sobota, 27 maja 2023

4 - Dla mnie idealny (cz.2)

 

Rozdział 4

 Dla mnie idealny (cz.2)

*****

Kilka godzin później…

- Cześć - pomachałam Alekowi i Samowi, schylając się przez tylne drzwi ich Hondy, by spojrzeć na ich rozradowane, chociaż zmęczone twarze.

W drugiej ręce trzymałam pokrowiec z moimi ubraniami, które miałam na sobie przed południem, ale były o wiele krótsze niż sukienka, która była w nim wcześniej, a którą miałam właśnie na sobie, więc nie musiałam się bardzo wysilać, by nie ciągnęły się po ziemi.

To był gorący, letni dzień, a duchota, jaka panowała od rana zapowiadała burzę, ale, szczęśliwie, do tej pory było pogodnie.

Anie i Billy mieli piękny ślub i cudowne przyjęcie.

Dawna przyjaciółka naszej Ewy zrobiła taki piękny i pyszny tort, że przeszedł do legendy, a mogłam być pewna, że jej wyroby cukiernicze zostaną w przyszłości wykorzystane na przyjęciach u Evy i jej przyjaciółek, bo widziałam, jak wymieniały się danymi kontaktowymi.

Dekoracje udały nam się oszałamiające i byliśmy z nich dumni, ale naprawdę bardzo się nad nimi napracowaliśmy.

Robiąc ostatnie poprawki dosłownie padaliśmy na nos i widziałam to, z jakim trudem Alek wspinał się na drabinkę, by podpiąć jakiś kwiatek, który, według niego, krzywo wisiał.

Poskoczyłam niby-obrażona bliżej niego i zrobiłam skwaszoną minkę, kiedy powiedziałam:

- No wiesz? Masz tu taką kozę, która lubi skakać na każdy stopień, a nie pozwalasz jej wejść na tę drobinkę.

Alek spojrzał na mnie trochę zaskoczony, ale potem zszedł z tego jednego stopnia, który zdążył pokonać i pokazał mi, który kwiatek należało poprawić.

Minutę po tym, jak zrobiłam to, co on chciał zrobić, zeszłam z drabinki, a Alek poszedł do Evy, która rozstawiała dekoracje na stołach, zbliżył się do mnie Sam i objął mnie jednym ramieniem w pasie, by przyciągnąć mnie do siebie i pocałować czubek mojej głowy.

- Dzięki, Słonko - powiedział szeptem - Nigdy by mi nie darował, gdybym ja chciał go wyręczyć.

- Nie ma za co - odmruknęłam, udając, że pochyliłam się, by sprawdzić ułożenie płótna na stoliku, przy którym staliśmy.

- Jest - westchnął Sam, a ja spojrzałam na niego ze zdziwieniem, by zobaczyć, że jego wzrok był skierowany na jego partnera i był bardzo poważny.

- Alek miał bardzo ciężkie dzieciństwo i młodość - powiedział w końcu, kiedy przekonaliśmy się, patrząc w ich stronę oboje jednocześnie, że Alek poszedł z Evą do części kuchennej sali wynajętej na imprezę - Jego rodzina nie akceptowała jego orientacji seksualnej, a on odkrył ją dość wcześnie, więc próbowali go „wyleczyć”.

- Co? - szepnęłam z bólem, kiedy moje serce ścisnęło się, bo słyszałam o metodach „leczenia” homoseksualizmu.

- Są bardzo religijni - Sam potwierdził moje najgorsze obawy - Alek musiał godzinami klęczeć nagi w zimnej, wilgotnej piwnicy na gołym betonie, głośno modlić się lub może raczej bezmyślnie powtarzać słowa modlitwy, wysłuchiwać specjalnych kazań i znosić okrutne lanie mokrymi rózgami na gołe uda.

- Och - westchnęłam z żalem na myśl, co ten biedak musiał przeżywać.

- Tak - szepnął Sam i skinął głową - Nabawił się zapalenia stawów, miał zrosty więzadeł kolanowych i do tej pory ma blizny na nogach.

Zacisnęłam wargi, żeby tylko nie rozpłakać się, bo wiedziałam, że Alek nie chciałby mojej litości, nie zniósłby jej.

- Kocham go całym sercem - powiedział Sam cichym głosem - Bo wiesz sama, jaki jest. Ciepły, kolorowy, pogodny. Lubi wszystkich i wszędzie ma przyjaciół. Ale tamto zostawiło w jego umyśle cierń, którego nie wyrwała nawet wieloletnia psychoterapia.

Podniosłam głowę, by patrzeć Samowi prosto w oczy.

- Nienawidzi swojej rodziny - stwierdził mężczyzna, a ja wiedziałam, że Sam uważał, że to nie było dobre i chyba wiedziałam dlaczego.

- Przez to, że im nie wybaczył - potwierdził Sam na głos moje przypuszczenia - …nie jest w stanie iść na przód. Powinien zamknąć bolesny rozdział tamtej historii i rozstać się z cieniami przeszłości. Wiesz, przebaczenie umożliwia odnajdywanie spokoju w sobie oraz pewnego rodzaju moc, która wyzwoliłaby go od nieustannej walki z demonami.

Tak, rozumiałam to, bo podobnie było z długotrwałą chorobą.

Fakt, że pogodziłam się z koniecznością ciągłej, corocznej kontroli ewentualnego nawrotu raka, pozwolił mi na przejście nad tym do porządku dziennego i wytworzenie pewnej rutyny, chociaż dopiero rozmowa z panem Millerem pokazała mi, że mogę iść naprzód i mieć przyszłość.

- Jest bardzo pogodny jak na to, że nie odnalazł tego - szepnęłam.

- Bo się kochamy - podsumował Sam z pewnością w głosie, a ja się uśmiechnęłam, bo o to właśnie chodziło.

Na to miałam nadzieję z Anie.

Gwałt na Ewie rozbił naszą rodzinę i spowodował nieustanną walkę z traumą u każdego z nas.

Anie miała mieć Billy’ego, więc miłość, którą miałaby od niego, mogła dać jej tę moc, o której mówił Sam.

Dlatego właśnie po tym, jak otworzyłam drzwi swoim kluczem, weszłam do naszego domu z uśmiechem na ustach, a potem zamknęłam za sobą drzwi z powrotem na klucz, nie spodziewając się, żeby ktoś tam był oprócz mnie, wbiegłam po schodach pomimo zmęczenia i miałam zamiar położyć się na łóżku w sukience.

Nie było mi to dane.

W naszej sypialni była Lucy.

Wściekła i nastawiona bardzo złośliwie, pragnąca się na kimś wyżyć za to, że wszyscy cieszyli się ze szczęścia Anie, nasza zazdrosna siostra.

- No, wreszcie przyszłaś, dziwko! - warknęła głośno na mnie, po czym zaczęła wyrywać garściami resztę rzeczy z mojej szafy, skoro duża część moich ubrań, książek i przyborów malarskich leżała już porozrzucana na podłodze i na moim łóżku - Zabieraj swoje rzeczy z mojego pokoju! Od dzisiaj śpisz na dole, w tamtej klitce po Hannah.

- Lucy - zaczęłam ugodowo, mówiąc łagodnym tonem - jutro…

- Nie obchodzi mnie żadne gówno, jakim chcesz mnie uraczyć. Wypierdalaj! - warknęła moja zła siostra i podbiegła do okna, szarpnęła za framugę i podciągnęła je do góry.

Byłam zmęczona i jeszcze miałam nadzieję, że to był tylko pokaz siły.

- Nie zamierzam spędzić z tobą ani jednej nocy więcej! - Lucy wrzasnęła niespodziewanie - Spierdalaj z mojego pokoju, głupia suko!

Złapała pierwsze rzeczy, jakie leżały jej na drodze, wróciła do otwartego okna i wyrzuciła to przez nie na trawnik przed domem.

- Lucy, nie… - zaczęłam z rozpaczą, wyciągając przed siebie ręce, ale mnie kompletnie nie słuchała.

Zaczęłam miotać się po pokoju, by zebrać jak najwięcej swoich rzeczy i schować je do toreb, które miałam na dnie szafy, ale nie przestawała wyrzucać tego, co złapała przez okno, więc tylko błagałam - Przestań, Lucy, już zaraz się wyprowadzę, tylko przestań.

Aż nagle Lucy przestała miotać przez okno moją własnością, a ja nie rozumiałam dlaczego, ale wtedy zobaczyłam, że zamarła na sekundę, a na jej ustach pojawił się dziwny uśmieszek.

Podbiegła do swojego biurka, złapała stamtąd torebkę, do której wrzuciła kilka drobiazgów, telefon, nie spojrzawszy na mnie podbiegła do drzwi, za nie i usłyszałam jej dudniące kroki na schodach, kiedy zbiegała na dół.

W tej samej chwili usłyszałam daleki grzmot, a przez niego odgłos silnika samochodu, który bez wątpienia należał do Lucasa.

Przyjechał po nią, dzięki Bogu.

Zostawiłam torby z zebranymi rzeczami i zaszłam na dół, by pozbierać moje bardziej i mniej cenne rzeczy z trawnika przed domem, bo wiedziałam, że na ulewnym deszczu w czasie tej letniej burzy, która właśnie się rozpętała, nie miałabym szansy na uratowanie niektórych moich przyborów malarskich.

O ubrania, bieliznę i pościel w ogóle się nie martwiłam, bo to mogłabym wyprać i wysuszyć, a książki szkolne, mimo wszystko, były w drugiej kolejności.

Ale Lucy wyrzuciła przez okno jedno czyste podobrazie, które było raczej drogie i nie kupiłabym takiego w najbliższej przyszłości, i kilka nowych toreb, które miałam wkrótce pomalować na specjalne zamówienie, a także garść moich pędzli, gąbek do malowania i tubki z farbami, a to było coś dla mnie najcenniejszego.

No i przede wszystkim obraz, który namalowałam dla Ewy.

Kiedy znalazłam się na dole, przekonałam się, że Lucy nie zamknęła za sobą drzwi, ale i tak miałam wychodzić, więc nie zdenerwowałam się tym, tylko wybiegłam przez nie na deszcz.

Byłam wciąż ubrana w sukienkę, którą Alek wybrał dla mnie na ślub i przyjęcie Anie, a była ona wykonana z delikatnej, cieniutkiej, idealnej na lato, przewiewnej bawełny, a dopasowała ją na mnie pani Susy, bardzo ciepła, miła kobieta, która pracowała dorywczo jako krawcowa w ich butiku.

Sukienka była jasno żółta, trochę może za jasno i mało wyraziście, ale przecież chodziło o ten dzień mojej kochanej siostry, a nie o mnie, i mocno przylegająca, przez co podkreślała moje piersi, talię i biodra, ale była luźna na udach i do kolan, więc mogłam się w niej swobodnie poruszać.

Buty też miałam co prawda na koturnie, ale nadal bardzo wygodne, więc poruszałam się, modląc się w duchu, by moje najcenniejsze rzeczy nie zdążyły przemoknąć i zniszczyć się na ulewie.

Wybiegłam na trawnik, nie czując spływających po mnie strumieni wody.

Złapałam podobrazie, leżące niedaleko pędzle i tubki z farbą, kiedy poczułam czyjąś obecność.

Nie obejrzałam się, zamroczona deszczówką zalewającą mi oczy, kiedy biegłam z powrotem w stronę zadaszonego ganku naszego domu, by tam rzucić trzymane przedmioty i wrócić na trawnik.

Ale kiedy odwróciłam się do niego przodem, zobaczyłam go i oddech zamarł mi na sekundę w płucach.

W ręku trzymał jakieś moje koszulki, więc przybiegł, by mi pomóc.

Był to najpiękniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam.

Nie był tak wysoki, jak Billy, więc dla mnie był idealny, bo mogłam patrzeć wprost na niego, już kiedy lekko podniosłam głowę i zobaczyłam jego czarne oczy, które otaczały równie czarne rzęsy, wpatrzone we mnie z jakimś dziwnym, niezrozumiałym dla mnie wyrazem… ciekawości?

 A na dodatek mężczyzna był ciemny!

Miał oliwkową cerę, ciemne włosy, a ubrany był w czarną koszulkę, takie same dżinsy i buty, które wyglądały na motocyklowe i miał skórzaną, czarną kurtkę, którą właśnie zdjął i trzymał w ręce razem z kaskiem!

Rozejrzałam się szybko i spostrzegłam jego cudowny czarny motocykl, który stał zaparkowany po drugiej stronie ulicy.

Przyswoiwszy sobie tą całą wspaniałość, poczułam się nagle pewniejsza siebie, jakbym nagle zobaczyła element, którego mi brakowało, żeby uzupełnić obraz, który powstawał w mojej głowie, a który dotyczył tego dnia.

- Przepraszam - powiedziałam głosem, który nawet dla mnie zabrzmiał bardziej zdecydowanie - Moja siostra miała lekki napad złości - skłamałam, a potem kontynuowałam to kłamstwo, które powtarzałam już wielokrotnie do różnych ludzi - To nie zdarza się zbyt często.

Wtedy mężczyzna, stojący naprzeciwko mnie wyprostował się i nagle uśmiechnął się, a dla mnie to było tak, jakby słońce zaświeciło na pochmurnym, burzowym niebie.

Jego twarz wygładziła się, oczy zalśniły i dotarło do mnie, że był starszy ode mnie, ale z tym uśmiechem nadal wyglądał na młodego.

I był jeszcze piękniejszy.

Idealny.

- Jestem Will - przedstawił mi się i skinął delikatnie głową, ale nie wyciągnął do mnie dłoni.

- Abigail - powiedziałam i poczułam, że miałam zaschnięte gardło, więc odchrząknęłam.

- Dla przyjaciół Abi - dodałam głupio, chociaż bardzo chciałam usłyszeć, jak on mówił do mnie w ten sposób.

Will skinął głową, a potem obejrzał się w stronę swojego zamokniętego Harleya, po czym skrzywił się, a ja pomyślałam, że będzie musiał jechać na nim do domu, gdziekolwiek on był, na mokrym siedzeniu.

- To twój? - zapytałam, a on odwrócił się z powrotem w moją stronę, kiedy w moim głosie zabrzmiał zachwyt, jaki musiał usłyszeć, skoro spojrzał na mnie zdziwiony.

- Tak - Will skinął głową, a potem znowu obejrzał się w stronę motocykla - Trochę zmókł - dodał z westchnieniem, więc uznałam, że miałam rację.

Nie była miła jazda na mokrym siedzeniu motocykla.

- To może… - zawahałam się, zanim dokończyłam pytanie - Może przyprowadź go tu, to go trochę wytrzemy.

- Okej - mruknął Will, a potem dodał - Ale może najpierw zanieśmy to wszystko do domu - a ja pomyślałam, że miał rację.

- Racja - mruknęłam i złapałam jedną torbę w jedną rękę, w drugą trochę ubrań, które były na wierzchu, stwierdzając, że były tam majtki, staniki i koszulki, co było bardzo krępujące, a potem już bez zastanowienia złapałam za klamkę drzwi burzowych, otworzyłam je, pchnęłam drzwi frontowe i przeszłam przez nie, korytarzem wejściowym, do salonu i tam rzuciłam to wszystko na stolik do kawy.

Zabrałam te rzeczy, które przyniósł Will, by odłożyć je na kanapę, a później powiedziałam do niego - Przyniosę ci ręcznik - bo niechcący spojrzałam na jego brzuch i zobaczyłam, że jego mokra koszulka przykleiła się do niego i dokładnie pokazywała jego genialne mięśnie.

Kiedy usłyszałam, jak mruknął „dobrze”, natychmiast odwróciłam się na pięcie i miałam pobiec do komody mamy, gdzie miałyśmy ręczniki, ale przyszło mi do głowy, że mógł chcieć się umyć lub rozebrać chociażby na chwilę, a wolałabym, żeby zrobił to w łazience.

- Chyba, że wolisz iść do łazienki - zawołałam do niego, nie patrząc w jego stronę, bo nadal czułam, że moje policzki były gorące i, zapewne, czerwone.

Byłam zawstydzona, bo po raz pierwszy w życiu byłam podniecona na widok mężczyzny.

Dlatego byłam prawie szczęśliwa, kiedy Will odmówił i wręcz pofrunęłam po ręcznik, by wrócić z nim pędem, przekazać mu go i zabrać się za wnoszenie swoich rzeczy z ganku do domu.

Po pewnym czasie Will wrócił do pomagania mi, więc dość szybko uporaliśmy się ze wszystkim i właśnie wchodziłam do salonu z obrazem, który tak strasznie dawno temu namalowałam dla Ewy, patrząc z żalem na pęknięty róg jego obramowania.

- Też powinnaś się wytrzeć i może przebrać - powiedział Will, więc postarałam się otrząsnąć ze smutku, jaki mnie ogarnął i spojrzałam na niego.

Zobaczyłam, że patrzył na trzymany przeze mnie obraz z dziwnym wyrazem zachwytu zmieszanego z litością, jakby rozumiał, co chciałam przekazać tym obrazem, ale to nie było możliwe, bo przecież nie znał historii naszej rodziny.

Nie znał mnie.

Pomyślałam jednak, że miał rację co do wycierania się, a może nawet przebrania, bo mokra sukienka oblepiała moje ciało i czułam się z tym co najmniej niekomfortowo.

- Dobrze… - odpowiedziałam mu z westchnieniem - ale przez ten czas przyprowadź motocykl, to go wytrzemy.

Will również westchnął ciężko, odwrócił się i ruszył do swojego motocykla, a ja poszłam do łazienki na górze, gdzie miałam spodnie do jogi i koszulkę, którą założyłam po szybkim przetarciu ciała ręcznikiem.

Musiałam przyznać przed sobą, że zauroczył mnie ten facet nie tylko wyglądem, ale również rozmową.

Czułam się z nim swobodnie, lekko i bez przymusu, a rozmowa ujawniła jego inteligencję i poczucie humoru, która mi się podobało.

Kiedy wycieraliśmy motocykl szmatkami, które mama przeznaczyła do polerowania kuchenki, lodówki i szyb, dowiedziałam się, że był to Harley Davidson Buell X1, a kiedy Will zobaczył mój zachwyt tym pojazdem, zapytał mnie czy kiedyś takim jechałam.

Przyznałam się, że nie jechałam nigdy żadnym motocyklem, co dało mi niezwykłą propozycję ze strony tego mężczyzny, którego poznałam zaledwie parę godzin wcześniej.

Will zaproponował mi, że kiedyś pojedziemy na wycieczkę jego rumakiem i dał mi swój numer telefonu, biorąc jednocześnie mój.

Byłam taka podekscytowana.

Był idealny.

Ten mężczyzna nie był w moim wieku, był czarny, więc był moim ciemnym yin do mojego jasnego yang i doskonale się rozumieliśmy.

I na dodatek dał mi nadzieję na spotkanie w przyszłości.



 

1 komentarz: