Nie najgorsze urodziny (cz.2)
*****
Później
też było może nie miło, ale neutralnie, bo usiedliśmy do stołu, jedliśmy,
rozmawialiśmy na obojętne tematy, a Lucy chyba trochę się hamowała ze
złośliwościami ze względu na gości.
Ale
później Lucy pofolgowała sobie najpierw rzucanym w moją stronę komentarzem o
tym, że nikt mnie nie zechce, a trzeba szybko wydać mnie za mąż.
A
kiedy nikt nie zareagował, bo wszyscy starali się być uprzejmi wobec mamy i
mnie, Lucy zaczęła komentować kolor skóry Marii, akcent Evy i Jimmy nie
wytrzymał.
Tuż
po zdmuchnięciu przeze mnie świeczek na torcie i zjedzeniu go, Lucy ponownie „odpłynęła”
tym razem stwierdzając, że - Może lepiej,
że nie ma tu tego małego brudasa, mówiąc o Jacku.
Na
moje oburzone żachnięcie, Lucy zrobiła duże, niewinne oczy i zapytała mnie
niby-niewinnie, ale kiwając głową w stronę moich przyjaciółek:
-
No, co. One i tak nie rozumieją po angielsku.
O,
Boże mówiła tak o Marii i Evie?
Tego
było zbyt wiele, jak dla Jimmy’ego, który starał się zawsze na wszelkie sposoby
bronić swoją żonę i dzieci przed przykrościami.
Podobnie
jak Billy kilka miesięcy wcześniej, Jimmy rzucił na stół serwetkę, którą zdjął
z kolan, podnosząc się jednocześnie z krzesła i mówiąc do Evy surowo:
-
Jedziemy do domu - po czym odwrócił się do mnie i powiedział o wiele łagodniej
- Przykro mi, Słonko. Wszystkiego najlepszego w dniu twoich urodzin.
Eva
i dzieci nie protestowały, a nawet moja mama zrozumiała niezręczność sytuacji i
nie namawiała ich, żeby zostali, kiedy podnieśli się, pożegnali i wyszli.
Niedługo
potem wyszli Helena i Oli.
Ja
zostałam o wiele dłużej, bo musiałam poczekać, aż Lucy pojechała do swojego
domu, a dokładniej do domu, w którym mieszkała ze swoją teściową.
Miała
aż nadto dużo czasu, by przećwiczyć moją cierpliwość kolejnymi złośliwościami,
którym sobie folgowała pod nieobecność tych, których obgadywała.
Ale
w końcu mogłam wyruszyć swoim Sonic’iem do tego podziemnego parkingu, na którym
zostawiałam mój samochód, żeby wejść na klatkę schodową i przejść na drugą
stronę bloku, gdzie czekał na mnie Will w swoim pickupie.
Przez
całe godziny czułam uścisk w gardle,
dławienie i dopiero, kiedy siedziałam w ciepłej kabinie jego samochodu obok
Willa, to ustąpiło, chociaż wciąż byłam spięta i smutna.
Will
to wyczuł.
Nie
drążył dlaczego powiedziałam, że to
nie były moje najgorsze urodziny, ale też milcząco spostrzegł, że mogłyby być
lepsze.
A
najlepsze było to, że, nie mówiąc mi nic, postanowił je poprawić, dając mi coś
niematerialnego, ale cudownego, wymarzonego, najlepszego ze wszystkich prezentów, jakie mogłam dostać.
Przytulenie.
Bo,
oczywiście, kiedy weszliśmy do mieszkania, które było wtedy naszym domem, ja
ponownie bezmyślnie „zawiesiłam” się na środku salonu.
Will
za moimi plecami przeszedł do kuchni.
Nie
poganiał mnie, nie próbował otrzeźwić, ale po prostu później podszedł do mnie
od tyłu, objął mnie i odwrócił przodem do siebie, więc moja twarz znalazła się
w jego klatce piersiowej, kiedy wcisnął moje ciało w swoje.
Tak
staliśmy bez ruchu przez kilka minut, ja przyciśnięta do niego, a on trzymający
mnie jakby przekazywał mi całą swoją siłę, aż do chwili, kiedy nie mogliśmy już
tak dłużej stać.
Odchyliłam
głowę, by na niego spojrzeć.
-
Mam dla ciebie kawałek mojego tortu urodzinowego - rzuciłam żartobliwym tonem,
chociaż w ogóle nie było mi do śmiechu.
Ale
miałam.
Zanim
opuściłam dom mamy, poprosiłam ją o dwa plastikowe, jednorazowe pudełka na
jedzenie i ukroiłam dwa potężne kawałki tego tortu, który upiekła dla mnie Eva,
by spakować oddzielnie po jednym dla Wolfa i dla Willa.
Ten
dla Wolfa zostawiłam na betonie obok koła mojego samochodu, jak wysiadłam z
niego na tamtym parkingu, gdzie został, co wiedziałam, że widział, bo tak to
zrobiłam, więc wiedziałam, że zabierze.
Ten
dla Willa miałam ze sobą w foliówce, w której miałam również spakowane w folię
aluminiową kilka kawałków pieczeni i w pojemnik zapiekane ziemniaki do
podgrzania, bo wiedziałam, że znowu nie miał czasu, by zjeść coś porządnego.
Will
przyniósł go z samochodu, jak wysiedliśmy pod blokiem.
-
Super - mruknął Will, patrząc na moje usta.
Zrobiło
mi się ciepło i przyjemnie, a potem między moimi nogami pojawiło się to
uczucie, które już tam gościło kilka razy, więc nie wiedziałam, czy było dobrym
rozwiązaniem, bym znowu z nim walczyła.
Wiedziałam,
że to było po prostu podniecenie
spowodowane tym, że pożądałam tego mężczyzny.
Tego
konkretnego.
Inni
mnie nie interesowali.
Nie
zamierzałam tego kolejny raz tłumić i zaprzeczać mu.
Ale
miałam całą noc na uwolnienie go i zaspokojenie, więc postanowiłam najpierw
nakarmić tego wspaniałego mężczyznę, który był właśnie tam ze mną i wprawić go w
dobry nastrój, bo, jak to mówią „przez żołądek do serca”.
W
tym przypadku, do spodni.
*****
Wiliam
Will
siedział przy podręcznym stoliku z widelcem w dłoni nad talerzem wyładowanym
zapiekanymi w śmietanie ziemniakami i pieczenią, kiedy Abigail siedziała
naprzeciwko niego na krześle, opierała brodę na nadgarstkach obu rąk opartych
łokciami o blat stolika między nimi i nagle go uderzyło wspomnienie.
Znał
ten wyraz twarzy, to spojrzenie, jakim obdarzała go ta dziewczyna.
Tak
samo patrzyła na jego tatę jego mama, kiedy wracał do domu po długiej służbie i
był zmęczony i głodny, a ona stawiała przed nim talerz wyładowany jedzeniem,
siadała naprzeciwko i tak patrzyła.
Z
tym samym wyrazem zadowolenia, spełnienia i szczęścia, że jej mężczyzna
wreszcie był w domu, bezpieczny i ona mogła o niego zadbać.
To
było dokładnie to, czego brakowało Willowi z Mandy.
Will
pozwolił, by to uczucie go przeniknęło i chłonął je jeszcze przez następne dwie
godziny, kiedy sprzątali wspólnie kuchnię, a potem spędzili spokojny wieczór, oglądając
film w telewizji, siedząc obok siebie.
Tym
razem Will siedział na kanapie obok Abi, a nie w fotelu, jak bywało poprzednio
i pozwolił, by oparła głowę o jego bark, a później przerzucił ramię przez
oparcie kanapy, a następnie pozwolił, by zsunęło się i owinęło dziewczynę,
przyciskając ją do jego boku.
Jak
to robili codziennie od prawie dwóch tygodni, przyszykowali się do snu w
łazience, najpierw Abi, a potem Will, poszli do jego sypialni i położyli się do
łóżka.
Zrobili
to rutynowo, to był ich nawyk.
Położyli
się przodem do siebie, jak to zwykle robili, przykryli się dwiema kołdrami i
przez chwilę leżeli tak, mamrocząc do siebie głupstwa, które były związane z
ich dniem, nie dotykając trudnych tematów.
Po
kilkunastu minutach leżenia w ciszy, Will poczuł palce Abi, sunące po jego
przedramieniu i znaczące ścieżkę delikatnego dotyku, który jednak palił go
żywym ogniem.
Nie
drgnął, ale wstrzymał oddech.
-
Abi - mruknął - nie powinniśmy…
Nie
zaprzestała dotykania go, ale przesunęła dłoń i tym razem Will poczuł jej palce
na wargach, co wysłało impuls elektryczny wprost do jego penisa.
Kurwa!
-
Abi - stęknął głośniej Will, łapiąc ją za nadgarstek i odsuwając jej dłoń od
swoich ust - Nie! Jestem…
Bo
to co poczuł, prawie powodowało ból.
W
jądrach.
-
Wiem. Wiem, co chcesz powiedzieć - gwałtownie
powiedziała Abigail ochrypłym głosem, nagle przysuwając się do niego całym
ciałem - Zaraz usłyszę, że ty jesteś za stary, że ja jestem za młoda, a poza
tym jestem twoją pracą. Nie myśli, proszę
- jej głos przeszedł namiętny szept w pełen perswazji - Nie roztrząsaj tego. Miejmy tu i teraz.
Cieszmy się z tego. Bierzmy jeden dzień na raz i nie myślmy o przyszłości.
Wiem, że odjedziesz, bo twoje życie jest gdzie indziej. Ale teraz jesteś tu, ze mną i chcę mieć ciebie tyle, ile
możesz mi dać.
Nagle
umilkła, jakby wycofała się i Will dostrzegł w ciemnościach sypialni, że lekko
się odwróciła.
-
No chyba, że… nie chcesz mnie… - w
jej głosie zabrzmiał ból odrzucenia, więc Will zapragnął ją zapewnić, że to nie
o to chodziło.
-
Abi, chcę - powiedział i zobaczył, że
uniosła ku niemu twarz na poduszce, a oczy jej zalśniły ze szczęścia.
Kurwa.
Nie
miał siły dłużej z tym walczyć.
Była
miękka, słodka, ciepła, kobieca i była tak ładna i cholernie podniecająca, że
miał na nią ochotę już dawno temu, kiedy myślał, że nie była tego warta.
Teraz
uznał, że była warta wszystkiego.
Ale
już raz w swoim życiu myślał kutasem, nie głową, więc powstrzymywał się przed
podążaniem tą drogą.
Teraz
mógł wreszcie odpuścić, bo Abi była warta wszystkiego.
Jeśli
tego chciała, chciała jego, mógł jej to dać i też to mieć.
Tym
bardziej, że miała rację.
To
było takie mądre, takie dojrzałe,
kiedy powiedziała, że prawdopodobnie nie będą razem, ale mogli mieć ten jeden
dzień, tę bliskość w ciągu tych kilku nocy, bo potem będą musieli żyć bez
siebie.
Przez
jakiś czas lub już zawsze, jeśli ona znajdzie kogoś lepszego.
Will
nie mógł przewidzieć przyszłości, bo nikt nie mógł, ale zamierzał mieć to, co
chciała mieć i dać mu Abi, bo, jak powiedziała, nie zamierzał żałować kiedyś w
przyszłości, że nie spróbował.
Że
nie spróbował mieć jej całej.
Dlatego
właśnie podniósł głowę, oparł łokieć o poduszkę, przeniósł dłoń z nadgarstka
dziewczyny na jej szyję, a potem wyżej w jej włosy na boku głowy, obserwując,
jak rozchylały się jej wargi i rozszerzały oczy, kiedy oddech jej przyspieszał.
Pochylił
się, wciąż utrzymując z nią kontakt wzrokowy, i dotknął delikatnie wargami jej
ust, a kiedy poczuł jej ciepłe, miękkie wargi, jęknął w nie, pogłębił pocałunek,
by je rozchyliła i wpuściła jego język do środka.
Zrobiła
to.
Ponieważ
Abi przesunęła swoją dłoń z jego klatki piersiowej w górę i na bok jego szyi,
więc Will swoją przeciągnął dół jej łopatki, po plecach i na talię, gdzie
nacisnął, by mieć ją bliżej.
Wygięła
biodra w jego stronę, jednocześnie przenosząc swoją zgiętą nogę, wciąż zaplątaną
w kołdrę, na jego biodra.
Lub
próbując to zrobić, bo nie udało jej się to.
A
kiedy jej się nie udało, zajęczała z frustracji w jego usta, na co Will prawie
się uśmiechnął.
Była
taka młoda i niedoświadczona, a jednocześnie taka rozpalona lub może… napalona
na… niego?
Will
musiał przyznać przed samym sobą, że takie nawet słabe przypuszczenie,
podbudowało cholernie jego ego.
Przepełniony
satysfakcją podniósł się na łokciu, potem do siadu, żeby zrzucić ich kołdry
kilkoma szarpnięciami nie tylko z ich ciał, ale całkiem z łóżka.
W
mieszkaniu było ciepło, nie potrzebowali ich, a on chciał dobrze widzieć całe
jej kształtne ciało i jej reakcje.
-
Abigail - Will zawołał delikatnie i śpiewnie po swojemu - Mogę zapalić światło?
- zapytał cicho, badając ją wzrokiem przez cienie sypialni - Chcę cię widzieć -
wyjaśnił cicho.
-
Dobrze - szepnęła Abi, ale jej głos był drżący, niepewny i nie patrzyła mu w
oczy, chociaż nie odwróciła się.
Wstydziła
się swojej nagości, co było dobre, bo świadczyło o jej niewinności, a to dodatkowo
nakręcało Willa.
Uklęknął
na materacu, wykręcił się i wyciągnął rękę w bok, by zapalić lampkę nocną na
swoim stoliku.
Potem
zwrócił się z powrotem do niej i zamarł z zachwytu, ale też przypomniał sobie o
uczuleniu Hannah, więc zapytał:
-
Abigail? Mogę wziąć gumkę?
-
Nie musisz - szepnęła zażenowana Abi - Biorę tabletki.
Will
zamarł, bo nagle krew zawirowała mu w głowie i przełknął ciężko.
Kurwa.
To
było niemożliwe.
Jakim
cudem przegapił tę informację?
Co
to miało znaczyć?
-
Mam PCO - wyjaśniała Abi, widząc jego szok - …lekarz powiedział, że będzie
lepiej, gdybym zaczęła je brać, jak miałam czternaście lat.
-
PCO? - spytał Will, nadal się nie
poruszając, a w jego głosie zabrzmiała niewiedza, na co Abi uroczo zmarszczyła
brwi, jakby dziwiło się, że nie wiedział.
-
Jajniki policystyczne - przetłumaczyła mu - Powodują bolesne i nieregularne
miesiączki. Prawie umierałam z bólu co dwadzieścia lub pięćdziesiąt dni. Nie
było do przewidzenia, kiedy się przydarzało.
-
Och - szepnął Will, już uspokojony - Przykro mi, Słonko.
-
Już jest dobrze - szepnęła Abi i wyciągnęła do niego dłoń, by pogłaskać go po
policzku - Efektem ubocznym jest antykoncepcja - zażartowała.
-
Więc… - zamruczał Will, wracając do eksploracji jej ciała - Możemy być blisko,
bez barier.
-
Tak - szepnęła Abi z uśmiechem.
Pieszcząc
wargami jej usta, językiem jej język, Will przesuwał dłonią po jej biodrach,
talii, wsunął ją pod jej bluzkę od piżamy i dotknął nagiej skóry Abi.
Jego
palce przesunęły się po jedwabistej gładkości, wyczuł żebra spazmatycznie
unoszące się i opadające podczas jej wdechów i wydechów, ruch jej mięśni, kiedy
przyciskała się do jego torsu i, kurwa, chciał więcej.
Więc
to wziął, podnosząc koszulkę wyżej i wyżej, odkrywając brzuch, boki, a potem
piersi Abigail, wyginając się, kiedy jego usta wytyczały ścieżkę pocałunków po
jej szyi i obojczyku, by zejść niżej.
Smakowała
tak dobrze.
Abi
podniosła tułów, wygięła się, by umożliwić mu zdjęcie jej koszulki, a potem
znienacka złapała za brzeg swojej koszulki po bokach i szarpnęła ja do góry,
przeciągając ją przez swoją głowę.
Zaskoczyła
go, więc zamarł na chwilę w bezruchu, zapatrzony na nagle uwolnione piersi i
falujące po ramionach włosy.
Will
widział wszystko, co chciał zobaczyć od tylu tygodni i to było jeszcze lepsze,
niż kiedykolwiek sobie wyobrażał, kiedy miał ją przed sobą w tych cholernych
sukienkach, opinających jej kształty
Teraz
miał przed sobą jej całą nieosłoniętą piękność, jej niewinność, jej białą,
nieskażoną skórę, łagodne krzywizny jej ciała, młodą twarz okraszoną rumieńcem
i chciał widzieć więcej, ale też chciał ją całować.
Wybrał
pocałunek.
Pochylił
się nad nią, przyłożył usta do jej warg, a ona rozchyliła je zachęcająco, więc
wziął to, ale nie przedłużał pocałunku, tylko przesunął wargi po jej szczęce,
szyi, a potem zszedł niżej.
Jej
zapach oszołomił go ze zdwojoną siła.
Nagle
do Willa dotarło, że to nie był przypadek te kilka tygodni temu.
Przez
cały czas Abi pachniała kwiatami, całą łąką, ale bardziej jak w ciepły,
słoneczny dzień niż w deszcz.
Will
szarpnął szybko swoją koszulkę przez głowę, żeby móc czuć jej gładką,
aksamitną, gorącą skórę na swojej skórze.
Wciągnęła
gwałtownie powietrze na widok jego obnażonej klatki piersiowej i jej oczy znowu
się rozszerzyły, jak się wydawało, z zachwytu.
Will
nie czekał, aż oswoiła się z tym widokiem, nie analizował.
Objął
ją ramieniem, położył się wzdłuż jej ciała i zaczął pieścić ją ustami i palcami
coraz niżej, trochę chaotycznie i bardziej namiętnie, dążąc bez chwili zwłoki
do bliskości, której tak pożądali.
Reszta
była jak walka, zapasy, taniec zmysłów, który był spełnieniem marzeń ich obojga
i miłosnym zbliżeniem.
Nie
chodziło wyłącznie o pożądanie, o cielesność.
To
była całkowita jedność.
A
kiedy oboje byli nadzy i rozpaleni tak, że prawie jęczeli i stękali z gorączkowości,
Will ukląkł między nogami Abi i spojrzał na nią z góry, kiedy jego kutas drgał impulsywnie
i domagał się zaspokojenia.
-
Wszystko w porządku? - zapytał ochryple, żeby sprawdzić, czy nie chciała się
wycofać.
Jeszcze
mógł przestać.
-
Tak - mruknęła Abi i wyciągnęła do niego rękę, by dodać niecierpliwie - Chodź tu.
Will
wrócił do tego, co zaczął, całując jej brzuch, gładząc dłonią jej rozchylone uda,
a potem sięgając palcami między nie.
Była
mokra i gotowa.
Pieścił
przez chwilę jej łechtaczkę, ale sam przy tym podniecał się tak mocno, że
prawie przekroczył próg spełnienia, zanim w nią wszedł.
Czekała
na niego i dała mu o tym znać niecierpliwym jęknięciem.
Ujął
penisa w dłoń i nakierował go, wciąż patrząc jej prosto w oczy.
-
Jeśli zaboli - szepnął, z trudem wypychając słowa, więc wyszło to jak dyszenie
- …daj mi znać, to się zatrzymam.
-
Will - warknęła z irytacją - Pospiesz
się.
Uśmiechnął
się lekko, a potem delikatnie pchnął.
Otoczyła
go gorąca, wilgotna ciasnota.
Abi
krzyknęła i, chociaż było w tym słychać głównie zaskoczenie, nie ból, Will się
zatrzymał, czując, że jego kutas drgał z pragnienia ruchu.
Abigail
podniosła biodra, nabijając się na niego, więc się wsunął, a Will poprawił to,
poruszając też biodrami.
A
potem już nic nie było delikatnie i powoli.
Pchał,
pompował, drążył bez przerwy, bez ustanku tym szybkim gwałtownym rytmem, który
ona wzmagała, podrzucając biodrami, jednocześnie przyciągając go oburącz do
siebie, kiedy chciała więcej.
Will
nie panował nad sobą, ale całkiem stracił kontrolę, kiedy usłyszał przeciągły, zaskoczony,
ale pełen satysfakcji krzyk Abi.
*****
Abigail
O,
Boże przenajświętszy!
Już
sam dotyk warg Willa na moich ustach był cudowny, ale uczucie zgniatania moich
warg, a potem smak języka na moim języku, spowodowały, ze wręcz oszalałam.
Jego
pocałunki był chciwe, głodne, drapieżne i rozpalały mnie do granic
niemożliwości, jakich nawet nie znałam u siebie.
Dotyk
jego gorących, szorstkich dłoni na mojej skórze, czucie jego rozpalonej,
drgającej skóry na moich palcach, jego gorące, umięśnione, silne ciało
ocierające się tak blisko o moje, to wszystko spowodowało, że wiedziałam, co
chciałam robić bez żadnego instruktarzu.
To
był czysty, pierwotny instynkt.
Był
na mnie i całowałam go, kiedy on całował mnie, pieściłam go, kiedy on mnie pieścił
i dotykałam go wszędzie wszystkim, co
miałam.
Dbał
o mnie i dopytywał się o moje samopoczucie, więc wiedziałam, że się martwił,
czy nie bolało mnie, czy dobrze się z tym czułam, czy nie chciałam się wycofać.
Gdybym
zrezygnowała, wystraszyła się, dałby mi to i przestałby.
Wiedziałam,
ale nie chciałam tego.
Chciałam
jego.
A
potem był we mnie, wypełniając mnie
tak doskonale, chociaż trochę boleśnie, że po prostu musiałam poruszać biodrami, by czuć go mocniej i głębiej, nawet jak
czułam przy tym rozrywanie.
Miałam
Willa!
Całego,
bez powstrzymywania się, bez niczego między nami, bez skrywania uczuć, bo w
jego oczach po raz pierwszy czytałam wszystko.
Patrzyłam
w nie nieprzerwanie, a on patrzył w moje i byliśmy tak połączeni.
I
biegłam, frunęłam na swój szczyt.
Nagle
wszechświat zaczął krążyć, tysiące barw otoczyły nas, wirując po naszej
sypialni i unosząc się dookoła naszego łóżka.
Przyjemność
była wyjątkowa, genialna i nieporównywalna z niczym, czego doświadczyłam w
swoim życiu.
Kiedy
oboje ostatecznie osiągnęliśmy nasze spełnienie i ogłosiliśmy to, krzycząc wzajemnie
w nasze usta, wiedziałam, że chciałam jeszcze i tylko miałam nadzieję, że Will
się nie wycofa.
Nie
odszedł.
Położył
się obok mnie z nogami ulokowanymi między moimi, twarzą do poduszki, będąc
nadal we mnie, obejmując mnie i przytulając blisko jak najcenniejszy klejnot i
byłam szczęśliwa.
Byłam
wreszcie posklejana, cała,
naprawiona.
To,
co rozpadło się we mnie wiele lat temu, nawet wcześniej niż był gwałt na Ewie,
teraz wskoczyło na swoje miejsce, niczym puzzle, które gdzieś zaginęły i teraz
się odnalazły.
Miałam
to.
Will
mi to dał.
Miałam drugą połowę,
która była tam, na świecie, ale daleko ode mnie, a teraz miałam ją przy sobie.
To
był najlepszy prezent, jaki Will mógł mi dać.
I
sprawił, że to były moje najlepsze urodziny.
Nie
tylko nie najgorsze.
Will
wyślizgnął się ze mnie, złapał nasze kołdry z podłogi, by nas przykryć, zgasił
światło i ułożył nas.
Zaplątałam
nogi z nogami Willa, objął mnie ramionami, wtuliłam głowę w jego klatkę
piersiową i odprężyłam się.
Mogłam
to mieć.
Choćby
tylko przez kilka dni, niedługo, ale miałam
to.
I
nie zamierzałam analizować, bać się o to, co miało nadejść.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń