czwartek, 18 maja 2023

Prolog - Yin i yang (cz.2)

 

 Prolog

Yin i yang (cz.2)

*****

William

Piętnaście lat wcześniej, Phoenix, Arizona…

Will stał pośród męskiej części swojej rodziny w małym pokoju przy kościele katolickim, który był przeznaczony dla pana młodego i jego drużbów i słuchał przekomarzania się swoich braci i taty.

Był to dzień, w którym jego najstarszy brat, Vittorio, miał związać się węzłem małżeńskim ze swoją wieloletnią dziewczyną, Blancą.

Will, był jego drużbą razem z ich bratem, Vitale, drugim bratem, Vincentem, oraz z partnerem Vito z policji, Barney’em, bo najstarszy z braci Tracker’ów był detektywem, a wcześniej był szeregowym gliną.

Najstarszego i najmłodszego z braci Tracker’ów, dzieliło dziesięć lat.

Will miesiąc wcześniej skończył osiemnaście lat, a jego najstarszy brat dwa miesiące temu - dwadzieścia osiem.

Oprócz tego mieli dwie siostry, z których Francesca była starsza od Willa o rok, a Felitia młodsza o rok.

Ich mama, Violetta, urodziła ich szóstkę w niemal równych odstępach czternastu miesięcy jedno po drugim, ale była osiem razy w ciąży, a po drodze, między nimi, straciła jedno dziecko w wyniku choroby w siódmym miesiącu ciąży, a ich drugi pod względem urodzenia brat miał wypadek, w którym zginął w wieku jedenastu lat, więc żyjącego rodzeństwa Will miał trzech braci i dwie siostry.

I tak dużo i gwarno.

Według ich babci to, jak często ich mama rodziła kolejne dzieci, było świadectwem tego, jak bardzo ich tata, Fernando, ją kochał, ale bracia Tracker wiedzieli, że był to raczej efekt temperamentu ich rodziców.

Ich mama była Meksykanką, a tata Włochem, co mówiło samo za siebie.

- …więc zostaniesz pantoflarzem, a wtedy nie zgłaszaj się do mnie… - śmiał się Vin - żebym cię krył, jak będziesz chciał wyjść z kumplami na piwo.

- To się nie stanie! - zagrzmiał nisko Vito - Anca rozumie konieczność spotykania się czasem w męskim gronie.

Tego typu pogaduszki trwały już prawie od pół godziny i Will sądził, że chodziło o rozproszenie Vito, który w pewnym momencie dosłownie zaczął świrować.

Will nigdy wcześniej nie widział faceta przed jego ślubem, więc nie miał pojęcia, co cichym głosem uświadomił mu waśnie wtedy jego tata, że większość facetów przed ślubem świrowała w ten sposób.

Nie chodziło o chęć wycofania się.

Chodziło o ten brak pewności, czy facet był godzien swojej przyszłej żony.

A Blanca kochała najstarszego z Tracker’ów na zabój i wszyscy włącznie z Barney’em to wiedzieli, więc wszyscy jak jeden mąż wspierali Vito.

Chociaż Will wiedział od zawsze, że każdy z ich mógł liczyć na innych w każdej decyzji, jaką podejmowali, w każdym momencie ich życia.

Wsparcie.

Wśród nich wszystkich, nie tylko mężczyzn Tracker’ów, panowała niepisana zasada „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.

Will właśnie skończył liceum i dostał się na wymarzony kierunek w college’u, więc wiedział to najlepiej.

Ich tata był detektywem policji.

Znali ciemną stronę tego życia, bo żyli nim od urodzenia.

Ale ani rodzice, ani rodzeństwo nie próbowali wybić Willowi z głowy pomysłu pójścia tą drogą.

Chociaż Will nie zamierzał zostać gliną.

Jeszcze im tego nie powiedział, ale jego marzeniem była praca w FBI lub innych tajnych służbach, co zasugerował mu w ostatniej klasie liceum pewien osobnik, który nie rozmawiał z uczniami oficjalnie, ale wyłapywał niektórych na korytarzu, po lekcjach i po meczach.

Rekrutował, sugerował, wskazywał drogę, ale nie namawiał.

Will wpadł mu w oko po wygranym konkursie matematycznym, kiedy tego samego dnia dokonał dwóch ładnych wsadów w meczu koszykówki, chociaż nie był w głównym składzie drużyny szkolnej, bo był zbyt niski.

To była jego bolączka, jego największy kompleks, chociaż teraz miał to być jego atut, bo facet powiedział, że do roboty, jaką by potem miał, potrzebni byli tacy, co nie rzucali się w oczy.

Byłby to wspaniały dodatek do tego, co Will chciał osiągnąć, bo jego wzorem do naśladowania byli jego tata i starsi bracia, którzy walczyli ze złem tego świata i chronili słabszych, zwłaszcza kobiety.

Mężczyźni zgromadzeni wokół pana młodego zaśmiali się, Vin poklepał brata po plecach, a ich tata wyszedł na korytarz, by sprawdzić, czy kobiety były już gotowe do uroczystości.

Will ponownie ogarnął wzrokiem zebranych.

Bracia Tracker’owie byli tacy sami.

Garnitury, w jakie byli ubrani z tej uroczystej okazji, czarny Vito, a szare drużbów, podkreślały to, co zawsze widzieli wszyscy, którzy z nimi przebywali.

Nie było to tylko podobieństwo fizyczne.

Wszyscy trzej byli może niezbyt wysocy, ale ciemnoocy, ciemnowłosi, śniadzi, przystojni, dobrze umięśnieni, pewni siebie i wygadani, co dawało im powodzenie u kobiet.

Will miał szczęście, że miał takie dobre geny, ale też miał pecha, bo, będąc najmłodszym, przez wszystkie swoje lata szkolne i w sąsiedztwie miał wysoko postawioną poprzeczkę, by dorównać Vito, Vite i Vin’owi.

Chociaż nigdy nie czuł potrzeby konkurowania ze swoimi braćmi.

- Już czas - usłyszeli głos taty, który właśnie wetknął głowę przez uchylone drzwi - Idziemy do ołtarza.

Ruszyli jeden za drugim, wszyscy natychmiast poważni i skupieni na zadaniu, jakie mieli do wykonania.

Weszli do kościoła, którego wnętrze ich mama i siostry z pomocą siostry Blanki przybrały nieskończoną ilością białych kwiatów i wstążek.

Kiedy już ustawili się w rzędzie przy ołtarzu, Vito naprzeciwko przejścia, a przy nim po kolei Barney, Vite, Vin, a najdalej Will.

Nadal najmłodszy z braci widział to, co było najważniejsze tego dnia.

Spojrzenie swojego brata i jego wybranki, kiedy ta szła w długiej, białej sukni ślubnej przejściem przez ich kościół w stronę ołtarza, by połączyć się z nim węzłem małżeńskim.

Wyznać sobie miłość i obiecać sobie wierność.

Blanca była niską, krągłą brunetką, która była pierwszą miłością Vito jeszcze z czasów liceum, a której charakter był dokładnie tym, czego Will doszukiwałby się w swojej przyszłej dziewczynie.

Była słodka, czuła i opiekuńcza i od lat zapatrzona w swojego mężczyznę tak, jak tylko mogła być.

Pasowali do siebie idealnie, bo jej wybranek był również zapatrzony z nią, opiekuńczy i czuły.

Kiedy Blanca stanęła obok Vito, jej tata podał jej dłoń jej przyszłemu mężowi, a para przed ołtarzem patrzyła już tylko na siebie, Will spojrzał jeszcze szybko na swoich rodziców, by zobaczyć rozanieloną minę swojej mamy, tatę zaciskającego zęby, by stłumić emocje i ich ramiona owijające się wzajemnie wokół ich ciał.

Tego właśnie pragnąłby kiedyś w przyszłości również dla siebie.

Will przeniósł wzrok na druhny, które stały po przeciwnej stronie ołtarza.

Nie spojrzał na żadną z nich, kiedy szły w ich stronę przejściem przed Blancą, kiedy stał tam przy bracie i jego drużbach.

Teraz poczuł na sobie wzrok jednej z nich, więc, zanim odwrócili się przodem do księdza, przyjrzał się jej.

Druhny miały na sobie mocno opinające kształty sukienki w kolorze brzoskwini, chociaż każda z nich miała trochę inny krój i długość.

Ta konkretna miała super mini, która ledwie zakrywała jej tyłek.

Była to mała brunetka, podobna kształtami do Blanki, a nawet nieco podobna urodą, co sugerowało ich bliskie pokrewieństwo.

Blanca nie miała siostry.

To musiała być jakaś jej kuzynka.

Uśmieszek, jakim brunetka obdarzyła Willa sprawił, że jego nadzieje na nawiązanie tego dnia porozumienia między nimi stały się duże, więc wyprostował się i przymusił do skupienia na uroczystości.

*****

Godzinę później

Will znalazł i zajął miejsce, jakie miał wyznaczone przy stole w sali, w której odbywało się przyjęcie po ślubie Vito i Blanki i zauważył po obu stronach swojego nakrycia dwie kartki z imionami kobiet, których nie znał.

Blanca zdążyła mu powiedzieć, że jej druhnami były jej kuzynki i jej przyjaciółka.

- Hej - Will usłyszał wesoły, wysoki, kobiecy głos, dochodzący zza jego pleców, kiedy już zajął swoje krzesło.

Podniósł się i odwrócił, by stanąć twarzą w twarz z brunetką, która uśmiechała się do niego wcześniej z rzędu druhen przy ołtarzu.

Z bliska mógł lepiej docenić jej urodę, czerwień jej ust go bardziej kusiła, a zapach oszołomił.

- Jestem Amanda - dziewczyna przedstawiła się z uśmiechem, kiedy Will zaniemówił i tylko gapił się na nią bez sensu.

- Will - wykrztusił w końcu, a wtedy prawie jednocześnie dobiegł go z boku głos jego nowej bratowej.

- Mandy! - zawołała Blanca - Widzę, że poznałaś już najmłodszego brata Vito. Will… - kobieta zwróciła się do chłopaka - To moja kuzynka. Jest prawie w twoim wieku, więc chyba możesz się nią dzisiaj zaopiekować.

- Tak - wymamrotał zauroczony Will - Z przyjemnością.

- Więc zostawiam cię, mała, w dobrych rękach - powiedziała Blanca do Mandy, a potem obejrzała się na swojego nowego męża i ruszyła w jego stronę - Bawcie się dobrze - zawołała jeszcze i figlarnie mrugnęła do Willa.

*****

Trzy godziny później

Byli we dwójkę w ciemnościach tego pokoju, w którym drużbowie się przebierali i mogli odpocząć od zabawy weselnej.

Will czuł, że alkohol wypity ukradkiem przed starszymi szumiał mu w głowie i zniósł wszelkie zahamowania, ale nadal czuł się odpowiedzialny za dziewczynę, którą miał pod opieką.

Mandy była wstawiona nawet bardziej niż on, a była o rok młodsza.

- Wiiiiill - zamruczała pijanym głosem, pochylając się w jego stronę i wsuwając dłoń między guziki jego koszuli - Mam ochotę na coś niegrzecznego.

Nie uważał tego za dobry pomysł, ale dziewczyna była namolna, zaciągnęła go w to ustronne miejsce i prawie sama pozbawiła się bielizny.

A on był nastolatkiem z buzującymi hormonami, który myślał głownie fiutem i ciśnienie z jąder spowodowało, że wyłączyło mu się myślenie.

Ale potem nie będzie żałował.

Całował jej szyję, dekolt, cycki, które podetknęła mu pod nos po rozpięciu obcisłej sukienki druhny, a jego ręka wślizgnęła się po jej skórze na jej tyłek, by podnieść jej udo i rozsunąć nogi, kiedy wsunął się między jej kolana.

Rozpięcie jego rozporka nigdy nie było takie łatwe.

Zrobiła to szybko, więc Will poczuł jej palce w swoich bokserkach na kutasie, zanim jeszcze skończył ssać jej cycek.

Wzięła go sobie, więc wystarczyło, że podniósł się i wycelował, by znaleźć się w jej mokrym, otwartym i miękkim wnętrzu.

Nie, nie była dziewicą.

Ani trochę.

Will nie był prawiczkiem, ale po dziewczynie w tym wieku nie spodziewał się takiego doświadczenia.

Bo jeszcze tej samej nocy, kiedy już doszedł w niej bez zabezpieczenia, bo brała tabletki, prawie natychmiast zabrała go do swojego pokoju w zajeździe, w którym było przyjęcie, a tam ujeżdżała go, ssała go, a potem pieprzyli się pod prysznicem, by wrócić do łóżka i powtórzyć całą aktywność.

Powinien był wtedy pomyśleć.

Mózgiem, a nie kutasem.

*****

Obecnie, SLC…

Pokój był słabo oświetlony pojedynczą świetlówką pod sufitem.

Will stał ze swoją czarną, skórzaną kurtką w ręku, ubrany w znoszone, wytarte, czarne dżinsy, czarne, wysokie buty motocyklowe i znoszony, czarny t-shirt przed zawalonym papierami stołem w szarym, nijakim pokoju odpraw i ponuro słuchał nowego zadania, do którego jego szef właśnie wyznaczał kolejnych ludzi spośród jego kolegów.

Może to było za dużo powiedziane, bo nie znali się zbyt dobrze.

Wychodzili po kolei, pojedynczo po otrzymaniu akt do rozpracowania, a Will czekał na to, co szef przydzieli jemu.

Działał w SLC od paru lat, ale zajmował się innymi sferami przestępczości zorganizowanej, bo w ich zawodzie ważna była anonimowość.

Nadal, znał już kilka osób w mieście i był im znany, a kluczową postacią jak do tej pory okazał się być dla niego major David Lichtwitz, z którym Will współpracował owocnie podczas rozpracowywania szaleńca, który był im znany pod różnymi nazwiskami, ale prawdziwym było Seamus Mcmalony.

Seamus, znany również jako Curt, był byłym chłopakiem kobiety Davida, Maggie, a na dodatek uważał ją za swoją własność i mścił się na niej za to, że próbowała sobie ułożyć życie.

Wykorzystał wszystkie swoje umiejętności i spryt, by wodzić ich za nos i zemścić się na Maggie za jej rzekomą niewierność.

Musieli połączyć siły i włożyć wiele czasu i pracy, by go dopaść.

To było prawdziwe wyzwanie i spektakularny sukces.

Seamus/Curt zginął z ręki Davida, a Will po tym jeszcze pomagał Maggie uporać się z innymi duchami przeszłości, więc osobiście poznał również i ją.

Will zdobył wtedy uznanie przełożonych i dostał kolejne wyzwania, dla których został przeniesiony do innej grupy.

David nawiązał później współpracę z miejscowym oddziałem SWAT, więc Will napotkał go jeszcze kilkukrotnie podczas różnych akcji.

Cenił jego profesjonalizm.

Tym razem Will wiedział, że jego szef miał dla niego coś specjalnego, ale nie spodziewał się fajerwerków po tej konkretnej sprawie.

Akcja, którą planowali przeprowadzić, wyglądała na nieco rutynową, nudną i zapowiadała się na dłuższą.

Takie też musiały czasem być.

Większość materiałów została zebrana, ale potrzebowali twardych dowodów i pewności, że powiązania nie sięgały szerzej.

Will wiedział już, że Lucas Scammer, którego szajkę rozpracowywali, był blisko związany z Lucianą Sensible.

Planowali wziąć ślub za pół roku.

Zakochana para złodziei i oszustów niczym pieprzeni Bonie i Clyde.

Will miał prześwietlić właśnie rodzinę Lucy, a na tej samej odprawie szef rozdzielił zadania infiltrowania innych rodzin innym facetom, z którymi nie Will miał się kontaktować aż do uzyskania wyników.

Mieli w planach mozolną obserwację, czyli przez następne kilka tygodni, a może nawet miesięcy, będą śledzili i przepytywali kolejne osoby, by dowiedzieć się, jak rozległy był gang, który wyłudzał, kradł i oszukiwał wiele osób może na niezbyt duże kwoty, ale na cholernie dużą skalę.

Prawdopodobnie wszyscy agenci, podobnie jak Will, będą spędzali w robocie całe dni, a może też i noce.

Will był już od trzech lat po rozwodzie, więc nie miał nikogo, komu miałby się spowiadać z tego, co robił ze swoim czasem.

Większość facetów, którzy dostali tego dnia przydziały tak miała, chociaż być może nie wszystkich życie było aż tak popieprzone jak jego.

Mogli jednak całkowicie poświęcić się swoim zadaniom i dlatego tu byli.

- Lucy ma jeszcze dwie siostry - mówił do niego szef na zakończenie odprawy, kiedy zostali we dwóch - Hannah i Abigail. Mieszkają razem z matką i bratem. Ich tata, Jonas Sensible, siedzi za nieumyślne zabójstwo gwałciciela najstarszej córki, Ewy, która popełniła samobójstwo. Mama, Kate, nie pracuje, wychowuje najmłodszego syna, Abla. Wszystko masz w aktach.

Will położył na stole i otworzył bardzo cienką, tekturową, żółtą teczkę z aktami i zobaczył starannie posegregowane i spięte zszywaczem dokumenty dotyczące szkół i prac kobiet, o których była mowa oraz ich zdjęcia.

Wyglądali na porządną, praworządną rodzinę, ale czasem pozory mogły mylić, o czym Will zdążył się boleśnie przekonać.

- Twoim zadaniem jest rozpracowanie tych dwóch sióstr - przypomniał szef, stukając palcem w teczkę z potrzebnymi informacjami,  - Lucy zostaw komu innemu, bo spotkaniami grupy zajmuje się oddzielna ekipa. Mama też może być poddana obserwacji, ale ona podobno najrzadziej dokądkolwiek wychodzi z domu. Nie mają samochodu, więc twoje zadanie powinno być ułatwione.

Will skinął głową, wciąż przeglądając papiery.

- To wszystko, co wiemy - powiedział szef, patrząc na to - Reszta facetów już wie, co mają robić. O coś chcesz zapytać?

- Nie - mruknął Will.

Nie było o co pytać.

Był maj, było ciepło, Will mógł się poruszać swobodnie swoim pojazdem, jakikolwiek by wybrał i znał się na swojej robocie.

Nie zapowiadało się to na specjalnie trudne, a tym bardziej ekscytujące zadanie, więc Will westchnął w duchu.

Nudy.

Znowu czekało go babranie się w gównie.

- Dobra - mruknął w końcu Will - Spadam.

- Na razie - pożegnał się szef i Will wyszedł, odprowadzony klepnięciem w plecy, kiedy szef również opuszczał pokój odpraw.

Jako ostatni.

Facet dosyć często okazywał mu uznanie i sympatię, a Will go szanował za dobrą robotę, jaką odwalał i ufał mu jako jednemu z nielicznych.

Życie i praca wśród tych ludzi nauczyła go już, niestety, ostrożności.

Przez te cholernie trudne ponad dziesięć lat od czasu ukończenia college’u i szkolenia Will zdążył poznać smak zdrady.

Narażał się, ale żył na krawędzi, bo nie czuł potrzeby przetrwania.

Jego życie i otoczenie pogrążone było w ciemnościach, szarości i brudzie.

Mieszkał byle gdzie, jadł byle co, ubierał się byle jak.

Kilka lat temu jego życie zawirowało w toalecie i zniknął z niego cały kolor.

Stało się niekompletne.

Bezsensowne.

Will zanotował sobie w pamięci adres domu, który miał obserwować, adres szkoły, w której uczyła starsza z sióstr oraz tej w której uczyła się młodsza, a potem pojechał na rekonesans.

Jak zwykle, starał się nie myśleć zbyt wiele.

Nie o rzeczywistości.

Skupiał się na sprawie.

Jego najstarszy brat był szczęśliwy w małżeństwie, z dziećmi, a drugi w nieformalnym związku, jaki miał od kilku lat z jedną partnerką.

Jego siostry pokończyły szkoły i wyszły za mąż, założyły rodziny.

Ich życie nie było złe.

Tylko Will spędzał sen z oczu ich rodzicom, chociaż ostatnio nie miał już komu, bo ich mama zmarła pięć lat wcześniej, a ich tata podążył za nią dwa lata później.

Dlatego właśnie Will nie miał komu się tłumaczyć ze swojego czasu, ale też nie miał do kogo wracać.

Mógł całkowicie poświęcić się zadaniu, jakie mu powierzono.


 

1 komentarz: