Yin i yang (cz.2)
*****
William
Piętnaście lat wcześniej, Phoenix, Arizona…
Will
stał pośród męskiej części swojej rodziny w małym pokoju przy kościele
katolickim, który był przeznaczony dla pana młodego i jego drużbów i słuchał
przekomarzania się swoich braci i taty.
Był
to dzień, w którym jego najstarszy brat, Vittorio, miał związać się węzłem
małżeńskim ze swoją wieloletnią dziewczyną, Blancą.
Will,
był jego drużbą razem z ich bratem, Vitale, drugim bratem, Vincentem, oraz z
partnerem Vito z policji, Barney’em, bo najstarszy z braci Tracker’ów był
detektywem, a wcześniej był szeregowym gliną.
Najstarszego
i najmłodszego z braci Tracker’ów, dzieliło dziesięć lat.
Will
miesiąc wcześniej skończył osiemnaście lat, a jego najstarszy brat dwa miesiące
temu - dwadzieścia osiem.
Oprócz
tego mieli dwie siostry, z których Francesca była starsza od Willa o rok, a
Felitia młodsza o rok.
Ich
mama, Violetta, urodziła ich szóstkę w niemal równych odstępach czternastu
miesięcy jedno po drugim, ale była osiem razy w ciąży, a po drodze, między nimi,
straciła jedno dziecko w wyniku choroby w siódmym miesiącu ciąży, a ich drugi
pod względem urodzenia brat miał wypadek, w którym zginął w wieku jedenastu lat,
więc żyjącego rodzeństwa Will miał trzech braci i dwie siostry.
I
tak dużo i gwarno.
Według
ich babci to, jak często ich mama rodziła kolejne dzieci, było świadectwem
tego, jak bardzo ich tata, Fernando, ją kochał, ale bracia Tracker wiedzieli, że
był to raczej efekt temperamentu ich rodziców.
Ich
mama była Meksykanką, a tata Włochem, co mówiło samo za siebie.
-
…więc zostaniesz pantoflarzem, a wtedy nie zgłaszaj się do mnie… - śmiał się
Vin - żebym cię krył, jak będziesz chciał wyjść z kumplami na piwo.
-
To się nie stanie! - zagrzmiał nisko
Vito - Anca rozumie konieczność spotykania
się czasem w męskim gronie.
Tego
typu pogaduszki trwały już prawie od pół godziny i Will sądził, że chodziło o
rozproszenie Vito, który w pewnym momencie dosłownie zaczął świrować.
Will
nigdy wcześniej nie widział faceta przed jego ślubem, więc nie miał pojęcia, co
cichym głosem uświadomił mu waśnie wtedy jego tata, że większość facetów przed
ślubem świrowała w ten sposób.
Nie
chodziło o chęć wycofania się.
Chodziło
o ten brak pewności, czy facet był godzien swojej przyszłej żony.
A
Blanca kochała najstarszego z Tracker’ów na zabój i wszyscy włącznie z
Barney’em to wiedzieli, więc wszyscy jak jeden mąż wspierali Vito.
Chociaż
Will wiedział od zawsze, że każdy z
ich mógł liczyć na innych w każdej decyzji, jaką podejmowali, w każdym momencie
ich życia.
Wsparcie.
Wśród
nich wszystkich, nie tylko mężczyzn Tracker’ów, panowała niepisana zasada
„jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
Will
właśnie skończył liceum i dostał się na wymarzony kierunek w college’u, więc
wiedział to najlepiej.
Ich
tata był detektywem policji.
Znali
ciemną stronę tego życia, bo żyli nim od urodzenia.
Ale
ani rodzice, ani rodzeństwo nie próbowali wybić Willowi z głowy pomysłu pójścia
tą drogą.
Chociaż
Will nie zamierzał zostać gliną.
Jeszcze
im tego nie powiedział, ale jego marzeniem była praca w FBI lub innych tajnych
służbach, co zasugerował mu w ostatniej klasie liceum pewien osobnik, który nie
rozmawiał z uczniami oficjalnie, ale wyłapywał niektórych na korytarzu, po
lekcjach i po meczach.
Rekrutował,
sugerował, wskazywał drogę, ale nie namawiał.
Will
wpadł mu w oko po wygranym konkursie matematycznym, kiedy tego samego dnia
dokonał dwóch ładnych wsadów w meczu koszykówki, chociaż nie był w głównym
składzie drużyny szkolnej, bo był zbyt niski.
To
była jego bolączka, jego największy kompleks, chociaż teraz miał to być jego
atut, bo facet powiedział, że do roboty, jaką by potem miał, potrzebni byli
tacy, co nie rzucali się w oczy.
Byłby
to wspaniały dodatek do tego, co Will chciał osiągnąć, bo jego wzorem do
naśladowania byli jego tata i starsi bracia, którzy walczyli ze złem tego
świata i chronili słabszych, zwłaszcza kobiety.
Mężczyźni
zgromadzeni wokół pana młodego zaśmiali się, Vin poklepał brata po plecach, a
ich tata wyszedł na korytarz, by sprawdzić, czy kobiety były już gotowe do
uroczystości.
Will
ponownie ogarnął wzrokiem zebranych.
Bracia
Tracker’owie byli tacy sami.
Garnitury,
w jakie byli ubrani z tej uroczystej okazji, czarny Vito, a szare drużbów,
podkreślały to, co zawsze widzieli wszyscy, którzy z nimi przebywali.
Nie
było to tylko podobieństwo fizyczne.
Wszyscy
trzej byli może niezbyt wysocy, ale ciemnoocy, ciemnowłosi, śniadzi,
przystojni, dobrze umięśnieni, pewni siebie i wygadani, co dawało im powodzenie
u kobiet.
Will
miał szczęście, że miał takie dobre geny, ale też miał pecha, bo, będąc
najmłodszym, przez wszystkie swoje lata szkolne i w sąsiedztwie miał wysoko
postawioną poprzeczkę, by dorównać Vito, Vite i Vin’owi.
Chociaż
nigdy nie czuł potrzeby konkurowania ze swoimi braćmi.
-
Już czas - usłyszeli głos taty, który właśnie wetknął głowę przez uchylone
drzwi - Idziemy do ołtarza.
Ruszyli
jeden za drugim, wszyscy natychmiast poważni i skupieni na zadaniu, jakie mieli
do wykonania.
Weszli
do kościoła, którego wnętrze ich mama i siostry z pomocą siostry Blanki
przybrały nieskończoną ilością białych kwiatów i wstążek.
Kiedy
już ustawili się w rzędzie przy ołtarzu, Vito naprzeciwko przejścia, a przy nim
po kolei Barney, Vite, Vin, a najdalej Will.
Nadal
najmłodszy z braci widział to, co było najważniejsze tego dnia.
Spojrzenie
swojego brata i jego wybranki, kiedy ta szła w długiej, białej sukni ślubnej przejściem
przez ich kościół w stronę ołtarza, by połączyć się z nim węzłem małżeńskim.
Wyznać
sobie miłość i obiecać sobie wierność.
Blanca
była niską, krągłą brunetką, która była pierwszą miłością Vito jeszcze z czasów
liceum, a której charakter był dokładnie tym, czego Will doszukiwałby się w swojej przyszłej dziewczynie.
Była
słodka, czuła i opiekuńcza i od lat zapatrzona w swojego mężczyznę tak, jak
tylko mogła być.
Pasowali
do siebie idealnie, bo jej wybranek był również zapatrzony z nią, opiekuńczy i
czuły.
Kiedy
Blanca stanęła obok Vito, jej tata podał jej dłoń jej przyszłemu mężowi, a para
przed ołtarzem patrzyła już tylko na siebie, Will spojrzał jeszcze szybko na
swoich rodziców, by zobaczyć rozanieloną minę swojej mamy, tatę zaciskającego
zęby, by stłumić emocje i ich ramiona owijające się wzajemnie wokół ich ciał.
Tego
właśnie pragnąłby kiedyś w przyszłości również dla siebie.
Will
przeniósł wzrok na druhny, które stały po przeciwnej stronie ołtarza.
Nie
spojrzał na żadną z nich, kiedy szły w ich stronę przejściem przed Blancą,
kiedy stał tam przy bracie i jego drużbach.
Teraz
poczuł na sobie wzrok jednej z nich, więc, zanim odwrócili się przodem do
księdza, przyjrzał się jej.
Druhny
miały na sobie mocno opinające kształty sukienki w kolorze brzoskwini, chociaż
każda z nich miała trochę inny krój i długość.
Ta
konkretna miała super mini, która ledwie zakrywała jej tyłek.
Była
to mała brunetka, podobna kształtami do Blanki, a nawet nieco podobna urodą, co
sugerowało ich bliskie pokrewieństwo.
Blanca
nie miała siostry.
To
musiała być jakaś jej kuzynka.
Uśmieszek,
jakim brunetka obdarzyła Willa sprawił, że jego nadzieje na nawiązanie tego
dnia porozumienia między nimi stały się duże, więc wyprostował się i przymusił do skupienia na uroczystości.
*****
Godzinę później
Will
znalazł i zajął miejsce, jakie miał wyznaczone przy stole w sali, w której
odbywało się przyjęcie po ślubie Vito i Blanki i zauważył po obu stronach
swojego nakrycia dwie kartki z imionami kobiet, których nie znał.
Blanca
zdążyła mu powiedzieć, że jej druhnami były jej kuzynki i jej przyjaciółka.
-
Hej - Will usłyszał wesoły, wysoki, kobiecy głos, dochodzący zza jego pleców,
kiedy już zajął swoje krzesło.
Podniósł
się i odwrócił, by stanąć twarzą w twarz z brunetką, która uśmiechała się do niego
wcześniej z rzędu druhen przy ołtarzu.
Z
bliska mógł lepiej docenić jej urodę, czerwień jej ust go bardziej kusiła, a
zapach oszołomił.
-
Jestem Amanda - dziewczyna przedstawiła się z uśmiechem, kiedy Will zaniemówił
i tylko gapił się na nią bez sensu.
-
Will - wykrztusił w końcu, a wtedy prawie jednocześnie dobiegł go z boku głos
jego nowej bratowej.
-
Mandy! - zawołała Blanca - Widzę, że
poznałaś już najmłodszego brata Vito. Will… - kobieta zwróciła się do chłopaka
- To moja kuzynka. Jest prawie w twoim wieku, więc chyba możesz się nią dzisiaj
zaopiekować.
-
Tak - wymamrotał zauroczony Will - Z przyjemnością.
-
Więc zostawiam cię, mała, w dobrych rękach - powiedziała Blanca do Mandy, a
potem obejrzała się na swojego nowego męża i ruszyła w jego stronę - Bawcie się
dobrze - zawołała jeszcze i figlarnie mrugnęła do Willa.
*****
Trzy godziny później
Byli
we dwójkę w ciemnościach tego pokoju, w którym drużbowie się przebierali i
mogli odpocząć od zabawy weselnej.
Will
czuł, że alkohol wypity ukradkiem przed starszymi szumiał mu w głowie i zniósł
wszelkie zahamowania, ale nadal czuł się odpowiedzialny za dziewczynę, którą
miał pod opieką.
Mandy
była wstawiona nawet bardziej niż on, a była o rok młodsza.
-
Wiiiiill - zamruczała pijanym głosem, pochylając się w jego stronę i wsuwając
dłoń między guziki jego koszuli - Mam ochotę na coś niegrzecznego.
Nie
uważał tego za dobry pomysł, ale dziewczyna była namolna, zaciągnęła go w to ustronne
miejsce i prawie sama pozbawiła się bielizny.
A
on był nastolatkiem z buzującymi hormonami, który myślał głownie fiutem i
ciśnienie z jąder spowodowało, że wyłączyło mu się myślenie.
Ale
potem nie będzie żałował.
Całował
jej szyję, dekolt, cycki, które podetknęła mu pod nos po rozpięciu obcisłej
sukienki druhny, a jego ręka wślizgnęła się po jej skórze na jej tyłek, by
podnieść jej udo i rozsunąć nogi, kiedy wsunął się między jej kolana.
Rozpięcie
jego rozporka nigdy nie było takie łatwe.
Zrobiła
to szybko, więc Will poczuł jej palce w swoich bokserkach na kutasie, zanim
jeszcze skończył ssać jej cycek.
Wzięła
go sobie, więc wystarczyło, że podniósł się i wycelował, by znaleźć się w jej
mokrym, otwartym i miękkim wnętrzu.
Nie,
nie była dziewicą.
Ani
trochę.
Will
nie był prawiczkiem, ale po dziewczynie w tym wieku nie spodziewał się aż takiego doświadczenia.
Bo
jeszcze tej samej nocy, kiedy już doszedł w niej bez zabezpieczenia, bo brała
tabletki, prawie natychmiast zabrała go do swojego pokoju w zajeździe, w którym
było przyjęcie, a tam ujeżdżała go, ssała go, a potem pieprzyli się pod
prysznicem, by wrócić do łóżka i powtórzyć całą aktywność.
Powinien
był wtedy pomyśleć.
Mózgiem,
a nie kutasem.
*****
Obecnie, SLC…
Pokój
był słabo oświetlony pojedynczą świetlówką pod sufitem.
Will
stał ze swoją czarną, skórzaną kurtką w ręku, ubrany w znoszone, wytarte, czarne
dżinsy, czarne, wysokie buty motocyklowe i znoszony, czarny t-shirt przed zawalonym
papierami stołem w szarym, nijakim pokoju odpraw i ponuro słuchał nowego
zadania, do którego jego szef właśnie wyznaczał kolejnych ludzi spośród jego
kolegów.
Może
to było za dużo powiedziane, bo nie znali się zbyt dobrze.
Wychodzili
po kolei, pojedynczo po otrzymaniu akt do rozpracowania, a Will czekał na to,
co szef przydzieli jemu.
Działał
w SLC od paru lat, ale zajmował się innymi sferami przestępczości
zorganizowanej, bo w ich zawodzie ważna była anonimowość.
Nadal,
znał już kilka osób w mieście i był im znany, a kluczową postacią jak do tej
pory okazał się być dla niego major David Lichtwitz, z którym Will
współpracował owocnie podczas rozpracowywania szaleńca, który był im znany pod
różnymi nazwiskami, ale prawdziwym było Seamus Mcmalony.
Seamus,
znany również jako Curt, był byłym chłopakiem kobiety Davida, Maggie, a na
dodatek uważał ją za swoją własność i mścił się na niej za to, że próbowała
sobie ułożyć życie.
Wykorzystał
wszystkie swoje umiejętności i spryt, by wodzić ich za nos i zemścić się na
Maggie za jej rzekomą niewierność.
Musieli
połączyć siły i włożyć wiele czasu i pracy, by go dopaść.
To
było prawdziwe wyzwanie i spektakularny sukces.
Seamus/Curt
zginął z ręki Davida, a Will po tym jeszcze pomagał Maggie uporać się z innymi duchami
przeszłości, więc osobiście poznał również i ją.
Will
zdobył wtedy uznanie przełożonych i dostał kolejne wyzwania, dla których został
przeniesiony do innej grupy.
David
nawiązał później współpracę z miejscowym oddziałem SWAT, więc Will napotkał go
jeszcze kilkukrotnie podczas różnych akcji.
Cenił
jego profesjonalizm.
Tym
razem Will wiedział, że jego szef miał dla niego coś specjalnego, ale nie
spodziewał się fajerwerków po tej konkretnej sprawie.
Akcja,
którą planowali przeprowadzić, wyglądała na nieco rutynową, nudną i zapowiadała
się na dłuższą.
Takie
też musiały czasem być.
Większość
materiałów została zebrana, ale potrzebowali twardych dowodów i pewności, że
powiązania nie sięgały szerzej.
Will
wiedział już, że Lucas Scammer, którego szajkę rozpracowywali, był blisko związany
z Lucianą Sensible.
Planowali
wziąć ślub za pół roku.
Zakochana
para złodziei i oszustów niczym pieprzeni Bonie i Clyde.
Will
miał prześwietlić właśnie rodzinę Lucy, a na tej samej odprawie szef rozdzielił
zadania infiltrowania innych rodzin innym facetom, z którymi nie Will miał się
kontaktować aż do uzyskania wyników.
Mieli
w planach mozolną obserwację, czyli przez następne kilka tygodni, a może nawet
miesięcy, będą śledzili i przepytywali kolejne osoby, by dowiedzieć się, jak
rozległy był gang, który wyłudzał, kradł i oszukiwał wiele osób może na niezbyt
duże kwoty, ale na cholernie dużą skalę.
Prawdopodobnie
wszyscy agenci, podobnie jak Will, będą spędzali w robocie całe dni, a może też
i noce.
Will
był już od trzech lat po rozwodzie, więc nie miał nikogo, komu miałby się
spowiadać z tego, co robił ze swoim czasem.
Większość
facetów, którzy dostali tego dnia przydziały tak miała, chociaż być może nie
wszystkich życie było aż tak popieprzone jak jego.
Mogli
jednak całkowicie poświęcić się swoim zadaniom i dlatego tu byli.
-
Lucy ma jeszcze dwie siostry - mówił do niego szef na zakończenie odprawy,
kiedy zostali we dwóch - Hannah i Abigail. Mieszkają razem z matką i bratem.
Ich tata, Jonas Sensible, siedzi za nieumyślne zabójstwo gwałciciela
najstarszej córki, Ewy, która popełniła samobójstwo. Mama, Kate, nie pracuje,
wychowuje najmłodszego syna, Abla. Wszystko masz w aktach.
Will
położył na stole i otworzył bardzo cienką, tekturową, żółtą teczkę z aktami i
zobaczył starannie posegregowane i spięte zszywaczem dokumenty dotyczące szkół
i prac kobiet, o których była mowa oraz ich zdjęcia.
Wyglądali
na porządną, praworządną rodzinę, ale czasem pozory mogły mylić, o czym Will
zdążył się boleśnie przekonać.
-
Twoim zadaniem jest rozpracowanie tych dwóch sióstr - przypomniał szef,
stukając palcem w teczkę z potrzebnymi informacjami, - Lucy zostaw komu innemu, bo spotkaniami
grupy zajmuje się oddzielna ekipa. Mama też może być poddana obserwacji, ale
ona podobno najrzadziej dokądkolwiek wychodzi z domu. Nie mają samochodu, więc
twoje zadanie powinno być ułatwione.
Will
skinął głową, wciąż przeglądając papiery.
-
To wszystko, co wiemy - powiedział szef, patrząc na to - Reszta facetów już
wie, co mają robić. O coś chcesz zapytać?
-
Nie - mruknął Will.
Nie
było o co pytać.
Był
maj, było ciepło, Will mógł się poruszać swobodnie swoim pojazdem, jakikolwiek
by wybrał i znał się na swojej robocie.
Nie
zapowiadało się to na specjalnie trudne, a tym bardziej ekscytujące zadanie, więc Will westchnął w duchu.
Nudy.
Znowu
czekało go babranie się w gównie.
-
Dobra - mruknął w końcu Will - Spadam.
-
Na razie - pożegnał się szef i Will wyszedł, odprowadzony klepnięciem w plecy,
kiedy szef również opuszczał pokój odpraw.
Jako
ostatni.
Facet
dosyć często okazywał mu uznanie i sympatię, a Will go szanował za dobrą
robotę, jaką odwalał i ufał mu jako jednemu z nielicznych.
Życie
i praca wśród tych ludzi nauczyła go już, niestety, ostrożności.
Przez
te cholernie trudne ponad dziesięć lat od czasu ukończenia college’u i
szkolenia Will zdążył poznać smak zdrady.
Narażał
się, ale żył na krawędzi, bo nie czuł potrzeby przetrwania.
Jego
życie i otoczenie pogrążone było w ciemnościach, szarości i brudzie.
Mieszkał
byle gdzie, jadł byle co, ubierał się byle jak.
Kilka
lat temu jego życie zawirowało w toalecie i zniknął z niego cały kolor.
Stało
się niekompletne.
Bezsensowne.
Will
zanotował sobie w pamięci adres domu, który miał obserwować, adres szkoły, w
której uczyła starsza z sióstr oraz tej w której uczyła się młodsza, a potem
pojechał na rekonesans.
Jak
zwykle, starał się nie myśleć zbyt wiele.
Nie
o rzeczywistości.
Skupiał
się na sprawie.
Jego
najstarszy brat był szczęśliwy w małżeństwie, z dziećmi, a drugi w nieformalnym
związku, jaki miał od kilku lat z jedną partnerką.
Jego
siostry pokończyły szkoły i wyszły za mąż, założyły rodziny.
Ich
życie nie było złe.
Tylko
Will spędzał sen z oczu ich rodzicom, chociaż ostatnio nie miał już komu, bo ich
mama zmarła pięć lat wcześniej, a ich tata podążył za nią dwa lata później.
Dlatego
właśnie Will nie miał komu się tłumaczyć ze swojego czasu, ale też nie miał do
kogo wracać.
Mógł
całkowicie poświęcić się zadaniu,
jakie mu powierzono.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń