Rozdział 10
Słonecznik (cz.1)
Abigail
Od
razu, kiedy się obudziłam, wiedziałam, że było inaczej niż zwykle.
Po
pierwsze bolało.
Czułam
ból między nogami, ale był on dziwnie słodki, miły, bo przypominał mi o czymś przyjemnym, a poza tym w połączeniu z
bólem mięśni po prostu czułam, że żyłam i czułam się z tym świetnie.
Po
drugie leżałam w innej pozycji niż zwykle i to też nie było złe.
Nie
leżałam na boku, naprzeciwko Willa, by spojrzeć na jego przystojną twarz zaraz
po otwarciu oczu, ale leżałam na
Willu, który był nagi, podobnie jak
ja byłam, więc czułam pod policzkiem jego gorącą skórę i słyszałam szmer jego
spokojnego oddechu.
Uśmiechnęłam
się do siebie, bo przypomniałam sobie, że miałam go całego.
Był
mój.
Przesunęłam
dłonią po skórze klatki piersiowej, na której leżałam, gładząc kręcące się na
niej, czarne, miłe w dotyku włoski, a wtedy poczułam szorstkie palce Willa delikatnie
poruszające się po moim nagim ramieniu.
-
Dzień dobry, Słoneczniku - usłyszałam jego mruknięcie i jednocześnie poczułam
wibracje klatki piersiowej, na której spoczywał mój policzek i przyciśnięte
było ucho.
Nie
poruszając głową, zaśmiałam się szczęśliwie, chociaż bezgłośnie, przez co moje
ciało się zatrzęsło.
-
Słoneczniku? - zapytałam i podniosłam
się, by oprzeć dłonie na nim, kiedy mój łokieć był przy jego żebrach na materacu,
a moja twarz wisiała tuż nad jego obojczykiem - Długo nad tym myślałeś?
Zgiął
szyję, więc zobaczyłam, że był rozluźniony, prawie uśmiechnięty, o wiele
młodszy niż widywałam go na co dzień.
-
Kojarzysz mi się z kwiatami i ze słońcem - wyjaśnił, gładząc pieszczotliwie
włosy na mojej skroni drugą ręką - Z kwiatową łąką w letni, słoneczny dzień. Nawet
tak pachniesz. Więc musiałem znaleźć kwiat, który kocha słońce. Słonecznik[2]
to jest to.
-
Tak - szepnęłam z zachwytem, bo podobało mi się to - To jest to.
Will
przyłożył dłoń do boku mojej twarzy, a ja odwróciłam się lekko, by wtulić w nią
usta i ostatecznie pocałowałam jej wnętrze.
Nie
trwało to długo, bo mężczyzna pode mną nagle podniósł się, zrzucił mnie z
siebie, wyszarpując swoje ramię spode mnie, przewrócił mnie na plecy, a zaraz
potem poczułam jego usta na swoich.
Westchnęłam
cicho z rozkoszy, kiedy rozchyliłam wargi, by wziął moje usta w głębokim,
mokrym, namiętnym pocałunku, jakiego nie doświadczyłam nigdy z żadnym z
chłopaków, a z Willem już po raz kolejny.
Więc
to był po prostu on.
To
jego pocałunki były tak idealne, że
rozpalały mnie natychmiast i chciałam więcej, chociaż ból między moimi nogami
nie był komfortowy i przypominał mi o konieczności odpoczynku.
-
Powinniśmy pójść pod prysznic - powiedział Will w moje usta, kiedy cofnął
odrobinę głowę, przerywając nasz pocałunek.
-
Tak - mruknęłam niechętnie i uświadomiłam sobie, że kurczowo trzymałam
zawinięte w pięści włosy na jego karku.
Rozprostowałam
palce, pogładziłam tył jego głowy i odsunęłam się ramionami na poduszce,
chociaż nie przerwaliśmy kontaktu wzrokowego.
Miałam
ochotę na więcej, o wiele więcej, ale
byłam obolała i nie zbyt pewna swojej kondycji, więc uznałam, że jeszcze będę
go miała, a teraz mogłam przejść do następnego punktu tego dnia.
Will
był głodny i ja byłam głodna, a po naszej aktywności wieczorem poprzedniego
dnia powinniśmy się umyć, zanim zrobilibyśmy śniadanie.
Więc
niechętnie, ale w końcu odwróciłam głowę i zaczęłam przekręcać całe ciało, by
wstać z łóżka.
Kiedy
przy tym złączyłam nogi, poczułam ostre pieczenie na mojej kobiecości, więc
syknęłam i skrzywiłam się.
-
Abi?! - Will zawołał moje imię z
niepokojem w tym samym momencie, kiedy z powrotem rozchyliłam nogi, wygięłam
tułów i spojrzałam w dół.
Wewnętrzna
strona zbiegu moich ud i moja kobiecość pokryte były krwią, co Will właśnie w
tej samej chwili również zauważył.
Nie
umyłam się po naszej aktywności poprzedniego wieczoru.
-
Kurwa - syknął cicho z tak głębokim żalem w głosie, że spojrzałam na niego,
uśmiechnęłam się zapewniająco i podniosłam rękę, by go dotknąć, gdy się nade
mną pochylał.
-
To nic takiego - rzuciłam lekceważąco - Podobno to normalne.
-
Boli cię - Will nie zapytał, ale stwierdził fakt, który był dla niego
oczywisty.
Bo
był.
-
Nie - skłamałam.
Will
zacisnął zęby i moja ręka opadła, kiedy gwałtownie zerwał się do siadu, przekręcił
się, zrzucił nogi na przeciwną stronę łóżka, by podejść do mnie, okrążając je,
wyciągnął ręce, złapał mnie jedną ręką pod kolana, a drugą pod plecy i szarpnął
mną do góry.
To
było tak nagłe, był taki szybki, że pisnęłam z zaskoczenia i złapałam się jego
ramion, oplatając je moimi, by nie spaść, chociaż Will trzymał mnie mocno i nie
upadłabym.
Will
nigdy by mnie nie upuścił.
A
Will ruszył ze mną na rękach w stronę łazienki i poruszał się tak energicznie,
że wiedziałam, że był zły, ale podejrzewałam, że był zły na siebie, a nie na moje kłamstwo.
Zacisnęłam
wargi, wiedząc, że mężczyzna zdenerwował się, bo myślał, że mnie skrzywdził.
W
jednej sekundzie domyśliłam się, o co mu chodziło.
Wychowywałam
się z mamą i trzema siostrami, jak to mój tata nazywał, w babińcu, więc od
samego początku byłam świadoma tego, jak to wyglądało, a moja mama zrobiła to z
moją pierwszą menstruacją, dając mi podpaski, pokazując skąd miałam je brać w
przyszłości, ale mówiąc przy tym:
-
Nie rób z siebie takiej wydelikaconej księżniczki. Wszystkie to przechodzimy co miesiąc. Krew i ból. Nie jesteś z tego
powodu jakaś wyjątkowa. Zaciśnij zęby, podnieś głowę i nie pokazuj, że coś się
dzieje.
Przyglądałam
się wówczas trzem moim starszym siostrom i widziałam, że nie dało się wyróżnić
dnia, w którym miały menstruację, więc postanowiłam też tak się zachowywać.
Jak
już wiecie, niestety, to mi się nie udało.
Na
szczęście, mój tata interweniował i zabrał mnie do lekarza.
Ale
Will wychowywał się z braćmi, a jego mama i siostry były w mniejszości, więc
mógł nie wiedzieć, jak to jest z cyklem kobiecym.
Krew
i ból były wpisane w nasze życie.
Zadziwiające
było to, że ten spostrzegawczy, mądry mężczyzna nie zauważył, że kilka dni temu
zakończył mi się okres, kiedy to przez cztery dni biegałam do łazienki częściej
niż poprzednio, zużyłam paczkę podpasek, a poza tym zjadłam w jeden dzień całą czekoladę z orzechami.
Co
prawda nie miewałam już aż tak
bolesnych miesiączek, jak miewałam na początku, ale nadal nie było to
komfortowe i niezauważalne.
-
Will - powiedziałam cicho i delikatnie, kręcąc jednocześnie palcami lok włosów
za jego uchem - Nic mi nie jest. Nie boli aż tak bardzo. Chciałam tego i ty
tego chciałeś. To po prostu był mój pierwszy raz.
-
Wiem - mruknął Will, sadzając mnie na blacie obok umywalki, bo dotarliśmy do
łazienki - Powinienem był być delikatniejszy. Jestem takim idiotą.
-
Hej! - szepnęłam, domagając się jego uwagi, wychylając się i starając się
spojrzeć mu w oczy - Wszystko jest dobrze. Naprawdę.
Will
westchnął ciężko, zaciskając wargi w wąską kreskę, kiedy stał przy umywalce, w
której namaczał mały ręcznik.
Wykręcił
go, złożył starannie, przez cały ten czas starannie unikając mojego wzroku, w
ogóle spojrzenia w moją stronę.
Położył
go na moich udach i dopiero wtedy podniósł wzrok, stając naprzeciwko mnie, ale
wciąż nie patrzył mi w oczy, więc złapałam go znowu za bok szyi, by naciskiem
kciuka na jego szczękę podnieść jego twarz i zmusić go do spojrzenia prosto w nie.
Udało
mi się i zobaczyłam jego udrękę.
Postanowiłam
zagrać trochę nieczysto na jego uczuciach.
-
Will… - szepnęłam ze smutkiem - bo pomyślę, że żałujesz.
-
Nie - mruknął - Nie żałuję. Ale nadal sądzę, że mogłabyś mieć kogoś bardziej
odpowiedniego.
-
Ale ja chcę ciebie - wymamrotałam
nadąsanym tonem rozkapryszonego dziecka, wydymając przy tym wargi i wreszcie
Will trochę się rozchmurzył.
Trochę.
-
Lepiej chodźmy pod ten prysznic - westchnęłam, bo naprawdę nie miałam siły na
nic więcej w tym momencie.
Will
był nagi, podobnie jak ja, więc wystarczyło, że pomógł mi zejść z blatu i
odsunął się, byśmy mogli znaleźć się w kabinie.
Najpierw
jednak stanęłam przed lustrem, by spiąć włosy w wysoki, niechlujny kok na
czubku głowy, żeby się nie zamoczyły.
Will
patrzył na to bez słowa i bez ruchu, stojąc za moimi plecami, nie dotykając
mnie, co mnie trochę niepokoiło.
A
potem przesunęłam się i odetchnęłam, bo, szczęśliwie, Will nie uciekł, ale, nieco
sztywno, wszedł za mną pod prysznic, zasunął za sobą drzwi, kiedy odkręcałam
wodę i dobierałam jej temperaturę, a potem odwróciłam się do niego i lekko podniosłam
twarz w jego stronę.
Stał
bardzo blisko mnie, bo kabina była
maleńka.
Muskaliśmy
się ramionami, ocieraliśmy się o siebie, kiedy poruszaliśmy się w jakimkolwiek
celu w tej przestrzeni.
-
Mister Dark, uśmiechnij się, bo umyję cię moim żelem i będziesz pachniał przez
cały dzień kwiatami - powiedziałam lekkim tonem, zabawnie poruszając przy tym
brwiami.
Zobaczyłam,
że się rozluźnił i odetchnęłam z ulgą.
-
Za nic w świecie nie chciałby mieć twojego zapachu na sobie przez cały dzień -
mruknął Will takim dziwnym tonem, że pomyślałam, że nareszcie żartował -
Nie mógłbym się skupić w pracy.
-
Jest niedziela - przypomniałam mu, sięgając w bok po butelkę z jego żelem.
-
Tak, jest - powiedział Will, biorąc z półki do rąk butelkę z moim żelem - …i ty
masz jechać do mamy, by porozmawiać z tatą, więc umówiłem się z facetami na
małe spotkanie informacyjne.
No,
tak, znowu zamierzał pracować, nie zważając na swój wypoczynek, byle tylko
zapewnić mnie i obcym kobietom bezpieczeństwo.
Mój
wspaniały obrońca.
-
Dobrze - mruknęłam, kiedy już miałam rozrobioną pianę na dłoniach i odwróciłam
je wnętrzem w stronę skóry Willa na jego klatce piersiowej - Chciałabym
pojechać jeszcze do Jacka.
Położyłam
dłonie na jego skórze, a on wciągnął powietrze i już miałam spojrzeć na jego
twarz, by sprawdzić, czy nie zrobiłam czegoś źle, kiedy zobaczyłam ruch w dole
naszych ciał.
Jego
penis drgnął i zaczął się podnosić.
Zagryzłam
wnętrze boku mojej dolnej wargi.
-
Billy jest w pracy - przypomniał mi Will, kontynuując naszą rozmowę jakby nic
się nie działo, chociaż jego ton był dziwny.
Nie
słyszałam go jeszcze nigdy do tej pory.
-
A Jack jest u Evy - przypomniałam mu, przenosząc wzrok na jego tors.
-
Więc chcesz jechać do Evy? - zapytał Will, obejmując mnie swoimi dłońmi i
rozprowadzając tam mój żel.
Skinęłam
głową, bo przyszło mi do głowy, że nie mieliśmy powodu, żeby się ukrywać przed
Evą, chociaż może nie o wszystkim wiedziałam.
-
Pojedziesz ze mną? - zapytałam z nadzieją i zerknęłam mu przelotnie w oczy, a
wtedy to się stało.
Przez
tą całą naszą rozmowę roztarłam żel na klatce piersiowej, brzuchu i ramionach
Willa, zachwycając się ciepłem jego twardych mięśni, które mogłam wyczuć pod
jego skórą i tym, jak cudownie wyglądały tam jego czarne włoski przyklejone
przez wodę.
Nie
patrzyłam w oczy Willa, ale podążałam wzrokiem za swoimi dłońmi.
Nie
uważałam.
Dlatego
dopiero, kiedy delikatny dotyk jego rąk na szczytach moich piersi pozbawił mnie
tchu, podniosłam wzrok, a jednocześnie nagle wciągnęłam powietrze z zachwytu i
rozkoszy.
Dłonie
Willa rozprowadziły żel po moich ramionach, szyi, plecach do łopatek i właśnie
były na dekolcie i schodziły niżej.
-
Lepiej, by było, żebym nie jechał… - wymamrotał Will - ale chciałbym. Tylko nie wiem, czy zdążę.
Patrzył
na moją skórę, podążając za swoimi palcami, które właśnie w tej chwili objęły
obie moje piersi od dwóch stron, kiedy kciuki drażniąco, szorstko, chociaż
lekko trącały moje sterczące sutki.
-
Will - szepnęłam, naciskając mocniej dłońmi na boki jego brzucha.
-
Taka piękna - szepnął Will.
Nasze
spojrzenia połączyły się i nieomalże przez minutę milczeliśmy, stojąc pod
strumieniem wody, tylko w bezruchu trzymając na sobie dłonie.
Był
idealny.
Podziwiałam
jego bicepsy, kaloryfer na jego brzuchu, wspaniałe V ukształtowane wzdłuż jego
bioder w stronę pięknego penisa.
I
samego penisa.
Nigdy
nie widziałam mężczyzny tam.
Mój
wzrok ześlizgnął się po jego ciele i zatrzymał na tym pięknie, które tam dumnie
starczało w górę, kiedy Will pieścił moje piersi, zsunął dłonie po moich
biodrach, a potem niespodziewanie opadł na kolana, pozwalając, by woda lała się
po jego głowie i zalewała mu twarz, kiedy wsunął jedną dłoń między moje nogi.
-
Och! - wykrzyknęłam z zaskoczenia,
ale i podniecenia.
Przeniosłam
dłonie na jego ramiona, bo nie miałam innego wyboru, jeśli nie chciałam się
przewrócić.
Nadmiar
tego, co czułam, przytłaczał mnie i oszałamiał.
Will
mył mnie pieszczotliwie, delikatnie, gładząc wielokrotnie miejsca, gdzie
zaschnięta krew nie chciała zostać usunięta, a także łagodnie głaszcząc moją
kobiecość, na co rozchyliłam nogi.
Złapałam
dłonią za rurkę, na której był przymocowany prysznic, by utrzymać równowagę,
kiedy podniosłam prawą nogę, ułatwiając Willowi dostęp do podrażnionego miejsca,
a drugą rękę bezwiednie przyłożyłam wierzchem do ściany za mną.
Will
był czuły, subtelny, traktował moje ciało z najwyższym szacunkiem.
Z
miłością.
Niespodziewanie
poczułam tam jego usta.
Najpierw
było to po prostu delikatne dmuchnięcie, ale, kiedy mruknęłam z rozkoszy Hmmm, na mojej łechtaczce znalazł się
język i nie miałam innego wyjścia, jak wypchnąć w jego stronę biodra i dać się
porwać kolejnej fali euforii.
Nogi
mi osłabły, więc trzymałam się mocniej rurki, a podniesioną nogę oparłam stopą
na ramieniu Willa.
A
on nieprzerwanie, coraz bardziej łapczywie
pieścił mnie tam językiem, palcami i wargami, wysuwając brodę, na której
zaznaczał się ślad nowego zarostu, przez co była szorstka i drażniła mnie, dodatkowo
pobudzając, więc nie minęło dużo czasu, kiedy osiągnęłam spełnienie w tan
sposób.
Krzyknęłam
z rozkoszy, ale Will nie odsunął się, tylko gładził mnie tam jeszcze przez
chwilę palcami, przedłużając mój orgazm, a potem myjąc mnie z soków, które
wypłynęły mi na uda.
Kiedy
się podniósł, wyprostował się i patrzył na mnie, sprawdzając, czy utrzymam się
na nogach, a ja utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy, wciąż czując to
połączenie, które zaczęło się poprzedniego wieczoru.
To
była niebywała ulga, ogromne pocieszenie w tych dniach, kiedy moja ukochana
siostra została napadnięta i była w śpiączce, przez co nie wiedziałam, czy
jeszcze ją kiedyś odzyskam.
Miałam
Willa.
Ten,
o którym zaczynałam nieśmiało myśleć Mój
Mężczyzna, zaczął myć siebie swoim żelem pod prysznic, którego zapach tak
doskonale znałam i który tak uwielbiałam.
Chciałam
dać mu to, co on dał mi, więc przeniosłam swoje dłonie na jego brzuch, a potem
objęłam palcami jego twardego penisa.
-
Abi - mruknął bez przekonania Will - nie musisz…
-
Ale chcę - szepnęłam z uczuciem, wyzywająco wysuwając brodę w jego stronę,
kiedy obie moje dłonie badały jego męskość.
Przesunęłam
zaciśniętą pięścią w górę i w dół, a drugą dłoń wcisnęłam pod jądra, które były
pokryte dziwnie pomarszczoną, wręcz chropowatą skórą.
Spojrzałam
w dół i rozchyliłam usta, kiedy jądra skurczyły się pod wpływem mojego dotyku,
a penis drgnął tak mocno, że prawie wyrwał mi się z ręki.
-
Abi, kurwa - syknął Will - ja zaraz…
-
Och - westchnęłam, a potem z premedytacją, mocniej i gwałtowniej obydwiema
dłońmi powtórzyłam moje manewry.
-
M-mmm - przeciągle zajęczał Will, wypchnął biodra w moją stronę, ruszył nimi w
rytm moich ruchów, a potem zobaczyłam białą, gęstą substancję, wytryskującą z
czubka penisa.
Uśmiechnęłam
się najpierw leniwie, a potem coraz szerzej, triumfalnie, bo właśnie zaliczyłam
kolejny swój pierwszy raz, a nawet dwa
pierwsze razy.
Doprowadziłam
mężczyznę do szczytowania i zobaczyłam spermę.
Will
patrzył na mój uśmiech półprzytomnie, a później wyciągnął rękę, złapał mnie za
kark i przyciągnął do siebie, by wpić się ustami w moje usta.
W
końcu musiało się to stać, więc umyliśmy się, wyszliśmy spod prysznica,
wytarliśmy i ubraliśmy, a potem ja zrobiłam śniadanie, kiedy Will dzwonił i
ustalał ze wszystkimi plan na nasz dzień.
Dziękuję
OdpowiedzUsuń