej, Kwiatuszku - mruknął Sam - Wszyscy tu przybyli na recital Billy’ego.

Tak, to było to.

Billy ukrywał się dobrze, ale moja siostra, oczywiście, chciała go podbudować, pokazywała wszystkim, a może głównie jemu, jaki był genialny i zorganizowała mu recital, na którym mogliśmy poznać jego talent.

Anie właśnie taka była.

Spojrzałam w tamtą stronę w porę, żeby zobaczyć, że na prowizoryczną scenę wyszedł mój szwagier, a moja siostra stała z boku i patrzyła na niego z miłością i dumą.

Billy usiadł na podstawionym dla niego krześle, oparł o kolano gitarę i spojrzał na struny.

Cała sala ucichła i zamarła w oczekiwaniu.

- Witajcie - mruknął Billy do mikrofonu, nie patrząc na tłum - Jest dzisiaj z nami kilkoro moich przyjaciół - na sali rozległy się szepty i chichoty, ale szybko zamilkły - Ale ten występ dedykuję w całości mojej kochanej żonie, która zawsze we mnie wierzy i mnie wspiera. Kocham cię, Hannah Brown.

O, Boże!

Poczułam, że moje płuca nagle stały się lekkie, a serce mi zatrzepotało z czystego szczęścia i żałowałam tylko, że nie było tam mamy, by zobaczyła, co omijało Lucy z powodu jej złośliwości, jak dobrze radziła sobie Anie i że moja najstarsza siostra miała to.

A na dnie mojego serca tlił się też żal, że Will chciał zrezygnować z tego dla nas, chociaż wciąż jeszcze miałam nadzieję, że najpóźniej za trzy lata się odnajdziemy.

Miłość to jedna dusza w dwóch ciałach - jak powiedział Arystoteles.

A nasza dusza właśnie została rozłączona.

Słuchając piosenek Billy’ego tego cudownego wieczoru, zauważyłam jeszcze jedno, co łączyło wielu z tej grupy przyjaciół, a była to pasja, nie tylko sam talent.

Tę pasję Anie rozwijała również w Jacku, a robiła to niezauważalnie dla niego, mimochodem, poznając go z ludźmi, którzy podzielali jego zainteresowania lub mieli własne i je uzewnętrzniali.

Na przykład na otwarciu wystawy obrazów Alexa Jack poznał panią Whitman, mamę Alexa, która pracowała jako przewodnik w Natural History Museum of Utah i tak spodobała się jej pasja młodego, że poprosiła o przywiezienie go pewnego dnia do niej do pracy, by mogła udzielić mu obszernego wywiadu.

Z tej rozmowy Jack napisał reportaż, który miał być wkrótce zamieszczony na łamach gazetki szkolnej, w pracach której uczestniczył.

Ponieważ mój przyszywany brat często pytał mnie o zdanie w sprawie swoich reportaży, znałam te tematy bardzo dobrze i postanowiłam pojechać z nim na spotkanie z panią Whitman, dzięki czemu i ja napisałam kilka słów o architekturze SLC do swojej gazetki.

Tak więc byłam zajęta przez te kilka tygodni, odkąd Will wyjechał.

Nadal czułam dotkliwie swoją samotność, a zwłaszcza wieczorami i w nocy, kiedy musiałam zasypiać i potem spać sama.

Ale to było coś, do czego musiałam się przyzwyczaić, by przetrwać te trzy lata, które obiecałam, że przetrwam.

*****



[1] Historia Sophie i Alexa opisana jest w cz. 3 serii „Przyjaciele - „Sophie - Porozmawiaj ze mną” https://www.wattpad.com/story/319803219-sophie-porozmawiaj-ze-mn%C4%85

1 komentarz: